Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Polacy z H2K wygrywają grupę C

Cechą prawdziwego zwycięzcy nie jest to, czy umie wygrywać. Prawdziwy zwycięzca to ten, kto potrafi podnieść się po przegranej. Każdy z członków zespołu H2k zaznał smaku porażki - walczyli w turnieju kwalifikacyjnym, by utrzymać się w LCS, gdy dwa razy byli jedną grę od wyjazdu na mistrzostwa. Teraz, ich drużyna jest być może najsilniejszym zespołem, jaki zachód ma do zaoferowania – i ostatnią nadzieją Europy.

Pierwszy tydzień mistrzostw był dla H2K jak kubeł zimnej wody. Zaczęło się całkiem nieźle - ich pierwsza gra przeciwko tajwańskiej drużynie AHQ była długa i zacięta. Nerwy jednak dały się we znaki europejskiej drużynie. Zwłaszcza Polacy, dla których był to pierwszy mecz na tak dużej scenie wydawali się niepewni w swojej grze. Po 47 minutach pełnej zwrotów akcji gry AHQ udało się pokonać H2K.

Morale w drużynie podniosły się trochę, gdy chłopaki w chaotyczniej rozgrywce pokonali brazylijską drużynę INTZ. Polacy zdecydowali się na innowacyjną kombinację – połączenie Skarnera z Karmą pozwoliło na rozpędzenie skorpiona do prędkości Bugatti Veyron, dzięki czemu Jankos bez problemu mógł łapać przeciwników za pomocą Nadziania i zapewnić zabójstwa swojej drużynie.  

Vander and Forgiven

Pod koniec pierwszego tygodnia zawodnicy H2K musieli stawić czoła najtrudniejszemu przeciwnikowi. Edward Gaming, przez wielu uznawaną za drugą najlepszą drużynę na świecie, byli oczywistymi faworytami, by nie tracąc ani jednego meczu, z łatwością opuścić grupę na pierwszym miejscu. Jednak i im powinęła się noga – nieoczekiwanie ulegli Brazylijczykom z INTZ. H2K podało jednak się Chińczykom na tacy, popełniając kardynalne błedy – Vander wbiegając na pierwszym poziomie w krzaki przeciwników bez wizji sprezentował dolnej linii EDG pierwszą krew, a Jankos zaliczył kilka nieudanych ganków. Chińska drużyna powoli, acz metodycznie budowali swoją przewagę, a Europejczykom nie udało się w porę powstrzymać krwawienia i w końcu ulegli EDG.

Porażka za porażką Europa spadała po równi pochyłej ku wielkiej tragedii. Po pierwszym tygodniu zespoły z EU LCS opuściły studio w San Francisco z zaledwie jednym zwycięstwem. Zawodnicy H2K wiedzieli, że stać ich na więcej, ale drużynie udało się wydostać z grupy musiałby się chyba zdarzyć cud.    

Odoamne and Jankos black colors

Wszystko albo nic

Nie ma już miejsca na pomyłki. By zapewnić sobie miejsce w czołowej ósemce, drużyna Jankosa i Vandera musiała być bezbłędna tego dnia. Wystarczyłaby jedna porażka, by znaleźć się w samolocie powrotnym do domu. Najpierw czekał ich rewanż z Tajwańczykami z AHQ. Tym razem spotkanie wyglądało jednak całkowicie inaczej. Jankos, Ryu i Odoamne szybko przejęli stery gry i pokazali przeciwnikom, gdzie ich miejsce.

Kolejny przeciwnik miał być jeszcze bardziej wymagający.  Edward Gaming prowadziło w tabeli i wszystko wskazywało na to, że nikt nie zagrozi już ich pozycji jako liderzy grupy. Gdyby jednak Jankos, Vadner i spółka znaleźli w sobie siłę by pokonać Chińczyków, mogliby udowodnić światu, że H2K wciąż stoi na równi ze śmietanką League of Legends. Gra stała się zacięta już od pierwszych minut. Drużyny wymieniały się zabójstwami na prawo i lewo, jednak H2K powoli wypracowywała sobie przewagę. Jankos już od pierwszych minut gry pokazał na co go stać – mecz szybko stał się przedstawieniem polskiego dżunglera, który grał, jakby czytał w myślach Clearlove’a.  Gdy już wydawało się, że EDG ma szansę na powrót do gry, Jankos dosyć jasno dał znać, że nie z nim takie numery, kradnąc przeciwnikom sprzed nosa Starszego Smoka.

Gdy H2K nabrało wiatru w żagle dzięki dwóm zwycięstwom a gra przeciwko brazylijskiej drużynie INTZ była już tylko formalnością. Jeszcze raz Jankos pokazał, że nie ma sobie równych, dosłownie przejeżdżając przeciwników swoim Olafem. Vander popisał się grą Alistarem świetnymi połączeniami QW, co zapewniło H2K kluczowe zabójstwa. Zaliczając hat-tricka H2K dzieliło teraz pierwsze miejsce z EDG. O tym, kto opuści grupę na pierwszym miejscu miał zadecydować dodatkowy mecz.

Pojedynek ten mógłby być pokazywany jako słownikowa definicja pojęcia ”drużyna H2K”. Było tam wszystko z czego słynni są jej gracze. Jankos samodzielnie zdobywający początkowe zabójstwo, by po raz kolejny zasłużyć na swój przydomek ”Król pierwszej krwi”. Odoamne i Ryu jako dwaj stabilni i rozważni gracze, na których zawsze można polegać. Vander jako osobisty asystent Jankosa w kontrolowaniu wizji i wyłapywaniu przeciwnych prowadzących. Oddanie przeciwnikom barona, by zapewnić fanom mały zawał serca. A na koniec, by z przytupem zakończyć ich wspaniałą serię zwycięstw, Konstantinos-Napolen “FORG1VEN” Tzortziou stwierdził, że chyba trzeba przypomnieć światu dlaczego nazywają go jednym z najbardziej uzdolnionych mechanicznie prowadzących. 

H2k on the stage after win

Jako, że zarówno G2 jak i Splyce pożegnały się z turniejem, drużyna H2K pozostaje jedynym reprezentantem Europy na Mistrzostwach Sezonu 2016. Kolejny sprawdzian czeka ich już w poniedziałek – stawią czoła Rosjanom z Albus Nox Luna. Chociaż wydają się być najsłabszym zespołem z finałowej ósemki, to jeśli jest coś, co ANX udowodniło światu na tym turnieju to to, że nie wolno ich lekceważyć. Jankos, Vander, Ryu, Odoamne i Forgiven będą musieli wycisnąć z siebie wszystkie poty, jeśli chcą wywalczyć sobie drogę do półfinałów.

Jeśli stać ich na coś więcej, to teraz jest czas, by pokazać na co.

Oglądaj zmagania H2K z Albus Nox Luna już 17 października o 00:00.