Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Europa jednak górą! Podsumowanie Rift Rivals 2019

Zawodnicy Starego Kontynentu zdołali potwierdzić swoją dominację, ale nie obyło się bez niespodzianek, naprawdę szalonych kompozycji i wielkich emocji!

Turniej rozpoczął się od klasycznego meczu pokazowego, w którym wzięli udział właściciele organizacji oraz komentatorzy odpowiadających im regionów. Na scenie po raz pierwszy od tak dawna zobaczyliśmy między innymi ocelota, xPeke czy Reginalda. Byli profesjonalni zawodnicy przypomnieli nam o starych, dobrych czasach, podczas gdy sami walczyli o e-sportową dominację. Wbrew oczekiwaniom publiki, Europa otrzymała w tym meczu pierwszy cios. Amerykanie wykazali się znacznie większą pomysłowością w kreowaniu kompozycji i ostatecznie szło im również o niebo lepiej w alejach. Wyszli górą z 30-minutowej batalii, ale przy okazji rozjuszyli też właściwych uczestników Rift Rivals.

rr

Gdy G2 weszło na Rift w pierwszym spotkaniu, tendencje regionalne wyglądały zgoła inaczej. Strategia Samurajów mogła się wydawać szalona i zabawna - postawili na przykład na Yasuo i Gragasa na dolnej alei, ale różnica poziomów samych graczy była i tak aż nadto widoczna. Cloud9 zostało rzucone na pożarcie lwom i nie wytrzymało w klatce nawet 24 minut. Trzy pozostałe mecze dnia pierwszego skończyły się również zgodnie z oczekiwaniami wygraną Europejczyków. Największy opór spodziewanie postawili zawodnicy mistrzowskiego Teamu Liquid. Finaliści MSI i aktualni liderzy stawki w LCS jednak jako jedyni tego dnia wytrzymali ponad 30 minut. Fnatic postanowiło pobawić się z nimi konwencją i dać szansę gry swojemu rezerwowemu dżunglerowi Danowi. Ich synergii nieco brakowało, ale leśnik zdaje się dobrym uzupełnieniem dla pomysłu, którym zazwyczaj Pomarańczowi kierują się na Rifcie. Myślicie, że Dan dostanie jeszcze szansę na europejskiej scenie?

dan

Drugi dzień rozpoczął się od jeszcze bardziej zwariowanej kompozycji G2, ale tym razem mistrzom MSI nie udało się postawić na swoim. Duet Perkz-Mikyx zdecydował się na Zeda i Yuumi, Jankos na Evelynn, a Wunder na Shyvanę, ale całość totalnie ze sobą nie współgrała. Jankos jako jedyny po stronie EU zakończył mecz z pozytywnym wynikiem. TL w pełni wykorzystało chwilową słabość G2 i zdobyło dla swojego regionu pierwszy punkt. Na odpowiedź siły ze Starego Kontynentu nie musieliśmy długo czekać. Kolejne dwa mecze rozwiązały się na korzyść naszych. Szczególnie cieszyła dobra dyspozycja Origen, bo ich chybotliwy start w LEC budził obawy. Na scenie ze oceanem w grze Nukeducka i spółki nie widać było jednak żadnego zawahania, a Cloud9 po raz trzeci w turnieju wyzionęło ducha przed upływem 30 minut. Mecz później do stosu punktów EU jeszcze jeden dołożyło G2, ale to końcówka dnia zaskoczyła wszystkich. W dwóch ostatnich spotkaniach górą okazali się bowiem zawodnicy z LCS: w tym po raz pierwszy Team SoloMid. Zawodnicy legendarnej organizacji wyszli na pole walki z bardzo konkretnym pomysłem i wykorzystali kolejną nieobecność Broxaha. TSM wykorzystało słabość najmniej doświadczonego ogniwa Pomarańczowych i po raz kolejny zszokowało globalną widownię. Po pierwszym dniu niewiele na to wskazywało, ale Amerykanie ostatecznie postawili się Europie i drugi dzień należał już do nich.

rr

Wszystko miało się rozstrzygnąć w wielkim finale rozgrywanym w specyficznym systemie sztafetowym. Europejczycy jako zwycięzcy fazy grupowej mogli wybrać swoich oponentów w trzech pierwszych spotkaniach serii. Fnatic wystawiono przeciw Cloud9, Origen na TSM, a w decydującym starciu o dominację mieli się zetrzeć mistrzowie obu regionów G2 i TL. Zarówno FNC, jak i OG wywiązało się ze swojego zadania, w łatwy sposób pokonując swoich oponentów. W rękach Rekklesa ponownie zobaczyliśmy Karmę, ale oprócz niej - z kompozycji Europejczyków przebijało dużo bezpiecznego rozsądku. Wszyscy trzej reprezentanci postawili na sprawdzone, klasyczne strategie i niemal wszystkim wyszło to na dobre. Niemal, bo bardzo standardowe rozstawienie odbiło się czkawką wielkiemu G2. Samurajowie zdecydowanie lepiej radzili sobie, gdy na ich dolnej alei grasowali Yasuo czy Zoe. Po raz kolejny w turnieju musieli uznać wyższość oponenta zza oceanu. TL odegrało się na europejskim mistrzu za finał MSI, w obu spotkaniach na RR triumfując w dość pewnym stylu. Zapędy reprezentantów z szybko ostudziło jednak Fnatic. Już w czwartym meczu serii TSM, wraz z nadziejami drużyn z LCS, zostało totalnie rozbite, a Pomarańczowi przypieczętowali tym samym zdobycie dla Europy kolejnego pucharu.

rr

Równolegle do głównego turnieju odbywała się również rywalizacja w nieco luźniejszej formule 2v2. Chodziło w niej nie o wyłonienie najlepszego regionu, a najlepszego duetu spośród biorących w turnieju drużyn. Na pewnym etapie zobaczyliśmy w grze chociażby europejski klasyk: Rekkles i Hylissang kontra Perkz i Mikyx. Samurajowie nie rozegrali najlepszego RR, ale w tej rywalizacji po prostu nie mieli sobie równych. Rozbili klasyczną dwójkę Pomarańczowych, a w wielkim finale pokonali też świetnie radzących sobie Zvena i Smoothiego z TSM.

rr

Rift Rivals zakończyło się zgodnie z przewidywaniami, ale zdecydowanie tak nie przebiegało. Amerykanie postawili dużo oporu i widzieliśmy go przede wszystkim w grach Teamu Liquid. Fanów tamtego regionu powinna ucieszyć dobra dyspozycja mistrza, choć my nie możemy doczekać się przede wszystkim zestawienia siły naszego regionu w walce o naprawdę dużą stawkę. RR pokazało, że europejska czołówka jest w formie i wszystkie zespoły z podium potrafią pokazać pazur.

Co zaskoczyło was najbardziej w tegorocznym Rift Rivals?

Dajcie znać w komentarzu poniżej!