Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Rewolucyjny fenomen - IWC uderza z zaskoczenia

Do niedawna regiony Dzikiej Karty były automatycznie przypisywane do ostatnich miejsc i skazywane na błyskawiczne pożegnanie się z rywalizacją, czy to na MSI (Mid-Season Invitational), czy na Mistrzostwach Świata. Nie bez powodu. Osiem mniejszych regionów zrzeszonych w tej grupie znacznie później dołączyło do światowej stawki i bez wątpienia ich początki na międzynarodowej arenie nie należały do łatwych. Niemniej już w tym roku wydarzyła się rzecz historyczna - Albus Nox Luna wywalczyło awans do ćwierćfinału Mistrzostw Świata. I to wcale nie był przypadek.

Długa podróż znikąd

Nie wszyscy pamiętają początek tej ścieżki. Po dość kameralnych Mistrzostwach Świata sezonu pierwszego rok później do stawki dołączają koreańskie i chińskie formacje, a już w sezonie trzecim akces do walki o tytuł otrzymuje ostatni region, a raczej zlepek mniejszych stref, który od tamtej pory aż do teraz walczą wspólnie jako International Wildcard (IWC). Wróćmy więc do sezonu 3. Z dzisiejszego punktu widzenia historia zatacza pełne koło, bo pierwszą drużyną reprezentującą IWC było… litewskie Gaming Gear.EU, reprezentant Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP, z ang. CIS), tego samego subregionu, z którego na amerykańskie Mistrzostwa przyjechał zespół Albus NoX Luna. GG okazuje się lepsze od brazylijskiego PaiN Gaming, tureckiego Dark Passage, środkowoamerykańskiego Lyon Gaming i reprezentującego Oceanię Teamu Immunity, ale debiutu na imprezie rangi Mistrzostw Świata nie może zaliczyć do udanych. Kończy rywalizację z wynikiem 1-7, a jedyne zwycięstwo zawdzięcza luźnemu podejściu do ostatniego meczu formacji Team SoloMid, która już wcześniej straciła szanse na awans z grupy.

Rok temu to brazylijskie PaiN Gaming zaskoczyło wszystkich, wygrywając mecze na CLG i Yoe Flash Wolves. To było jednak za mało, by liczyć się w walce o awans z grupy.

Rok temu to brazylijskie PaiN Gaming zaskoczyło wszystkich, wygrywając mecze na CLG i Yoe Flash Wolves. To było jednak za mało, by liczyć się w walce o awans z grupy.

Od 2014 roku na MŚ widzimy po dwie drużyny z IWC, a od 2015 roku zrzeszenie mniejszych regionów ma swojego reprezentanta na MSI. W sumie zespoły z IWC dziewięciokrotnie walczyły w „małych Mistrzostwach Świata” (MSI) oraz tych docelowych, rozgrywanych raz do roku. Co ciekawe, największą liczbę reprezentantów miały do tej pory turecki TCL i brazylijski CBLOL, których reprezentanci trzykrotnie meldowali się na mistrzowskich imprezach. Dopiero kolejną pozycję zajmuje wschodnioeuropejski LCL (wliczając czas przed powstaniem oficjalnej ligi), skąd wywodzi się tegoroczny fenomen – ANX (dwa występy). Interesujący jest fakt, że poza epizodem w wykonaniu Bangkok Titans (południowo-wschodnia Azja, Garena) żaden z pozostałych obszarów nie przebrnął przez International Wildcard. W konsekwencji widać dość jasny podział na silniejsze i słabsze subregiony, z których tylko cztery na osiem potrafiło uzyskać przepustkę na najważniejsze imprezy. Dobrym prognostykiem są jednak kwalifikacje na tegoroczne Mistrzostwa Świata i bardzo dobra postawa Lyon Gaming, która udowadnia, że poziom coraz bardziej się wyrównuje. Nie tylko w obrębie regionów IWC, a także przede wszystkim na świecie ogólnie. Dwa lata temu przegrana z KABUM! pozbawiła Alliance szansy na awans do fazy play-off, rok temu brazylijskie PaiN Gaming po raz pierwszy wygrało dwie gry na Mistrzostwach Świata, a już w tym sezonie mamy drużynę z IWC w ćwierćfinale światowego czempionatu. Fenomen. Albus NoX Luna. Jak do tego doszło?

Narodziny bohatera

Musimy cofnąć się o niemal rok, kiedy to okazuje się, że we wschodniej Europie utworzona zostaje nowa liga (LCL) w formacie LCS, która ma zastąpić niedoskonały system Starladdera. Dotychczasowi dominatorzy regionalnych zmagań z Hard Random decydują się przystąpić do rozgrywek w odmienionym składzie. Tym samym do Mykhailo "Kira" Harmasha i Kirilla "Likkrit" Malofeyeva dołącza trio PvPStejos-Smurf-aMiracle. Drużyna działa naprawdę dobrze, a zawodnicy świetnie się ze sobą rozumieją - z miesiąca na miesiąc HR się rozkręca. Formacja pewnie sięga po triumf w sezonie zasadniczym wiosennego splitu i deklasuje rywali w play-offach, po czym jest bezkonkurencyjna również w lecie - najpierw miażdży oponentów w fazie zasadniczej, a później pokonuje ich jeszcze raz, w decydującej rundzie rozgrywek. Wygrywa wszystko, co jest do wygrania, jednocześnie notując nieprawdopodobny bilans 36-7. W międzyczasie zmienia też nazwę na Albus NoX Luna. HR/ANX swoimi występami niewątpliwie przybija regionalnym zmaganiom we wschodniej Europie własny stempel „Albus NoX Luna i reszta walcząca o drugie miejsce”. Dość powiedzieć, że w krótkiej historii LCL żaden zespół nie potrafił odebrać tytułu rosyjsko-ukraińskiej mieszance… A po osiągnięciu statusu hegemona własnego podwórka następny krok wydaje się oczywisty - ekspansja w kierunku dominacji International Wildcard.

Likkrit w tym styczniu tego roku osiągnął pierwszą pozycję w kolejce solowej na serwerze EUW.

Likkrit w tym styczniu tego roku osiągnął pierwszą pozycję w kolejce solowej na serwerze EUW.

Na tegoroczne kwalifikacje do Mistrzostw Świata ANX jechało w roli jednego z faworytów, obok reprezentantów brazylijskiego CBLoL – INTZ Gaming oraz zwycięzców tureckiego TCL – Dark Passage. Szybko okazało się, że o awans nie będzie łatwo, bo aż cztery zespoły wydawały się znajdować na podobnym poziomie (do wspomnianej trójki dołączyło rewelacyjne Lyon Gaming), a Albus NoX miejsce w play-offach wywalczyło z... ostatniego, czwartego miejca. Obydwa decydujące o awansie pojedynki były naprawdę zacięte – w swoim spotkaniu Albus NoX Luna triumfowało ostatecznie wynikiem 3-2 nad Lyon Gaming i to właśnie rosyjsko-ukraińska ekipa zapewniła sobie występ na Mistrzostwach Świata. A tam, cóż, miała powalczyć co najwyżej o urwanie mapy lub dwóch wyżej notowanym rywalom…

Z zaskoczenia ich, z zaskoczenia!

Zresztą trafiając do grupy z koreańskim ROX TIgers, europejskim G2 Esports i amerykańskim Counter Logic Gaming, nie możesz liczyć na zbyt wiele. Tym bardziej, jeśli, tak jak Albus NoX, nie mogłeś wystarczająco dobrze przygotować się do rywalizacji, bo przeciwnicy niechętnie podchodzili do tematu treningów z twoim zespołem. A jednak się udało!

Wydaje się, że rywale nie do końca docenili przeciwnika z International Wildcard. Przed Mistrzostwami wielokrotnie podkreślane były charakterystyczne cechy Albus NoX takie jak tendencja do grania dość specyficznymi kompozycjami z Anivią, Brandem i Bardem, zamiłowanie Likkrita do roamowania czy przeciętne umiejętności zawodników nadrabiane doskonałym zmysłem gry taktycznej. Niemniej w gruncie rzeczy niełatwo było znaleźć analizy, które wiarygodnie odwzierciedlałyby poziom formacji - z jednej strony ANX zdominowało LCL, a z drugiej zupełnie nie zachwyciło na IWC. Kto by się tym jednak przejmował? G2 dysponujące tak utalentowanym składem rozniesie rywali już w fazie linii, CLG, które przecież znane jest ze strategicznej, kreatywnej gry, nie da ANX szans w rywalizacji pod względem makro, a ROX będzie poza zasięgiem G2 i CLG, więc o Albus NoX nie warto nawet wspominać...

INTZ, czyli drugi z reprezentantów IWC niestety nie potrafił nawiązać walki z wyżej notowanymi przeciwnikami i rywalizację w grupie zakończył na ostatniej pozycji. Brazylijczycy sprawili jednak sensację, pokonując faworyzowane EDG w pierwszym meczu grupy C.

INTZ, czyli drugi z reprezentantów IWC niestety nie potrafił nawiązać walki z wyżej notowanymi przeciwnikami i rywalizację w grupie zakończył na ostatniej pozycji. Brazylijczycy sprawili jednak sensację, pokonując faworyzowane EDG w pierwszym meczu grupy C.

Te przewidywania nie mogły okazać się bardziej mylne. Debiutanci zaskoczyli konsekwentną grą we wczesnych fazach rozgrywki, nie pozwalając wyżej notowanym rywalom na zdobycie szybkiej przewagi. Fantastycznie wykorzystywali także niestandardowych bohaterów, świetnie ze sobą współpracowali i pokazali grę taktyczną na zdumiewająco wysokim poziomie. Zimny prysznic na początek zaserwowany przez faworytów turnieju z ROX Tigers nie zdeprymował ANX. Po tej porażce wschodnioeuropejska formacja rozpoczęła swój zwycięski marsz. Głowy kolejnych rywali toczyły się po zboczach: CLG, G2, CLG, ROX to wszystko ofiary tegorocznego fenomenu. Brutalnie dekapitowane marzenia CLG i G2 legły w rynsztokach zalanych łzami fanów z Europy i Ameryki, a Mistrzostwa zyskały nowych bohaterów. Brawo Albus NoX! Brawo IWC! Warto jednak wspomnieć także o katastrofalnej postawie grupowych rywali. Wydaje się, że ani G2, ani CLG, ani nawet ROX nie zagrały bowiem choćby w pięćdziesięciu procentach tak jak nas do tego przyzwyczaiły i właśnie ta niedyspozycja otworzyła szansę na niespodziankę. Oczywiście okazję należało jeszcze wykorzystać, a IWC wypełniło swoje zadanie doskonale, dokonując rzeczy historycznej. Rosyjsko-ukraińska drużyna była przecież bardzo blisko wygrania grupy, lecz przeszkodziły jej w tym dwie porażki na zakończenie rywalizacji - z G2 oraz w dodatkowym meczu z ROX. Ostatecznie ANX awansowało z drugiego miejsca, co i tak jest niewyobrażalnym sukcesem. Wydaje się jednak, że czarny koń turnieju nie zamierza na tym poprzestać – kolejnym celem jest H2k, z którym Albus NoX Luna zmierzy się w ćwierćfinale. I wcale nie jest w tym pojedynku bez szans.

Złapali i nie puszczą

Tak czy inaczej regiony IWC już te Mistrzostwa wygrały. Przez trzy sezony mniejsze obszary bezskutecznie próbowały nadrobić przepaść, jaka dzieliła ich od najlepszych zespołów na świecie, a najtrudniej jest gonić, kiedy nie widzisz tego, kto ci ucieka. Sukces Albus NoX jest symboliczny. Światowy czempionat pokazał, że formacje z International Wildcard wcale nie stoją już na straconej pozycji w walce z ekipami z pięciu najważniejszych regionów. Brazylia, Turcja czy Rosja zyskają dodatkową motywację do dalszego działania.

Pół roku to SuperMassive pokazało się na MSI z bardzo dobrej strony. Pomimo że turecki zespół zakończył rywalizację z wynikiem 1-9 to dobrą grą zyskał szacunek ekspertów na całym świecie.

Pół roku to SuperMassive pokazało się na MSI z bardzo dobrej strony. Pomimo że turecki zespół zakończył rywalizację z wynikiem 1-9 to dobrą grą zyskał szacunek ekspertów na całym świecie.

A trzeba przyznać, że ostatnie dwa sezony to ogrom pracy włożony w rozwój mniejszych terytoriów, przy czym największy szacunek należy się na tym polu brazylijskiemu CBLoL i tureckiemu TCL. Coraz lepsi zawodnicy dają się skusić propozycjami z tych lig, a jednocześnie limity zagranicznych graczy pozwalają na rozwój rodzimej sceny. Ba, wcale nie tak rzadko regiony te posiadają lepszą infrastrukturę i skuteczniejszych trenerów czy analityków aniżeli formacje z EU czy NA LCS. A pozostali również nie stoją w miejscu i sprawnie nadrabiają straty – wystarczy porównać poziom prezentowany chociażby przez zespoły z japońskiego LJL rok temu i obecnie – po prostu przepaść. Pół roku temu na MSI dobrze zaprezentowało się SuperMassive, dzielnie walcząc z najlepszymi formacjami z pozostałych regionów. Teraz swoje pięć minut ma rosyjsko-ukraińskie Albus NoX Luna. Przemija czas, w którym zespoły z IWC były traktowane jako outsiderzy. Szanuj albo giń – to chyba słowa, które warto powtórzyć europejskim i amerykańskim zespołom w kontekście rywalizacji z formacjami z mniejszych obszarów. A G2 i CLG boleśnie się przekonały, że ta groźba jest jak najbardziej realna.