Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Dominacja Korei – nadal trwa czy już przeminęła?

Nie ulega wątpliwości, że koreańskie zespoły w ostatnich latach zdominowały międzynarodową scenę League of Legends. Ale czy przypadkiem nie nadszedł już kres panowania zespołów rodem z Korei? Czy zawodnicy z tego kraju nadal są bogami, czy może w oczach reszty świata na powrót zmienili się w zwykłych śmiertelników, których jednak da się pokonać?

1

Podstawą do podważenia koreańskiej dominacji są ostatnie międzynarodowe turnieje. Zespołom z ojczyzny e-sportu nie udało się zwyciężyć ani w finałowym turnieju Intel Extreme Masters, który odbył się w Katowicach, ani w „małych Mistrzostwach Świata”, jak określić można Mid-Season Invitational (MSI).

Ta pierwsza porażka była bardziej bolesna z dwóch powodów. Po pierwsze kończyła nieprawdopodobną passę koreańskiej dominacji na scenie międzynarodowej, która została zapoczątkowana w marcu 2013 roku, podczas finału IEM w Kolonii. Po drugie najlepsza w tamtym czasie koreańska ekipa, czyli KOO Tigers przegrała już w półfinale, i to z najgorszą drużyną chińskiego LPL (World Elite zajmowało wtedy ostatnią, dwunastą pozycję w rodzimych rozgrywkach), natomiast drugi z reprezentantów – CJ Entus, odpadł już w fazie grupowej.

Z kolei druga klęska była jednak nieco bardziej prestiżowa. MSI, czyli „małe Mistrzostwa Świata” – turniej organizowany w połowie sezonu dla triumfatorów wiosennego splitu każdego z regionów, miał być dla odzyskującego formę SK Telecom T1 tylko przystawką. Tymczasem już w półfinale Koreańczycy mieli ogromne problemy z fenomenalnym Fnatic (po wyrównanym meczu wygrana SKT 3-2), a na finał nie starczyło już sił – wynikiem 3-2 zwyciężyło chińskie Edward Gaming. W związku z tym Koreańczycy pozostają w 2015 roku bez żadnego ważnego, międzynarodowego zwycięstwa.

Chińska rewolta

2

Od pewnego czasu to właśnie Chiny są uznawane za region, który może, a nawet powinien dogonić Koreę. Przez kilka sezonów Chińczycy próbowali stworzyć e-sportową potęgę własnymi siłami: swoimi trenerami, analitykami i przede wszystkim graczami. Efektów w postaci triumfów w najważniejszych turniejach jednak brakowało. Dlatego też w ostatnim czasie zespoły z kraju Wielkiego Muru zmieniły podejście . Do chińskich formacji dołączyli mistrzowie świata z Samsunga White, ich koledzy z dywizji Blue, a także kilkunastu innych, znakomitych zawodników. Chińczycy częściej też zaczęli sięgać po koreańskich trenerów oraz analityków. W efekcie poziom LPL odnotował ogromny wzrost i na obecną chwilę ciężko jednoznacznie stwierdzić, która z azjatyckich lig stoi na wyższym poziomie. Doskonałym dowodem były wspomniane już turnieje: IEM w Katowiach oraz Mid-Season Invitational – w pierwszym reprezentanci LPL dotarli do finału, natomiast w drugim już triumfowali.

Zachód goni, ale czy dogoni?

Także w bliższych nam rozgrywkach spod znaku LCS coraz częściej oglądamy azjatyckich zawodników – potentat EU LCS, Fnatic ma w swoim składzie dwóch Koreańczyków, na środkowej alei w H2k też gra Koreańczyk, zawodnik z tego kraju pełni również rolę supporta w TSM. Gracze z ojczyzny e-sportu coraz chętniej emigrują na Zachód, żeby wymienić chociażby Rusha, Impacta, Pigleta czy Move’a. Dobrą wiadomością jest jednak fakt, że razem z przybywającą liczbą Azjatów (choć niekoniecznie w związku z nią) zmienia się też kultura grania, rozwija infrastruktura i samo podejście do e-sportu. Na Zachodzie drużyny są coraz bardziej profesjonalne, każda z nich zatrudnia trenera i sztab ludzi, którzy pomagają samym graczom, a jeszcze rok temu, w co ciężko uwierzyć, najlepsze zespoły z Europy – Fnatic i Elements nie posiadały pełnoetatowych trenerów. Poziom LoL-a na świecie nieco się wyrównuje, ale nadal nieliczni reprezentanci Zachodu są w stanie rywalizować z azjatyckimi potęgami, choć zdarza się to coraz częściej: chociażby Team SoloMid w finałowym turnieju Intel Extreme Masters czy Fnatic obecnie.

Korea nadal na czele?

3

Pomimo problemów z utrzymaniem dominacji na międzynarodowej scenie, koreańskie LCK nadal uważane jest za najmocniejszą ligę świata przez większość ekspertów. Ale dlaczego?

Korea nadal jest najbardziej innowacyjnym regionem, gdzie najczęściej odkrywa się nietypowych bohaterów, niestandardowe rozwiązania czy zaskakujące strategie. To Korea niejako włada metą. Cały świat swego czasu wzorował się na pomysłach na grę KOO Tigers, które zawładnęło sezonem zasadniczym wiosennego splitu koreańskich rozgrywek. Teraz cały świat stara się naśladować SK Telecom T1, które jest nie do powstrzymania w rodzimej lidze.

Siłę Korei można też zmierzyć nieprawdopodobną ilością profesjonalnych graczy - Koreańczycy występują w najlepszych drużynach każdego regionu. Ponadto styl, w jakim LCK poradziło sobie z ogromną migracją zawodników, która miała miejsce przed tym sezonem, napawa respektem. W tym niewielkim, azjatyckim państwie na miejsce każdego znakomitego gracza wyrasta nowy, równie utalentowany. Dzięki temu drużyny LCK były w stanie błyskawicznie załatać wszystkie luki, które pojawiły się po odejściu wielu z najbardziej utytułowanych zawodników. Koreańczycy wyszli bowiem z założenia , że nie ma ludzi niezastąpionych i potrafili to udowodnić. Ponad już posiadane umiejętności mechaniczne postawili żmudny trening zdolności indywidualnych, ćwiczenie zgrania między zawodnikami oraz pracę nad kontrolą mapy, czyli trzy tajemnice sukcesu Korei na scenie LoL-a. W konsekwencji koreańskie rozgrywki nie tylko nie straciły dystansu do chińskiego LPL, ale także, według większości ekspertów, utrzymały status najbardziej prestiżowych zmagań regionalnych na globie.

Podsumowanie

Poziom LoLa- na świecie się wyrównuje, a najlepsze drużyny z każdego regionu coraz bardziej zbliżają się do siebie pod względem poziomu. Nadal jednak to Korea jest ten jeden kroczek przed resztą stawki i dlatego właśnie zespoły z tego kraju jadą na zbliżające się Mistrzostwa Świata w roli faworytów prowadzone przez hegemona koreańskiego LCK - SK Telecom T1.