Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Podsumowanie szóstej edycji Mistrzostw Świata

Ponowne spojrzenie na cały przebieg tegorocznego turnieju!

Zmagania największego turnieju League of Legends są już za nami. Tygodnie zmagań, wielkich emocji i niespodziewanych zaskoczeń dobiegły końca w odbywającym się w zeszłym tygodniu finale. Zwycięzca został już ukoronowany, a teraz, jeszcze nim na dobre opadnie kurz po walce, nadszedł idealny moment, aby raz jeszcze przyjrzeć się całemu turniejowi. Zapraszam do zapoznania się z podsumowaniem Mistrzostw Świata szóstego sezonu!

Burzliwa faza grupowa

G2 at Worlds 2016

Chociaż na polu walki pojawiło się bardzo wiele dobrze znanych twarzy, turniej ten od samego początku nie przypominał niczego, co wcześniej widzieliśmy na wielkich esportowych scenach. Emocje i zaskoczenia rozpoczęły się już tak naprawdę w pierwszych starciach, kiedy to totalnie dominujące w Europie G2 ustąpiło przed “zaledwie” drugą drużyną NA LCS. W pierwszej fazie zmagań grupowych w serca fanów europejskich drużyn szpilki wbijane były raz za razem. Wszystkie swoje mecze przegrywało zarówno Splyce jak i będące faworytem regionu G2 Esports. Porażki były na tyle liczne, że zaledwie tydzień po rozpoczęciu rozgrywek, szanse na awans obu tych drużyn były naprawdę nikłe. Chociaż spodziewano się, że turniej zdominują prawdopodobnie Azjaci, niemalże nikt nie przewidział, że różnica między poziomem odstającej w tym roku Europy i reszty świata będzie tak boleśnie zauważalna. Podwójnym ciosem był również fakt, że przynajmniej podczas pierwszego weekendu rozgrywek, o wiele lepiej od Europejczyków radzili sobie reprezentanci gospodarzy. Gdyby całe Mistrzostwa zakończyły się po ich pierwszym tygodniu, to na czele stawki staliby właśnie gracze z NA LCS.

TSM at Worlds 2016

Honoru Amerykanów dzielnie bronili gracze TSM, CLG oraz nawet Cloud 9, które do turnieju dostało się z ostatniego miejsca i niewielu przewidywało, że w trudnej grupie, do której trafili, zdołają cokolwiek ugrać. Na przeciwnym biegunie esportowej rywalizacji, a w rzeczywistości, honoru za Atlantykiem bronili już tylko praktycznie gracze H2k. Ku uciesze wielu Polaków i nas samych, w jedynej drużynie, która zdołała postawić się swoim grupowym oprawcom, zobaczyliśmy naszych rodaków: dobrze znanych Jankosa i Vandera. Chociaż pierwszy tydzień rozpoczął się prawdziwą rzezią Europejczyków, chłopcy zdołali ugrać jeden mecz, który dał im bardzo drobną, acz ważną zaliczkę przed zmaganiami drugiego tygodnia.

Na horyzoncie grup pojawili się też nowi gracze ze składu Albus Nox Luna, którzy szybko zyskali sympatię fanów. Grający bardzo agresywnie i widowiskowo zawodnicy rosyjskiej organizacji raz za razem zaskakiwali wygranymi przeciwko drużynom takim jak CLG, G2 czy nawet ROX Tigers. To co najpierw wydawało się turniejową ciekawostką, szybko przerodziło się w zaskakującą regułę. ANX przeobraziło się w drużynę będącą jednym z faworytów do wyjścia z grupy. Ich wygrana przeciwko ulubieńcom ekspertów, czyli Koreańczykom z ROX Tigers, była niesamowitym zaskoczeniem, jednak nawet ona nie mogła się równać z kolejnym wybrykiem brazylijskiej sceny. Momentu a’la KaBuM dostarczyli nam w tym roku gracze INTZ eSports, którzy w pojedynczym grupowym starciu zdołali pokonać Edward Gaming, czyli chińskiego faworyta tegorocznej edycji Mistrzostw.

Koreańczycy oraz Chińczycy z pozostałych drużyn zrobili w gruncie rzeczy to, czego się po nich spodziewano. Pierwszy tydzień nie wyglądał co prawda zbyt imponująco w ich wykonaniu, bo wszyscy, bez wyjątku, przegrywali. ROX Tigers ku zaskoczeniu wszystkich uległo CLG, a ich lokalnym rywalom, czyli TSM udało się pokonać w pierwszym meczu drużynę Samsung Galaxy. SKT ponownie musiało się zmierzyć z demonami przeszłości, po raz kolejny na wielkiej scenie przegrywając z drużyną Flash Wolves. Zdecydowanie najsłabiej z całej stawki drużyn z Chin i Korei wypadł skład I MAY, który rozegrał całościowo dość nijaki turniej, nie zapisując się na kartach historii niczym szczególnym. Chińczycy z trzeciego miejsca okazali się być w zasadzie jedynymi zawodnikami, z którymi walkę bez problemu mogły podejmować zespoły nawet z pozornie słabszych regionów. Dla przykładu: zaledwie trzecie w NA LCS Cloud 9 zdołało pokonać I MAY dwukrotnie, każdorazowo w pewny i konsekwentny sposób.

Rozstrzygnięcia

Cloud 9 backstage at Worlds 2016

Drugi tydzień mający być zwieńczeniem fazy grupowej okazał się w sumie chyba jeszcze bardziej zaskakujący, niż totalnie niespodziewany tydzień numer jeden. Żadna z drużyn, w żadnej z grup nie mogła być pewna awansu do fazy pucharowej. W najlepszym wypadku na kontach faworytów widniały dwie wygrane oraz porażka, ponieważ nikt nie zdołał przejść przez pierwszą fazę jako niepokonany. Chociaż niemal wszystko zdawało się iść po myśli gospodarzy, ich kolejne gry oraz ostateczny przebieg rozgrywek w odpowiadających im grupach niefortunnie zaczął eliminować ich z rozgrywek. Na koncie wszystkich amerykańskich drużyn zapisały się 3 zwycięstwa i 3 porażki. Niestety, dla fanów legendarnych składów CLG i TSM, jedynie Cloud 9 te 3 wygrane wystarczyły do dalszego awansu. W grupach pozostałych amerykańskich potęg sytuacja rozwiązała się w taki sposób, że na dwóch pierwszych miejscach wyklarowały się już drużyny z zapewnionym awansem, którego gospodarze nie mogli już im w żaden sposób odebrać. Po zakończonych grupach jeszcze przez długo krążyły opinie, jakoby zarówno TSM jak i CLG o wiele lepiej poradziło sobie na miejscu Cloud 9. Esport bywa jednak złośliwy i w tym wypadku dwie najsilniejsze drużyny z NA LCS musiały pogodzić się z ostateczną i nieodwracalną porażką w turnieju.

Niewiele lepiej miewiały się sprawy w obozie Europejczyków. Po pierwszym tygodniu praktycznie wszystkie drużyny miały bardzo niskie szanse na awans. Przy okazji G2 Esports oraz Splyce można było o nim mówić jedynie w przypadku, gdyby reprezentanci odpowiadających drużyn wygrali wszystkie swoje mecze w drugim tygodniu. Mało tego, musieliby oni mieć również więcej szczęścia niż rywale zza oceanu, bo i w tym wypadku rekord 3-3 mógłby nie wystarczyć. Niestety, G2 już w pierwszym meczu drugiej kolejki zostało mentalnie odesłane do domu, bo na ich drodze stanęło zdecydowanie zbyt mocne wtedy ROX Tigers. Splyce broniło się odrobinę dłużej, bo w niemal beznadziejnej sytuacji zdołało uszczknąć jeszcze jeden punkt w walce z Royal Never Give Up. Niedługo później jednak i w ich przypadku doszło do ostatecznego rozstrzygnięcia, bo ich ostatnie szansę zdołał pogrzebać skład Team Solo Mid. Na padole europejskich łez zdołała zabłysnąć jednak jeszcze ostatnia z gwiazd i nadziei, czyli drużyna H2k. Nakręceni szansą i wielkimi oczekiwaniami fanów zdołali wygrać wszystkie swoje mecze w drugiej kolejce fazy grupowej. W dogrywce ponadto ograli oni również Edward Gaming, co ostatecznie zapewniło im nie tylko awans, ale również ostateczne pierwsze miejsce w grupie.

Albus Nox Luna's Likkrit

Dwie tajwańskie drużyny oraz brazylijski rodzynek, czyli ahq, Flash Wolves oraz INTZ eSports nie zdołali niestety pokazać wystarczająco dobrej szkoły Ligi, aby móc powalczyć o puchar. Najlepiej z całej grupy wypadło ahq, chociaż i ich 3 zwycięstwa nie były wystarczające do awansu. Na pozostałych frontach zabrakło już jednak tak dużych niespodzianek. Albus NoX Luna konsekwentnie pokonywało kolejnych rywali na tyle często, by zapewnić sobie awans, a do grupy ćwierćfinalistów w ostatnim rzucie dołączyli już jedynie Koreańczycy (wszystkie drużyny z LCK), Chińczycy w składach Royal Never Give Up oraz Edward Gaming oraz Amerykanie z Cloud 9.

Pucharowy zawrót głowy

Samsung Galaxy at Worlds stage

Kolejna faza Mistrzostw obyła się niestety bez większych niespodzianek, jednak wcale, a wcale nie oznaczało to, że rozgrywkom tym brakowało emocji. Chociaż w niemal wszystkich spotkaniach zdołali zwyciężyć faworyci publiczności i ekspertów, niektóre serie w fazie pucharowej tej edycji turnieju były jednymi z najbardziej emocjonujących, jakie mogliśmy oglądać w przeciągu ostatnich lat. Rozpoczynając od tych najmniej ekscytujących: pojedynki Cloud 9 z Samsung Galaxy oraz H2k z Albus NoX Luna. Ci pierwsi, podobnie jak H2k, postawieni zostali przed arcytrudnym zadaniem uratowania honoru swojego regionu. Między obiema drużynami widniała jednak zasadnicza różnica, polegająca przede wszystkim na trudności i zaawansowaniu oponentów, jakich przyszło im spotkać w ćwierćfinałach. Po jednej stronie - Samsung Galaxy, które choć ledwo zakwalifikowało się w ogóle do udziału w Mistrzostwach, tu na miejscu radziło sobie niemal bezbłędnie. Po drugiej zaś Albus NoX Luna - debiutant międzynarodowej sceny i jej tegoroczne objawienie, choć wciąż raczej nieoszlifowany diament. Obie serie przebiegły pewnie, a gry w obu przypadkach wypadły naprawdę jednostronnie.

Smeb and Peanut at Worlds stage

Nieco inaczej wyglądała sytuacja na froncie chińsko-koreańskim. Tu dwie najlepsze drużyny obu regionów zostały zwrócone przeciwko sobie, by w ćwierćfinałowych zmaganiach wyłonić zwycięzców oraz ostatecznie ustalić, które z państw posiada silniejsze drużyny. Siły zostały rozłożone po równo, bo pierwsza drużyna z Korei walczyła z pierwszą grupą z Chin i analogicznie drugie z obu regionów ze sobą. W pierwszym ze starć, broniące tytułu SKT zaliczyło drobne turbulencje, bo już w na samym początku serii, Royal Never Give Up zdołało pokonać ich i wyjść na prowadzenie z wynikiem 1-0. Bardzo konsekwentna gra Chińczyków, ich dbałość o zdobywanie smoków i celów mapy opłaciły się na tyle, że cała seria została przedłużona o jedną grę. Niestety tylko przedłużona, bo w pozostałych starciach z legendarnym Fakerem, ekipa Uziego i Maty nie miała już tak wiele szczęścia. Strategia objęta w pierwszym meczu nie zdała egzaminu w kolejnych, przez co wszystkie pozostałe gry serii skończyły się pewną dominacją koreańskich mistrzów świata. W drugim z chińsko-koreańskich ćwierćfinałów było bardzo podobnie. Z tym wyjątkiem, że tutaj na zwycięstwo Edward Gaming musiało czekać aż do trzeciego starcia serii. Wtedy to też w ręce ich środkowego - Scouta, wpadł Aurelion Sol, czy postać, z którą mieli gigantyczne problemy do tej pory. Umiejętnie wykorzystany potencjał potężnego maga zdołał dać im cień nadziei na zwycięstwo, które ostatecznie Tygrysy wyrwały im z rąk już w kolejnym pojedynku. Obie koreańskie drużyny wyeliminowały chińskie składy po swojej stronie drabinki i przeszły do jej kolejnego etapu, by w półfinałach rozstrzygnąć rozpoczętą jeszcze w LCK wojnę o dominację.

Słodkie-gorzkie półfinały

H2k at Worlds stage

Do przedostatniej fazy turnieju przeszły ostatecznie 3 koreańskie drużyny oraz jedna europejska. Reprezentanci LCK w glorii i chwale po raz kolejny potwierdzili, że na międzynarodowej scenie nie mają sobie równych i że jeszcze musi minąć trochę czasu, zanim któryś z zachodnich zespołów zdoła rzucić im godne ich czasu wyzwanie. Przed pierwszą szansą na to stanęli od razu gracze H2k z Vanderem i Jankosem na czele. Przed rozpoczęciem zmagań, na kontach obu drużyn widniały serie 7 wygranych po sobie gier i jedno było pewne - nadchodząca seria półfinałowa musiała być dla jednej z nich końcem marzeń o nieskończonej serii oraz samym finale. Na nieszczęście fanów europejskiego esportu, przebieg serii SSG kontra H2k przebiegł zgodnie z licznymi przewidywaniami ekspertów. Pomimo fali wsparcia, jakie wylały się na głowy chłopaków z organizacji z EU LCS, nie zdołali oni podnieść brzemienia ostatniej europejskiej nadziei. W stosunkowo szybkich i zdecydowanych zwycięstwach, swoją dominację potwierdzili gracze SSG, którzy nie oddając żadnej gry serii, weszli w ciąg aż 10 wygranych pojedynków z rzędu. Na końcu ich drogi, w wielkim finale czekał już na nich naprawdę godny przeciwnik, jednak ostatnim krokom drogi byłych mistrzów warto się przyjrzeć z większą dokładnością.

Esportowe święto

Po drugiej stronie drabinki swoją część turniejowego wyzwania mieli do zaliczenia byli mistrzowie świata, czyli SK Telecom T1. W wyniku losowania i zaliczania kolejnych etapów, ich półfinałowym przeciwnikiem okazał się być skład ROX Tigers, czyli drużyny, która w ostatnim splicie zdobyła mistrzostwo LCK, a ponadto była w tym roku również głównym faworytem do tytułu. Tygrysy w zeszłym roku musiały obejść się smakiem, odpadając w finałowej walce, dlatego tym razem ich apetyty oraz żądza walki były o wiele większe. Fani zwiastowali, że pojedynek SKT vs ROX to przedwczesny finał i to w tej walce ostatecznie rozstrzygną się losy turnieju. Choć odebranie woli walki SSG byłoby sporym niedopatrzeniem, absolutnie nie można się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że półfinałowe starcie koreańskich gigantów było wielkim esportowym świętem. To właśnie podczas tych kilku gier po raz pierwszy na salony wjechała grana na pozycji wsparcia Miss Fortune. W przeciągu tej niesamowitej serii byliśmy świadkami obłędnie rozegranej przez PraYa Zaczarowanej Kryształowej Strzały. Festiwal wielkich wzlotów i upadków. Rosnących nadziei na twarzach graczy ROX Tigers i następnie powolnie ginącej na ich twarzach radości z powodu kolejnego ważnego pojedynku przegranego w starciu z SK Telecom T1. Byli mistrzowie świata okazali się być lepsi i to oni zakwalifikowali się ostatecznie do finału, jednak ROX dało fanom i widzom z całego świata niesamowite widowisko. Pokazując przy tym również wspaniałego ducha walki, rozegrali jedną z najlepszych serii gier, jakich mogliśmy być świadkami od samego początku esportu w League of Legends. Na całe szczęście, SSG nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa i przewidywany jednostronny finał wcale się takim nie okazał. Na szczęście dla widowiska, fanów oraz samego esportu.

W finałowym pojedynku stanęły przed sobą dwie wielkie drużyny z LCK. Jedna, co oczywiste, ze znacznie większych zapleczem. Wielokrotni mistrzowie LCK, dwukrotni mistrzowie świata, zwycięzcy MSI i innych turniejów przeciwko organizacji, która w innym składzie również sięgała po najwyższe trofea. Ze względu na składowe różnice, problemy Samsung Galaxy w drodze do Mistrzostw i samą drogę obu drużyn do finału, niemal wszyscy zgodnie zwiastowali, że finał skończy się szybką, czystą egzekucją wykonaną przez Fakera i spółkę. Eksperci dawali podopiecznym elektronicznego giganta co najwyżej jedną grę. Inni twierdzili, że finał skończy się szybkim 3-0 i że w starciu z tak dobrze grającym SKT absolutnie nikt inny na tym turnieju nie ma szans, by walczyć o tytuł. Jak na przekór, wobec wszystkich przesłanek i przewidywań również finał okazał się być nieprawdopodobnym widowiskiem godnym każdej minuty spędzonej na oglądaniu.

SKT at Worlds stage finals

Sama seria rozpoczęła się dość niewinnym i nie tak pewnym zwycięstwem SKT. W ponad 50-minutowej bitwie gracze obu drużyn przerzucali się raz za razem, wyrywając sobie z rąk cele mapy. Pomimo trwającej niemal niezmiennie dominacji SKT, SSG kilkukrotnie zdołało wyrwać choć część prowadzenia z rąk byłych mistrzów. Z 10 tysięcy przewagi w złocie robiło się jedynie 5. Następnie 12 i ponowny powrót SSG do 5 czy 6 tysięcy złota za przeciwnikiem. Pomysł Samsung Galaxy na grę miał bez wątpienia podstawy, by działać, jednak ostateczne rozegranie tego meczu pozostawiało wiele do życzenia. Pokonane w pierwszym starciu SSG weszło do gry numer dwa, a ta niestety… okazała się być totalną dominacją SKT. W tamtym momencie niemal pewne stało się kto po raz kolejny wzniesie nad głową Puchar Przywoływacza. Niesamowity Faker raz za razem wymierzał kolejne, celne i bolesne ciosy, wielkimi krokami przybliżając się do trzeciego triumfu na największej esportowej scenie. Świadomość ostatniej szansy, a może chęć zemsty za ligowe porażki - nie wiadomo co wstąpiło w graczy Samsung Galaxy w grze trzeciej, ale zadziałało dokładnie tak jak powinno. W ponad 70-minutowej batalii nic nie było pewne do samego końca. Czy dominujące przez większą część czasu gry SKT już za chwilę po raz kolejny stanie na najwyższym stopniu podium? A może to SSG właśnie dostąpiło objawienia i kolejne gry oraz trofeum, idąc za ciosem, zdoła zgarnąć tylko dla siebie?

Trzeci i czwarty mecz serii zakończył się zwycięstwem SSG. Chociaż w obu przypadkach droga zawodników w białych koszulkach nie była usłana różami, każdorazowo byli oni w stanie znaleźć przynajmniej jeden słaby punkt w zastępach wroga i go wykorzystać. Liczne wymiany ciosów, przerzucanie się pomysłami na zdobywanie kolejnych celów mapy i cały czas niepewna przewaga w złocie po obu stronach barykady. Finał stał się przejażdżką na emocjonalnej kolejce górskiej i to zdecydowanie mogło się podobać. Przed piątym meczem właściwie nic nie było już wiadomo. Na twarzach spokojnych zazwyczaj graczy rysowały się tym razem emocje. Nawet znany z pokerowej twarzy Faker dawał po sobie znać, że zmagania w tym finale dają mu się we znaki, a wynik do jakiego dotarli absolutnie go nie satysfakcjonuje. Ostatnie wyzwanie postawione przed obiema drużynami rozpoczęło się naprawdę równo. Przez pierwsze 35 minut gry obie drużyny szły łeb w łeb wyprzedzając się nie więcej niż o 2 tysiące złota. Na nieszczęście fanów koreańskiej technologii, od 36 minuty sytuacja Samsung Galaxy zaczęła się jedynie pogarszać. Wszystko rozpoczęło się od niefortunnego pozycjonowania prowadzącego drużyny - Rulera. W dość nieprzemyślany sposób znalazł się on jako jedyny w pobliżu bardzo wielu wrogów w środkowej alei. W jego pobliżu znajdował się jedynie CoreJJ grający Tahm Kenchem, który za błędy swojego kolegi z drużyny przypłacił życiem. Od tamtego momentu było już niestety tylko gorzej. Grające w przewadze SKT podjęło walkę o Nashora, po którego zdobyciu zdołali również zabić niefortunnie flashującego Crowna. Następnie Starszy Smok, sukcesywne budowanie przewagi i kolejny Nashor. Tak błaha z pozoru sytuacja doprowadziła do tragicznych dla drużyny skutków. Samsung Galaxy z dołu, w który wtedy wpadło, nigdy nie zdołało się już wygrzebać.

SKT Posing with trophy of 2016

Do trzech razy sztuka

Tym samym, na najwyższym stopniu podium po raz kolejny ujrzeć mogliśmy graczy SK Telecom T1. Po raz trzeci puchar zdołali wznieść również Faker, Bengi oraz kKoma, którzy na co najmniej kilka lat mają spokój z jakąkolwiek konkurencją, aspirującą do zdetronizowania ich w stosunku zdobytych trofeów.

Turniej jest już jednak za nami i bardzo ciekawi nas wasza opinia dotycząca jego przebiegu!
Jakie akcje podobały się wam najbardziej?
Który mecz czy może seria najbardziej zapadła wam w pamięć i stała się ulubioną?
Dajcie znać jak ogólnie oceniacie całą edycję Mistrzostw i czy się wam podobała!