Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Dwa oblicza Fnatic: o wzlocie i upadku w małym finale

Pomarańczowi nie byli faworytami, ale w ostatni weekend zbliżyli się do zwycięstwa bardziej, niż eksperci chcieliby przyznać. Co ostatecznie poszło nie tak?

Jak bardzo stresujące musi być wychodzenie na Rift przed oblicze G2? Zawodnicy tej dominującej formacji dali się poznać scenie jako zabawni i piekielnie utalentowani gracze, w których Europa stara się dostrzec mistrzów świata. Po drugiej stronie ich lokalnych zwycięstw stoją jednak zespoły, które są wręcz upokarzane w ogniu rywalizacji. Przyjęło się mówić, że G2 nie wychodzi na scenę wyłącznie po to, by wygrywać, a po to, by wywoływać traumę i jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy. Podczas gdy ligowi rywale Samurajów w pocie czoła formują kolejne strategie i kompozycje, G2 tworzy swoje niemal na kolanie. W oparciu o ciężką pracę poza sceną, to fakt, ale również inspirując się na przykład propozycjami wypisywanymi na kartkach fanów w studio.

fan cards

Fnatic nigdy nie było pierwszym lepszym rywalem Samurajów. Historycznie ich wkład w budowanie europejskiej sceny jest wciąż większy. W gablocie z nagrodami dumnie błyszczy puchar świata pierwszego sezonu, a także niezliczona liczba trofeów za wygrane splity czy indywidualne dokonania podopiecznych. Pomimo tak dużego zaplecza, Fnatic nie wychodziło na scenę z uniesioną do góry głową. Nie było dumne ani pewne swego. Pomarańczowi dostali łatkę underdoga, który może okazać się czarnym koniem turnieju i z zaledwie tą mentalnością Rekkles i spółka podjęli rękawicę. Hola, hola, przecież Fnatic bardzo pewnie wygrało dwa pierwsze mecze serii i prawie przypieczętowało triumf w trzeciej. Zgadza się. Zawodnicy tej ekipy dokładnie tak zostaną zapamiętani, ale nie sposób uciec przeczuciu, że Fnatic nigdy mentalnie nie zbliżyło się do zwycięstwa bardziej niż G2.

g2

Pierwsza gra to błąd draftu Samurajów. W obecnej mecie, co powtarzają eksperci i sami gracze na prawo i lewo - po prostu nie zostawia się niezbanowanej Yuumi. Drobna wspierająca ma zbyt duży wpływ na przebieg rozgrywki. Działa naprawdę nieźle z klasycznymi strzelcami, a w połączeniu chociażby z Garenem tworzy mieszankę, z którą nikt do końca nie wie jeszcze, jak sobie można poradzić. Na efekty nie musieliśmy czekać długo. Eksperymentalny duet Mordekaiser-Pyke dostał od przeciwników gorzką lekcję Ligi i uwydatnił zaistniałą różnicę na tablicy wyników. Drugim niewybaczalnym błędem było pozostawienie Fnatic całego zestawu postaci o globalnym wpływie na mapę. Gangplank wspierał swoją drużynę Kanonadą z dowolnego miejsca, podczas gdy Nocturne i Twisted Fate pojawiali się wszędzie tam, gdzie można było wyłuskać przewagę. Całościowo kompozycja Fnatic to marzenie niejednej choćby i amatorskiej drużyny, a Pomarańczowi tak świetnie czują się przecież z globalnymi umiejętnościami w dłoniach. G2 wręczyło swoim rywalom prawdziwy skarb w prezencie, a ci bezwzględnie go po prostu wykorzystali.

fnc

Drugi draft, choć już nie tak zły, wciąż pozostawił Fnatic parę bezpiecznych furtek. Nemesis to absolutny fan Twisted Fate’a, a co za tym idzie - prawdziwy kat dla swoich oponentów, gdy ma nad nim kontrolę. G2 skupiło się na wykluczeniu Gangplanka i Yuumi, pozostawiając tak potężny oręż wciąż do dyspozycji środkowego Pomarańczowych. Bokiem nie wyszła również chęć skontrowania globalnej prezencji TFa, bo Shen zwyczajnie średnio radzi sobie w obecnej mecie. W tamtym meczu był wyjątkowo mało przydatny, a ponadto odebrał zespołowi miejsce na postać, z którą Wunder może zrobić cuda. Jak się później okazało, występy górnego na Kledzie czy Akali zarobiły mu tytuł MVP serii, ale co Duńczyk musiał się namęczyć jako Shen…

Po dwóch grach Fnatic stało przed punktem meczowym. Dość niespodziewanie Pomarańczowym udało się nie tylko zmusić G2 do błędu, ale również wykorzystać te potknięcia w sposób pewny i zdecydowany. I to prawda, większość reprezentantów LEC nie byłaby w stanie tego zrobić. Fnatic potrzebowało światowej klasy zawodników, by z kłód, które G2 rzuca sobie pod nogi, zrobić kopie i włócznie i podziurawić nimi lidera. Jak jednak pokazał dalszy ciąg tej serii, Fnatic bardzo dziarsko trzymało tę broń w silnych rękach, ale od samego początku chybotliwie balansowało na gumowych nogach. Co grę o krok bliżej załamania formy, pewności siebie i utraty szans na zwycięstwo.

fnc

W trzeciej grze Samurajowie odrobili lekcje. Wykluczyli Yuumi, by uniknąć powtórki z pierwszej gry. Poświęcili bana na pozbycie się Twisted Fate’a. Wreszcie również umieścili swojego niezwykle utalentowanego górnego na postaci, na której ten w pojedynkę może robić różnicę. Pomimo spełnienia wszystkich tych warunków, zwycięstwo G2 i tak było potwornie szarpane. Wspólnicy Jankosa bardzo chaotycznie podchodzili do rozegrania mapy, na którą znają przecież setki sposobów. Zawodnicy, a szczególnie Perkz i Mikyx, bezpodstawnie podejmowali ryzyko, coraz bardziej pogłębiając występującą między drużynami różnicę. Jednak nawet wtedy, z pięcioma tysiącami złota przewagi, Pomarańczowi nie byli w stanie zachować zimnej krwi. Gdy tylko Wunder rozkręcał się, mknąc w ich kierunku na Skaarlu, część Fnatic odpowiedzialna za mentalność obumierała na naszych oczach. Rekkles i spółka nie byli z tej rozgrywki wykluczeni ze względu na kompozycję czy indywidualne błędy. We wszystkich trzech spotkaniach dostali wszelkie narzędzia, by zbudować sobie drogę bezpośrednio do wielkiego finału, a mimo wszystko, gdy przyszło co do czego, sprawiali wrażenie, jakby na podróż tą drogą nie byli gotowi. Nie sportowo i nie taktycznie, a mentalnie.

fnc

Jankos po wygranej trzeciej grze wyraźnie poirytowany szybkim krokiem odmaszerował ze sceny. G2 wieloma błędami doprowadziło się do stanu niemal krytycznego, w którym nawet tak mentalnie silny oprawca poczuł się niepewnie. Reakcja Polaka nie byłaby jednak zapewne tak gwałtowna, gdyby wiedział, że morale po drugiej stronie barykady leży już właściwie w gruzach. Jak sami wiecie, historia pozostałych dwóch spotkań była bardzo krótka. Jednostronne pogromy pozostawiły niedosyt wśród fanów oczekujących zaciekłych starć, ale najbardziej zawiedzeni mogą się czuć zwolennicy samego Fnatic. Drużyna totalnie posypała się w końcówce i oddała inicjatywę, którą, mogłoby się wydawać, tak mocno dzierżyła w garści.


Przed najbardziej ozłoconą ekipą Europy stoi teraz naprawdę trudne zadanie. Ich umiejętnościom indywidualnym właściwie niczego nie brakuje. To prawdziwy wymiatacze swoich ról, a niekiedy i ich istne legendy. Z Youngbuckiem na pokładzie z całą pewnością są również w stanie wypracować odpowiednie taktyki, które jeszcze bardziej uwydatnią solowe zdolności. Czy stanie się to na wielkiej scenie w Atenach, w gęstej atmosferze walki o spełnienie marzeń, utopieni przesiąkniętym wrzawą i energią fanów powietrzem? Czy mając koronę znów na wyciągnięcie ręki, pomarańczowy gigant zdoła pokonać swoje demony? Pokuszę się o tezę, że jeżeli tak, to będzie to jego najtrudniejsze starcie tego dnia.

Co uważacie o występie Fnatic w małym finale?
Czy ekipa ma jeszcze realne szanse, by powalczyć o mistrzostwo?
I czy według was w ogóle dojdzie do finału?

Dajcie znać w komentarzach!