Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Do ostatniej kropli krwi. Podsumowanie finału LEC

Rozgrywki na tym poziomie już dawno nie były tak wyrównane. Sprawdźcie, kto ostatecznie stanął na najwyższym stopniu podium!

Półfinały rozpoczęły się bardzo jednostronnym typowaniem ekspertów. Niemal wszyscy zgodzili się co do wyższości Fnatic pomimo ich bardzo chybotliwego występu w małym finale. W przewidywaniach na papierze na korzyść Pomarańczowych wciąż przemawiały bowiem zalety ich indywidualności. Klasa zawodników Fnatic to absolutna światowa czołówka, z czego organizacja chciała zrobić użytek już w pierwszej grze serii. Kompozycja została przygotowana ściśle wokół siły jej największej gwiazdy — Xayah Rekklesa dostała do pomocy Morganę na bocie oraz Karmę na środkowej alei. Warunkiem sukcesu drużyny stał się sukces bota Fnatic i choć Schalke miało ten plan oraz wszystkie narzędzia pod nosem, próby powstrzymania szwedzkiej maszyny kończyły się fiaskiem. Grupa z Gelsenkirchen postawiła w swojej kompozycji wiele na solowe obrażenia, ale jedyny gracz, który zdołał skorzystać z ruchów drużyny był Trick jako Olaf. Potężny Wiking sprawdza się nieźle jako uzupełnienie, a nie jako główne źródło zagrożenia, dlatego w szeregach Schalke szybko zabrakło siły, by rywalizować ze stale rozpędzającą się Xayah. Błędy kompozycji i wczesnej fazy gry pogrążyły S04 za szybko i za mocno. Po niecałych 28 minutach gry Fnatic znalazło się na prowadzeniu w półfinałowej serii!

W drugim drafcie część presji została zdjęta z pleców legendarnego Szweda. Tym razem swoje pięć minut miał dostać dżungler Pomarańczowych, który Europie dał się poznać jako rewelacyjny Lee Sin. Fnatic pozbyło się bardzo konkretnego celu wspierania jednego ze swoich zawodników, dlatego wszystkie siły przeznaczyło, by grać wokół celów Riftu. Każdy smok, wieża, wizja — Broxah był wszędzie i starał się zdobyć absolutnie wszystko. Kluczem do zyskania przewagi w tym spotkaniu stały się podatne na ganki postacie Schalke na górze i środku. Rumble i Aatrox stali się celem bardzo agresywnej polityki Fnatic i ginęli raz za razem, coraz bardziej zwiększając wpływ Pomarańczowych na przebieg rozgrywki. Zasypane ciosami Schalke nie było w stanie znaleźć nawet odrobiny miejsca, by złapać oddech i odpowiedzieć ogniem. Druga gra, choć dłuższa o 7 minut, rozpoczęła i zakończyła się dominacją Fnatic.

W trzeciej grze Pomarańczowi postawili na zgoła inną kompozycję, wysyłając Rekklesa ponownie do gry Karmą. Drużyna całkowicie zrezygnowała z forsowania swojej przewagi dolną aleją, ale zmiana podejścia utrudniła Schalke adaptację do nowych warunków. Rywale Fnatic skupili się w drafcie na wykluczeniu Ezreala, Twisted Fate’a czy Olafa, nieopatrznie zostawiając niezwykle niebezpiecznego Lee Sina znów pod kontrolą Broxaha, a ten… cóż, ponownie rozwinął skrzydła. Duńczyk znów był wszędzie i zyskiwał swojej drużynie przewagę w absolutnie każdym aspekcie rozgrywki. Fnatic nie było zachłanne, bardzo metodycznie pracując na swoją przewagę i choć trzecia gra trwała najdłużej w całej serii, również po niej nie było wątpliwości, komu należy się awans do finału.

Fnatic wyszło na scenę w Atenach jako faworyt i totalnie spełniło oczekiwania obserwatorów. Drużyna nie próbowała wyszarpywać zwycięstwa. Nie siliła się też na szalone kompozycje i eksperymenty. Pomarańczowi zagrali wokół swoich silnych stron, pozostając stale nieuchwytnym dla rywala i udowodnili sobie oraz Europie, że zasłużyli na drugą szansę przeciwko G2. Tym razem na dużej scenie i tym razem w walce o naprawdę dużą stawkę.

fnc

Fnatic 3:0 FC Schalke 04


Biorąc pod uwagę jak jednostronną dominacją skończył się mały finał pomiędzy tymi drużynami, można by wysnuć obawy, jakoby Fnatic miało dojść tak daleko tylko po to, by dostać od G2 jeszcze jedną lekcję i zadowolić się ligowym srebrem. Po mentalnej przegranej Pomarańczowych przed tygodniem nie było już jednak śladu. Zawodnicy najbardziej utytułowanej lokalnie drużyny wyszli na wielką scenę z uniesionymi do góry głowami, zapowiadając równą walkę do samego końca.

final

Wiele problemów G2 w małym finale związanych było z niefortunnym draftem, dlatego wiele banów tym razem znacznie lepiej potencjalnie wykluczało rywala. Fnatic zostało pozbawione Aatroxa, Twisted Fate’a oraz trzech postaci wsparcia (chociaż Shen bywa grany również na górze), ale konkretne bany wymusiły na nich konkretne rozwiązania. Nawet Samurajowie nie mogli spodziewać się wyboru Leony przez Hylissanga, a ta jedna bohaterka, jak się później okazało, stała się kluczem do sukcesu Fnatic. Wynik na dobre otworzyło szalone starcie na dolnej alei, w której wspierający Pomarańczowych zyskał aż podwójne zabójstwo i zyskał dużą przewagę nie tylko dla siebie, ale również dla swojego prowadzącego. W kolejnych minutach Fnatic korzystało z siły swojego bota, coraz śmielej poczynając sobie w rozegraniu Riftu. G2 bez względu na starania nie było w stanie powstrzymać krwawienia, a Rekkles i Hylissang stawali się silniejsi z każdą kolejną minutą. Po 30 minutach konsekwencji ich przewagi już nie dało się powstrzymać. Pomarańczowi wdarli się do bazy Samurajów i rozstrzygnęli otwarcie finałowej serii na swoją korzyść!

W małym finale G2 opamiętało się dopiero w trzeciej grze, ale tym razem stawka była zbyt duża, by można było czekać. Sprawy w swoje ręce zdecydował się wziąć MVP letniego splitu, czyli nasz rodak Jankos! Jarvan, na którego zdecydował się Polak, był kluczowy dla rozwoju gry już od pierwszych minut. Dzięki wspaniałej rotacji od czerwonego wzmocnienia aż po górną aleję, już w drugiej minucie G2 było na prowadzeniu. Korzystając z przewagi Jankos jeszcze pewniej czuł się w pozyskiwaniu kolejnych celów dla swojej drużyny. Dzięki drobnemu wsparciu niedługo później rozkręcili się także Wunder oraz Perkz, a G2 zaczęło wyglądać jak G2, którego powinni się obawiać wszyscy — pretendenci od LCS aż po LCK. Samurajowie nie pozostawili rywalom miejsca na jakąkolwiek agresję i po bardzo jednostronnej i szybkiej mapie wyrównali wynik w serii.

Ateny zawrzały, gdy Rekkles wybrał Tristanę w trzecim drafcie. Pomarańczowi otrzymali właśnie od rywali potężny cios, dlatego konieczne okazało się wyciągnięcie największych dział — postaci, z którą szwedzka legenda kojarzona jest nie bez powodu. Fnatic przygotowało groźną, ale wymagającą czasu kompozycję. Jax i Tristana po stronie Pomarańczowych stali się tykającymi bombami, które stale groziły G2 totalną destrukcją. Warunkiem koniecznym, by zdobyć kolejny punkt, okazało się przeczekanie do późnej fazy gry, dlatego Fnatic bardzo długo zabierało się do zaognienia konfliktu na Rifcie. Samurajowie szukali otwarcia, a Pomarańczowi stale wodzili swoich rywali za nos. Cierpliwość ostatecznie popłaciła, gdy Perkz dał się złapać Bwipo na środkowej alei. Przewaga zaczęła rosnąć lawinowo, gdy kolejne cele mapy wpadały na konto Rekklesa i spółki. Choć strategia wymagała czasu, po 40 minutach rozgrywki okazało się, że było warto. Fnatic zdobyło kolejny punkt i znalazło się zaledwie mapę od sensacyjnego zwycięstwa w serii i mistrzostwa Europy.

Plecy G2 zostały przyciśnięte do muru, a to rozjuszyło największą bestię ich składu. Caps wybrał dla siebie Sylasa i totalnie wziął sprawy w swoje ręce. Choć to Fnatic otworzyło wynik, na odpowiedź rywali nie musieliśmy czekać długo. Duński środkowy wziął się za odrabianie strat, a niedługo później stał na czele ekipy, której już nie dało się powstrzymać. Rozgrywka bardzo przypominała drugą mapę serii. Gdy G2 otworzyło ranę, Fnatic nie zdołało powstrzymać krwawienia aż do końca — nim Nexus stał w ruinie i nie było już czego ratować. Samurajowie ponownie wyrównali wynik i doprowadzili do sytuacji, w której wszystko, wysiłek całego splitu, zależy od dyspozycji w jednej, ostatniej rozgrywce.

Finaliści zaskoczyli wszystkich w drafcie ostatniego meczu. Po stronie Fnatic pojawił się niewidziany od jakiegoś czasu Ornn, choć reszta kompozycji zespołu pozostała bardziej standardowa. Na zwyczajowe szaleństwo pozwolili sobie natomiast Samurajowie, wybierając na dolną aleję Syndrę w miejsce strzelca. Nietypowy wybór popłacił już w 3. minucie. Prowadzący wywalczył pierwszą krew w starciu 2 na 2, a parę minut później kolejne ciosy otrzymali również środkowy oraz górny Fnatic. Pomarańczowi starali się odpowiadać, ale każda próba przejęcia inicjatywy kończyła się pogłębieniem przewagi rywala. G2 kreowało chaos na przestrzeni całego Riftu i czuło się w nim wyśmienicie. Drużyna Jankosa, choć popełniała błędy, wciąż parła do przodu, zyskując kolejne smoki, barony i wieże. W perspektywie całej rozgrywki wszystkie ryzyka popłaciły. Perkz miewał problemy jako klasyczny strzelec, ale okazał się niepowstrzymaną Syndrą i pociągnął swoją drużynę do zwycięstwa w ostatniej mapie i w efekcie w całym letnim splicie LEC.

Fnatic starało się jak mogło. Zaszło dalej niż przewidywali eksperci. Sprawili, że G2 poczuło smak strachu, ale ostatecznie na Samurajów w tym splicie nie było mocnych. Mistrzowie MSI wrócili do Europy, by sięgnąć po kolejny puchar. Po to, by zaznaczyć lokalną dominację i godnie reprezentować kontynent na Mistrzostwach Świata. Wunder, Jankos, Caps, Perkz i Mikyx… pierwsza część zadania wykonana!