Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Czy jedna gwiazda wystarczy, by wygrać LEC?

Koncentracja uwagi na jednym graczu jest błogosławieństwem drużyn, które zasilają czołówkę tabeli oraz przekleństwem osłabionej legendy. Jak dalej poradzą sobie Misfits, Schalke i Fnatic?

Rozgrywki pierwszego splitu LEC powoli zbliżają się do półmetka, a po pierwszych 3 kolejkach mamy już pewne wnioski na temat dyspozycji uczestników. Dość spodziewanie dominuje G2, które pozyskało skład przepełniony światowej klasy talentem i entuzjazmem. Ich gry ogląda się z prawdziwą przyjemnością szczególnie przez to, że ciężar rozgrywki może zostać przeniesiony na dowolnego zawodnika. Samurajowie zaskakują wyborami, strategiami, ale także regularnie oczarowują nas wspaniałymi umiejętnościami indywidualnymi. Nie wszystkie rostery są jednak tak bogato obsadzone. Reszta składów musiała przed startem ligi zdecydować się na pewien kompromis, którego efekty widać co tydzień na Rifcie. Szczególnie problematyczne, choć wciąż skuteczne, co warto zaznaczyć, są zespoły oparte o jedną parę pleców. Czy jedna gwiazda w rosterze wystarczy, by podbić Europę lub świat?

Czołg z cienką skorupą

Gdy mówi się o składach scentralizowanych wokół pojedynczych graczy, na myśl od razu przychodzą Schalke oraz Misfits. Ich rostery, a szczególnie tych ostatnich, są rzecz jasna wypełnione wspaniałymi zawodnikami. Febiven, pomimo przygody za oceanem, wciąż jest w stanie grać na poziomie z europejskimi rywalami, a GorillA to klasa sama w sobie. Problemem jest jednak strategia, którą, mniej lub bardziej świadomie, adaptują do swoich rozgrywek te zespoły. Już na etapie doboru bohaterów, drużyna zawiera ze sobą pewien kontrakt, na bazie którego zbudowana ma zostać przewaga. Warunek wygranej buduje się oczywiście w wierze i intencji, że wspólny wysiłek całej drużyny przyczyni się do triumfu. Często bywa jednak tak, że większość uwagi skupia się na dolnej alei, bo tak jak w przypadku opisywanych wyżej drużyn, na barkach ich strzelców spoczywa często większość odpowiedzialności.

hans sama
 

Obrażenia %

Złoto %

sOAZ

23,2%

20,6%

Maxlore

15,9%

19,1%

Febiven

22,5%

20,1%

Hans Sama

29,8%

25,1%

GorillA

8,7%

15,1%

Jeżeli spojrzymy na przekrój statystyki procentowych obrażeń zadawanych średnio przez graczy Misfits, to od razu rzuci nam się w oczy dysproporcja, która w przyszłości może kosztować ich kolejne punkty. Złoto wskazuje z kolei, że Hans jest w istocie średnio inwestycją na ćwierć budżetu całej drużyny! Armata, z której mierzy do wrogów, jest potężna i okazała, ale czy pancerz jego kolegów wystarczy, by przyjąć nań niewygodne ciosy oponentów?

Czuły punkt

Odosobnione najsilniejsze ogniwo to zarazem ogniwo najsłabsze i przekonał się o tym Hans Sama. Przez pierwsze 3 gry Misfits przeszło jak burza. Nie pozostawiali swoim przeciwnikom żadnych szans, bo udawało im się zbudować przewagę oraz oddać ją w ręce swojego strzelca. Szczególnie dwie pierwsze rozgrywki, o ile pamiętacie, rozpoczęły się od dość niefortunnych sytuacji dla ich rywali. Hans złapał wtedy szybkie zabójstwa i wziął odpowiedzialność gry na swoje barki, a wygraną bezpiecznie i pewnie dowiózł do mety. Sytuacja zmieniła się jednak diametralnie, gdy Misfits wyszło na Rift, by zmierzyć się ze świadomym taktycznie Vitality. Pierwszym krokiem, już na etapie wyboru postaci, było zarezerwowanie dla siebie Dravena. Wykluczenie tej opcji Hansowi, który jest fanem tego zabijaki, to jeden krok bliżej do wygranej linii. Drugim i niemniej ważnym było skupienie uwagi właśnie na dolnej alei.

Pierwszy oddział pomocniczy przybył już w piątej minucie gry. Mowgli przybiegł na linię, by ukarać zbyt daleko wysuniętych dolnych z Misfits. Attila jeszcze wtedy nie zyskał dla siebie zabójstwa, ale co ważniejsze w tamtej sytuacji — tempo wytracił francuski strzelec Królików. Parę minut później w walce 2 na 2 górą było już Vitality, a przed upływem 12 minut dive na bocie z pomocą Mowgliego przypieczętował triumf Jactrolla. Drużyna spod złoto-czarnych sztandarów rozbiła swój plan na drobne części i kawałek po kawałku wydzierała dla siebie zwycięstwo. Odbyło się to kosztem wczesnej fazy gry na górnej alei oraz brakiem asyst na środku, ale cel był inny — bardzo konkretny i osiągnięty z wielkim przekonaniem. Hans Sama, na którym tak często opiera się Misfits, został zneutralizowany, a jego drużyna poniosła bardzo gorzką, pierwszą porażkę w sezonie.

jiizuke

Na podobnym, choć nie aż tak ekstremalnym układzie bazuje również Schalke. Centralnym punktem zespołu jest oczywiście Upset, choć ten częściej oddelegowywany jest do bezpiecznych wyborów, dających jednocześnie drużynie miejsce na zróżnicowanie taktyk. W całym tym chaosie ligowym być może zapomina się jednak o jeszcze jednej ekipie, grającej na podobną modłę. Nie myśli się o nich w ten sposób przez wzgląd na poprzednie sezony, ale brak drugiej gwiazdy w zespole boli ich bodaj najbardziej ze wszystkich.

Ostatni wielki Fnatic

Gdy Caps dołączył do Pomarańczowych, był tylko dobrze zapowiadającym się żółtodziobem. Na przestrzeni kolejnych sezonów, u boku bardziej doświadczonych kolegów, dojrzał do miana olbrzymiej gwiazdy, której blask przyćmił prawdopodobnie nawet ten dobiegający od szwedzkiej legendy bota. Przed startem tego sezonu Fnatic osłabło jednak znacząco, pozbywając się z rosteru aż dwóch świetnych zawodników. Jednym jest oczywiście młodziutki Duńczyk Caps, który absolutnie dominuje ligę z poziomu składu G2. Drugim sOAZ, którego doświadczenie raz na jakiś czas brało górę i bywało i tak, że to on prowadził grę swojej drużyny w przeszłości. Nowy skład Fnatic na papierze wygląda nieźle, ale nieopierzony Nemesis nie jest w stanie poczynić kroków, by zrobić dla swej ekipy pozytywną różnicę solo. Niestabilny Bwipo i wyglądająco wyjątkowo słabo Broxah tym bardziej, więc często na Rifcie osamotniony zostaje Rekkles, którego dawny blask przyćmiewa mierna dyspozycja kompanów.

rekkles

Fnatic z drużyny absolutnie dominującej i jednego z najlepszych składów osobowych, jakich Europa miała od lat, stała się niepostrzeżenie nieporadnym bywalcem dolnej części tabeli. Od Pomarańczowych odeszło zaledwie dwóch zawodników, ale co ważniejsze — pozostał w ich szeregach tylko jeden, który jest w stanie udźwignąć ciężar odpowiedzialności. Trudno powiedzieć, co Fnatic powinno teraz zrobić. Z jednej strony Nemesis kojarzy nam się z wielkim potencjałem, ale to wciąż niedoświadczony zawodnik, a nie gwiazda, która poprowadzi swą drużynę. Bwipo sprawdzał się obok sOAZA, ale w pojedynkę brakuje mu pewnych cech, które umiejętnie wypracowali  z Francuzem razem w elastycznym, 6-osobowym rosterze. Fnatic jest cieniem dawnej drużyny, choć w jej skład wchodzi nadal jeden z najlepszych prowadzących zachodu.

Czy Rekkles zdoła zatem wyuczyć nowego środkowego, a przy okazji nie zatonąć w odmętach dolnej części tabeli? 
Dajcie również znać, co sądzicie o pozostałych drużynach, takich jak Misfits i Schalke, którym brakuje drugiego dużego nazwiska.
Mają szansę na zwycięstwo w LEC 2019?