Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

4 powody, dla których Europa zwycięży w Rift Rivals 2019

Zawodnicy z naszego regionu to faworyci i wiele wskazuje na to, że nasi czempioni wrócą ze Stanów z kolejnym trofeum.

Różnica poziomów wcale się nie zmniejszyła

Europa dogania bardzo rozwiniętą wschodnią scenę. W pewnym sensie już to zrobiła. Korea i Chiny, kraje słynące ze świetnej infrastruktury i rewelacyjnych zawodników, zaznały wreszcie smaku porażki na MSI. Rebranding europejskiej ligi wyszedł LEC na dobre, a reprezentanci tych rozgrywek, zmotywowani jak nigdy, rozdają w końcu karty na scenie międzynarodowej. Tego samego nie można jednak z czystym sumieniem powiedzieć o dyspozycji zawodników z ligi amerykańskiej. Ich wygrana na IG w półfinale MSI była największym zaskoczeniem ostatniego półrocza, ale po genialnym zrywie nie było śladu, gdy ci sami gracze wyszli na pole bitwy w finale.

msi

Jeżeli oglądaliście zakończenie MSI, to zapewne pamiętacie jeszcze zaledwie umiarkowane szczęście na twarzach graczy zwycięskiego G2. Jak sami zawodnicy przyznali później, gdy SKT T1 oraz IG nie było już w grze, triumf był dla nich pewny. Team Liquid, choć dokonało niemal niemożliwego, było dla Samurajów jedynie formalnością. Różnica poziomów pomiędzy regionami z Zachodu jest więc wciąż bardzo widoczna. Szczególnie w omawianym przypadku. G2 rozbiło rywala w historycznie krótkim czasie, kończąc ostatnią grę finału w zaledwie 18 minut.

Mamy środkowych nowej generacji

LCS słynie ze świetnych środkowych. Amerykanie szczycą się swoimi gwiazdami, stale celebrując ich status i lokalne poczynania. Siła tamtejszych drużyn budowana jest jednak w oparciu o dobra importowane, a w tym przypadku mamy do czynienia z całymi pokoleniami europejskich graczy. Trzonem TSM-u od lat są Duńczycy Bjergsen oraz Zven. Jednym z najjaśniejszych punktów Teamu Liquid pozostaje Jensen - swoją drogą również Duńczyk. Wyjątkiem nie będzie Cloud9, bo i tu na środkowej alei zobaczymy zawodnika europejskiego pochodzenia. Na każdego z utalentowanych midlanerów za oceanem przypada jednak co najmniej jeden młody wymiatacz, który zasila jeszcze szeregi LEC.

mid

Gwiazdy Bjergsena i Jensena wciąż błyszczą niesamowitym blaskiem, ale i one bledną w porównaniu z potęgą olbrzymiego talentu Capsa. Młodziutki zawodnik G2 zdaje się być kolejną, doskonalszą iteracją archetypu duńskiego środkowego. Jest młodszy, bardziej zdeterminowany i chyba odważniejszy. Ma na swoim koncie jednocześnie mniej wiosen i więcej znaczących, międzynarodowych trofeów. Śmietanka z amerykańskiej ligi wygląda przy nim jak zbiór wybrakowanych, proszących się o wymianę modeli. Nawet jednak gdyby Caps nie podołał zadaniu, w pogotowiu w barwach OG oraz FNC zobaczymy Nukeducka i Nemesisa. Obaj zawodnicy reprezentują zgoła inny styl, ale wciąż bardzo, bardzo wysoki poziom.

Fnatic jest na fali

Jeszcze tydzień temu wszyscy zawodowcy na świecie bali się G2. Samurajowie zakończyli split bardzo udanym występem i historycznym dla Europy zwycięstwem w MSI. Na przestrzeni paru tygodni trwania turnieju w oczach obserwatorów G2 wyklarowało się jako najlepszy, najbardziej kompletny zespół świata. Słowa zachwytu kierowano do poszczególnych graczy oraz taktycznego kunsztu, za który odpowiadała kadra trenerska formacji. Później, gdy mistrzowie wracali do Europy na nowy split, niedowiarkowie wieścili problemy ze zmęczeniem i koniecznością ponownego uczenia się sceny, ale Samurajowie ponownie zaskoczyli wszystkich. Weszli w letni split jak do siebie i jak burza przebrnęli przez większą część rywalizacji. Do czasu…

fnatic

Do czasu nim swojego sposobu na mistrza nie opracowało Fnatic. Pomarańczowi byli zmotywowani, by pokonać odwiecznego rywala, dlatego bardzo szczególnie przygotowali się do tego spotkania. Dodatkowe siły odnaleźli w zaskakującej kompozycji, ale ciężka praca pozytywnie odbiła się nie tylko na wyniku tego jednego meczu. Fnatic pozostaje jak dotąd jedyną niepokonaną drużyną w stawce LEC i zdaje się, że najtrudniejsze wyzwanie tej części drabinki jest już za nimi. Jeżeli jednak G2 to najlepsza drużyna świata — pogromcy Koreańczyków i mistrzowie MSI, to gdzie po głośnym i pewnym zwycięstwie sprzed tygodnia powinno być stawiane Fnatic? Niezależnie jednak od tego, czy FNC jest obecnie silniejsze, czy nie — jeden szczęśliwy wniosek nasuwa się sam. Zdeterminowani mistrzowie Europy napędzają się wzajemnie, wciąż zmuszając do poprawy swoich zagrań, taktyk, umiejętności. G2 może być pewne, że nawet jeżeli wygra Mistrzostwa Świata, to wróci do lekko odmienionej Europy, w której z zawadiackim uśmiechem będzie już czekać Fnatic. Z nowymi siłami i motywacją, i silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Właśnie to sprawia, że reprezentacja naszego kontynentu na Rift Rivals jest tak potężna.

Nie ma się czego bać

Amerykanie będą mieli za swoimi plecami tłumy fanów. Zwolennicy tamtejszych formacji zechcą zagłuszyć triumfy naszych, celebrując jednocześnie ewentualne zwycięstwa swoich. Przeciw Europie będzie również grała odległa, wymagająca długiej podróży lokalizacja. G2 może poczuć się wyjątkowo zmęczone, bo nie tak dawno podróżowało po Azji w MSI, a Origen i Fnatic zwyczajnie wybite z rytmu trwającego w znajomych stronach LEC.

origen

Wszystkie te wymówki nie mają jednak sensu i znaczenia. Nie padną z ust europejskich czempionów, bo ci lecą do dalekiego kraju po kolejne zwycięstwo. Lecą tam jako niekwestionowani faworyci, którzy zawsze mają sobie coś ekstra do udowodnienia. Każdy z reprezentantów Europy kierowany będzie nieco inną myślą, ale wszystkich złączy chęć zwycięstwa. Samurajowie postarają się dowieść, że ich dyspozycja w finale MSI to nie tylko przejściowa faza. Zgniecione wtedy Team Liquid było najlepszą drużyną z LCS, więc z pozostałymi TSM i Cloud9 powinno być teraz nawet łatwiej. Presja nie pomoże, ale chęć uniknięcia kompromitacji powinna dać im dodatkowych sił. Dla Fnatic będzie to pierwszy występ na scenie poza Europą od czasu Mistrzostw Świata. Ich droga w lokalnej lidze od tego czasu była bardzo wyboista, ale zdaje się że nadeszły lepsze czasy. Pomarańczowi postarają się udowodnić, że ich zwycięstwa z rywalami będą jeszcze lepsze, szybsze i pewniejsze. Największą niewiadomą pozostaje Origen, które choć wciąż świetne, dość niepewnie kroczy po drogach letniego splitu. Ich roster powinien poradzić sobie nawet z mistrzami LCS, a wątki takie jak konfrontacja Mithy’ego i Zvena, tylko wyostrzą im kły.

A jak wy uważacie?
Europa zgodnie z przewidywaniami rozbije siły wroga zza oceanu?
A może są przesłanki, które twierdzą inaczej?

Dajcie znać w komentarzu poniżej!