Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Krach cesarskiej floty – Chiny na kolanach

Podstawowe pytanie stawiane przed tegorocznym turniejem brzmiało: czy uda się zdetronizować Koreę? Druga natomiast kwestia brnęła dalej: który region jest w stanie tego dokonać? Pod tym drugim względem panowała wśród ekspertów zgoda: jeśli ktoś poradzi sobie z niesamowitymi Koreańczykami, to będą to Chińczycy.

Już Chiny czy jeszcze Korea?

W dociekaniach, które miały określić, który z faworyzowanych azjatyckich regionów jest mocniejszy, padały najróżniejsze argumenty. Od standardowych "Korea, bo Faker" po bardziej złożone udowadniające, że LPL zrobiło w ciągu ostatniego roku ogromny postęp i przekroczyło poziom prezentowany przez reprezentantów ojczyzny e-sportu. Wszakże wydawało się, że oto nadszedł idealny moment, by strącić z tronu koreańskiego hegemona – finał Intel Extreme Masters w Katowicach oraz Mid-Season Invictational pokazały, że zespoły z ojczyzny e-sportu nie są już tak mocne jak jeszcze rok czy dwa lata wcześniej. Tymczasem poziom regionów w ciągu ostatniego sezonu bardzo się wyrównał - Chiny, Europa czy Ameryka nie próżnowały i starały się gonić dominującą Koreę, rozbudowując infrastrukturę i poprawiając poziom prezentowany przez drużyny. Przed szereg zdawali się jednak faktycznie wysuwać ci „wiecznie drudzy” – Chińczycy.

1

Melodyjne preludium do symfonii grozy

Gracze z kraju Wielkiego Muru, podobnie do ich amerykańskich rywali, do tej pory nie triumfowali jeszcze w Mistrzostwach Świata i pozostają jednym z dwóch wielkich regionów bez trofeum. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że od kilku lat uznawani są za drugą siłę na międzynarodowej scenie i tylko geniusz koreańskich formacji stawał im na drodze do upragnionego triumfu. W tym roku miało być inaczej. Chińskie drużyny zdecydowały się ściągnąć do siebie wielu znanych i utalentowanych Koreańczyków, którzy zaczęli stanowić trzon rodzimych zespołów (dość powiedzieć, że w letnim splicie 2015 tylko dwie drużyny LPL były w pełni chińskie: OMG i Royal Never Give Up). Pozytywnie nastrajał też wspomniany wcześniej Mid-Season Invitational, gdzie Edward Gaming w finale pokonało koreańskie SK Telecom T1. Reprezentanci Państwa Środka: LGD Gaming, EDG oraz Invictus Gaming przyjeżdżali na Mistrzostwa w roli pewniaków do awansu ze swoich grup, szanowani na równi z potentatami z Korei. Pierwsza runda fazy grupowej szybko jednak zweryfikowała ambicje chińskich formacji. A potem wcale nie było wiele lepiej…

Brzemię faworyta: LGD Gaming

Najwyżej rozstawiona ekipa z LPL trafiła do trudnej grupy. Mając za przeciwników KT Rolster, Origen i Team SoloMid, musisz traktować rywali poważnie i być przygotowanym na ciężką przeprawę. Nawet jeśli jesteś faworytem do awansu.

Niestety – w sprawnie działającej podczas letniego splitu LPL maszynce coś zawiodło. I to na całej linii. Przygodę LGD z tegorocznymi zmaganiami śmiało można nazwać pasmem nieszczęść. Zaczęło się jeszcze przed startem turnieju: po wygraniu letniego splitu LPL z zespołu odszedł trener Siu „Chris” Keung, który wraz z analitykiem i jednocześnie nowym trenerem, Huangiem „Firefoxem” Ting-Hsiangiem, miał duży udział w sukcesie LGD. To był zły znak, ale niewielu kibiców przejęło się tymi roszadami w sztabie szkoleniowym – w końcu to zawodnicy grają, prawda? I znowu – ­nie do końca…

2

Origen? Bum – porażka! KT Rolster? Bum, kolejny cios – klęska. To może chociaż Team SoloMid? Nic z tego – 0-3. Katastrofa. Po tych trzech meczach wielu ekspertów zadawało sobie pytanie – co stało się z LGD? Szybko na jaw wyszły jednak problemy zdrowotne dżunglera drużyny – TBQ. Chiński leśnik od dłuższego czasu uznawany był za najsłabsze ogniwo formacji, ale fatalne występy może przynajmniej w części zrzucić na karb choroby, która storpedowała przygotowania LGD do pierwszych spotkań turnieju i zdecydowanie utrudniła TBQ grę w pierwszych spotkaniach.

Najgorsze miało jednak dopiero przyjść. Wobec trudnej sytuacji gracze LGD… po prostu się poddali. W udzielanych przez nich wywiadach nie było czuć nawet krzty wiary w sukces. Potem zawodnicy najwyżej rozstawionego chińskiego zespołu przyznawali, że nie przygotowali się dobrze do Mistrzostw i nie wiedzieli do końca jak grać w obecnej mecie. Fatalnego wrażenia nie poprawiły nawet dwa zwycięstwa, odniesione gdy LGD pożegnało się już z jakimikolwiek możliwościami awansu. Miała być walka o triumf na całym turnieju, miało być wiele radości dla chińskich kibiców. A wyszło… przygnębiająco.

Presja mistrzostw: Invictus Gaming

IG wybierało się na mistrzostwa jako najniżej rozstawiona z chińskich formacji. Trafiło do mocnej grupy, ale pomimo to wielu ekspertów widziało w Invictus zespół, który przejdzie do kolejnej rundy. Pierwsza kolejka spotkań była więc dla chińskiej ekipy bardzo przeciętna (bilans 1-2), ale sprawa awansu pozostawała otwarta, gdyż podobnym bilansem legitymowały się jeszcze dwa inne zespoły. Niestety. W drugiej serii spotkań IG przegrało rywalizację zarówno z Fnatic, jak i z AHQ, żegnając się z turniejem. Mało tego – kończąc swój udział na ostatniej pozycji w grupie… Wydaje się, że nie wszyscy gracze wytrzymali presji, która na nich ciążyła, co zresztą powtarzał później dżungler drużyny, Lee "KaKAO" Byung-kwon: „Nasz zespół radzi sobie bardzo dobrze, kiedy gramy spontanicznie, bez presji. Na Mistrzostwach staraliśmy się za to zagrać w sposób bardziej zorganizowany i to nas zgubiło – przyznał Koreańczyk.

Chińskiej drużynie z pewnością nie pomogła wpadka byłego wspierającego m.in. IG, OMG i Royal Clubu - Pak Kana "Tabe" Wonga, który gościł w studiu mistrzostw. Emerytowany support zdradził założenia taktyczne Invictus na kolejny mecz i nie sposób nie zauważyć, że w znacznym stopniu pokrzyżowało to plany formacji z Państwa Środka.

3

Ogółem analizując występ IG, po stronie plusów należy wymienić na pewno świetną dyspozycję Songa "RooKie’ego" Eui-jina, ale choćby KaKaO czy przede wszystkim Ge "Kid" Yan nie do końca spełnili oczekiwania. Ostatecznie doszło nawet do tego, że w swoim ostatnim meczu Invictus Gaming zdecydowało się zamienić swojego nominalnego strzelca na rezerwowego - Tanga "Time’a" Jin-Taia, choć KaKaO twierdził później, że chodziło o to, by dać młodemu zawodnikowi szansę na zaprezentowanie się na międzynarodowej scenie. IG zwyciężyło w tym starciu, ale niewiele to zmieniło. Kolejna chińska drużyna pożegnała się z turniejem.

„Nie tak to miało wyglądać” – powtarzali jak mantrę chińscy kibice. Została im jednak jeszcze jedna nadzieja.

W grupie z największym rywalem: Edward Gaming

Po losowaniu grupy C z dużą dozą prawdopodobieństwa można było stwierdzić, że to koreańskie SK Telecom T1 oraz właśnie EDG wywalczą awans do ćwierćfinału. Nie pozbawiało to jednak oczywiście szans pozostałych zespołów (H2k i BKT) na sprawienie niespodzianki i nie umniejszało rangi meczów pomiędzy SKT T1 a EDG. Dwie drużyny uważane za najmocniejsze odpowiednio w Korei i w Chinach miały powalczyć o pierwsze miejsce w grupie w spotkaniach określanych mianem „przedwczesnego finału”. Edward Gaming chciało po raz kolejny pokonać Koreańczyków, natomiast gracze z ojczyzny e-sportu pałali żądzą zemsty za porażkę w finale Mid-Season Invitationala. Ostatecznie z tej rywalizacji dwukrotnie zwycięsko wyszli zawodnicy z Korei, a Edward Gaming niespodziewanie miało spore problemy w spotkaniach z niżej notowanymi rywalami. Niemniej ostatecznie zajęło drugie miejsce i mogło rozpocząć przygotowania do ćwierćfinałów... Pomimo to wydaje się, że postawa EDG była kolejnym zawodem dla fanów chińskiej sceny. Edward Gaming nie nawiązało z SKT T1 absolutnie żadnej walki, oddając rywalom dwa zwycięstwa w zaskakująco krótkich i jednostronnych pojedynkach.

Chińczycy uniknęli jednak całkowitej kompromitacji – EDG wyszło z grupy, podtrzymując coraz wątlejsze nadzieję na dobry wynik Chin na tegorocznych mistrzostwach… Jeśli w dyspozycji chińskiej drużyny szukać plusów, to z pewnością warto zwrócić uwagę na wspierającego Tian "Meiko" Ye, który w ciągu ostatniego roku zanotował ogromny progres i obecnie znajduje się w ścisłej czołówce zawodników występujących na pozycji supporta, co zresztą udowodnił już wielokrotnie na tych Mistrzostwach. Martwi natomiast górna aleja – Shek "AmazingJ" Wai Ho, od dłuższego czasu uznawany za najsłabsze ogniwo chińskiego zespołu, nie prezentował się najlepiej. Nie jest to dobra wiadomość, zważywszy na wzrost znaczenia top-lane’a w stosunku do pozostałych linii…

4

Ostatnia nadzieja

Ogółem rzecz biorąc, statystyki są bezlitosne dla drużyn z Państwa Środka: tylko 8 zwycięstw i aż 10 porażek. Fatalnie wygląda przede wszystkim bilans rywalizacji z Koreą – 0-4. A to właśnie Koreańczykom chińskie LPL miało rzucić wyzwanie…

 

Europa

Ameryka

Korea

Chiny

Tajwan

IWC

Razem

Europa

 

3-1

1-3

3-3

1-1

2-0

10-8

Ameryka

1-3

 

0-4

2-2

2-3

1-1

6-13

Korea

3-1

4-0

 

4-0

0-2

4-0

15-3

Chiny

3-3

2-2

0-4

 

1-1

2-0

8-10

Tajwan

1-1

3-2

2-0

1-1

 

1-1

8-5

IWC

0-2

1-1

0-4

0-2

1-1

 

2-10

Niemniej Edward Gaming nadal jest w grze. Chińczycy trafili w ćwierćfinale na trudnego przeciwnika, którym jest europejskie Fnatic. Walka będzie bardzo zacięta, ale nie ulega wątpliwości, że jest to rywal w zasięgu chińskiego potentata. Walczące o zachowanie twarzy chińskiej sceny EDG da z siebie wszystko, by wyjść z tego pojedynku zwycięsko – istnieją jednak dwa znaki zapytania. Czy to wystarczy? Jak wiele ze swoich planów i założeń taktycznych Edward Gaming będzie zmuszone ujawnić? Warto bowiem zauważyć, że gracze EDG już przed Mistrzostwami twierdzili, że w fazie grupowej nie pokażą swoich wszystkich atutów, zostawiając je na fazę pucharową... A im później, tym oczywiście lepiej. Nadzieja na dobry wynik Chińczyków nadal jest żywa, ale po tym, co zobaczyliśmy w fazie grupowej, tli się już dość niemrawo...