Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Nowi championi - ryzyko, które się opłaca

Ryzykować czy nie, oto jest pytanie! Pojawia się zawsze, kiedy do gry wchodzi nowy champion... Czego w tej kwestii możemy się nauczyć z profesjonalnych gier?

Grać czy nie grać?

Wypuszczenie do gry nowego championa zawsze wiąże się z dużymi emocjami i burzliwymi dyskusjami. Są tacy, którzy ich uwielbiają i będą próbować natychmiast, kiedy to możliwe. Być może dzięki temu staną się tymi, którzy jako pierwsi opanują ich do perfekcji, znajdą najkorzystniejszą pozycję na mapie i zmiażdżą przeciwnika. Są jednak też tacy, którzy będą stać murem za starymi, wypróbowanymi postaciami. Ci gracze pozwolą, by nowi championi przeszli próbę czasu – w razie czego to inni się rozczarują i poniosą porażkę. Jak to się jednak sprawdza na profesjonalnej scenie? Warto spojrzeć na dwa bardzo wyraziste przykłady - Kapłanki Krakena i Wirtuoza, czyli jednych z najnowszych championów wypuszczonych do gry.

prosi

Kto nie ryzykuje, ten nie korzysta...

Nowy champion to ryzyko wielkiej wagi – ten jeden wybór może zaważyć na losie całej gry. Z jednej strony świeża postać ma bardzo duży potencjał: może zaskoczyć przeciwników, którzy nie znaleźli jeszcze najlepszego kontrwyboru i nie opanowali grania przeciwko niej. Może się jednak okazać, że to, co miało być atutem, asem w kompozycji drużyny, stanie się kompletną katastrofą: champion okaże się za słaby, zbyt oczywisty, nie wytworzy się synergia z pozostałymi postaciami – a wszystko to mimo pozornie świetnej prezentacji bohatera.

Odrzucona Kapłanka

inside photo - illaoi

Tak stało się w przypadku Illaoi, Kapłanki Krakena. Kto nie pamięta zapowiedzi championa przynoszącego samą boginię na Ryft Przywoływaczy? Kto nie chciał wypróbować potencjału macek czy chociaż raz nie rzucić na przeciwnika Próby Ducha? A jednak Illaoi okazała się pierwszym championem od dawna, który został zupełnie pominięty w profesjonalnych rozgrywkach. Wynika to między innymi z tego, że w obecnej sytuacji jest zbyt prosta do skontrowania, za mało mobilna i nie sprzyja jej meta – Kapłanka jest może wyzwaniem, kiedy stajemy z nią do pojedynku albo w czasie walki drużynowej, ale nie wtedy, kiedy to ona ma przejąć inicjatywę czy wdać się w pościg. Jej ograniczone możliwości w zakresie kontroli tłumu (crowd control, czyli popularnie skracane cc) – służy do tego jedynie w niewielkim stopniu Próba Ducha – także zmniejszają jej użyteczność dla drużyny. Możliwe jednak, że sytuacja jeszcze się zmieni. Być może zalety Illaoi, jak choćby możliwość szybkiego zabicia fali stworów czy kontrola stosunkowo dużego obszaru dzięki mackom, jeszcze okażą się na tyle istotne, że ujrzymy boginię i jej Kapłankę nie tylko na Ryfcie, ale i w profesjonalnej grze.

Gra Wirtuoza

Przez pewien czas wyglądało na to, że podobny los spotka także i kolejnego świeżo wypuszczonego na Ryft bohatera – Jhina. Pierwsze kilka tygodni po wypuszczeniu nie było dla niego zbyt łaskawe. Czy obawiano się porażki po nieudanym debiucie Illaoi? A może graczy odstraszyła nowatorskość Jhina, nie byli pewni, jak sprawdzi się w profesjonalnej grze? Nie umieli znaleźć dobrej kompozycji drużyny i woleli nie ryzykować, decydując się na sprawdzonych championów? Jakiekolwiek mogli mieć obawy – okazały się niesłuszne, choć początkowo wcale na to nie wyglądało. Pierwszy postanowił potencjał Wirtuoza wypróbować Zachary "Sneaky" Scuderi w meczu Cloud9 przeciwko Immortals w piątym tygodniu amerykańskiego LCS. Choć ten pierwszy mecz zakończył się porażką C9, to sam Sneaky wybierał Jhina jeszcze trzykrotnie w LCS i kolejny raz w playoffach. Pozostaje kwestią sporną, czy Sneaky'emu się to opłaciło – osiągnął tym championem KDA zaledwie na poziomie 1.9, wygrywając dwie z pięciu gier... Czy to jednak miało oznaczać, że sam Wirtuoz nie nadaje się do gry profesjonalnej? Przeczy temu choćby fakt, jak często Scuderi się na niego zdecydował.

Pokaz prawdziwego mistrzostwa zaprezentował jednak widzom trzy tygodnie później Martin "Rekkles" Larsson w meczach IEM w Katowicach. Pierwszy raz wybrał Jhina w grze przeciwko Counter Logic Gaming, osiągając rewelacyjny wynik KDA 9.3 (co przekłada się na statystyki 11/3/17 i 85% udziału w zabójstwach). W kolejnych meczach, choć wydawało się, że lepiej być nie może, wziął udział w aż 94% zabójstw. Sukces tego niespodziewanego wyboru podbudował ducha Fnatic do tego stopnia, że zaprowadził ich aż do finału, gdzie Jhin został przez koreańskie SK Telecom T1 zbanowany we wszystkich grach (co tylko potwierdza, jak skuteczna była nowa postać, skoro nawet dwukrotni mistrzowie świata odczuli przed nim respekt!), a sam Rekkles zakończył całe rozgrywki ze stuprocentową wygrywalnością Wirtuozem. Tym samym przetarł w Europie nowy szlak i potwierdził, że wybór nowego championa to ryzyko, ale takie, które w pewnych rękach może zaprowadzić na sam szczyt i kompletnie odmienić bieg wydarzeń. Równie dobrze potwierdza to także fakt, że bezpośrednio po IEM Jhin pojawił się także w chińskiej lidze LPL oraz koreańskim LCK. Czyżby tym razem to Europa ich zainspirowała, a nie – tak jak to się zazwyczaj dzieje – odwrotnie? 

rekkles photo

Los nowych bohaterów

Jhin nie podzielił losu Illaoi, nawet jeśli początkowo różne czynniki mogły na to wskazywać. Choć, podobnie jak poprzednicy, nie jest "klasycznym" championem pod względem umiejętności, to jednak jego wybór okazał się sukcesem na Ryfcie – także tym profesjonalnym. W czasie rozgrywek LCS mieliśmy okazję zobaczyć także inne świeże postacie, które świetnie sobie radziły – i wciąż radzą. Wystarczy wspomnieć choćby wypuszczonych w październiku ubiegłego roku Kindred, Wiecznych Łowców, którzy ostatnio święcą tryumfy na pozycji junglera. O wcześniejszych nie trzeba nawet wspominać – Tahm Kench, Bard, wszyscy najnowsi bohaterowie sprawdzili się w profesjonalnych rozgrywkach i na stałe weszli do mety. Pozostaje zatem czekać na moment, kiedy być może ujrzymy na Ryfcie także Kapłankę Krakena...

Czy ryzyko nowych bohaterów się zatem opłaca? Widzom profesjonalnych rozgrywek na pewno dostarcza zawsze najgorętszych emocji i może gwałtownie odmienić bieg wydarzeń, tak jak to się wydarzyło na IEM! A jednak mimo sprawdzenia championów w boju, wciąż pozostają tacy gracze, którzy wolą starych wyjadaczy walki i z rezerwą podchodzą nawet do niewątpliwych sukcesów nowych postaci. Jaka jest Wasza taktyka? Ryzykujecie czy wolicie grać tymi postaciami, które już dobrze znacie – mimo że równie dobrze poznał je także przeciwnik?