Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Europejczycy za oceanem – oceny po pierwszych tygodniach

Krótka analiza poczynań naszych europejskich graczy za oceanem. Kto na plus? Kto na minus?

Każdy doświadczony fan League of Legends powinien wiedzieć, że najlepszych środkowych, nie tylko zresztą, od lat szkolimy w Europie. (Nie)stety ich talent i potencjał jest niejednokrotnie tak wielki, że co sezon kuszeni są falą ofert zza oceanu, aby dołączyć do NA LCS i tam walczyć o najwyższe trofea. Kilku z nich udało się ostatnio namówić na przeprowadzkę do kraju Wuja Sama, ale spokojnie — na pewno o nich nie zapominamy i mało tego, mamy na nich oko!

Pierwsze tygodnie rozgrywek już za nami, dlatego jest to dobry moment, aby dokładnie wziąć pod lupę poczynania „naszych” w NA LCS i sprawdzić, czy faktycznie ich decyzja opuszczenia Europy była słuszna i co najważniejsze, czy godnie reprezentują EU LCS i swoich fanów ze Starego Kontynentu.

Gdzie ich szukać?

Obecnie na 10 drużyn grających w NA LCS, graczy rodem z Europy możemy znaleźć aż w 5 ekipach. Najliczniej reprezentowana jest obecnie Dania. Na czele duńskich wojowników stoi oczywiście Søren „Bjergsen” Bjerg,  który występuje w TSM już od 2013 roku. Stosunkowo długo za oceanem gra również Dennis „Svenskeren” Johnsen, dżungler Cloud9. Zarówno Bjergsen jak i Svenskeren nie są jednak traktowani jako importowani gracze, gdyż obaj mają statut amerykańskich rezydentów.
 
Dlatego TSM mogło pozwolić sobie na zatrudnienie kolejnych dwóch graczy z Europy, czyli byłych reprezentantów G2 eSports, Jespera „Zvena” Svenningsena (Dania) oraz Alfonso „Mithy” Rodrígueza (Hiszpania). Skład Duńczyków uzupełnia Nicolaj „Jensen” Jensen, a w ślad za nim swoich sił na środkowej alei za oceanem pojechali spróbować Tristan „PowerOfEvil” Schrage i popularny Fabian „Febiven” Diepstraten. Ciekawostką pozostaje fakt, że we Francji urodził się środkowy Counter Logic Gaming, Jae-hyun „Huhi” Choi, choć poza tym z Europą nie ma on zbyt wiele wspólnego, gdyż wychowywał się i dorastał w Korei.
 
FAN

Fani NA LCS uwielbiają oglądać Europejczyków w akcji...

Niespodziewany falstart TSM…

Choć Mithy i Zven byli uważani za najlepszych partnerów na dolnej alei podczas ich gry w Europie, po ich przenosinach do TSM mogą mówić o delikatnym spadku formy. Obecnie gracze Team SoloMid prezentują się dość przeciętnie, co zresztą odzwierciedla ich bilans 4W-6L. Zven po 10 meczach ma na swoim koncie zaledwie 19 zabójstw, co plasuje go na dole tabeli wszystkich ADC pod tym względem. Niemniej, co należy oddać Duńczykowi, doskonale radzi sobie na linii, jeśli chodzi o farmę. Średnia przewaga blisko 100 złota przy 10 minutach gry nad przeciwnym ADC to najlepszy wynik w lidze.

 
Zven

Widać ciągle, że Zven jeszcze aklimatyzuje się w nowych barwach

Wyraźnie gracze i trenerzy TSM szukają póki co optymalnych rozwiązań w swojej strategii, co oczywiście jest dość naturalne przy takich zmianach składu, choć najbardziej zagorzali fani czują lekkie zaniepokojenie. Praktycznie we wszystkich dotychczasowych wygranych meczach,  gracze TSM musieli wychodzić z deficytu i powoli wydzierać zwycięstwo z rąk przeciwnika, czekając na jego błędy. Brakuje inicjatywy i agresji, choć być może ostatnia wygrana z dobrze dysponowanymi 100 Thieves i odwiecznymi rywalami z Counter Logic Gaming doda wszystkim skrzydeł.

Formą nie błyszczy również Mithy, choć póki co jako jeden z nielicznych Wspomagających zdecydował się na wybór Ornna na dolną aleję. Nieocenione w tym momencie może się okazać doświadczenie Hiszpana, który zapewne ma kilka pomysłów na to, jak usprawnić grę swoją i swoich kolegów. Analitycy i eksperci dają coraz mniej czasu TSM. Nadchodzące tygodnie to już najwyższa pora, aby dodać gazu.

 

Ja i Mithy powinniśmy grać zawsze razem. Nieważne gdzie wylądujemy

Zven

Cloud9 Danią stoi

W doskonałej formie natomiast jest zarówno Jensen jak i Svenskeren, czyli reprezentanci Cloud9, którzy górują póki co nad resztą z bilansem 8W-2L. W stabilnej, dobrej formie od kilku splitów jest Jensen. Prawie 78% udziału przy wszystkich zabójstwach drużyny i przewaga w złocie niemal na każdym etapie gry robi swoje. Svenskeren natomiast, zupełnie jakby chciał udowodnić całemu światu, że błędem było zwolnienie go z TSM, gra doskonale. Agresywnie i w swoim stylu, Svenskeren jest w czubie tabeli dżunglerów pod względem zabójstw i asyst, choć taki sposób gry ciągnie za sobą również sporą ilość zgonów, ale kibicom C9 wydaje się to zupełnie nie przeszkadzać.

 

Jensen szczególnie dobrze zaprezentował się w niedawnym niedawnym pojedynku Cloud9 przeciwkno Clutch Gaming, gdzie zdecydował się na dość nietypowy w obecnej mecie wybór Cassiopei. Doskonała znajomość postaci sprawiła, że Duńczyk skończył 47. minutowe spotkanie bez oglądania czarno-białego ekranu oraz z imponującą farmą ponad 520 CS.

Febiven i jego Clutch Gaming

Swój amerykański sen w tym sezonie zaczął również znany w Europie Febiven. Holender podobno nie zastanawiał się zbyt długo, kiedy odezwali się do niego włodarze Clutch Gaming, czyli nowej ekipy w NA LCS spod bandery kolosa z NBA, Houston Rockets. Obecnie Clutch Gaming radzi sobie przeciętnie, ale Febiven jest mocnym punktem drużyny.

Febi

Nieważne po której stronie oceanu, Febi czuje się dobrze wśród fanów

Póki co Febi oscyluje wokół bardzo popularnych wyborów: Ryze, Azir, Galio czy Orianna. Szczególnie efektowny pokaz umiejętności dał właśnie jako Imperator Pustyni przeciwko Counter Logic Gaming. Trzeci mecz w NA LCS i od razu pięć zabójstw? Można brać w ciemno.

Kiedy Febiven grał swoje ostatnie mecze w EU LCS, spotkał się z falą krytyki wobec jego zaangażowania i samych chęci do gry. Pozostaje liczyć na to, że przenosiny do NA będą dla niego nie tylko owocne pod względem samych wyników, ale też postawy wobec kolegów z drużyny i kibiców. Pod względem samej gry, Febiven musi koniecznie dopracować Ryze’a. Mag Run to teraz mocny wybór, a wynik 0-2 w rękach Febivena na pewno nie jest powodem do dumy. Wielu mówi, że Clutch Gaming ma potencjał i może zagrozić tym najlepszym. Febiven musi wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i przypomnieć sobie czasy Fnatic, gdzie dominował w wielu spotkaniach. Wszystko wydaje sie być na dobrej drodze, bo CG wygrali swoje 4 ostatnie spotkania i pną się w górę tabeli. 

PowerOfOrianna? Chyba nie…

Kiedy Misfits mierzyli się jak równy z równym z SK Telecom T1 na poprzednich Mistrzostwach Świata, PowerOfEvil zdecydowanie był bardzo ważnym elementem tamtego zespołu. Niemiec uwierzył w swoje umiejętności i postanowił, że to kibice w NA będą w tym sezonie oglądać go na żywo. Wybór padł na OpTic Gaming, również nową organizację na scenie League of Legends. Patrząc niestety póki co na ich bilans, PowerOfEvil nie może spać zbyt spokojnie, bo 3W-7L stawia ich na przedostatnim miejscu w tabeli.

PoE

PoE skusił się na grę za oceanem, ale czy słusznie?

Jeśli chodzi o same statystyki, PoE prezentuje się całkiem nieźle — prawie 81% udziału w zabójstwach drużyny, wysoki procentowy udział w przelewaniu pierwszej krwi, blisko 30% wszystkich obrażeń swojego zespołu, ale wszystko to zbyt mało. Zbyt mało, aby zakończyć potyczkę zwycięsko. OpTic wyraźnie szukają jeszcze swojego stylu. Póki co mieszanka doświadczenia z młodością nie wychodzi ani graczom, ani kibicom OG na dobre. I to wydawać by się mogło, doświadczenia przez duże D, bo przecież Wspomagającym jest sam Daerek „LemonNation” Hart, który zdążył już nawet trenować inne ekipy.

Całkiem niezłym pomysłem był plan, gdzie OpTic Gaming próbowali wykorzystać swego rodzaju wizytówkę PoE, a mianowicie Oriannę z budową pod Ząb Nashora. Chcąc do pary dobrać bardzo mocnego w obecnej mecie Nunu i jego Wrzącą Krew [W], Orianna w rękach PoE miała zdominować linię i walki drużynowe auto-atakowaniem, co w przeszłości działało dość solidnie. Niestety, tym razem wyszło fatalnie i OpTic Gaming zaliczyli dwie porażki, kiedy ich środkowy decydował się na Mechaniczną Baletnicę. Choć jeszcze może zbyt wcześnie oceniać, póki co PoE nie pokazuje się z najlepszej strony, a jego i całą ekipę OG czeka sporo pracy, aby nadrobić wynik do czołówki tabeli.

Ręka na pulsie

I choć dla wielu drużyn nie ma jeszcze zbyt wielkich powodów do paniki, bo mamy środek wiosennego sezonu, o tyle warto już teraz wyeliminować błędy. Obecnie trend wydaje się dość jasny, jeśli chodzi o Europejczyków w NA LCS — wszyscy ci, którzy grali już tam wcześniej, radzą sobie lepiej. Dla „nowych” przyjdzie jeszcze czas.  

Nie ma się zresztą czemu dziwić. Dla wielu z byłych reprezentantów EU LCS przeskok do NA stanowi nie lada wyzwanie nie tylko pod względem stylu gry, ale również pod względem przystosowania się do amerykańskich warunków treningu i życia. O weteranów takich jak Bjergsen czy Jensen nie należy się martwić, a Febiven czy PowerOfEvil być może potrzebują po prostu nieco więcej czasu na aklimatyzację. Podobnie zresztą jak duo z TSM, Mithy oraz Zven. Nam, kibicom i wiernym fanom EU LCS, pozostaje trzymać kciuki za występy Europejczyków i czekać na moment, kiedy przyjdzie im się mierzyć z Fnatic, Schalke 04 czy Misfits w międzynarodowych turniejach.

Czy uważasz, że europejscy środkowi stanowią o sile NA LCS?

Którego z graczy najchętniej chciałbyś zobaczyć z powrotem w EU LCS?