Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Jankos — bohater, którego potrzebowaliśmy

Jeszcze przed kilkoma tygodniami wiwatowaliśmy z okazji pierwszego europejskiego tytułu Jankosa. Dziś nasz rodak przywozi na Stary Kontynent świadectwo swojej wielkości i mocy naszego regionu.

Awans do MSI

Dla długoletnich wyjadaczy i głównych gwiazd swoich zespołów, zwycięstwo w LEC mogło być po prostu słodkie. Perkz wielokrotnie wznosił nad swą głową puchar europejskiego LCS, gdy liga ta jeszcze istniała, a i młodziutki Caps zdążył takie trofea wywalczyć za swojej kariery w Fnatic. Dla Jankosa zwieńczenie poprzedniego splitu musiało mieć jednak szczególny wymiar. Po tak wielu latach ciągłego poszukiwania w Europie swojego miejsca, wreszcie znalazł dla siebie dom. Wraz ze znakomitymi zawodnikami zbudował twierdzę, której stał się ostoją. Był symbolem poczucia humoru i charyzmy, ale nie odpuszczał na gruncie profesjonalizmu i nigdy nie tracił głowy. Przez całe sezony błąkał się po drużynach dobrych, ale dzielących jedną, niefortunną cechę — dobrych niewystarczająco. Dopiero G2 pozwoliło mu uwolnić się z okowów przeciętnych i niezadowalających miejsc na podium. Po tak wielu latach kariery stał się wreszcie częścią czegoś wielkiego. Czegoś sprostającego jego ambicjom i jego własnej wielkości. Stał się mięśniem w ręce tytana, która sięga po puchar i tron.

g2win

Jankos był od zawsze poważany na e-sportowej scenie i wybijał się ponad poziom średniego dżunglera. Zbyt wiele razy indywidualne trofea omijały go jednak, bo jego triumfy utożsamiano z wynikami jego drużyn. Parę miesięcy temu, gdy tworzyły się historie i wątki inauguracji LEC, pamiętacie zapewne, że to nie G2 było europejskim superskładem, a Misfits. Koreański import w duecie z utalentowanym prowadzącym oraz kilka niemal emerytowanych gwiazd z przeszłości przyćmiło potęgę, jaką w rosterze Samurajów zbudowano wokół Capsa i Perkza, jasne, ale również Jankosa. Polak był to winny samemu sobie za lata tułaczki i niespełnione wcześniej marzenia o mistrzostwie, ale i scenie, która dotychczas niewystarczająco go wartościowała. Tym przyjemniej oglądało się drogę Jankosa do pierwszego miejsca w LEC i tym bardziej satysfakcjonująca wydaje się przez to kontynuacja tej historii.

jankos

Demony przeszłości

Do polskiego dżunglera przez całą karierę przylgnęło jedynie parę łatek. Tą zdecydowanie najpopularniejszą i przytaczaną przy tak wielu okazjach zapewne znacie. Król pierwszej krwi, dominator wczesnej fazy gry — wszystkie te i pochodne tytuły wskazujące na spryt dżunglera objawiający się już w pierwszych minutach rozgrywki. Oprócz tego niemal nigdy nie dorobił się żadnych bardzo skrajnych opinii na swój temat. Jest co prawda uwielbiany przez publiczność, a niektóre z jego akcji krążyły swego czasu po Twitterach i Redditach, ale nie był nigdy jednogłośnie uznany za ani najlepsze, ani najgorsze ogniwo swojej drużyny.

jankos

O ile jednak na europejskim podwórku mogło to wystarczyć, wielka scena MSI czy Mistrzostw Świata to zupełnie inny format. Z całego globu zjeżdżają najlepsi reprezentanci danych regionów, by w ramach zaledwie jednego, miesięcznego turnieju wyłonić najlepszego. Tegoroczna edycja MSI miała wątków rywalizacji całe mnóstwo. Caps miał swoich nemesis w postaci Rookiego i Fakera. Doublelift, ze świetnym, światowej klasy wspierającym u boku, wystawiany był w rankingach na równi ze wschodnią czołówką dolnych alei. W całym tym chaosie przekleństwem lub błogosławieństwem, jak można by stwierdzić z perspektywy czasu, było pozostanie Polaka w cieniu, w pewnej strefie skali szarości. Jankos do samego końca nie wywalczył sobie drogi do najlepszych, indywidualnych statystyk ani nie brał udziału w najbardziej widowiskowych zagraniach turnieju. Koniec końców, podobnie jak w LEC, stał się przede wszystkim spoiwem, który utrzymał w ryzach potężną siłę. Machinę, której działa pokierował w stronę rywali i odpalił lont.

Pokonać Wschód

W tych wszystkich niemierzalnych kwestiach Jankos rządził i dzielił. Na przestrzeni turnieju przestało mieć znaczenie pochodzenie i tytuły. Polak grał swoje stając naprzeciw Xmithiego i nie bał się pokazać pazurów, gdy zza pazuchy Ninga wystawał puchar Mistrzostw. Jednym z kluczowych elementów zwycięstw przeciwko SKT i TL było tempo. G2 znacznie lepiej radziło sobie z oponentami, którzy zostali osłabieni już na starcie, a głównym architektem tych ataków był nasz rodak. Jego zmysł drapieżnika, choć nie najbardziej widowiskowy, objawiał się w pierwszych minutach, a rozdrapane przez niego rany paraliżowały rywali do końca. Aż któryś z Nexusów nie znalazł się w ruinie. Caps, Wunder i duet z bota Samurajów miał szczęście. Ich otwarcia tak często zależały przecież od dyspozycji leśnika, a w tym turnieju dżungler dał popis.

g2

To Clid z SKT był najczęściej honorowanym indywidualnie graczem. To Ning wciąż pozostaje w czołówce powerrankingów ze względu na swoją przeszłość i wciąż genialne, choć bardzo nierówne spotkania. Nawet Caps, wspólnik Jankosa ze środkowej alei, zbierze za ten turniej więcej laurów. Trudna do dostrzeżenia prawda sięga jednak głębiej niż jednostki. Polak musiał odegrać bardzo konkretną rolę. Tak jak Caps i Perkz, i Mikyx, i Wunder, ale razem z nimi i zupełnie indywidualnie — zrobił to wyśmienicie. Jankos dawał wielokrotnie w przeszłości dawał nam powody do dumy. Występował na Mistrzostwach i jak lew walczył o zwycięstwa w Europie. Był na All-Star i streamował ku uciesze fanów. Gdy jednak naprawdę wiele od niego zależało w tym MSI, był tą częścią drużyny, którą być powinien. Wspólnym wysiłkiem G2 zdołało pokonać wszelkie przeszkody i przede wszystkim przełamać okres panowania wschodnich zespołów. Nieliczni z nas byli tu, by obserwować triumf Shusheia w pierwszym sezonie, ale macie szansę nadrobić zaległości. Przed Wami zapisują się karty historii europejskiego giganta, którego sercem jest polski zawodnik.

Następny krok

Jeżeli uważnie śledziliście transmisję z finału, to zauważyliście pewnie, że G2 nie tryskało radością. Po pokonaniu drugiego finalisty zawodnicy poklepali się po plecach i wznieśli okrzyk, ale w ich reakcjach brakowało szaleństwa. Zabrakło przewracanych w amoku krzeseł i strat w innych, elektronicznych sprzętach. Mistrzowie turnieju podeszli do triumfu zachowawczo, bo zapewne spodziewali się takiego rezultatu. To jedno z wyjaśnień — ponadto trzymające się na bardzo mocnej podstawie dyspozycji TL poniżej półfinałów i, zapewne, ze scrimów.

Drugim i znacznie ciekawszym jest jednak ambicja, która od razu skierowała wzrok zwycięzców na kolejny cel. W wywiadzie pomeczowym niemal każdy z graczy wspomniał coś o rywalizacji z niepokonanym przez nich IG albo kolejnych krokach oraz o MŚ. Co warte uwagi szczególnie w kontekście naszego rodaka, to jego apetyt na sukces. Wywalczony dopiero po latach lokalny puchar stracił blask w porównaniu z trofeum z MSI, a i nowa nagroda nie zdołała zaspokoić jego głodu na dłuższą chwilę. Jankos dojrzał i stał się bohaterem, którego potrzebowaliśmy, by dać Europie wielki sukces. Pozostaje mu zatem życzyć: niech teraz, ku jego i naszej wielkiej satysfakcji, stanie się bohaterem, który pójdzie za ciosem i zdobędzie też Mistrzostwo Świata.

g2