Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Społeczność

Mój ulubiony bohater!

Każdy z nas grając w League of Legends spotkał się z graczami, którzy w nazwie Przywoływacza lub klubu mieli imię któregoś z bohaterów. Każdy zauważył wiadomości pojawiające się od razu po wejściu do ekranu wyboru bohaterów w stylu: „Don’t ban Kata”, „Yasuo only” czy „Pick me Thresh”. Wielu graczy chwali się swoim poziomem opanowania danej postaci przywołując znajomą ikonę, która pojawia się nad głową bohatera. Wszyscy mamy swoją ulubioną postać, którą znamy na wylot i jest to naprawdę ciekawe zjawisko, warte bliższego zbadania.

Początki przyjaźni

Wiele gier trzeba rozegrać i wiele czasu musi upłynąć, zanim gracz odnajdzie swoją ulubioną pozycję i rolę na Summoner’s Rift. Podczas tego okresu przygotowawczego poznaje całą gamę różnorodnych postaci. Niekiedy zdarza się, że między graczem a bohaterem coś zaiskrzy i stanie się to początkiem czegoś większego. Każdy gracz ma inne predyspozycje. Niektórzy są bardziej sprawni manualnie, inni mają lepszy zmysł taktyczny i cechują się większą rozwagą. Dlatego właśnie do każdego będzie pasował inny rodzaj bohatera. Jedni będą się dobrze czuli prowadząc tych, których skuteczność zależy od zręczności i precyzji w używaniu umiejętności mierzonych. Inni natomiast będą się czuć jak „ryba w wodzie” jako wytrzymali obrońcy, którzy mają za zadanie znaleźć się w samym środku zamieszania i narobić jak najwięcej bałaganu w drużynie przeciwnej.

Gdy już odnajdziemy swój ulubiony styl gry, pozycję i ulubionego bohatera, warto pielęgnować tę więź. Mówi się, że aby dobrze nauczyć się grać daną postacią, trzeba rozegrać nią co najmniej 100 gier. Tak naprawdę jednak nie ma na to reguły. Zależy to od trudności postaci, predyspozycji gracza oraz poziomu przeciwników, z którymi gra. Tak czy inaczej trzeba poświęcić sporo czasu, aby poznać wszystkie słabe i mocne strony naszego bohatera i umieć sobie poradzić nim w każdej sytuacji.

Maestrie

Jednak mechanika to jedno, a sympatia do danej postaci to drugie. Z własnego doświadczenia wiem, że grając dużo jedną postacią zaczynamy się do niej przywiązywać. Zaczynamy sympatyzować z profesjonalnymi graczami, którzy wybierają naszych bohaterów w rozgrywkach LCS. Zastanawiamy się nad kupnem skórek, które wyróżnią nas z tłumu innych Katarin czy Zedów. Od 6 sezonu zbieramy klucze, tokeny maestrii i punkty esencji, aby zdobywać wyższe rangi opanowania naszego bohatera. Czasami nazwy przywoływacza zmieniają się na różne wariacje typu: „BestRivenEU” czy „YasuoGod”.

Czy warto być graczem jednego bohatera?

Wbrew pozorom sprawa jest dosyć skomplikowana. Doskonałe opanowanie jednego bohatera bez wątpienia pomaga we wspinaniu się po drabince rankingowej, lecz całkowite ograniczenie swoich możliwości do jednej tylko postaci może zaprowadzić nas w miejsce, z którego nie będziemy potrafili dostać się wyżej. Zawsze przecież istnieje ryzyko zbanowania naszej postaci, a to tylko najbardziej oczywista z przeszkód na naszej drodze. Poza tym im wyżej w rankingu, tym bardziej doświadczeni gracze potrafiący zniwelować atuty naszego bohatera. Grając tylko jedną postacią znacznie ograniczamy kompozycję naszej drużyny i czasami może się zdarzyć, że nasz bohater całkowicie nie współgra z resztą drużyny i jest beznadziejnym wyborem przeciwko drużynie przeciwnej. W nomenklaturze graczy ukształtowało się pojęcie One Trick Pony o dość pejoratywnym wydźwięku. Oznacza osobę, która gra tylko i wyłącznie jedną postacią, często bez względu na pozycję, która mu przypadnie. Nie bez powodu wśród najlepszych zawodowych graczy nie ma tego typu osób. Aby móc rywalizować na najwyższym poziomie, trzeba być bardzo elastycznym, potrafić dopasować się do panującej mety i wykorzystywać przewagi, które daje obowiązujący aktualnie patch. Żaden zawodnik LCS nie mógłby potrafić grać tylko jedną postacią. Ba! Pięciu opanowanych bohaterów to wciąż za mało.

Xpeke

Enrique „xPeke” Cedent Martinez i jego ulubiony bohater.

Co nie znaczy jednak, że profesjonaliści nie mają swoich ulubionych postaci. Legendą obrosły zagrania Min-gi „MadLife” Honga, który został nazwany „Bogiem Thresha” i na stałe wpisał się w annały rozgrywek LCS. Znakomite zagrania Strażnikiem Łańcuchów wykonywane na Summoner’s Rift bardzo często przywołują pseudonim tego znakomitego koreańskiego zawodnika. Widzom europejskich i północnoamerykańskich rozgrywek nieobcy jest z pewnością Henryk „Froggen” Hansen, którego gra Lodowym Feniksem — Anivią, uważana jest za absolutne mistrzostwo. Krystalizacja w jego wykonaniu niejednokrotnie niweczyła pomysły drużyny przeciwnej na wygranie walki drużynowej. Innym europejskim graczem, który nigdy nie krył się ze swoim ulubionym bohaterem, jest Enrique „xPeke” Cedent Martinez. Jego sławny Kassadin nie ogranicza się tylko do najsłynniejszego zagrania w historii profesjonalnej sceny LoL. 

Pomimo zmiany mety, różnej efektywności postaci w poszczególnych patchach, doskonałe wyszkolenie najlepszych graczy na swoich ulubieńcach sprawia, że grając przeciwko nim przeciwnicy muszą wziąć pod uwagę tę kwestię. Często wymusza to banowanie postaci, która jest całkowicie nieobecna w panującej mecie. Daje to wbrew pozorom sporą przewagę w profesjonalnych zagrywkach. Pozostawienie Lee Sina, Zeda czy Elise zawodowcom, którzy spędzili „pół życia” na graniu nimi, może okazać się prostą drogą do katastrofy.

Powróćmy jednak do bardziej przyziemnego poziomu. Nawet idealne opanowanie jednego bohatera nie zapewni nam wygranej w każdej grze, niezależnie od ligi, w której gramy. To oczywiste, nie ma metody, która jest w stanie to zapewnić. Lecz ograniczając się do jednego rodzaju mechaniki i do ciągle tych samych schematów, ograniczamy swój rozwój. Grając innymi championami, choćby bardzo rzadko, nie tylko poszerzamy swoje umiejętności, ale także poznajemy lepiej inne postaci, co pozwoli nam na efektywniejsze granie przeciwko nim. Nie od dziś wiadomo, że najtrudniej pokonać wroga, o którym się nic nie wie. Doświadczamy tego za każdym razem, gdy do puli bohaterów League of Legends dołącza nowa postać.  

Ranking, praca nad swoimi umiejętnościami i wygrywanie to jedno, ale przecież w naszej grze chodzi także o…

 …dobrą zabawę

 

Cosplayers

League of Legends to coś znacznie więcej niż tylko gra komputerowa. To ogromna społeczność różnorodnych graczy z całego świata, których łączy nie tylko rywalizowanie na Summoner’s Rift, ale bycie częścią czegoś większego — uniwersum League of Legends. To zjawisko, które znacznie wykracza poza przestrzeń wirtualną. Osobiste preferencje graczy, także te dotyczące ulubionych postaci, kształtują bogactwo i wielość form naszej społeczności. Sympatię do konkretnych postaci można kultywować na wiele sposobów. Tapety na pulpit, kubki, ubrania z wizerunkami bohaterów to jedna z opcji. Zjazdy fanów, rozgrywki LCS i mniejsze turnieje lokalne to doskonała okazja nie tylko do pokazania tego jak bardzo lubimy grać w LoL-a, ale także wyrażenia tego, co w tej grze lubimy najbardziej. Tłumy kibiców siedzących w czapkach Teemo podczas profesjonalnych rozgrywek to widok, który na długo zapada w pamięci. Własna twórczość w postaci rysunków, komiksów czy memów umieszczanych w Internecie to także nieodłączny element społeczności LoL-a.  Absolutnym szczytem uzewnętrznienia naszej sympatii do bohaterów jest przebieranie się i charakteryzacja. Cosplayerzy stali się nieodłącznym elementem każdej większej imprezy, a ich pomysłowość wydaje się nie mieć granic. Nikogo nie dziwią przedstawienia nawet najdziwniejszych i najbardziej nieludzkich postaci z naszej gry.

„This Renekton is a God!”

Ostatnio grając moim ulubionym krokodylem, mój dżungler użył tych słów na czacie, opisując któreś z moich zagrań. Pomyślałem sobie w tamtym momencie, ile poświęciłem czasu, żeby zasłużyć na taką opinię o swojej grze. Niewiele się zastanawiając, po skończonej grze postanowiłem to sprawdzić. Otóż od trzeciego sezonu, gdy rozpocząłem swoją przygodę z LoL-em, rozegrałem Renektonem 421 gier i osiągnąłem 257 tys. punktów Maestrii. Czy to oznacza, że gram nim idealnie? W żadnym wypadku. Z pewnością istnieją gracze, którzy przebijają ten wynik wielokrotnie. Ale tyle czasu spędzonego z tym bohaterem pozwala mi czuć się pewnie w każdej sytuacji na Rifcie. Poznałem wiele ścieżek rozwoju tego bohatera, stawiłem czoło niemal wszystkim możliwym oponentom i dzięki temu wiem, z kim na co mogę sobie pozwolić. Dzięki zdobytemu doświadczeniu wiem, że nawet gdy rozpocznę grę w nienajlepszy sposób, jestem w stanie wytrwać do momentu, kiedy będę użyteczny dla mojej drużyny w walkach zespołowych. 

Renekton

Zdarza się, że gdy gram inną postacią, napotykam przeciwko sobie obcego Renektona. Zawsze w tym momencie czuję się dziwnie. Jak ktoś może grać moją ulubioną postacią i dlaczego gra w ten sposób? Przecież to bez sensu. Po co ten przedmiot? To takie trochę piętno przywiązania do danej postaci. Od bardzo dawna moja tapeta na pulpicie przedstawia Prehistorycznego Renektona. Nie pamiętam już, jak wygląda klasyczna skórka, a możliwe ustawienie run zmieniałem już setki razy. Gdy podczas oglądania meczów profesjonalnej sceny widzę mojego bohatera szalejącego po górnej alei, od razu jestem „kupiony” i wiem, komu będę kibicować. Póki co nie przebieram się za Pustynnego Rzeźnika, ale kto wie, może kiedyś.

Choć Renekton to zdecydowanie moja ulubiona postać, staram się ciągle poszerzać mój repertuar postaci na górnej alei. Osiągnąłem 6 i 7 poziomy Maestrii na postaciach jak Shyvana, Shen, Irelia czy Kennen. Nie obca mi jest gra Nautilusem, Malphitem i Maokai’em Dzięki temu jestem przygotowany na każdą ewentualność, jaka mnie może czekać w grach rankingowych. Pomimo więc, że w moim sercu jest miejsce tylko dla jednej postaci, nie powstrzymuję się od częstych „skoków w bok”.

A jak tam u was, Przywoływacze?

 

Graves

A jakie jest wasze zdanie na temat grania jedną postacią i przywiązywania się do niej? Czy jesteście lub znacie kogoś, kto jest „graczem jednego bohatera”? Jak długo szukaliście swojej ulubionej pozycji oraz bohatera i na kogo ostatecznie padł wybór? Posiadacie jakieś artefakty związane z waszą ulubioną postacią? A może macie także postać, która jest waszym przekleństwem? Taką, którą gdy widzicie w przeciwnej drużynie, to macie ochotę wyłączyć komputer i pójść na spacer? Kogo z profesjonalnych graczy najbardziej lubicie oglądać „na waszych postaciach”? Czekamy na wasze opinie i opowieści w komentarzach. Do zobaczenia na Summoner’s Rift, Przywoływacze!