Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
worlds

Jak Zachód zwyciężył: Europa kontra Korea w grupach

Każdy wie, że Koreańczycy są najlepsi w League of Legends, prawda? Ale nawet bogów można zranić.

Na zeszłorocznych Mistrzostwach Misfits zmusiło faworytów turnieju, SKT, do rozegrania pięciu gier i o mały włos z nimi nie wygrało. 12 miesięcy temu było to po prostu pojedynczym przypadkiem, ale po tegorocznej fazie grupowej coraz bardziej przypomina swego rodzaju tendencję. Tendencję, w której to zachodni styl gry okazuje się być tym lepszym.

Grupy na Mistrzostwach zazwyczaj zdawały się być ustalone z góry. Drużyna z Korei zajmowała miejsce na szczycie grupy, a za nią plasowały się zespoły z Chin, Europy i Ameryki Północnej. Czasami zdarzają się niespodzianki, zważywszy na to, że wszystkie gry rozgrywane są w formacie do 1 zwycięstwa, ale w ćwierćfinałach i tak zawsze oglądaliśmy trzy koreańskie drużyny.

Ten rok był jednak inny — podczas pierwszego dnia fazy grupowej G2 Esports zdołało wygrać przeciwko Afreeca Freecs. Heimerdinger Pettera „Hjarnan” Freyschussa odegrał kluczową rolę w strategii 1-3-1, po którą G2 sięga najczęściej. Po grze trener Afreeca Freecs przyznał, że drużyna okazała za mało szacunku w stosunku do przeciwników podczas fazy wybierania i banowania.

Kompozycje drużyn opierające się na walkach drużynowych stanowią większość mety na tegorocznych Mistrzostwach. Właśnie to Korea uznała za najlepszy styl gry i tak grają wszyskie drużyny z tego regionu. Dżunglerzy skupiają się na środkowej alei, a prowadzący i górni szykują się na środkową fazę gry. Ale to prawdopodobnie nie jest sposób grania, który tym razem poprowadzi jedną z drużyn do zwycięstwa Mistrzostw.

Weźmy na przykład pierwsze starcie EU LCS z LCK w grupach. Sposób, w jaki G2 zagrało przeciwko Afreeca Freecs, wywrócił koreańską metę do góry nogami. G2 nie wybrało bohaterów z myślą o walkach drużynowych, a raczej z myślą o dywersji. Heimerdinger i Camille świetnie radzą sobie z kontrolowaniem fal stworów, ale brakuje im poważnych obrażeń w prawdziwej walce 5 na 5. G2 nigdy nie zdecydowało się na takie walki; zamiast tego zawodnicy tej drużyny tańczyli wokół Barona, co wprowadziło zamieszanie i niezdecydowanie w szyki Afreeca Freecs. Przez to gracze Afreeca Freecs biegali po mapie bez ładu i składu, miotając się po dżungli, podczas gdy Wunder brał wieże i inhibitory.

Za to Team Vitality, choć odpadło już z turnieju, również sprawiło, że aktualni mistrzowie świata, Gen.G, zobaczyli mroczki przed oczami, gdy po raz pierwszy spotkali się z bardziej europejskim stylem gry. Zawodnicy Vitality uwielbiają udawać się na wypady do dolnej alei celem zgarniania zabójstw we wczesnej fazie gry — Daniele „Jiizuke” di Mauro i Mateusz „Kikis” Szkudlarek odnotowują najlepsze występy, gdy grają bohaterami szturmującymi takimi jak LeBlanc czy Nocturne. Jest to całkowite przeciwieństwo koreańskiego podejścia do League of Legends. Gen.G woli kontrolowany styl gry, a Vitality chce się bić przy każdej możliwej okazji.

Dlatego w obydwu starciach Vitality z Gen.G to Vitality miało przewagę. Francuski zespół raz po raz inicjował walki drużynowe, nawet kiedy wydawało się mało prawdopodobne, że wyjdzie z nich obronną ręką. Faza wyborów pozwoliła drużynie z Europy wdzierać się daleko za linię wroga, a Gen.G po prostu nie było na to gotowe. Niewielki błąd przy ustawianiu się oznaczałby pewną śmierć, co znaczyło, że Koreańczycy grali głównie po swojej stronie mapy. To dało Vitality całą kontrolę, jakiej potrzebowali.

Koniec końców, Vitality nie wyszło z grupy. Jednakże pokazało światu, że nie trzeba grać według koreańskiej mety, żeby wygrywać. Team Vitality zdołało odprawić jedną z koreańskich drużyn z turnieju w swoim debiucie na Mistrzostwach. Ten wyczyn na pewno nie zostanie szybko zapomniany.

Przerastanie oczekiwań

Fnatic nie miało w swojej grupie żadnej koreańskiej drużyny, trafiło jednak na najlepszą drużyną we wczesnej fazie gry z Chin i na najlepszego środkowego na Mistrzostwach. Choć zawodnicy Fnatic przegrali pierwszą grę z IG z powodu kiepskiej próby zabicia Barona, to udało im się wygrać drugie oraz trzecie spotkanie w spektakularnym stylu.

Ta organizacja posiada długą historię w League of Legends, ale tak jak G2 i Vitality, nie przestaje wprowadzać innowacji do swojego stylu gry. Mads „Broxah” Brock-Pedersen pokazał, że Lee Sin wciąż jest świetnym wyborem do powiększania przewag we wczesnej fazie gry, ale to, co czyni Fnatic wyjątkowym, to fakt, że każdy członek drużyny jest w stanie dźwignąć swoich kolegów na barki i wygrać grę.

Rasmus „Caps” Winther w grze przeciwko IG miał zdecydowanie mniej zabitych stworów we wczesnej i środkowej fazie gry niż jego przeciwnik, Song „Rookie” Eul-jin, ponieważ został skontrowany w fazie wybierania i banowania. Mimo to Caps miał dużo większy wpływ na walki drużynowe w późnej fazie gry z powodu pomocy, jaką otrzymał od kolegów z drużyny.

Koniec końców, Fnatic skończyło na szczycie grupy, a droga do finałów tego zespołu wygląda na możliwą do przebycia. Ten rok może być rokiem, w którym to Fnatic wreszcie wzniesie Puchar Przywoływacza po raz kolejny.

Czy tak się stanie, czy nie, na Mistrzostwach 2018 historia została napisana na nowo. Po raz pierwszy nie wszystkie trzy drużyny z LCK dostały się do ćwierćfinałów. Zwycięzcy poprzednich Mistrzostw, Gen.G, zostali odesłani z turnieju z kwitkiem przez drużyny, które nie trzymały się zasad narzuconych przez metę i które grały w dość niespodziewany sposób.

Korea pokazała słabą stronę w minionej fazie grupowej. Ta sama Korea, która w przeszłości była nie do pokonania, odnotowała w fazie grupowej więcej przegranych niż kiedykolwiek wcześniej podczas tej właśnie fazy. Ostatecznie największą słabością Korei może okazać się brak kreatywności, kreatywności, której Zachód ma na pęczki.

Za kilka tygodni ukonorujemy następnych mistrzów i bardzo możliwe, że po raz pierwszy od sześciu lat nie będzie to koreańska drużyna — a wszystko dzięki pojawieniu się nowych stylów gry na kontynentach, które chcą odzyskać inicjatywę.