Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
European Masters

Czego zabrakło Polakom na European Masters?

Choć turniej jeszcze trwa, dla reprezentantów Ultraligi EU Masters skończyło się na etapie ćwierćfinałów. Lepiej niż rok temu, ale co jeszcze mogliby zrobić nasi czempioni, by realnie zbliżyć się do upragnionego trofeum?

Jankos znajdujący się na pierwszym miejscu power-rankingów Mistrzostw to niewątpliwy powód do dumy. Sukces rodaków często rozpala w nas jednak chęć na więcej — na kolejne trofea, nagrody, na kolejne powody do dumy. Nic więc dziwnego, że presja, jaka spoczęła na barkach polskich reprezentantów w EU Masters była tak duża. Rodzima scena zaliczyła niedawno spory wzrost, a fani tych rozgrywek z wytęsknieniem czekali na moment, w którym rosnące tu talenty zderzą się z produktem zachodnich szkół Ligi.

ultra

Turniej European Masters nadal trwa, ale z perspektywy reprezentantów Ultraligi jest już po wszystkim. Oba zespoły przeszły lub bezpośrednio awansowały do zasadniczej fazy turnieju. W niej poradziły sobie co najmniej nieźle, zajmując drugie miejsca w swoich grupach i awansując do fazy play-off. Obie również, już na etapie ćwierćfinału, musiały jednak uznać wyższość rywali i odpadły z turnieju. Czego zabrakło zatem Rogue Esports Club oraz devils.one na drodze do tak upragnionego przez fanów pucharu?

1. Zimnej krwi

Konsekwencje braku spokoju w rozgrywkach obu ekip były aż nadto widoczne. Nawet jeżeli draft można było uznać za poprawny i nawet jeżeli taktyczne podejście do gry miało sens z początku, niedokładność i wynikające z nerwów błędy psuły wszystko na swojej drodze.

Takich momentów było niestety więcej. Misternie przygotowane plany na dominację rywala nigdy nie miały szansy, by zaistnieć, bo zawodnicy w pewnym sensie nie byli sobą. Nerwy i presja grały pierwsze skrzypce, a przez to cierpiał widoczny na co dzień mechaniczny kunszt i umiejętności, którymi oba zespoły bawią się ze spokojem w Ultralidze.

2. Lepszego przygotowania do draftu

Na przestrzeni całego turnieju nie było z tym jednak najgorzej. Drafty Polaków zasadniczo zdawały się mieć sens. I REC, i DV1 starało się reagować na dynamicznie zmieniającą się podczas wyborów i banów sytuację, mając jednocześnie na uwadze swój komfort i synergie. Problemy, te najbardziej kluczowe, pojawiły się jednak w momentach, gdy dużo znalazło się na szali. Trudno uzasadnić na przykład chęć pozostawienia Th3Antonio Cho’Gatha, podczas gdy zawodnik ten właśnie przy użyciu tego bohatera wyrasta na jedną z największych gwiazd turnieju. Stratę w drafcie starano się wynagrodzić skupieniem uwagi dżunglera na górnej alei, ale jeden gank w kontrze wystarczył, by totalnie pogrzebać wpływ REC na tą część mapy.

3. Zgodności w komunikacji

Nie sposób ocenić, jak duży wpływ na tę kategorię miały nerwy. Z Riftu znacząco przebijały jednak problemy, które wykazały, jak znacząca jest różnica pomiędzy zespołami z polskiej Ultraligi, a faworyzowaną resztą stawki z ćwierćfinałów.

Choć z powyższej akcji udało się ostatecznie wyłuskać zabójstwo, cała sytuacja rozpoczęła się od bardzo niepotrzebnej śmierci górnego DV1 we własnej dżungli. Tej prawdopodobnie można było uniknąć, zapewniając drużynie lepszy obieg informacji. Zamknięta na środkowej alei pozostała część zespołu miała pewien wgląd w pozycjonowanie rywala, ale zbyt długo nie była w stanie zebrać się na żadną wspólną decyzję. Podczas okresu namysłu Polaków, zawodnicy Fnatic.Rising, niczym wprawni łowcy, zorganizowali się, by okrążyć rywala i zmusić go do podjęcia ryzyka. W Ultralidze to zapewne Diabły byłyby łowcami. Tutaj, w zderzeniu z lepiej zorganizowanym i skomunikowanym zespołem, przyszło im stać się przyciśniętą do ściany zwierzyną. I tak dobrze, że z sytuacji udało się wyjść z zabójstwem na koncie.

4. Zgodności poza Riftem

Media społecznościowe zawodników Rogue Esports Club przed meczem aż huczały od niepokojących komunikatów. Z krótkich wiadomości można było wywnioskować, że w zespole istnieje konflikt, a napięcie to bezpośrednio przełożyło się na relacje zawodników na Rifcie. Między graczami nie było chemii. Tego magicznego, trudnego do opisania zjawiska, które charakteryzuje najlepsze zespoły — te, które często wspólnie sięgają później po trofea. Psychologia zespołu to piekielnie ważna część spajająca drużynę, gdy jest pod kontrolą, i burząca wszelkie plany, gdy się spod niej wymknie. Konflikty, jakkolwiek poważne, mogły zatem poczekać na zakończenie turnieju lub zostać rozwiązane ad hoc. Nie sposób jednak uciec wrażeniu, że wyciągnięcie ich na widok fanów w mediach społecznościowych to jeden z najgorszych, o ile nie najgorszy sposób na rozwiązanie tego problemu.

Czego jeszcze według Was zabrakło Polakom?
Co muszą poprawić, żeby w przyszłej edycji European Masters zajść jeszcze dalej?

Dajcie znać w komentarzu poniżej!