Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Mistrzowski pojedynek o Koreę i świat

Finałowe starcie o puchar Mistrzostw już w Niedzielę!

Blisko miesiąc fascynujących zagrań, 72 starcia najlepszych na świecie drużyn i emocjonujące występy waszych ulubionych graczy w wielu ikonicznych miastach Stanów Zjednocznonych. To wszystko doprowadziło do momentu, na który czekają teraz wszyscy fani esportowego świata League of Legends. W nocy z soboty na niedzielę odbędzie się ostatnia walka turnieju, z której z tarczą i pucharem Mistrzostw do domu odjedzie tylko jedna drużyna. Która z koreańskich potęg okaże się silniejsza w tym roku?

Déjà vu

SKT at Worlds 2013

Fani graczy w charakterystycznych czerwonych kurtkach mogą w najbliższych dniach doświadczyć uczucia swoistego déjà vu. Po trzech latach rozgrywki najwyższego szczebla wracają do Stanów Zjednocznych, by po raz kolejny Staples Center stało się gospodarzem dla dwóch najpotężniejszych drużyn turnieju. Po trzech latach wraca tu również SK Telecom T1, które choć w znacznie odmienionym składzie, ma wciąż zapewne nadzieję na powtórkę z rozrywki. W rozgrywanym w 2013 roku finale, po raz pierwszy fani esportu z całego świata mieli okazję przekonać się o kunszcie SKT, które zdeklasowało wtedy Royal Club. Był to też pierwszy rok, w którym na szerokie wody wypłynął młodziutki Faker. Wraz ze świetną drużyną szybko wyrobił zarówno dla siebie jak i dla niej markę, a sam obrósł legendą. Trzy lata później gwiazdy tych obu doskonałych, esportowych tworów nadal świecą i to jaśniej niż kiedykolwiek wcześniej. SKT znów jest faworytem do zdobycia tytułu i niewielu śmie twierdzić, że Samsung Galaxy może stanąć do równej walki z obecnymi mistrzami.

Samsung fan banner

Innym rodzajem déjà vu może być jednak obecność na finałowej scenie drużyny Samsung Galaxy. W 2014 roku Mistrzostwa odbyły się co prawda w innym kraju i na innym kontynencie. Sam turniej był obstawiony zupełnie innymi drużynami, a zeszłoroczni mistrzowie nie dostali się nawet do fazy grupowej. Z mistrzami z tamtego roku, czyli Samsung White, obecni pretendenci do tytułu mają jednak więcej wspólnego niż tylko sponsoring popularnego producenta materiałów wybuchowych. Po pierwsze, za genialnym planem na mistrzostwo drużyny White stał ten sam trener, który teraz odpowiada za przygotowanie taktyczne Samsung Galaxy. Choi “DoGGi” Woo-beom nie zdążył co prawda wyrosnąć na międzynarodową gwiazdę i nie jest choćby w połowie tak rozpoznawalny jak wieloletni trener SKT - Kim “KkOma” Jeong-gyun. Za jego niewielką marką stoją jednak świetne międzynarodowe wyniki, których prawdopodobnie nikt, łącznie z graczami i obsadą trenerską SK Telecom T1 nie powinien lekceważyć. Drugim czynnikiem łączącym te dwie drużyny jest drobna, aczkolwiek bardzo interesująca ciekawostka. W drodze do finałowego meczu w sezonie w 2014 roku, drużyna Samsung White wygrała wszystkie spotkania w swojej grupie i niemal wszystkie na kolejnych szczeblach ćwierć i półfinałowych. Tym jednym, jedynym meczem, który wtedy przegrali było pojedyncze starcie w serii przeciwko amerykańskiemu TSM. Na dotychczasowej drodze Samsung Galaxy również potknęło się tylko jeden raz i choć było to jeszcze w fazie grupowej, również było to w meczu przeciwko Team Solo Mid. Przypadek? Dajcie znać, która historia według was ma większe szansę, aby się powtórzyć!

Koreańskie zaplecze

Droga do finału oraz występy obu drużyn na tym konkretnym turnieju powinniście mieć już w małym palcu. Niewielu europejskich fanów aktywnie interesuje się jednak koreańską sceną esportową w League of Legends, a choćby pobieżna jej obserwacja może doprowadzić do bardzo ciekawych wniosków przed nadchodzącym finałem. Przede wszystkim, potencjalnie najsilniejsza drużyna z Korei w tym roku odpadła już z walki o puchar. Jedynie potencjalnie, bo choć ROX Tigers zagrało wręcz rewelacyjny sezon w rodzimym LCK, na dużej scenie w Stanach Zjednoczonych byli oni w stanie urwać obecnym mistrzom świata jedynie dwie gry. W znakomitej serii pełnej niespodzianek, świetnych zagrań, oraz wzlotów i upadków poszczególnych graczy, Tygrysy okazały się zbyt niestabilne, aby móc tym roku ponownie dosiąść się do stołu finalistów. Odpadnięcie ROX niesie ze sobą jednak jedną ciekawą zależność, według której posiłkowanie się jedynie, choćby najświeższymi doniesieniami z koreańskiej sceny, nie ma sensu.

Drugim finalistą jest przecież Samsung Galaxy, które według wszelkich znaków na niebie i ziemi nie powinno się na tym turnieju w ogóle pojawić. Droga SKT do tegorocznych Mistrzostw była może i wyboista, ale raczej prosta. Pierwsze miejsce w wiosennej fazie pucharowej oraz trzecie w lecie wystarczyły, aby drużyna Fakera uzbierała wystarczająco dużo punktów, aby na turniej zagwarantować sobie przyjazd nawet z drugiego miejsca. Tego samego nie można jednak powiedzieć o graczach SSG. W wiosennym splicie nie zdołali oni uzyskać nawet jednego punktu, ponieważ ich 7. miejsce w lidze usytuowało ich poza pulą drużyn zakwalifikowanych do fazy playoff. Ostatnią szansą był split letni, choć nawet tam ich poziom był daleki od tego, który oczekiwalibyśmy zobaczyć od koreańskiej drużyny na Mistrzostwach Świata. Zaledwie 6. miejsce podczas regularnych rozgrywek i dopiero 4. w fazie pucharowej zapewniło im 40, czyli aż 100 punktów mniej niż solidnie grające przez cały sezon KT Rolster. To samo KT Rolster, które niemal zdobyło mistrzostwo Korei pokonując SKT i ulegając ROX w finale zaledwie 2:3, musiało raz jeszcze przejść test, w którym Samsung Galaxy okazało się być najsurowszym z profesorów. Obecność SSG na turnieju w Stanach Zjednoczonych zależała od dosłownie paru serii gier przeciwko KTR i Afreeca Freecs. Z pozornie przegranej sytuacji gracze Samsung Galaxy zdołali jednak wyjść obronną ręką i ta niesamowita wola walki być może stanie się walorem wystarczającym do zdobycia w tym roku mistrzostwa.

SSG line-up

Na tapetę przy okazji tego nadchodzącego spotkania warto wziąć jednak również historię spotkań samych finalistów i ich starć między sobą. Ta nie wygląda niestety zbyt kolorowo dla sympatyków koreańskiej elektroniki oraz sponsorowanych przez nią zespołów. Nawet w stosunkowo słabym sezonie SKT, rekord zwycięstw z SSG na koncie drużyny bengi’ego i Fakera jest niepokojąco stabilny. W całym sezonie szóstym obie drużyny oficjalnie spotkały się jak dotąd cztery razy, by w seriach do dwóch zwycięstw rozegrać łącznie 9 pojedynczych meczów. Aż osiem z nich zakończyło się triumfem SK Telecom T1, co niewinnie zdaje się wskazywać na to, która drużyna, przynajmniej w ramach rozgrywek sezonowych, jest lepsza. Jedyne zwycięstwo po stronie SSG w tym roku miało miejsce dopiero w kwietniu, jeszcze podczas wiosennej edycji LCK. Pozostaje nam mieć zatem nadzieję, że od czasu ostatniej porażki Samsung Galaxy na koreańskim podwórku, ich trenerzy oraz zawodnicy zdołali poczynić znaczące postępy. Będzie im bowiem potrzebne dużo koncentracji oraz cała garść dobrych taktyk, aby nadchodzącą serią przełamać swoją nieciekawą passę przegranych z SKT.

Indywidualne porachunki

Nadchodzący finał to oczywiście nie tylko statystyki, przewidywania oraz historia. To również starcia wielkich osobistości esportowego świata. Na odpowiadających sobie pozycjach staną bowiem światowej klasy gracze, z których każdy zdaje się mieć coś innego do udowodnienia nie tylko sobie, ale również całemu światu. Przyjrzyjcie się szczególnie tym kilku indywidualnym starciom, których wynik z pewnością przełoży się na obraz całego finału.

CoreJJ kontra Wolf

Wolf from SKT

Lee “Wolf” Jae-wan zdążył wyrosnąć już na prawdziwą drużynową legendę. Będący w drużynie od niezbyt udanego roku 2014, utalentowany wspierający zdobył już niemal wszystko co mógł zdobyć wraz z drużyną. Wielokrotnie sięgnął po mistrzostwo Korei. Zaliczył drugie i pierwsze miejsce w dwóch kolejnych edycjach Mid-Season Invitational. Wygrał nawet ostatnią edycję turnieju Intel Extreme Masters w Katowicach i, co ważniejsze, w zeszłym roku uniósł również oczywiście puchar Mistrzostw Świata. Zaledwie rok później ma szansę powtórzyć swój niebywały sukces międzynarodowej sceny, jednak przed nim pozostaje jeszcze jedno wymagające zadanie. Postacią zdecydowanie bardziej nietypową, zaskakującą i nieprzewidywalną jest w tym pojedynku wspierający SSG, czyli Jo “CoreJJ” Yong-in.

CoreJJ at worlds 2016

W porównaniu do swojego rywala, esportowa kariera CoreJJa wydaje się wręcz nieistotna. Grać w profesjonalnych ligach zaczął on już co prawda w 2014 roku, jednak jego poważnych sukcesów można by się dopatrywać dopiero w tym roku, a właściwie lepiej by powiedzieć - w tym miesiącu. Jego wcześniejsi pracodawcy to między innymi Bigfile Miracle, które prawdopodobnie jak najbardziej słusznie nie ciągnie za sobą żadnych skojarzeń, oraz Dignitas, które choć na amerykańskiej scenie było obecne przez naprawdę długo, nigdy tak naprawdę nie osiągnęło niczego szczególnie wielkiego. Małym punktem zwrotnym jego kariery był listopad ubiegłego roku, kiedy dołączył do Samsung Galaxy jako ich… strzelec. Nie każdy z was może bowiem wie, że CoreJJ jeszcze do bardzo niedawna pełnił rolę prowadzącego. Swoje pierwsze kroczki na pozycji wsparcia postawił dopiero w czerwcu tego roku zaliczając niezbyt udany debiut od trzech przegranych przeciwko trzem różnym drużynom oraz następnie - trafiając na ławkę drużyny. Dużym przełomem były dla niego kwalifikacje regionalne, w których zaliczył wręcz rewelacyjny występ, trzykrotnie pokonując faworyzowane wtedy KT Rolster. Pomimo roli jaką odegrał w sukcesie drużyny, nadal, nawet po przyjeździe na Mistrzostwa ustępował miejsca swojemu poprzednikowi. Wraith został wystawiony tu jeszcze w dwóch grach, więc mieliście okazję oglądać go w spotkaniu SSG ze Splyce oraz w jedynie przegranym obecnie z TSM. Po tamtym niefortunnym meczu, CoreJJ wrócił do głównego składu, by wejść w możliwie najbardziej imponującą serię, jaką mógł sobie dla tego scenariusza wyobrazić. Odkąd trafił z powrotem do głównego składu, ani SSG, ani on sam rzecz jasna, nie przegrali jeszcze ani jednego meczu, będąc obecnie w serii 10 następujących po sobie zwycięstw.

Bengi kontra Blank

I nie, to nie pomyłka, ponieważ rywalizacja dżunglerów SKT T1 jest niemniej interesująca, niż ta między graczami z odpowiadających sobie pozycji obu drużyn. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Blank będący zastępca Bengi’ego nadal nie ma w drużynie ugruntowanej pozycji, przez co nadal nie wiadomo, który z dwójki utalentowanych dżunglerów dostanie szansę w nadchodzącej serii. KkOma stoi przed naprawdę trudnym zadaniem, ponieważ z jednej strony ma do dyspozycji młodziutkiego i głodnego sukcesu Blanka, który już w swoim pierwszym splicie zdołał zdobyć mistrzostwo Korei z SKT T1. Z drugiej jednak niesamowitego weterana, którego doświadczenie w tej konkretnej drużynie sięga aż 2013 roku, kiedy to jako drugi, poza Fakerem, członek obecnego składu SK Telecom T1 podnosił puchar Mistrzostw Świata tamtego sezonu. Jako swoista ostoja zespołu, Bengi przechodził wraz z SKT przez kolejne sezony, zdobywając na swej drodze kolejne krajowe puchary, pierwsze miejsca w turniejach takich jak All-Star oraz w samych Mistrzostwach Świata ubiegłego roku.

Whole SKT at MSI

Gdyby spojrzeć jedynie na ich historię oraz zaplecze doświadczenia, Bengi wydaje się po stokroć lepszym kandydatem do prowadzenia drużyny w nadchodzącym finale. Wbrew temu jednak, KkOma odrobinę częściej wystawia w tym turnieju swój nowy nabytek, który choć radzi sobie całkiem nieźle, nadal zdaje się również pozostawiać po sobie sporo bałaganu. Pierwszą swoją szansę na grę w tym turnieju Blank dostał już w drugim meczu drużyny i choć to pierwsze starcie zakończyło się dla Czerwonych sukcesem, kolejne - rozgrywane następnego dnia przeciwko Flash Wolves, SK Telecom T1 niestety przegrało. Wystawiony w meczu rewanżowym Bengi zdołał jednak naprawić błąd swojego następcy i przełamać złą passę porażek przeciw Tajwańczykom. Podobną zależność można było obserwować przy okazji kolejnych serii. Analogicznie, choć odwrotnie wyglądała sprawa serii gier z Royal Never Give Up, kiedy to wystawiony w pierwszym meczu bengi zmarnował swoją szansę oddając pierwszą z 4 rozegranych wtedy gier. Pozostałe trzy przypadły w udziale oczywiście Blankowi, który tym razem się nie pomylił, dzięki czemu SKT zdołało awansować do półfinału. Gdyby dodać do tych kalkulacji również samo półfinałowe starcie z ROX, to można by się pokusić o spisanie zupełnie nowego powiedzenia. Gdzie Blank nie może, tam KkOma bengi’ego pośle, a gdzie bengi nie może… Dajcie znać kto uważacie, że zostanie wystawiony w tej finałowej serii oraz kto według was jest bardziej odpowiedni do gry przeciwko Samsung Galaxy!

Faker kontra Crown

Faker's back

W zestawieniu wartych obserwowania pojedynków nie sposób nie wspomnieć również o środkowej alei. Z jednej strony, wielu obserwatorów zwróci się w kierunku tego miejsca dla niesamowitego Fakera. Wielokrotnie obwołany najlepszym graczem na świecie młody Koreańczyk przyciąga do siebie uwagę już od kilku dobrych lat, niemal każdorazowo potwierdzając, że przyznawane mu spontanicznie tytuły nie biorą się znikąd. Lee “Faker” Sang-hyeok ma w tym roku szansę na ponowne ukoronowanie swojej kariery, bo jest już tylko o serię od trzeciego mistrzostwa świata. Drugą z osób zdolnych do zdobycia osiągnięcia jest oczywiście nadal grający w SKT T1 bengi. Przez niepewną rolę jaką pełni teraz w drużynie legendarny dżungler, to właśnie na barkach środkowego zdaje się spoczywać największa odpowiedzialność. Nadchodząca walka o tytuł to również nie jedyne zmartwienie tej koreańskiej legendy. Każdego roku na horyzoncie esportowego świata pojawia się nowy pretendent. Ktoś, kto niesamowitymi zagraniami i wynikami zdaje się aspirować do miana nowego, najlepszego gracza na świecie, staje do walki ze starym mistrzem, by mierzyć się o ten umowny, acz wielce zaszczytny tytuł. W tym roku niezwykle bliski sukcesu był Smeb. Grający na górnej alei zawodnik ROX Tigers wielokrotnie dawał w tym sezonie znać, jakoby to właśnie on powinien zostać obwołany nowym indywidualnym królem tej gry. Po drodze do tego tytułu potrzebne są jednak jeszcze inne osiągnięcia, a zdobycie tego najważniejszego, czyli największego międzynarodowego trofeum przeleciało mu już koło nosa.

Innym pretendentem to tytułu jest oczywiście drugi powód, dla którego warto zerkać w stronę środkowej alei w finałowym starciu. Crown, czyli środkowy Samsung Galaxy ma za sobą niezbyt interesującą pod kątem kariery przeszłość. Przez dość długi czas grał on bowiem w brazylijskich drużynach i lidze, która nie jest przecież kojarzona z najwyższym możliwym szczeblem rozgrywek. Dopiero od maja poprzedniego roku, pod swoje skrzydła przyjęła go organizacja odpowiedzialna za Samsung Galaxy w koreańskim LCK. Od tamtego czasu zmienne serie zwycięstw i porażek doprowadziły go co prawda niezwykle wysoko, bo aż do finału Mistrzostw, jednak trudno mówić o jakimś szczególnym rodzaju niesamowitych występów, które by do tego miejsca doprowadziły. Występy Crowna na samych Mistrzostwach to już jednak zupełnie inna bajka, bo oprócz pojedynczej porażki z TSM, kiedy to w jego ręce wpadł Varus, wszystkie pozostałe mecze były prawdziwą ucztą dla oczu. Trudno nadal co prawda mówić o tym, aby Crown mógł wyrwać tytuł najlepszego gracza Fakerowi, jednak pokonanie go na wielkiej, międzynarodowej scenie w walce o Mistrzostwo Świata może być całkiem niezłym pierwszym krokiem, do zaistnienia w rankingach entuzjastów esportu.

A jak Wy uważacie? SSG pomimo przewidywań ekspertów ma jeszcze szansę na zdobycie mistrzostwa?
Czy Crown jest w stanie kontynuować swoją świetną serię wygranych nawet w starciu z Fakerem?
A może ktoś inny okaże się kluczowy dla zwycięstwa? Koniecznie dajcie nam znać o swoich typach w komentarzach!