Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Caps: W pogoni za statusem legendy

Talent i determinacja wpychają tego zawodnika w objęcia kolejnych nagród i tytułów. Czy Caps wraca do LEC już jako legenda?

Piętrzące się puchary na półce Duńczyka zdają się wskazywać, że mamy do czynienia z prawdziwym weteranem. Caps jest jednak wciąż raczej na początku swojej kariery. Nawet biorąc pod uwagę surowe warunki sceny i średnią długość aktywności profesjonalnych graczy, środkowy G2 to wciąż młodzik. Jego pierwsze podrygi w turniejach datuje się na rok 2015. Zawodnik, jeszcze jako nieopierzony nastolatek, poskakał po kilku półprofesjonalnych rosterach i szybko zasłużył na niechlubną łatkę gracza zdolnego, acz butnego i raczej problematycznego. Potencjał wylewał się z alei, na którą wstępował Caps, ale często równolegle i na rywali, i na sojuszników, wylewały się także pomyje.

Świadomy swoich umiejętności zawodnik dawał się we znaki, ale nie zdołał odstraszyć zarządu Pomarańczowych. Fnatic postanowiło wziąć młodego zawodnika w obroty i wyciągnąć z niego jedynie to, co najlepsze. Scena fanów śledząca poczynania młodzika podniosła głosy, jakoby zatrudnienie go do takiej formacji było pochopne i niewłaściwe, ale Duńczyk dostał dzięki temu jeszcze jeden powód, by starać się zmienić. To wątek, który powraca do Capsa aż do dziś. Decyzje wokół jego kariery niemal zawsze spotykają się z falami sprzeciwu, ale zainteresowany wykorzystuje je raz za razem, jak wprawny surfer.

caps

Niedługo po debiucie Capsa w Fnatic w 2017 wiadomo było już, że mamy do czynienia z wielkim potencjałem. Środkowy wciąż popełniał błędy i odstawał od bardziej doświadczonych rywali, ale Rift mienił się kolorami jego różnorodnych, odważnych i przede wszystkim efektownych zagrań. Caps zaczął sięgać po bohaterów, którymi oczarował publikę. Gdy po kilkunastu kolejkach dołożył do tego szybko wyuczony zmysł taktyczny, zasłużył sobie na swój pierwszy i jak na razie najbardziej rozpoznawalny przydomek Baby-Faker.

Łatka, choć naprawdę pochlebna, przylgnęła do Duńczyka bodaj bardziej, niż sam by tego chciał. Jego zagrania stawały się z czasem coraz doskonalsze, a całe Fnatic, korzystające z jego usług, coraz śmielej kroczyło w stronę zdominowanego przez G2 europejskiego tronu. Sezon siódmy udało mu się ostatecznie zakończyć udziałem w Mistrzostwach, ale średni występ stał się raczej okazją do przekalibrowania celu, aniżeli uderzenia po puchar już w roku międzynarodowego debiutu. Do końca roku 2017 jego największym rywalem był “tylko” Perkz. Wtedy jeszcze środkowy Samurajów rządził i dzielił na Starym Kontynencie, a bez pokonania Chorwata nie mogło być mowy o rzuceniu rękawicy koreańskim legendom.

caps

Caps nie zdołał pokonać swojego nemesis w swoim pierwszym sezonie w LCS, ale nie omieszkał poprawić się już w drugim. Sezon ósmy i rok 2018 był dla Duńczyka prawdziwie przełomowy. Fnatic znalazło nową dynamikę w odrobinę odświeżonym rosterze, a cały skład Pomarańczowych z miejsca stał się pretendentem do przejęcia tronu. W zdeterminowanej drużynie skoncentrowanej dotychczas wokół Rekklesa, Caps mógł zupełnie na spokojnie znaleźć dla siebie odpowiednie, komfortowe miejsce i wreszcie zacząć pracować na swoją legendę. Split później Duńczyk miał już całą rzeszę fanów za sobą. Pociągnął Fnatic do zwycięstwa wiosną i przejął ster, gdy Rekkles borykał się ze swoimi demonami. W letnim splicie — ostatnim z serii EU LCS, Caps zdobył zawrotne 7 tytułów MVP. W tamtym bardzo szalonym dla mety okresie dał się poznać jako zawodnik nad wyraz, jak na swój staż, doświadczony i wszechstronny. Podejmował się rozegrań trudnych taktyk, a to przynosiło Fnatic kolejne, upragnione sukcesy. Pod koniec zeszłego roku Pomarańczowi byli europejską potęgą, która mogła zmienić bieg historii i… prawie to zrobiła. Lokalni triumfatorzy pojechali do Korei, by walczyć o Mistrzostwo Świata, doszli do samego finału i ustąpili jedynie bezbłędnemu Invictus Gaming. Rookie, z którym Caps spotkał się wtedy na linii, bardzo okrutnie potraktował swojego rywala. Porażka była podwójnie bolesna — pozbawiła Europę szansy na pierwsze MŚ od czasu pierwszego sezonu, a Duńczyka pozostawiła pokonanego i bez szybkiej szansy na rewanż.

caps

Przewrotny transfer do G2 i kolejny split później, Caps znów trafił na najwyższy poziom międzynarodowych rozgrywek. W tegorocznym MSI dostał niepowtarzalną szansę, by sprawdzić się wobec dwóch najznamienitszych środkowych, jakich gości obecnie profesjonalna scena. Z jednej strony jego niedawny oprawca, który sprzątnął mu koronę sprzed nosa, z drugiej prawdziwa gwiazda, do której był porównywany przez lata. Caps miał okazję pokonać obu, ale nie do końca mu się to udawało. W jedynych dwóch spotkaniach, jakie rozegrali ze sobą zawodnicy IG i G2, górą był Rookie. Koreańczyk był stawiany wyżej w przedturniejowych rankingach i w pewnym sensie nadal pozostaje na szczycie. Jego drużynie wyślizgnęło się z rąk trofeum, ale występy indywidualne wciąż zdają się lepiej wychodzić Azjacie.

Caps zyskał jednak szansę, by uwolnić się od nadanego mu przed laty pseudonimu. SK Telecom T1 miało bardzo dużo różnorakich problemów, ale starający się powrócić do formy Faker był zawsze na posterunku. Duńczyk starł się z koreańską legendą 7 razy na przestrzeni turnieju i wyszedł zwycięsko z aż 5 meczów. W jednej z ostatnich gier Europejczyk zaliczył nawet pentakilla, pieczętując tym bardzo owocny okres swojego rozwoju i kończąc pewną erę. Caps ewoluował z Baby-Fakera do Faker-Slayera. Z jego radaru zniknęła największa gwiazda Ligi. Jako jeden z nielicznych graczy na świecie, środkowy G2 może teraz powiedzieć, że odhaczył ten punkt kontrolny i zrobił to w wielkim stylu, wygrywając przy okazji wielkie trofeum dla Europy.

Niewiele mówi o ambicjach gracza Ligi tak wiele, jak stwierdzenie, tuż po wygranym MSI, że tak naprawdę i tak liczą się Mistrzostwa. Że liczy się pokonanie Rookiego i że liczy się zostanie legendą. Caps na przestrzeni zaledwie paru sezonów zdołał dokonać rzeczy absolutnie wielkich i niepowtarzalnych. Dwukrotnie międzynarodowo, turniej po turnieju, przewodził europejskim ekipom i sięgnął z nimi po miejsca przeznaczone dotychczas jedynie dla zawodników z Chin i Korei. Wyszedł przeciw swoim bardziej doświadczonym nemesis i zostawił na Rifcie serce, przed całym światem dorastając oficjalnie nie tylko jako gracz, ale również jako lider i być może legenda.

Dopóki Caps nie postawi swojej nogi na najwyższym stopniu podium Mistrzostw, dopóty znajdą się głosy dyskredytujące osiągnięcia tego zawodnika. Jego gablota z pucharami, owszem, jest nieco mniej okazała niż ta Rookiego, czy przede wszystkim Fakera, ale tendencja jego rozwoju jest wciąż potwornie stroma i wskazuje na niebo.

Turniej

Miejsce

EU LCS 2018 Spring

1

EU LCS 2018 Spring Play-offy

1

2018 MSI

3-4

Rift Rivals 2018 NA-EU

1

EU LCS 2018 Summer

1

EU LCS 2018 Summer Play-offy

1

Mistrzostwa Świata 2018

2

LEC 2019 Spring

1

LEC 2019 Spring Playoffs

1

MSI 2019

1

caps

Caps jest na fali. Wraca do Europy po pokonaniu Fakera, wraca z pucharem MSI i tytułem MVP tegoż turnieju w dłoniach. Czy którykolwiek ze środkowych z LEC ma szansę mu się przeciwstawić?

Uważacie, że Capsa można już porównywać z Fakerem i Rookiem?
A może musi się jeszcze sporo nauczyć w starciu z graczami LEC?

Dajcie znać w komentarzach poniżej!