Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Poradniki

Jak odbić się od dna?

Jesteś nowym graczem w League of Legends? A może po prostu przytrafił ci się pech w meczach rozstawiających? Posłuchaj paru rad, jak można spróbować wydostać się z brązowej dywizji.

Ashe-ChoGath Fan ArtWork

vesner @DeviantArt

Wreszcie nadszedł nowy rok, a wraz z nim nowe wyzwania. W międzyczasie sezon 7 przeszedł z fazy rozgrywania dziesięciu meczów rozstawiających do etapu walki w konkretnych dywizjach. Istnieje takie powiedzenie: jaki początek nowego roku, taki cały rok. W takim wypadku każdy się zgodzi, że idealną inauguracją świeżo rozpoczętego sezonu byłaby długa seria zwycięstw w kolejce rankingowej. Niestety większość graczy po rozegraniu pierwszych pojedynków została przyporządkowana do brązowej dywizji, a wszystkim wiadomo, że nie jest łatwo stamtąd się wydostać. Na szczęście nie ma nic niemożliwego – zawsze można się wspólnie zastanowić nad pytaniem: „Jak wyjść z brązu?”

Ten artykuł jest przede wszystkim dedykowany osobom, które nie są szczęśliwe w otchłani brązowej dywizji. Jednak z pewnością zarówno srebrni wojownicy (w pewnych środowiskach znani jako „śliwery”), jak i przedstawiciele złota, również znajdą tutaj coś dla siebie. Przede wszystkim należy zadać sobie pytanie, na co tak naprawdę ma się wpływ i co można zmienić? Oczywiście główny cel to wygrywanie większości gier rankingowych, aż do kolejnych wygranych promocji. Dlatego takie pomysły jak nauka gry podczas meczu rankingowego z góry należy odrzucić, ponieważ to bezdyskusyjnie nie pomaga w pięciu się w górę po drabince lp. Jednak inne zalecenia, które mają wpływ na wynik pojedynku w brązie, są zdecydowanie bardziej subtelne. Miłej lektury!

Dwa obozy kolejek

Kolejki

Na początek warto zaznaczyć, że charakter zmagań w dużej mierze zależy od wybranej kolejki rankingowej. Każda z nich ma swoje osobliwości i w niektórych przypadkach nie sposób mówić o takich samych strategiach. Poza tym kolejka solo/duo została kontynuacją kolejki dynamicznej, więc po resecie lp i rozegraniu meczów rozstawiających większość graczy znalazła się w tej samej lub niższej sąsiadującej dywizji. Natomiast kolejka elastyczna została utworzona od zera, więc większość graczy trafiła do zdecydowanie niższych dywizji, niż przewidywała – z czego lwia część do brązu. Dlatego ucieczka z tzw. „elo hell” w tłoku graczy ze złota i srebra będzie głównie dotyczyła kolejki elastycznej.

W kolejce solo/duo przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że gros graczy dołącza do niej samotnie. Nawet jeśli znajdzie się duo to nie można się spodziewać poważnych i przemyślanych taktyk, ponieważ ciężko oczekiwać takiej synchronizacji. Z tej przyczyny mecze w brązowej kolejce solo/duo z reguły przypominają serie pojedynczych starć niż poważne, zorganizowane batalie. W związku z tym na pewno lepszym pomysłem będzie wybór postaci z nastawieniem na wygranie własnej linii, a nie tylko na walkę drużynową. 

Kolejka elastyczna

Z kolei w kolejce elastycznej można odnaleźć dużo większą ilość osobliwych cech. Jak już wszystkim wiadomo można do niej dołączyć w 2, 3, 5 graczy lub samotnie. Każda z tych kombinacji różni się tym, kogo zastaniemy wśród naszych sojuszników. Drużyny najczęściej składają się z samotników, dwójek i trójek. Niezależnie od możliwych połączeń najczęściej głosy graczy są zrównoważone i często udaje się odnaleźć wspólny język. Niestety zdarzają się również sytuacje, gdzie gracze tego nie potrafią, w szczególności duo lub trio znajomych przekonanych o własnej wyższości. W takim obrocie wypadków jedno jest pewne: nie przekona się ich do swojej racji, więc nie ma co się wykłócać.

Grając w pięciu zawodników (podobnie sytuacja wygląda z trio) trzeba się liczyć z tym, że wśród przeciwników prawdopodobnie znajdzie się równie liczna grupa. To główny argument za dołączaniem do kolejki rankingowej tylko ze sprawdzonymi graczami. Podczas wspinaczki po drabince rankingowej każda przegrana może oznaczać porażkę w kolejnej promocji, więc odpuszczanie sobie pojedynczych gier rankingowych jest niewskazane. Dlatego nie warto brać do drużyny przypadkowych graczy, gdyż można wtedy trafić na doskonale przygotowanych przeciwników, którzy grają razem od lat.

Meta mój pan

Vi

Owszem, w każdej dywizji można grać czymkolwiek i wygrać. Z obfitości ponad setki różnych bohaterów trzeba korzystać. Jednak jeżeli komuś zależy na wyjściu z brązu, polecam zastanowienie się nad postacią, a nie wyborem pierwszej lepszej. Oczywiście w takich sytuacjach zawsze warto grać swoimi ulubieńcami, ponieważ w grze nimi przeważnie ma się doświadczenie nieporównywalne do reszty. Jednak czasem się zdarzy tak, że ukochana postać zostanie zbanowana, zabrana przez innego gracza lub po prostu nie dostanie się pożądanej roli. Co wtedy? Wtedy trzeba przemyśleć, kim najłatwiej będzie wygrać nadchodzący mecz.

W pierwszej kolejności trzeba rozważyć postacie, którymi nie tylko wie się jak grać, ale również są uznawane za mocne w obecnej mecie. Doskonały przykład silnego w tym patchu bohatera to Vi. Ze specjalizacją Odwaga Kolosa wyróżnia się spośród bohaterów naprawdę solidną wytrzymałością. Tutaj w normalnej sytuacji można by podnieść zarzut zbyt małych obrażeń. Na szczęście Stróż Prawa z Piltover może się pochwalić naprawdę ciężką pięścią. Wystarczy, że kupi parę przedmiotów z AD i już będzie w stanie się uporać z każdym strzelcem, w szczególności, że jej [R] – Atak i Pobicie nie wymaga trudnego celowania. Oczywiście to tylko jedna z możliwości – bohaterów, którzy są fantastyczni w obecnej mecie jest znacznie więcej. Mało kto wytrzyma tyle ciosów co Nautilus, podobnie jak niewielu dorówna skokom Katariny czy wachlarzowi śmiercionośnych umiejętności Jayce’a.

Chibi Nasus

Słodki Nasus w wydaniu Silverfox5213 @DeviantArt

Kolejnym ważnym kryterium w wyborze pogromcy brązu bez dwóch zdań jest nietypowy czas rozgrywki. Mecze w brązowej dywizji średnio trwają dostrzegalnie dłużej od rozgrywek w innych dywizjach. Statystyczny czas gry przekracza nawet 35 minut. Dlatego warto rozważyć wybór bohatera, który osiąga szczyt swoich możliwości w późniejszych etapach gry. Tutaj w schemat doskonale wpisuje się Nasus, ponieważ mało kto w brązie wie, jak przeszkodzić mu w farmieniu ładunków [Q] – Wysysającego Uderzenia. W związku z czym nawet po przegraniu swojej linii w późnych etapach meczu będzie prawdziwym potworem, któremu mało kto może stawić czoła.

Jak widać brak umiejętności kończenia gier może mieć swoje plusy, co warto wykorzystać. Czy Nasus to jedyna taka postać? Oczywiście nie, każdy bohater, który po 30 minucie zmienia się w niepowstrzymane monstrum, wpisuje się we wzorzec. VeigarJaxIrelia – można by długo wymieniać, wystarczy się zastanowić, kto spełnia takie warunki.

 Czy to wystarczy, żeby wygrać grę? Raz tak, a raz nie. Co w takim razie można jeszcze zrobić, żeby polepszyć swoje nadzieje na zwycięstwo?

Proste przyzwyczajenia

Gracze proszący o rady z reguły często spodziewają się usłyszeć o tajemnym nieziemskim zagraniu, które pozwoli im wygrywać mecze rankingowe. Nic bardziej mylnego. To setki drobnych, aczkolwiek pożytecznych nawyków, które razem w efekcie dają gracza wyższej dywizji. Niektóre z nich wydają się banalne, a inne bezsensowne, lecz każdy przykład z niżej wymienionych ma poważny wkład w zwycięstwo.

Mapa

Jarvan i Quinn nad mapą

Jarvan IV i Quinn nad mapą / XephrosART @DeviantArt

Minimapa została dodana po to, aby na nią patrzeć. Każdy z pewnością rozumie, że dzięki temu cennemu źródłu informacji może uniknąć ganku bez zbędnego wysiłku. Jednak patrząc na mapę można również zadecydować o podjęciu agresywnych działań na swojej linii. Kiedy dżungler przeciwnej drużyny właśnie odwiedził górną aleję, a sojuszniczy odpowiednik znajduje się blisko dolnej linii, to najlepszy moment dla strzelca i wspierającego na atak. Tymczasem w brązowej dywizji wielu graczy w ogóle nie patrzy na minimapę. Dla kontrastu przedstawiciele wyższych dywizji starają się zerknąć na nią nawet co najmniej raz na 10 sekund (nie wspominając o profesjonalistach, którzy nie spuszczają z niej oka).

Oczywiście nie ma co stawiać sobie nierealnych zadań, na początek najlepiej postawić sobie poprzeczkę niżej i starać się spojrzeć na mapę przynajmniej raz na minutę. Z czasem należy podwyższyć sobie poziom trudności i zmniejszyć okres pomiędzy zerknięciami. 

Totemy Wizji

Naturalnie sama mapa niewiele by dała, gdyby w grze nie istniały takie cuda jak Totemy Wizji. Tak, zapewnienie sobie dostatecznej widoczności zależy tylko i wyłącznie od samych graczy. Bez żadnego Totemu Wizji samotny górny z pewnością nie zauważy Mastera Yi lecącego na niego z odpalonym [R] – Nieśmiertelnym. Tymczasem wystarczyłoby zadbać o wizję i zerkać na mapę, aby uniknąć bezsensownej śmierci. W internecie znajdują się tysiące porad jak dobrze ustawiać Totemy Wizji autorstwa graczy z wyższych dywizji, jak na przykład:

Pchanie linii

Wielu przedstawicieli niższych dywizji po wygranej walce drużynowej grzecznie wraca się na swoje linie albo idzie do dżungli. To błąd. Zwycięstwo w walnym starciu z przeciwnikami to najlepszy moment, żeby zająć się jakimś celem – na przykład Baronem Nashorem albo wieżą oponentów. Spora część gier w brązowej dywizji toczy się nadal pomimo porażającej przewagi jednej strony. Dlaczego? Ponieważ wygrywająca drużyna po wygraniu starcia dalej farmi, a nie pcha linii niszcząc kolejne wieże. Tymczasem gra trwa do zniszczenia nexusa. Zatem nie wykorzystując swojej przewagi i nie niszcząc jak najszybciej kolejnych wież daje się przeciwnikowi szansę na powrót do gry.

Proste i przydatne

Rengar

Można też się pokusić o parę zagrań, które rzadko kiedy mogą obrócić się przeciwko pomysłodawcy. Dobrze przeprowadzona inwazja to świetna inwestycja, gdyż złoto na początku gry pozwala na dominację konkurencji od pierwszych minut. Co prawda czasem zdarza się, że wczesny najazd na dżunglę wroga kończy się tragicznie. Dlatego ważne jest, żeby albo iść wspólnie od razu po starcie meczu, albo nie iść w ogóle. Zamiast podejmować zbędne ryzyko można podjąć decyzję o dłuższej pomocy sojuszniczemu dżunglerowi. Po poskromieniu Niebieskiego Strażnika lub Czerwonego Krzewogrzbieta strzelec może spokojnie wrócić na dolną aleję, żeby nie stracić żadnego stwora, pamiętając o tym, żeby być wyjątkowo ostrożnym.

Natomiast wspierający pozostaje ze swoim dżunglerem, żeby pomóc mu z kolejnym obozem potworów. Jeśli strzelec nie wpadnie w tarapaty, co nie powinno okazać się zbyt trudne, jeśli wie o planach sojuszników, to można śmiało uznać, że manewr się opłacił.

Wybuchowe emocje

Teamwork

Najlepszym sposobem na osiągnięcie zwycięstwa jest dobra komunikacja z drużyną. Wtedy nawet jeśli urąga się przeciwnikom w umiejętnościach, bądź wybrało się zdecydowanie gorszych bohaterów, można i tak bez problemu wygrać grę. Oczywiście niekłócenie się i jednomyślność w drużynie to prawdopodobnie najtrudniejsze z wyzwań League of Legends. Zdarza się to raczej rzadko, lecz zawsze można spróbować o to zawalczyć. Niestety kiedy to się nie uda, trzeba obrać inną taktykę, żeby kłótniami nie pociągnąć swojej drużyny na dno. Sytuacja gdzie trzech graczy się wyzywa i pisze zamiast grać może doprowadzić do przegrania nawet najbardziej pomyślnie zdominowanego meczu.

Tutaj można by przytoczyć statystyki, mówiące o tym, że toksyczni gracze wygrywają mniej gier. Jednak to nie spełni swojej roli, ponieważ nikt nie będzie o tym pamiętał, kiedy ktoś zacznie go wyzywać. Zatem można na to spojrzeć z innej perspektywy: trolle i toksyczni gracze się zdarzają – tego się nie da w 100% uniknąć, a na pewno nie w brązowej dywizji. Jednak można zrobić jedną rzecz, która być może uratuje całą rozgrywkę. Zamiast marnować czas na dyskusję z takim delikwentem, który np. czerpie przyjemność z obrażania innych, trzeba się najzwyczajniej w świecie odciąć od niego. Nacisnąć Tab, wyciszyć go i zrobione – proste, prawda? W ten sposób przynajmniej jedna osoba nie traci czasu. Lepiej puścić sobie dobrą muzykę i grać na całego.

Godne wyzwanie

Każda tułaczka może być przyjemna lub koszmarna – to w dużej mierze zależy od podróżnika. Podobnie jest ze wspinaczką w rankingu League of Legends. Spróbuj wprowadzić w swoim sposobie proponowane zmiany, a może da ci to więcej radości. Jak widać nie ma jednoznacznej recepty, która mówi „graj tak i tak, a wyjdziesz z brązu”. Niestety niektórych, pomimo najlepszych chęci, czeka jeszcze wiele dni w brązowej dywizji, ponieważ do porażki wystarczy odrobina pecha przy doborze sojuszników.  Jednak zawsze warto podjąć próbę bycia lepszym graczem, bo nigdy nie wiadomo, kiedy to się przyda – być może akurat w grze promocyjnej. Starając się w każdym meczu zagrać jak najlepiej, w końcu osiągnie się sukces. Najtrudniejsze wyzwanie to nie poddawać się i ciągle walczyć.

A tobie już udało się wyjść z brązowej dywizji?

Czy jeszcze walczysz?

Grafika nagłówkowa KNKL @DeviantArt