Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Ten drugi Zed - Ryu idzie po swoją zemstę

Hovet Arena powoli wypełnia się kibicami, którzy przybyli z całej Europy, by obejrzeć zmagania najlepszych graczy starego kontynentu. Dzisiaj jest finał – Origen zagra przeciwko niepokonanemu dotąd Fnatic.

W jednym z pierwszych rzędów miejsce zajmuje pięć postaci w biało-niebieskich strojach.Są podenerwowani i z przejęciem patrzą na pusty jeszcze telebim – dzisiaj ważyć będą się także ich losy – jeśli Fnatic faktycznie okaże się lepszy, zapewnią H2k bilet do Paryża. Jeśli jednak chłopcy z Origen okażą się lepsi, podopieczni Neila „Pr0llyiego” Hammada będą musieli wywalczyć sobie drogę przez gauntlet. Mimo, że stawka jest wysoka, jeden z członków – przysadzisty Azjata w okularach – wydaje się całkowicie nie odczuwać napięcia. Dla niego to wręcz zabawy przedszkolaków – na palcach jednej ręki można policzyć na tej sali tych, którzy mogą dorównać mu stażem.  Sangwook ”Ryu” Yoo zamyka na chwilę oczy i daje się ponieść wspomnieniom.

1

Początki

Kiedy Ryu dołączył do swojej pierwszej poważnej profesjonalnej drużyny, nie był nawet mid-lanerem, a dżunglerem. Startale nie odniosło jednak większego sukcesu i po kilku miesiącach zostało rozwiązane. To nie był jednak koniec kariery Ryu – on i dwóch jego kolegów z Startale – Support Won "MaFa" Sang-yeon AD Carry Dongbin "Joker" Ko (później znany jako ”Score”) zostali zauważeni przez koreańskiego supergiganta telekomunikacyjnego – KT, który był zainteresowany sponsorowaniem drużyn League of Legends. Dołączyli do nich toplaner Im "Ragan" Kyung-hyun, oraz Byungkwon ”KaKAO” Lee, który zajął miejsce Ryu w dżungli. Musieli jednak zmierzyć się z prawdziwymi tytanami – na wzmiankę o takich drużynach jak Azubu Frost czy Najin Sword, każdy gracz drżał z przerażenia. Mimo to, KT Rolster B, bo tak nazywała się teraz nowa drużyna Ryu, stanęła na wysokości zadania i po najlepszym wyniku w fazie grupowej, dopiero w półfinałach playoffów uległa przyszłemu zwycięzcy turnieju – Najin Sword, a w meczu o trzecie miejsce rozgromili Azubu Blaze wynikiem 3-0. Wiosna przyniosła zmiany – Ragan odszedł z drużyny, a KaKAO został oddelegowany to drugiej z drużyny KT – KT Rollster A. Ich miejsce zajęli top-laner Chan-ho ”Ssumday” Kim i dżunlger Inseok ”InSec” Choi.  KTB miało jednak pecha – już na samym playoffów początku trafili na przyszłych zwycięzców sezonu – MVP Ozone i skończyli swą przygodę na ćwierćfinałach.

2

Nieśmiertelny król demonów

Ryu wzdryga się na chwilę, przywołując jego obraz przed oczami. Nikt nie był nawet blisko osiągnięcia jego poziomu – do dzisiaj uznawany za najlepszego gracza, jaki kiedykolwiek zasiadł przed ekranem. Sanghyuk ”Faker” Lee. Siedemnastoletni, małomówny chłopak, który pojawił się znikąd i zmiótł konkurencję. Pomimo średniego startu, SK Telecom T1 K wróciło jeszcze silniejsze latem i ostrzyło sobie zęby na wycieczkę do Los Angeles na Mistrzostwa Sezonu 2013. Ich największym przeciwnikiem była właśnie drużyna Ryu – teraz KT Bullets, które w zmienionym składzie – inSec grał teraz na górnej linii, a KaKAO wrócił z KT Arrows na pozycję dżunglera. Mistrzostwa zbliżały się nieuchronnie i jeśli kiedykolwiek była dla nich szansa, by podbić OGN, to właśnie teraz.

SK Telekom wydawało się jednak niepowstrzymane – w fazie nie oddali nawet jednej gry, podczas gry KT miało na koncie dwa remisy i zwycięstwo. Mieli szczęście – trafili na prostą ścieżkę przez playoffy, omijając zarówno MVP Ozone, jak i SKT. Po zaciętej serii przeciwko Azubu Blaze, zmietli także ich siostrzane Frost i wywalczyli sobie drogę do finałów. Jeśli wygrają, będą mieli wystarczająco punktów ligowych, by zapewnić sobie Mistrzostwa. Ryu musiał stawić czoło bogowi pośród śmiertelników – Faker już czekał.

Pierwsze dwie gry poszły prawie jak z płatka – duża była w tym zasługa właśnie Ryu, który wydawał się nawet mieć lekką przewagę nad gwiazdą SK Telecom, demonstrując świetną grę Gragasem. KT Bullets było już jedną nogą w Los Angeles – wystarczyło wygrać tylko jedną grę. SKT wydawało się otrząsnąć i odbiło piłeczkę wygrywając dwie następne gry. Napięcie stawało się nie do zniesienia zwłaszcza, że ostatnia gra to wybór w ciemno – żadnych banów, tylko czyste umiejętności. Nic więc dziwnego, że Ryu wybrał bohatera, który jest wręcz definicją tego określenia – Zeda. Nie wiedział jeszcze, że Faker dokonał tego samego wyboru. W pierwszych minutach gra była wyrównana, ale  błędy KT Bullets sprawiły, że SKT zdobyło przewagę i przycisnęło przeciwników do dolnej wieży przy inhibitorze. Natomiast Faker odłączył się od drużyny i próbował popchnąć środkową linie – ale tam czekał już na niego Ryu i wtedy się stało TO.

Niektórzy mówią, że to jedna z najwspanialszych zagrywek wszechczasów. Inni, że to co wtedy się wydarzyło na zawsze odcisnęło piętno na Ryu i przez to już nigdy nie wrócił do swojej szczytowej formy. Faktem na pewno jest, że Faker z ułamkiem paska zdrowia przez serię szybkich, wręcz magicznych ruchów ograł swojego przeciwnika i pokonał go w pojedynku jeden na jednego. Wyraz twarzy Ryu pokazany chwilę później na ekranie mówi sam za siebie – KT Bullets zostało złamane, a chwilę później SK Telecom zwyciężyło w OGN. KT wciąż miało jeszcze jedną szansę – zwycięstwo w gauntlecie gwarantowało ostatni bilet na Mistrzostwa. To zwycięstwo było potrzebne także SKT – i ponownie dwie drużyny spotkały się w finale. Tym razem nie było już nawet blisko – Faker wraz z drużyną zmietli Bullets.

3

Nowy dom

Nie jest łatwo dla niego przywoływać te chwile, więc Ryu próbuje skupić się na tym co dzieje się na ekranie. Telebim pokazuje teraz twarz Enrique ”xPeke” Cedeño Martínez. Z nim Ryu wiąże jedno z najlepszych wspomnień – ostatnie chwile chwały KT Bullets to IEM Katowice 2014 i triumf w finale nad poprzednią drużyną Hiszpana – Fnatic. Był to jednak łabędzi śpiew KT – po powrocie z Polski nigdy już nie odzyskali poprzedniej formy, a sam Ryu najpierw zmienił rolę z powrotem na dżunglera, a został wyrzucony z KT Bullets. Wydawało się, że nie będzie miał szansy już zagrać w zawodowych rozgrywkach, jednak dostał on ofertę z całkowicie niespodziewanej strony– Millenium, drużyna która niedawno przegrała walkę o miejsce w LCS, szukała mid-lanera w zastępstwo odchodzącego Adriana "Kerpa" Wetekama i zaproponowała tę pozycję Ryu, który zgodził się podobnie jak jego rodak Jae-hwan ”H0R0” Cho, który objął pozycję dżunglera. Magia Koreańczyków okazała się niewystarczająca i Milenium niespodziewanie uległo hiszpańskiej drużynie GIANTS Gaming. Przed Ryu zamykały się kolejne drzwi – był z daleka od domu, bez drużyny i perspektyw. Los jednak miał się do niego uśmiechnąć.

Publiczność szaleje, gdy Fnatic dominuje Origen w team-fightcie przy smoku, a Fabian “Febiven” Diepstraten zdobywa quadrakill. To właśnie jemu Ryu zawdzięcza wszystko co teraz osiągnął – gdy Bora ”Yellowstar” Kim, szukając graczy do swojej drużyny wskazał na Holendra, H2k straciło mid-lanera, a zbliżający się sezon zmusił ich do znalezienia kogoś tak szybko jak tylko się da. Nic dziwnego, że ich wybór padł na Ryu – był najlepszym graczem, jakiego mogli wtedy znaleźć. Koreańczyk dostał jeszcze jedną szansę, żeby się wykazać. H2k nie mogło wybrać lepiej – Ryu okazał się cennym nabytkiem dla drużyny, oparciem na którym można było polegać. Gdy z drużyny odszedł także Erih "Voidle" Sommermann, a dołączył Raymond ”kaSing” Tsang, H2k stało się zawodnikiem wagi ciężkiej, z którym liczył się każdy w Europie – zakończyli zarówno pierwszy jak i drugi sezon na trzecim miejscu.

„Fnatic to wasi Europejscy czempioni!” wykrzykuje jeden z komentatorów, wyrywając Ryu z zamyślenia, gdy w deszczu konfetti pięć czarno-pomarańczowych postaci podnosi do góry kryształowy puchar, a na ich twarze są przepełnione radością. Równie mocno cieszą się gracze H2k na trybunach – ten wynik zapewnia im bilet na Mistrzostwa. Jednak Ryu nie daje ponieść się euforii. Jego umysł zaczęła zaprzątać tylko jedna myśl – gdzieś tam czeka już na niego jego nemezis - Faker.

I lepiej, żeby był gotowy.