Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

4 rzeczy, których nauczył nas ten sezon

Najważniejsze turnieje już za nami, a i zmagania w solo kolejce się skończyły. Przyjrzyjmy się ostatnim miesiącom w poszukiwaniu wniosków i nauczek na przyszłość.

1. Europa jest lepsza, niż myśleliśmy

I nasze ogromne nadzieje wobec dyspozycji zespołów z EU LCS nie mają tu nic do rzeczy. Przez całe lata zachodnia scena tkwiła w ogromnym cieniu rzucanym na nas przez ekipy z LCK. Koreański bootcamp stał się dla naszych graczy miejscem, do którego jedzie się po to, by w końcu nauczyć się grać w Ligę. Jeszcze na początku ubiegłego sezonu usilnie upatrywaliśmy faworytów wśród tych zespołów, które zdecydowały się na pobieranie lekcji u źródła e-sportowych sukcesów. Na przestrzeni ostatnich miesięcy sporo się jednak zmieniło, a wraz z rozwojem sytuacji w ligach i rozgrywkach zmalał również autorytet koreańskich drużyn. Lukę pozostawioną przez niespełnione oczekiwania tych ostatnich sprytnie wypełnili natomiast Europejczycy. Pierwszym krokiem w kierunku bardziej obiecującego jutra było najważniejsze wydarzenie środka sezonu, czyli MSI.

fnc

Wysłane tam Fnatic nie pokazało najwyższej jakości Ligi, ale urwało punkt wszystkim przeciwnikom, a także odesłało ekipę z NA LCS za ocean w dogrywce o fazę playoff. Kilka miesięcy później Pomarańczowi byli już jednak zupełnie inną ekipą. Niedługo po starcie rozgrywek pokazali, że są zachodnią siłą, której zupełnie nie musimy się wstydzić. Podobną, choć trudniejszą drogę, przeszło G2. Po drużynie Jankosa nie spodziewano się właściwie niczego, a podczas trwania Mistrzostw przyszło im pokonać między innymi Uziego i jego faworyzowane RNG. Nie zapominajmy również o Vitality. Skład młodzików pod wodzą YamatoCannona zostawił na Rifcie serce, ale pokazał nam przy tym, czym tak naprawdę są ambicje i do czego może prowadzić ciężka praca. Grupa śmierci okazała się dla nich ostatecznie zbyt ciężka, ale i Gen. G, i RNG zasmakowali swojej krwi po starciu z niepozornym Vitality.

Najważniejsze sukcesy Europy w sezonie 8:

  • 3-4 miejsce MSI (Fnatic)

  • 2 z 4 zespołów w półfinałach MŚ pochodziło z EU LCS (Fnatic i G2)

  • finał i ostatecznie 2. miejsce MŚ (Fnatic)

2. Chiny to nowa Korea

Niewątpliwe sukcesy lokalnych ekip na międzynarodowych scenach i tak bledną jednak przy rezultatach drużyn z Państwa Środka. Koreańczycy od kilku dobrych sezonów czuli oddech Chińczyków na swych karkach, ale dopiero teraz nadeszła tak wyczekiwana zmiana. Gdy tylko potężne składy z LCK osłabły i odpuściły tron, na ich miejsce pojawiło się co najmniej kilku pretendentów z LPL. Pierwszym i najbardziej wyczekiwanym bohaterem tej ligi był rzecz jasna Uzi. Piekielnie utalentowany strzelec ocierał się o puchary zbyt często w przeszłości, by i w tym roku nie zaznać międzynarodowego sukcesu. Głód rywalizacji przyszło mu zaspokoić już podczas MSI. Wtedy jego RNG nie miało sobie równych i przeszło przez cały turniej nieznacznie potykając się tylko w ostatecznie mało znaczących pojedynkach. Triumf chińskiego mistrza był bardzo bezpośrednim zwiastunem tego, co miało nastąpić na turnieju w Korei.

msi rng

Na Mistrzostwa Świata Uzi przejechał już jako faworyt. Eksperci i fani upatrywali sobie w nim nowego mistrza przez doświadczenie oraz świetne dotychczasowe rezultaty w 2018. Niesamowity rajd Invictus był jednak zaskoczeniem jedynie dla tych, którzy nieuważnie śledzili chińską scenę w ostatnich miesiącach. Uzi i spółka byli numerem 2 swojego kraju przez zdecydowaną większość letniego splitu i choć udało im się ostatecznie zatriumfować w LPL, różnica poziomów wyszła w decydującej fazie Mistrzostw. RNG odpadło grając na G2, czyli 3. ekipę Europy. Invictus przeszło natomiast przez Fnatic czy KT Rolster i zostało ukoronowane najlepszą drużyną świata w tym roku. Żadna z ekip LPL nie zdołała zrobić tego w pojedynkę, ale udało im się to wspólnymi siłami. Chińczycy wygrali wszystko, co było do wygrania.

ig

Najważniejsze sukcesy Chin w sezonie 8:

  • 1. miejsce MSI (RNG)

  • 1. miejsce Rift Rivals (RW, iG, RNG, EDG)

  • 1. miejsce MŚ (iG)

3. Odświeżone postaci były w tym roku naprawdę silne

Podczas całego sezonu zobaczyliśmy kilka nowych twarzy i swoje trzeba oddać również im. Kai’Sa na przykład bardzo szybko zaaklimatyzowała się na Rifcie, zostając ulubionym wyborem profesjonalnych strzelców i bardzo wielu amatorów, pojawiając się tym samym w aż 81% gier na MŚ. Żadna grupa bohaterów nie zyskała jednak na popularności tak bardzo, jak postaci po reworkach. Niektóre z nich wskoczyły w nową skórę całkiem niedawno, a inne są z nami już od ponad roku. Koreańska ziemia podczas tego turnieju była jednak świadkiem ogromu eksperymentów, w których główną rolę grały postacie “po przejściach”.

Na tronie zasiadł Aatrox, którego odejście przyszło wielu z was z naprawdę wielkim trudem. Fakt faktem, zabijaka otrzymał reworka krótko po tym, jak wrócił do mety w swej starej postaci, ale jego nowa forma stała się bodaj jeszcze potężniejsza i bardziej pożądana. Pojawił się w 99% gier (45 banów i 31 wybory) i był wzmocnieniem wielu stron pojedynków zarówno na górnej, jak i środkowej alei. Na kolejce solo jest obecnie najsprawniejszy w dżungli, a jeżeli szukacie inspiracji względem zagrań Aatroxem, spójrzcie na to cudo:

Drugie miejsce na podium reworkowanych zajął Urgot, którego widzieliśmy niemal tak samo często. 95% prezencji zaowocowało 28 wyborami oraz 45 blokadami i podobnie jak Aatroxa, Motor Agonii wybierano do gry na midzie oraz na topie. Szczególnie w drugiej z tych ról Urgot nadal radzi sobie świetnie na solo kolejce, dlatego nie wahajcie się ćwiczyć nim podczas przerwy międzysezonowej.

W zestawieniu nie mogło rzecz jasna zabraknąć również królowej reworków tego roku. Zdaje się, że mem sprzed lat “better nerf Irelia” nadal ma rację bytu, bo Tańcząca z Ostrzami jest wciąż szalenie pożądana przez profesjonalistów i groźna w odpowiednich rękach nawet w najważniejszych, światowych rozgrywkach. Irelię wybierano lub banowano w MŚ w 83% gier (40 banów, 24 wybory), a jej prezencja na midzie i topie pozostała w niemal idealnej równowadze. Bohaterka ta jest bodaj najtrudniejsza do opanowania z całej stawki, ale trenowana w przerwie międzysezonowej, może stać się waszym asem w sezonie dziewiątym.

4. Nikt nie jest bezpieczny, ale odważnym szczęście sprzyja

Dramatycznie brzmiący tytuł jest w istocie dość niewinnym przypomnieniem tego, co zdarzyło się podczas tego roku oraz co może to oznaczać dla przyszłości Ligi. Letni split pokazał nam na przykład, że nawet takie legendy jak Rekkles czy Faker mogą zasmakować ławki rezerwowych pod wpływem zmian mety i/lub zbyt powolnej adaptacji do niej. Rift przez lata wspierał specjalizację i biegłość w jednej tylko dziedzinie, ale ósmy sezon przyniósł powiew świeżości oraz dał pole do popisu kilku szalonym eksperymentantorom. Podczas gdy legendarny zawodnik Fnatic grzał ławę, Hjarnan z G2 szlifował swojego Heimerdingera, by wykorzystać go do wyjścia z opresji również podczas Mistrzostw. Tego typu obrazki pokazały nam, że pomimo pewnych, zastanych schematów, naprawdę wartościowy jest dobry pomysł i jeszcze lepsza egzekucja.

hjarnan

Bo chociaż magowie zeszli już z dolnej alei, a strategia funnel jest jedynie zapisem na kartach historii, zaciera się powoli granica pomiędzy liniami i rolami. Każdy z wymienionych wyżej bohaterów znajduje dla siebie miejsce obecnie w co najmniej dwóch miejscach mapy. Tak wyglądał zresztą nasz sezon ósmy, a istnieje spora szansa, że w przyszłości zobaczymy jeszcze więcej tego typu kombinacji.

Sezon jest już za nami, a więc nie bójcie się eksperymentować, by nową drabinkę wziąć szturmem i od razu wejść na poziom upragnionego diamentu.

W jakiej dywizji skończyliście ósmy sezon?
I jakie Wy macie wnioski po zakończeniu zmagań w tym roku?
Dajcie znać w komentarzach!