Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Bitwa na zachodzie – Fnatic vs Cloud 9.

Ostatni dzień fazy grupowej przyniesie rozstrzygnięcie dla, jak się do tej pory okazało, jednej z najbardziej zaskakującej z grup – grupy B. Do tej pory było to przedstawienie jednego aktora – Cloud 9 zaskoczyło widzów, analityków i pewnie samych siebie, nie oddając ani jednego meczu i z w wynikiem 3-0 zajmują najwyższe miejsce w tabeli. Tuż za nimi trzy drużyny pozostają w impasie – Invictus Gaming, ahq e-Sports Club i Fnatic, które wygrały po jednym spotkaniu i przegrały dwa. Tym razem zmienia się jednak format – drużyny będą musiały wykazać się nie tylko umiejętnościami, ale i wytrzymałością, bo każda z nich zagra aż trzy mecze w ciągu jednego dnia.

Fnatic vs Cloud 9

Dwie organizacje z długą historią dominacji swoich regionów – C9 ma na koncie dwa, a Fnatic aż pięć tytułów Czempionów LCS. Każda z drużyn musiała też zmierzyć się z przeciwnościami –  Borę ”YellOwStaR'a” Kima opuścili wieloletni koledzy z drużyny i musiał w dwa tygodnie skompletować skład gotowy, by zagrać na najwyższym, europejskim poziomie. Mimo prawie całkowitego braku doświadczenia, „nieopierzone” chłopaki z Fnatic najpierw zwyciężyli w wiosennym finale, a potem dosłownie zdominowali letni sezon, przegrywając tylko dwie z dwudziestu sześciu gier. Amerykanie z NA LCS sprowadzili z Europy supergwiazdę soloq – doświadczony kapitan drużyny Hai “Hai” Lam został zastąpiony przez Nicolaja “Incarnati0n” Jensena.  Po raz pierwszy od dołączenia do LCS dwa lata temu Cloud 9 zmieniło skład i po raz pierwszy byli na skraju opuszczenia ligi – dopiero powrót Haia do drużyny na pozycję dżunglera posklejał drużynę w całość i w desperackim zrywie udało im się zakwalifikować na Mistrzostwa.

1

W Paryżu wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Fnatic, jak krążyły plotki po ich treningu w Korei, było poważnym pretendentem do zdobycia tytułu – Europejczycy byli przez niektórych stawiani na równi z takimi potęgami jak SK Telecom, czy Edward Gaming. O Cloud 9 nie mówił nikt – byli uznawani za chłopców do bicia.  Nikt nie wierzył w drużynę, która w iście disneyowskim styłu zakwalifikowała się na mistrzostwa, wygrywając trzy serie meczy, w tym dwa, powracając ze stanu 0-2. Grupa B, do której trafiły obie drużyny miała być pojedynkiem między trzema drużynami – chińskim Invictus Gaming, dominującym LMS ahq i europejskim tytanem Fnatic. Już pierwszy dzień przyniósł niespodziankę – Fnatic metodyczną grą pokonało iG w meczu otwarcia Mistrzostw, a C9 zwyciężyło z faworyzowanym ahq. Dwa dni później Cloud 9 udowodniło, że pierwsza wygrana nie była przypadkiem – iG musiało uznać także i ich wyższość. Fnatic natomiast straciło impet i przegrało z ahq. Dwie drużyny miały się spotkać w ostatni dzień pierwszej części fazy grupowej. Gra okazała się zacięta. C9 wypracowało przewagę, którą jednak przez złą decyzję przy baronie oddali Fnatic. Chłopcy Yellowstara nie mogli jednak utrzymać się długo i Cloud 9 w pięknym stylu, zakończonym pierwszym Pentakillem Mistrzostw w wykonaniu Ana ”Balls” Le, zwyciężyła nad Fnatic i zajęła pierwsze miejsce w tabeli.

2

Historia rywalizacji Fnatic i Cloud 9 sięga równo dwa lata wstecz. Pierwszy raz drużyny spotkały się w ćwierćfinale Mistrzostw w 2013 roku. W pierwszej serii przeciw sobie, Europejczycy wzięli górę i pokonali C9 2-1. Później drużyny starły się w Bitwie o Atlantyk – turniejowi dwóch regionów. Tym razem to Amerykanie byli lepsi i pokonali Fnatic 2-0, a później potwierdzili swoją wyższość na zawodach All-Stars w Paryżu. Europejczycy odbili piłeczkę na Intel Extreme Masters w Katowickim Spodku, gdzie pokonali w ćwierćfinale Cloud 9 2-1. Wszystkie spotkania tych dwóch drużyn stały na wysokim poziomie – jeśli któraś z nich zwyciężała, to dzięki przemyślanym zagraniom i perfekcyjnemu wykonaniu planu na grę. Fnatic i Cloud 9 stały się przez całą historię LCS swoistymi wyznacznikami siły Europy i Ameryki. Każde ich spotkanie było sprawdzianem siły obu regionów.

Jeśli Cloud 9 chce utrzymać prowadzenie w grupie to właśnie europejska drużyna jest ich największym konkurentem. Szczególnie duża presja ciąży na Haiu – to on jest mózgiem drużyny i to dzięki jego szybkiemu i trafnemu osądowi C9 jest w stanie pokonać przeciwników nie tyle umiejętnościami, co genialnymi pomysłami i zagraniami. Fnatic musi natomiast wrócić do gry, która zapewniła im dominacje w EU LCS – zwłaszcza Heo “Huni” Seung-Hoon wydaje się odstawać od swojej formy, często przez swoje nierozsądne zagrania pakując drużynę w kłopoty. Jeśli w Cloud 9 to Hai jest tym, który poprowadzi drużynę do zwycięstwa, to dla Fnatic będzie to Fabian “Febiven” Diepstraten. To on jest najmocniejszym ogniwem drużyny na tym turnieju. Gra Holendra nie ma sobie równych w grupie i jeśli drużyna będzie w stanie za nim nadążyć, to zwycięstwo nad Amerykanami nie powinno być wyzwaniem.

3

Która z „zachodnich nadziei” okaże się lepsza? Czy Cloud 9 dalej będzie żyło amerykańskim snem? A może Fnatic zafunduje im bolesną pobudkę? Pojedynek na szczycie grupy B rozegra się już w Niedzielę, 11 paździenika o 15:00.