Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Worlds Teams presentation
worlds

Podsumowanie pierwszego tygodnia Mistrzostw

Jakie niespodzianki czekały na nas podczas pierwszego tygodnia zmagań?

Tak ekscytującego startu największego turnieju roku chyba nikt nie mógł się spodziewać. Pierwszy tydzień po brzegi wypełniły olbrzymie niespodzianki, ciekawe i równe spotkania oraz wielkie objawienia jak i zawody wśród biorących udział drużyn. Mistrzostwa są jak na razie koszmarem bukmacherów, jednak cała otoczka zupełnie niespodziewanych zwrotów akcji sprzyja widowisku, które wszyscy przecież chcemy oglądać.

Rzuceni na kolana

Podsumowania nie sposób nie zacząć od największej, choć niestety negatywnej niespodzianki tych Mistrzostw, czyli słabej formy europejskich drużyn w starciach z międzynarodową sceną. Spektakl odkupienia drużyn ze Starego Kontynentu miał rozpocząć skład G2 w pierwszym, inauguracyjnym starciu przeciwko drugiej drużynie zza Atlantyku, czyli doskonale znanemu CLG. Gospodarze turnieju napędzili co prawda niemałego stracha swojej publiczności szybko pozwalając przeciwnikom na przelanie pierwszej krwi, jednak szybko zrehabilitowali się za swoją wpadkę. Od momentu przejęcia kontroli około 10 minuty gry, Amerykanie pozostali niezwykle dynamiczni i konsekwentni w swoich decyzjach. Rozwścieczony wiking zadawał G2 kolejne ciosy, coraz bardziej pogrążając ich na drodze do upragnionego, międzynarodowego sukcesu.

Już wtedy widać było, że między formą obu regionów rysuje się prawdziwa przepaść. Od G2 oczekiwałoby się dominacji, a w szczególności wyjątkowo dobrego występu przeciwko najbliższym kulturowo rywalom zza oceanu. Pomimo naprawdę dobrego i pewnego zwycięstwa w europejskiej edycji ligi LCS, rezydenci naszego kontynentu wydawali się być wyraźnie zagubieni i niekonsekwentni. Stosunkowo dobre wyniki indywidualne Daehana “Expecta” Ki zupełnie nie szly w parze z drużynowym zgraniem. Jayce w rękach Koreańczyka uderzał mocno i zabijał najczęściej spośród pozostałych członków składu, jednak równie często zdarzało mu się przybywać na miejsce starcia za późno, by móc z powodzeniem odmienić losy starcia. Duet dolnej alei oraz młode objawienie ostatnich sezonów - Luka “Perkz” Perkovic zdawali się być niemal nieobecni na polu walki wyraźnie ustępując graczom z odpowiadających im pozycji drużyny przeciwnej.

G2 at Worlds 2016

Pierwszy cios wymierzony w policzek europejskich drużyn nie okazał się niestety ostatnim, ponieważ jeszcze pierwszego dnia, do grona przegranych zdążyły dołączyć pozostałe dwie drużyny z tego kontynentu - H2k oraz Splyce. Przegrywając kolejno z ahq eSports oraz Samsung Galaxy, Europa szybko wykreowała obraz regionu wyraźnie gorzej przygotowanego na turniej tak poważny i duży jak Mistrzostwa Świata. Po dziewięciu spotkaniach z udziałem europejskich składów, rezydenci naszego kontynentu zdołali triumfować jedynie raz i jest jakimś pocieszeniem fakt, że w tym odosobnionym przypadku brali udział nasi rodacy. Zwycięstwo nad brazylijskim graczem z dziką kartą jest co prawda nieco słodko-gorzkie, jednak ostatecznie stawia skład Jankosa i Vandera na najlepszej pozycji spośród wszystkich pozostałych drużyn Starego Kontynentu. Z jednym wygranym spotkaniem na koncie mają oni jeszcze dość duże szanse na awans z jednej z łatwiejszych grup Mistrzostw i z całych sił trzymajmy kciuki, aby ich kolejne starcia były tak pewne i szybkie jak to przeciwko Brazylijczykom z INTZ eSports.

Jankos at Worlds 2016

Ogólnie rozczarowujący występ europejskich drużyn na Mistrzostwach nie jest jeszcze co prawda przesądzony, jednak nie da się ukryć, że sytuacja nie wygląda zbyt dobrze. Dominujące na rodzimym podwórku G2 kompletnie gubi się w grze wielkich graczy. Splyce miewa przebłyski stając do równej walki z gigantami światowej sceny, jednak wciąż brakuje im konsekwencji oraz zamknięcia w dominowanych grach. W końcu H2k, które choć na papierze wypada lepiej od pozostałych, nadal pozostawia niedosyt głodnym międzynarodowych zwycięstw europejskim i polskim fanom Ligi. Europa jest już niestety jedną nogą w grobie i pozostaje mieć nadzieję, aby kolejny tydzień miał więcej wspólnego ze zmartwychwstaniem, aniżeli z gwoździem do trumny.

Amerykański sen

Zdecydowanie lepsze nastroje mają zapewne gracze bezpośrednio konkurencyjnych zespołów gospodarzy. Wszystkie amerykańskie składy rozgrywają jak dotąd bardzo dobry turniej i od wszystkich oczekuje się wyjścia z odpowiadających im grup. Najwięcej niespodzianek przysporzyli swoim fanom zdecydowanie gracze legendarnego już CLG. W pierwszym spotkaniu wielu ekspertów zwiastowało ich niechybną porażkę. Gracze z G2 nie mieli co prawda zbyt wielu okazji by zmierzyć się w ostatnim czasie ze zdobywcą drugiego miejsca Ameryki, jednak zakładano, że ich dominacja na rodzimym podwórku przeniesie się również na międzynarodowy plac bitwy. Sytuację szybko, choć nie można powiedzieć, że bezboleśnie wyjaśnił w tamtym meczu grający rewelacyjnie Jake “Xmithie” Puchero. Po tak pewnym zwycięstwie fani jak i eksperci nabrali dodatkowych nadziei dla dobrego występu swoich idoli oraz ich szans na wielki, międzynarodowy sukces. Wtedy też przyszło kolejne zaskoczenie, ponieważ po długiej, choć wyrównanej walce, Amerykanie ustąpili rosyjskiemu składowi z turnieju o dziką kartę, czyli Albus NoX Luna. Po rozpoczętym w ten sposób turnieju nie było już wiadomo absolutnie nic. CLG wyglądało na piekielnie mocne w starciu z faworytami, by chwilę później oddawać cenne gry przeciwko składom, po których zwykle nie spodziewa się niczego. CLG nie byłoby jednak sobą, aby fanom nie zapewnić jeszcze jednego niespodziewanego zwrotu akcji pewnie pokonując faworytów całego turnieju, czyli niesamowicie radzących sobie jak dotąd Koreańczyków z ROX Tigers. Swoje niesamowite piętno odbił w tym meczu środkowy CLG Jaehyun “Huhi” Choi, który dał popis wręcz przejeżdżając się po przeciwnikach świetnie zagranym Aurelionem.

W kontekście wszystkich zagranych przez CLG gier trudno powiedzieć czy to niezwykli szczęściarze, czy być może czarne konie całego turnieju, o których powinniśmy myśleć w charakterze pretendenta do tytułu i głównej nagrody.

CLG at Worlds 2016

Niemniej dobrze, choć zdecydowanie mniej zaskakująco poradzili sobie pozostali uczestnicy NA LCS. Awansujący do turnieju z pierwszego miejsca skład TSM spełnił wszystkie oczekiwania ekspertów wygrywając mecze, w których był zdecydowanym faworytem (przeciwko Splyce i Samsung Galaxy, czyli trzecim drużynom odpowiednio Europy i Korei) oraz przegrywając na Royal Never Give Up z Chin, które jeszcze przed turniejem uważane były za o wiele potężniejszy region. Podobnie wygląda jak dotąd sytuacja trzeciego amerykańskiego składu w turnieju, czyli Cloud 9. Wygrali oni dwa mecze, w których uważani byli za faworytów (Flash Wolves oraz I MAY), jednak oddali grę w starciu z ubiegłorocznymi zwycięzcami całego turnieju - SK Telecom T1. Trudno doszukiwać się w ich grze czegokolwiek niezwykłego czy jak dotąd niespodziewanego. Amerykańskie drużyny robią to, co do nich należy nie zawodząc sprzyjającej im publiczności, choć prawdopodobnie będą musieli pójść o krok dalej i wzbić się na wyżyny swoich możliwości, aby móc marzyć o tytule. Na ich drodze z całą pewnością jeszcze kilkukrotnie staną drużyny z potencjalnie mocniejszych regionów i tylko w ich rękach pozostanie dowiedzenie, że sami nie pochodzą ze słabszego.

Kolos na glinianach nogach

Gdyby wziąć pod uwagę zdanie większości analityków i fanów Ligi choćby luźno powiązanych z esportem, to z ich przewidywań prawdopodobnie wyszłoby, że na tegorocznych Mistrzostwach zatriumfuje ekipa ROX Tigers lub przynajmniej jeden z pozostałych koreańskich składów. Będący zdecydowanym faworytem skład z Korei zdobył w tym splicie mistrzostwo swojego kraju, a wszelkie znaki na niebie i ziemi zdawały się wskazywać, że to właśnie w ich barwach grają przyszli mistrzowie świata. Jedynie “zdawały się wskazywać”, ponieważ ich aktualna sytuacja w tabeli nie jest tak dobra, jak można by przypuszczać, że będzie.

Tygrysy rozpoczęły turniej od bardzo szybkiego i pewnego zwycięstwa w jednostronnym starciu przeciwko Albus NoX Luna i właśnie tego typu spotkań już do samego końca spodziewali się eksperci oraz fani koreańskiej potęgi. Ich pewna dominacja nie trwała jednak specjalnie długo, ponieważ już w drugim spotkaniu natrafili oni na dość niespodziewane trudności, kiedy to wyraźny opór postawiła im ekipa z naszego kontynentu, czyli radzące sobie raczej średnio G2 Esports. Perkz i drużyna nie tylko długo stawiali opór, ale mieli również całkiem realne szanse na zwycięstwo, dochodząc do ponad 7700 złota przewagi na pewnym etapie spotkania. Forma faworyta zadrżała w posadach, jedynie po to, by ostatecznie odbić się od perspektywy porażki rewelacyjnym zagraniem Kyungho “Smeba” Songa na Kennenie, który wraz z drużyną praktycznie usunął z drogi swoich przeciwników, stwarzając sobie tym samym szansę na powrót do gry i ostatecznego zwycięstwa nad europejską drużyną.

Chociaż ROX Tigers triumfowało w dwóch pierwszych spotkaniach, ich forma stanęła pod znakiem zapytania. Przewidywane zwycięstwo nad Albus NoX Luna nie zrobiło wielkiego wrażenia, a chybotliwy triumf nad grającym stosunkowo słabo G2 Esports nie nastrajał zbyt pozytywnie przed trzecim grupowym starciem z dobrze znanym i lubianym CLG. Niepewna forma faworyta znalazła potwierdzenie właśnie w tym ostatnim meczu, kiedy to mistrzowie Korei niespodziewanie ulegli zaledwie drugiej drużynie regionu, który jeszcze przed rozpoczęciem turnieju był uważany za wyraźnie słabszy. Co być może jeszcze bardziej zaskakujące, porażka była bardzo jednostronna aż do tego stopnia, że podczas trwania całego meczu, pretendenci ze wschodu ani razu nie wyszli na prowadzenie pod względem ilości zdobytego złota.

W sąsiednim obozie, czyli grupie B, w której znaleźli się ligowi rywale Tygrysów oraz dwukrotni zwycięzcy Mistrzostw sytuacja jest tak samo niepewna. SK Telecom T1 poradziło sobie co prawda z chińskim I MAY oraz amerykańskim Cloud 9, obie drużyny rozgramiając w pewnym stylu. Ostatecznie jednak byli mistrzowie ulegli tajwańskiej potędze w długim i stosunkowo jednostronnym starciu, które to jak dotąd okazało się być jedynym triumfem tych ostatnich. Ta grupa to kolejny koszmar bukmachera, bo w jaki sposób przewidzieć można, że dwukrotni mistrzowie i drużyna absolutnie kultowa i legendarna polegnie w starciu ze składem, który wszyscy pozostali pokonują. Bardzo podobnie rysuje się sytuacja w grupie D, czyli miejscu, do którego trafili Koreańczycy z trzeciego miejsca. Samsung Galaxy radzi sobie całkiem nieźle, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że trafiło do potencjalnie najtrudniejszej grupy całych mistrzostw, jednak i tu trudno mówić o wyraźnych faworytach oraz szczególnych szansach poszczególnych składów.

SKT at Worlds 2016

Co by nie mówić o pierwszym tygodniu, niezrównana gwiazda koreańskiej dominacji zdaje się nie świecić tak mocno jak zwykle bywało to w przeszłości. Główni faworyci obrywają od czarnych koni turnieju, a dotychczasowe wyniki i występy nawet przeciwko innym, mocnym drużynom nie zdają się wskazywać, że możemy już mówić o jednej drużynie, która na zwycięstwo ma szansę większą niż pozostali. Niezwykle silni i zazwyczaj faworyzowani Koreańczycy mają obecnie taki sam rekord zwycięstw jak Amerykanie (6 zwycięstw do 3 porażek) i zaledwie jedno więcej niż drugi potężny region ze wschodu, czyli Chińczycy (ci mają na koncie 5 zwycięstw i 4 porażki).

Błogosławieństwo dzikiej karty

Ze wszystkich pozostałych drużyn i regionów, które nie zostały tu szczegółowo opisane, jedna błyszczy szczególnie mocno. Albus NoX Luna to rosyjska organizacja, której dywizja League of Legends dostała w tym roku szansę do grania na najwyższym możliwym szczeblu dzięki udziałowi w międzynarodowym turnieju o dziką kartę. Tak jak i tu, już na Mistrzostwach, tak i tam nie byli faworytami. W fazie grupowej zajęli czwarte miejsce (teoretycznie ex aequo drugie wraz z INTZ oraz Dark Passage, jednak to właśnie oni musieli się następnie zmierzyć ze zdobywcą pierwszego miejsca), by ostatecznie w dramatycznym pojedynku zwyciężyć z tamtejszymi faworytami, meksykańską drużyną Lyon Gaming. Tak chybotliwa droga do tych rozgrywek nie wróżyła składowi niczego szczególnego. W poprzednich latach zdarzały się co prawda niespodzianki na miarę brazylijskiego KaBuM, jednak nikt powołujący się na chłodną kalkulację nie mógł raczej przewidzieć, że niepozorne Albus NoX Luna okaże się lepsze od pierwszej drużyny Europy i drugiej, choć nadal piekielnie mocnej, Stanów Zjednoczonych. Jedną stroną medalu są tu oczywiście zaskakujące zwycięstwa tej drużyny, drugą zaś styl w jaki rosyjska drużyna ogrywa swoich przeciwników.

Albus NoX Luna at Worlds 2016

Albus szybko zyskał sobie sympatię widzów z całego świata, a także, co trudniejsze, lokalnej społeczności, która tłumnie zbierała się przede wszystkim dla swoich rodzimych drużyn - TSM, Cloud 9 oraz CLG, które uległo grze rosyjskiej organizacji. Udało im się to dzięki zignorowaniu kompromisów oraz zasad, jakimi kierują się rozgrywki na najwyższym szczeblu i po prostu graniu swojej, ekscytującej i interesującej gry. Spośród graczy Albus NoX Luna najbardziej wyraźnym jej członkiem okazał się być wspierający, Kirill “Likkrit” Malofeev z Rosji zagrał dwa fenomenalne spotkania, które dały jego drużynie zwycięstwa kolejno nad CLG oraz G2 Esports. W pierwszym z nich mogliśmy zobaczyć wręcz niepoprawnie agresywnego Tahm Kencha, który zdawałoby się zupełnie nie zważając na podejmowane ryzyko rzucał się ku zagraniom, które raz za razem wyrywały część szans na wygraną z rąk Amerykanów. W starciu z europejskim numerem jeden Likkrit wybrał zaś Branda, którego pomimo braku w lokalnej mecie, gracze G2 z pewnością powinni się obawiać (zarówno ROX Tigers jak i CLG banowali Branda w grach przeciwko Albus NoX Luna). Brand Likkrita zrobił niesamowitą robotę zadając mnóstwo obrażeń (dokładnie 22,3 tysiąca ustępując pod tym kątem jedynie Zvenowi na Ezrealu, Perkzowi na Oriannie oraz Kirze na Anivii) i ostatecznie przyczyniając się do bardzo pewnego triumfu nad składem z Europy.

Po pierwszym tygodniu wiele można się było spodziewać, jednak z pewnością trudno było przewidzieć, że absolutni faworyci całego turnieju, czyli ROX Tigers będą po jego zakończeniu w takiej samej sytuacji, co rosyjski debiutant na międzynarodowej scenie. Zarówno starych jak i zupełnie nowych fanów tych ostatnich oraz po prostu miłośników esportu w najlepszym wydaniu powinien również cieszyć fakt, że nowi gracze sceny nie tylko stają do walki ze starymi wyjadaczami jak równi sobie, ale robią to przede wszystkim z wielkim smakiem i stylem, który dobrze się ogląda.

Tydzień rozstrzygnięć

Pierwsza faza rozgrywek Mistrzostw jest już za nami i patrząc wstecz na jej przebieg nie sposób się nie uśmiechnąć. Byliśmy świadkami wielkich zagrań, zaskoczeń, zawodów, ale i ogromnych, pozytywnych niespodzianek. To wszystko składa się na obraz świetnego esportowego święta, choć to co nadciąga zdaje się być od tego jeszcze lepsze. Nadchodzący tydzień, będzie tym, w którym tak wiele spraw zostanie rozwiązanych.

Czy Europa wreszcie przebudzi się i czy którakolwiek z europejskich drużyn zdoła wyjść z grupy?
Czy koreańscy faworyci pokażą w końcu grę, której wszyscy od nich oczekują?
Czy drużyny takie jak Albus NoX Luna zostaną z nami, by jeszcze po wyjściu z grupy czarować swoimi agresywnymi zagraniami i wyborami postaci?
Czy Amerykanie wykorzystają tę niezwykłą sytuację i zatriumfują na swoim rodzimym podwórku i puchar uniosą wśród swoich rodaków?

Koniecznie dajcie znać co okazało się dla was największym zaskoczeniem w pierwszym tygodniu rozgrywek oraz na co z największą niecierpliwością czekacie w drugim tygodniu Mistrzostw!