Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Trzy pokolenia polskich wspierających

Vander, Jactroll i Mystiques. Trzy różne historie wielkich talentów, których przygoda wciąż nabiera tempa. Który okaże się górą w 2019?

Polska od zawsze stała wsparciem. Poza dżunglą latami mieliśmy w LCS naszego reprezentanta na dolnej alei, a kolejne talenty tłoczyły się na lokalnej i zagranicznej scenie. Fani wypatrywali kolejnych szans dla swoich ulubieńców, a rok 2019 i to, co pod względem e-sportowym przyniesie nam między innymi LEC i Ultraliga, sporo zamiesza w światku supportów. Trzech reprezentantów naszego kraju stanie w przyszłym sezonie przed nowym wyzwaniem. Na ile ich doświadczenie z przeszłości pomoże im osiągnąć sukcesy, a który z nich okaże się najlepszym wspierającym naszego kraju?


Przeszłość

Oskar „Vander” Bogdan

Jak w Opowieści Wigilijnej, tak i w tej historii mamy do czynienia z chodzącymi symbolami epok. Przeszłość w przypadku Vandera nie oznacza przemijania — wciąż wiele przed nim, do czego zaraz dojdziemy, ale trudno byłoby wskazać w naszym kraju drugiego gracza tej pozycji z podobnym doświadczeniem, które w tak znaczący sposób zahacza o dawne czasy. Oskar jest z Ligą już od 8 lat. Jego pierwsze podrygi w turniejach o stawkę datuje się na rok 2011, czyli 1. sezon rozgrywek! Trudno mówić o profesjonalizacji w kontekście tamtych czasów, gdy porównamy je do choćby i lokalnych lig w zeszłym roku. Jedno jest jednak pewne i mocno przebija z tej historii. Vander był zorientowany na rywalizację od samego początku swojej przygody z grą, a gdy kolejne drużyny dowiadywały się o jego wartości na przestrzeni lat, ten szedł w ich barwach, tworząc swoją karierę i historię. Ma teraz do pokazania naprawdę spory kawał portfolio, a jego e-sportowe CV błyszczy ponad dziesiątką kolorowych logo drużyn, które są dziś znane całemu, branżowemu światu. Vander przywdziewał koszulki Millenium, H2K, Teamu Roccat, Vitality czy wreszcie Schalke. O największym sukcesie winien decydować sam zainteresowany, ale nawet przeciwnicy Polaka nie mogą mu odebrać tego, co osiągnął, w jak wielu turniejach brał udział oraz osobistej marki, którą przy okazji stworzył i dał się za jej pośrednictwem poznać światu.

vander

Niefortunny koniec poprzedniego sezonu odebrał Vanderowi jeden z największych zaszczytów gracza Ligi, czyli udział w Mistrzostwach Świata. Zabrakło niewiele, bo jego Schalke w niesamowity sposób dobrnęło aż do finału lata LCS i jedynie odrobinę inny rozstaw tabeli lub wygrana w kwalifikacjach zapewniłyby ekipie z Gelsenkirchen bilety do Korei. Druga (lub czwarta, w zależności od tego, jak rozpatrywać ich pozycję na koniec sezonu) drużyna Europy zasmakowała goryczy porażki o jeden raz za dużo, a to sprowokowało zmiany również w jej osobowym składzie. Vander oficjalnie pożegnał się z Schalke po zakończeniu poprzedniego sezonu, ale wiemy już na pewno, gdzie znalazł swój nowy dom.

Na początku 2019 roku Vander zagra w drużynie Rogue Academy, a jego poczynania zobaczyć będziemy mogli w rozgrywkach pierwszego, oficjalnego sezonu Ultraligi. Jeżeli uważnie śledziliście ogłoszenia LEC, to wiecie zapewnie, że starsza siostra RA, czyli po prostu Rogue, to jedna z ekip, która dostała się do czołowej europejskiej ligi. Jej szeregi zasilił między innymi Kikis, a drużyna-akademia została powołana oraz odesłana na polską ziemię. Roster Rogue Academy wygląda naprawdę nieźle. To mieszanka lokalnych młodych talentów, m.in. Kacpra „Inspired” Słomy oraz weteranów takich jak Woolite czy właśnie Vander. Bez wątpienia angaż do tego typu drużyny to coś innego, ale wyzwanie pociągnięcia także nieopierzonych adeptów Ligi do tutejszych sukcesów może być równie wymagające co gra w LCS. Vander ma za sobą karierę bardziej okazałą niż większość sceny — zarówno obecnej jak i tej emerytowanej. Wciąż pozostaje jednak zmotywowany, by próbować swoich sił w nowym środowisku. Polska scena oraz oczywiście Rogue Academy z pewnością zyskają na tym transferze, a dla nas oglądanie owoców jego wielkiej kariery na polskim podwórku będzie czystą przyjemnością.

Do zobaczenia w Ultralidze!


Teraźniejszość

Jakub „Jactroll“ Skurzyński

Vander przez długi czas był jedynym i niezaprzeczalnie najlepszym polskim wspierającym. Utrzymując się w dobrych ekipach czołowej europejskiej ligi nawet w zasięgu wzroku nie miał kandydatów do przejęcia jego tronu. Jego dobra passa nie mogła jednak trwać wiecznie, a dobre notowania polskich supportów musiały wreszcie zaprocentować i tak też się stało w zeszłym roku. Jactroll nie wyrósł znikąd, bo choć jego rozwój na przestrzeni splitu wydawał się bardzo szybki, jego droga do miejsca, w którym znajduje się teraz, odbywała się w zupełnie naturalnym tempie. Polak musiał bowiem przejść całą, zdefiniowaną drogę od aspirującego amatora, przez gracza regionalnych rozgrywek aż po zawodnika LCS i uczestnika Mistrzostw Świata. Żaden z tych etapów nie przyszedł mu ze szczególną łatwością, bo jeszcze parę lat temu umiejętności Jactrolla bagatelizowano na lokalnej scenie.

Brak angażu do najlepszych polskich drużyn zraził go do lokalnego podwórka, w konsekwencji robiąc mu wielki, nieplanowany prezent. Zawodnik zaczął szukać sobie miejsca w innych regionalnych rozgrywkach, a jego zdolności dostrzegła i doceniła Hiszpania. Trafił do pochodzącego stamtąd Giants Gaming i z miejsca odnalazł się w składzie, który totalnie zdominował tamtejszą scenę. Pierwszy krok został postawiony, ale to nie była droga na skróty. Musiał grać w Hiszpanii, stamtąd awansować do istniejącego wtedy jeszcze Challenger Series, wygrać turniej promocyjny, a następnie odnaleźć etat pod skrzydłami Vitality.

jactroll

Rok 2018 zaczął się zatem od spełnienia jednego e-sportowego marzenia. Imponująca droga doprowadziła Polaka do gry w najważniejszej lidze Starego Kontynentu. Starał się o nie i wywalczył uczciwie, a w nagrodę mógł zaprezentować się całemu regionowi jako nowy polski potencjał dolnej alei. Szybko zaczęto stawiać tezy, jakoby Jactroll prześcigał Vandera, a biorąc pod uwagę dalsze poczynania ich ekip, można by sądzić, że tak też się ostatecznie stało. Bezpośrednie konfrontacje obu zawodników budziły spore emocje podczas kolejnych splitów, ale wszystko i tak sprowadziło się do końcówki lata, którą z tarczą przeszedł właśnie Jactroll, a Vander musiał obejść się smakiem. Zaledwie dwa splity od rozpoczęcia swojej gry w LCS, młodziutki support pojechał do Korei, by reprezentować Europę i pokazać, na co go stać.

jactroll

Echo emocji, których dostarczyło nam wtedy Vitality, słyszymy do dziś. Trwałe konsekwencje tamtych wydarzeń widać jednak lepiej w innym aspekcie przedsezonowych porządków. Vander rozstał się z Schalke, pozostawiając Jactrolla jedynym wspierającym Polakiem z głównego składu LEC na początku 2019. Vitality zdecydowało się bowiem przedłużyć kontrakt z zawodnikiem, mając nadzieję na więcej po i tak niezwykle imponującym już debiucie. Jego starszy kolega po fachu był ikoną polskiego bota przez lata, pozostawiając po sobie wspaniałe dziedzictwo, którego końca wciąż nie zobaczyliśmy. Jego rządy, przynajmniej tymczasowo, minęły już jednak w czołowej lidze Europy. Jactroll jest symbolem teraźniejszej potęgi polskich wspierających i tylko do niego należy decyzja, jak wielką karierę zbuduje w oparciu o tę szansę.

Do zobaczenia w LEC!


Przyszłość

Patryk „Mystiques” Piórkowski

Jactroll nie ma jednak tak prostego zadania, jakie niegdyś stało przed Vanderem. Bohater poprzedniego sezonu zostaje co prawda na placu boju — silniejszy i bardziej doświadczony niż kiedykolwiek, powinien jednak czuć już oddech rywala na plecach. Do innej drużyny z LEC został bowiem powołany Mystiques, czyli wspierający, który swego czasu przeszedł całkiem podobną drogę do Jactrolla. Utalentowany support miotał się pomiędzy polską sceną i tutejszymi rozgrywkami oraz Hiszpanią, gdzie swego czasu również zasilał między innymi szeregi Giants. Jego drodze zabrakło jednak tak widowiskowego zamknięcia, bo do drużyny z czołowej ligi Europy trafia dopiero teraz. Po niezłym lokalnym występie w barwach Pompy podpisał kontrakt z debiutującym w LEC exceL Esports. Co ważne, jest jednak wpisany do rostera jako rezerwowy i jeden z dziesięciu zawodników, którzy wchodzą w skład tej organizacji.

mystiq

Wszystko wskazuje na to, że przynajmniej na początku będzie zmiennikiem, a buty pierwszego supporta drużyny są naprawdę duże. Wejdzie w nie KaSing, który w poprzednich latach zasłynął w Europie przede wszystkim nazwanym od swojej ksywki magicznym efektem. Stanowiący obecnie jego znak rozpoznawczy "efekt KaSinga" to umiejętność Brytyjczyka do wyciągania ukrytego potencjału ze strzelców, po których niewielu by się tego spodziewało. Jeskla i Innaxe, czyli prowadzący exceL, to zatem idealni kandydaci, by właśnie na nich tę magiczną sztuczkę zastosować. Co jednak ważniejsze, Polak będzie mógł przyglądać się temu procesowi z pierwszego rzędu, uczyć się od bardziej doświadczonego kolegi jego sztuki tajemnej, a ostatecznie, kto wie, być może i pokazać nam "efekt Mystiquesa"? Pozycja Jactrolla jest zdecydowana, ale nie możemy stwierdzić na pewno, że jest stała — szczególnie że na jego podwórku pojawił się nowy gracz, bardzo bliski swojej szansy w LEC. Z niecierpliwością czekamy na rozwój wydarzeń, bo Mystiques pokazywał się już świetnie chociażby w Ultralidze, a teraz chętnie przetestujemy jego umiejętności na nieco większej scenie.

Do zobaczenia w LEC (?)


Czego Vander dokona na polskiej scenie?
Jak daleko zajdzie Jactroll w LEC?
I czy przyszły rok będzie przełomowy dla Mystiquesa?

Dajcie znać, co sądzicie o naszych wspierających!