Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Fnatic poległo, ale dla Europy to dopiero początek

Mistrzostwa Świata League of Legends 2018 to turniej pełen niespodzianek.

Mistrzostwa Świata League of Legends 2018 to turniej pełen niespodzianek. Korea nie dała rady, chińscy faworyci padli na kolana, a Zachód wzniósł się na niewidziane wcześniej wyżyny.

W fazie grupowej Fnatic rozgromili 100 Thieves i G-Rex, wyeliminowali EDward Gaming i Cloud9. Udało im się nawet dwukrotnie pokonać swoich rywali z Wielkiego Finału, Invictus Gaming. Historia również była po stronie Fnatic, ponieważ byli pierwszymi w historii triumfatorami MŚ w 2011. Może było to dawno temu, a czasy się zmieniły, ale tegoroczny turniej udowodnił, że Europa ma potencjał by wrócić na szczyt, i to wkrótce.

Kiedy The Glitch Mob, Mako i The Word Alive grali piosenkę Rise, podczas gdy Fnatic i Invictus Gaming dosłownie wznieśli się nad publiczność podczas ceremonii otwarcia, fani przybyli na MŚ 2018 już wiedzieli, że czeka ich coś specjalnego. Niestety, tego dnia Martinowi "Rekkles" Larssonowi i reszcie Fnatic nie do końca udało się dać europejskim kibicom upragniony sukces - ale kolejny występ drużyny reprezentującej UE w finale jest zwiastunem nadchodzących zmian. Rozbijmy to na czynniki pierwsze, analizując po kolei każdy mecz.

Mecz 1

Pozwolenie Madsowi "Broxah" Brock-Pedersenowi na grę Lee Sin można było interpretować jako pokaz siły, albo jako kardynalny błąd. Mecz 1 szybko pokazał, która z tych interpretacji okazała się prawdziwa w przypadku IG.

Obie drużyny porzuciły koncepcję zachowawczego rozgrywania wczesnej fazy gry, decydując się na potyczki od momentu pojawienia się stworów w alei. Mimo kilku groźnych sytuacji w początkowej fazie gry, pierwsza krew polała się dopiero po 10 minutach spotkania. Rasmus "Caps" Winther myślał, że przybycie Broxah pozwoli mu obrócić gank na swoją korzyść, ale obrażenia zadane przez Camille i Lissandrę okazały się zbyt duże, a Lee Sin pojawił się nieco za późno, by móc cokolwiek zmienić.

Caps ponownie dał się złapać w środkowej alei, gdzie dopadli go czterej zawodnicy IG, którzy poszli za ciosem i zdobyli obie środkowe wieże, dając Invictus mocną przewagę na początku. Walka przy Heroldzie również przebiegła pod dyktando IG, a K/D/A Capsa, 0/3/1 po 15 minutach gry, nie wróżyło niczego dobrego dla Europejczyków.

Szturm IG na dolną aleję tylko pogorszył sytuację. Z dużymi stratami i bez dobrego pomysłu na nawiązanie walki z przeciwnikami, Fnatic musieli oddać kolejne wieże.

IG zdobywało cel za celem, łącznie z Baronem około 25-minuty. Ich licznik zabójstw wzrastał równie szybko. Quadra kill w wykonaniu Wen "JackeyLove" Bo Yu grającego Kai’Sa, było kropką nad „i”. Wkrótce potem mecz się zakończył. Dominacja drużyny z Chin, która ograła swoich przeciwników zarówno, jeśli chodzi o wybory, jak i samą rozgrywkę.

Mecz 2

Mecz 2 wcale nie zaczął się dla Fnatic lepiej. Invictus Gaming zdobyło pierwszą krew w górnej alei, a gank kilka chwil później sprawił, że Gabriel "Bwipo" Rau znalazł się w poważnych tarapatach. Fnatic byli bardzo blisko zabójstwa, ale Gao "Ning" Zhen-Ning uciekł z resztką zdrowia. Broxah i Bwipo ugasili pożar w górnej alei, ale wczesna faza gry znowu należała do Invictus.

Tym razem do pierwszej walki drużynowej nie doszło przy Heroldzie, lecz w Legowisku Smoka. IG wygrało i to starcie, zdobywając cel i zabijając jednego z przeciwników. Fnatic przegrywali na całej linii. To, co miało być zabójstwem dla Capsa, skończyło się podwójnym zabójstwem na koncie Ninga. Dokładnie tak, jak miało to miejsce w pierwszym meczu, Fnatic było zmuszone oddać wieże, a zawodnicy IG robili z ich tylną formacją co chcieli.

Seria zabójstw w wykonaniu Seung-Lok "TheShy" Kang została przerwana, gdy zasiedział się w dolnej alei, co dało Fnatic cień nadziei, chociaż w tym momencie gry przewaga IG była gigantyczna. Fnatic wykorzystało ten moment dekoncentracji, by zabić Barona, jednak przypłacili to życiem swoich bohaterów, co skończyło się szturmem IG na ich bazę. Brak wzmocnienia Barona dla stworów wydłużył nieco czas potrzebny na zniszczenie wież. Przewaga IG była jednak po prostu zbyt wielka i po 33 minutach Nexus Fnatic został zniszczony.

Mecz 3

Mecz 3 to same zmiany, z Paulem "sOAZ" Boyerem zastępującym Bwipo i Fnatic grającym po stronie czerwonej. Broxah przesiadł się na Jaxa, Caps grał Victorem. Wszystko to w końcu przyniosło Europejczykom upragnioną (pierwszą) pierwszą krew tego wieczoru, co wlało nadzieję w serca fanów z UE.

Gankowanie we wczesnej fazie gry w końcu zaczęło przynosić efekty, a ataki Ninga były odpierane. Invictus nie ustępowało jednak pola i udało im się zdobyć kilka zabójstw. Na nieszczęście Fnatic, to właśnie wtedy IG zaczęło się rozpędzać.

Chociaż Fnatic udało się nawiązać równą walkę w trzecim spotkaniu, Invictus zachowało świetną formę z pierwszych dwóch meczów. Niezwykle krwawa i szybka rozgrywka zdawała się bardziej pasować do stylu gry Chińczyków, a JackeyLove szybko to potwierdził, zdobywając Kai’Sa legendarne zabójstwo.

Fani Fnatic oszaleli, gdy Broxah wskoczył do legowiska Barona i sprzątnął IG wzmocnienie sprzed nosa, podczas gdy jego drużyna starała się odzyskać przewagę. Mimo tych heroicznych wysiłków, po 23 minutach rozgrywki IG wciąż miało ponad 5.000 złota przewagi. Nawet bez Barona IG udało się zdobyć bazę Fnatic bez napotykania większego oporu.

Wraz ze zniszczeniem bazy nadzieje Europejczyków umarły na kolejny rok, a JackeyLove ukoronował swój niesamowity występ w finale wynikiem 13/0/7.  Prawdziwą gwiazdą IG był jednak Ning, który w każdym meczu kreował zagrywki na całej mapie.

Nadzieja

The Summoner's Cup 2018

The Summoner's Cup 2018

Chociaż nie udało się spełnić oczekiwań pokładanych w Wielkim Finale, reszta turnieju pokazała, że dystans między Wschodem a Zachodem się zmniejsza. Była nawet szansa na europejski finał, co jasno pokazało, że sukcesy drużyn z Zachodu nie były przypadkiem.

Obecny skład Fnatic to bez wątpienia najsilniejsza drużyna jaka kiedykolwiek wyszła z Europy. Zarówno ich droga przez EU LCS, jak i występ na Mistrzostwach Świata, to pokazy bezlitosnej dominacji, która sprawiła, że stawiano ich na równi z Invictus Gaming, a niekiedy nawet wyżej.

Może innego dnia, z innymi wyborami draftowymi, sprawy potoczyłyby się inaczej. Ogólnie rzecz biorąc, mają również bardzo młody skład. Fnatic powrócą w przyszłym roku. To samo tyczy się reszty Europy. Będą grali u siebie i będą głodni sukcesu.