Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Dobry, zły i brzydki

Jeszcze nie tak dawno temu było 2 carrych w drużynie. Jak to się zmieniło w ciągu ostatnich miesięcy? Ilu jest ich teraz?

Edward

Jednym z prekursorów carrujących supportów był Edward "Edward" Abgaryan (w środku).

Wszyscy uważni fani profesjonalnej sceny na pewno zauważyli ogrom zmian, który zaszedł od końcówki 5 sezonu. Zaktualizowani AD Carry, nowe przedmioty i wiele innych– te elementy zmieniły oblicze League of Legends, którą wszyscy znali. W większości przypadków te czynniki doprowadziły do przyspieszenia rozgrywki, zarówno w przypadku sceny esportowej jak i amatorskiej. Dlaczego miała miejsce intensyfikacja akcji w grze? Jak się do tego przyczyniła ciągle zwiększająca się ilość carrych w profesjonalnych drużynach? 

Klasyczny kanon

Fnatic

Zespół Fnatic zapoczątkował w Europie trend zwiększającej się ilości carrych.

Najstarsi widzowie pamiętają czasy, kiedy w typowej kompozycji drużyny było tylko dwóch carrych. Ta meta utrzymywała się przez bardzo długi czas. Dopiero w ostatnim sezonie, piątym, wielu analityków zaczęło wiązać sukces drużyny Fnatic z posiadaniem aż trzech carrych. W klasycznym wydaniu normą było skupienie obrażeń drużyny w rolach AD carry’ego i mid-lanera. Jokerem w talii legendarnego europejskiego zespołu okazał się być Heo "Huni" Seung-hoon. Powodem były jego tendencje do agresywnej gry na top-lanie, co spotkało się z aprobatą osób odpowiedzialnych za strategię Fnatic. W wiosennym sezonie 2015 jeszcze się ograniczał, decydując się na postacie takie jak na przykład Rumble czy Lissandra. Oferowały mu i zespołowi, oprócz możliwości zabójstw, opcję ułatwienia ucieczki lub po prostu nękania. Jednak zaledwie parę miesięcy później "Huni" zdecydował się iść na całość. W rekordowym dla Fnatic okresie postanowił w pełni oddać się zamiłowaniu dla asasynów. Można było go podziwiać jak grał między innymi Ekko, Riven i Fizzem. W międzyczasie analitycy zachwycali się nad konceptem „trzech zagrożeń” w wydaniu żółto-czarnych, ponieważ naprawdę wiele osób dopatrywało się w tym pomyśle źródła sukcesów Fnatic. Jednak czy to miało taki wielki wpływ na metę? Owszem.

Huni

Heo "Huni" Seung-hoon zrobił na widzach olbrzymie wrażenie swoją grą Rumblem.

Zmierzch twardzieli

Podczas piątego sezonu w drodze do uzyskania perfekcyjnego balansu stopniowo, ale systematycznie osłabiała potęgę obrońców. Podobnie sprawa się miała z wszystkimi postaciami, które były naprawdę trudne do zabicia. Jednak te zmiany nie były widoczne w grze, poza minimalnym przyspieszeniem średniej długości rozgrywki. Tak wyglądał łagodny zmierzch ery obrońców. 

W końcu, wcześniej rzadka, kompozycja trzech zagrożeń stała się chlebem powszednim na scenie esportowej. Dobry, zły i brzydki byli w grze. Czasem rolę ostatniego miecza Damoklesa spełnia gracz zajmujący rolę supporta. W takiej sytuacji popularne wybory to bohaterowie tacy jak Brand, Annie i Zyra. Dają popalić przeciwnikom. Jednak najczęstszym miejscem, które zajmuje kolejne zagrożenie w drużynie jest top-lane. Powodów zapewne było naprawdę wiele, na przykład trudniejszy do skontrowania splitpush czy zwiększenie szansy na one-shot carrych przeciwników. Dlatego z biegiem czasu postacie takie jak Maokai i Sion zostały zastąpione przez Rumble’a, Riven i Ekko. 

Trzech to za mało

Reignover

Kim "Reignover" Yeu-jin nie pozostaje daleko w tyle za swoimi kolegami - też potrafi być carrym.

Po Mistrzostwach Świata wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że ta część mety się nie zmieni zanadto, pomimo nadchodzących aktualizacji. Jednak przewrotny los postawił na swoim. Sezon 6 został rozpoczęty od pogłębienia trendu rezygnowania z inwestycji w obrońców na rzecz carrych. W czwartym tygodniu drużyna Immortals w meczu przeciwko Counter Logic Gaming zdecydowała się na bardzo śmiały wybór bohaterów. Nikogo nie zdziwił widok Lux na mid-lanie i Soraki z Kalistą na bot-lanie. Niespodzianką były przedmioty budowane przez Kima "Reignover" Yeu-jina grającego Nidalee. Opierając się na Różdżce Wieków i Berle Otchłani udało mu się prawie dwukrotnie przewyższyć obrażenia większości oponentów. Krótko mówiąc był mordercą. Jeszcze bardziej szokujący okazał się pomysł Heo’a "Huni" Seung-hoona, który zdecydował się zagrać Cho’gathem. Doborem ekwipunku bardzo przypominał swojego junglera. Dodatkowo zdecydował się zaopatrzyć w Echo Luden, w efekcie czego rozpuszczał swoich przeciwników. Zespół Immortals osiągnął zdecydowane zwycięstwo po 32 minutach gry, w której zadali prawie 1,5 razy więcej obrażeń od swoich przeciwników. Wliczając w to Sorakę. Liczby mówią same za siebie, a ten wybuchowy mecz był doskonałym przykładem jak śmiercionośna jest kompozycja 4 carrych. 

Vitality

Drużyna Vitality postanowiła pobić wszystkie dotychczasowe rekordy.

Kiedy już wydawało się, że ciężko będzie podnieść poprzeczkę, miał miejsce kolejny przełom. Debiutancka drużyna Vitality sprawiła swoimi decyzjami, że widzom dosłownie opadły szczęki z wrażenia. Graves na top-lanie, Nidalee w jungli, Zilean na mid-lanie i Corki z Bardem na bot-lanie. Jeszcze pół roku temu każdy szanujący się gracz wyśmiałby taką kompozycję. Tymczasem Vitality zdecydowało się na taki zestaw bohaterów w starciu z półfinalistami Mistrzostw Świata – zespołem Origen. Brzmi absurdalnie. Jeszcze bardziej nierealne wydawałoby się, że mogliby wygrać ten mecz, a jednak udało im się tego dokonać w pięknym stylu. W ciągu 32 minut ich kompozycja stała się fenomenem na skalę światową. Sam wynik 13:1 nie byłby tak imponujący, gdyby nie gracze Vitality nie zdobyli swoich zabójstw w naprawdę zjawiskowy sposób. Bez chwili zastanowienia niszczyli wrogów znajdujących się pod osłoną własnych wież, co bez żadnego obrońcy było fascynującym widowiskiem. Za jedyną tarczę służył im [R] Chronoskok Strażnika Czasu, takie igranie ze śmiercią było balansowanie pomiędzy odwagą, a przesadą. Jednak jak widać w szaleństwie tkwi metoda.

Ciekawsze czasy

Co o tym sądzić? Trend jest stosunkowo młody, więc opinie w internecie się mnożą, a pewników jest niewiele. Nie wiadomo nawet czy w następnym tygodniu profesjonalni gracze nie przygotują dla fanów kolejnej radykalnej niespodzianki. Pojawia się pytanie czy to źle? Wybuchowe i zdecydowanie bardziej śmiercionośne mecze są niezmiernie ciekawsze od tych klasycznych. Dlatego widzowie, w szczególności rozgrywek LCS, są bardzo zadowoleni obecną sytuacją. Pojawiły się liczne pozytywne komentarze odnośnie przerwania mety, która opierała się na tych samych bohaterach. Obecne trendy na profesjonalnej scenie esportowej są jak najbardziej dalekie od monotonii. Kompozycje w klasycznym składzie nie zostały całkowicie wyparte, więc fani twardzieli o minimum 4 tysiącach punktów zdrowia też znajdą coś dla siebie. Podsumowując: w obecnej mecie warto czerpać inspirację z rozgrywek LCS - każdy znajdzie coś dla siebie.

Crowd

Rozemocjonowany tłum to najlepszy wyznacznik atrakcyjności rozgrywek.

Czy społeczeństwo graczy czeka renesans? Wydaje się, że nieprędko. Nie można się oszukiwać, tendencje w League of Legends są jak kobiety, nieodwołalnie zmienne. Jednak w najbliższym czasie nie są zapowiadane żadne gruntowne zmiany, które mogłyby mieć tak radykalny wpływ. Dla widzów to dobra prognoza. Najlepszymi towarzyszami na tak żywiołowe rozgrywki są przyjaciele, zimne napoje i popcorn.