Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Godne otwarcie sezonu — podsumowanie startu LEC 2019

Fnatic ma powody do tęsknoty za swoim środkowym, polscy dżunglerzy poradzili sobie bardzo różnie, a Riftem w pierwszym tygodniu bezapelacyjnie rządził strzelec Misfits. Sprawdź, co działo się podczas pierwszej kolejki nowego sezonu!

Kolejka inaugurująca LEC od razu przyniosła nam sporo niespodzianek. Z morza utalentowanych graczy wyłaniają się powoli nowi faworyci, ale nie obyło się również bez konkretnych zawodów. Dobre otwarcie zaliczyła dwóch polskich dżunglerów, ale jeden zapewne już chciałby o tej kolejce zapomnieć. Przyjrzyjmy się najważniejszym wydarzeniom pierwszego tygodnia LEC 2019!


Czy Caps jest niezastąpiony?

Jego transfer był najgorętszym ruchem w Europie - dzięki niemu G2 od razu stało się faworytem publiczności i ekspertów. Wszyscy spodziewali się jednak przynajmniej odrobinę lepszej dyspozycji Fnatic. Pozbawieni swojej gwiazdy środka zaopatrzyli się w nową, ale blask Nemesisa przypomina niewinnie tlącą się zapałkę, podczas gdy Caps, zarówno w Fnatic, jak i w G2, płonął i płonie ogniem prawdziwych gigantów.

Trudno zrzucać winę na Nemesisa — zastępca Duńczyka ma przed sobą potwornie trudne zadanie i jak na razie radzi sobie po prostu nieźle. W jego obecności na Rifcie brakuje jednak czynnika, który stanowił dotychczas o potędze Pomarańczowych. Bez wyraźnego lidera na środkowej alei nawet Rekkles wydaje się pozbawiony szans na zrobienie różnicy. Trudno uciec obecnie od przeczucia, że Caps istotnie był dla Fnatic aż tak wartościowy. Pierwsza kolejka oczywiście o niczym jeszcze nie przesądza. Zdaje się jednak, że jeszcze niedawno mocno faworyzowane Fnatic spadło o kilka oczek w rankingach widzów i ekspertów.

nemesis

Warto wspomnieć, że sam Caps radzi sobie natomiast świetnie w barwach G2. Samurajowie zaliczyli dość ciekawy start, decydując się na piekielnie silne kompozycje — każda z nutką zaskoczenia. Cała drużyna grała dwa razy w nieco inny sposób, ale Duńczyk był ważnym i, co najważniejsze, pewnym elementem tych zwycięstw w obu przypadkach.

caps perkz

Dwa oblicza debiutu

Mowa tu przede wszystkim o dwóch polskich dżunglerach, czyli Selfmadzie z SK Gaming oraz o Kikisie w Rogue. Ten pierwszy naturalnie pojawił się na tak dużej scenie po raz pierwszy, ale z miejsca wstrzelił się w rytm Riftu i zdobył tytuł MVP w pierwszym meczu LEC, który przyszło mu zagrać. Jego Sejuani była wszędzie, a ganki we wszystkich częściach mapy powoli składały się na przytłaczającą przewagę, ale to kilka ostatnich, kluczowych zagrań zdecydowało o indywidualnym wyróżnieniu dla niego. Najpierw w pogoni za spłoszonym Fnatic rzucił swoją superumiejętność tak, że ta, dość niefortunnie minęła wszystkich sojuszników Rekklesa i trafiła prosto właśnie w Szweda. To pojedyncze otwarcie niemal przesądziło o wyniku spotkania, ale wisienką na torcie było perfekcyjnie rzucone Lodowcowe Wiezięnie i tu nie można mówić o przypadku. Prowadzący Pomarańczowych został „znaleziony” przez bryłę ciśniętą przez Polaka, a to z kolei było oficjalnym początkiem końca szans Fnatic na dobre otwarcie sezonu. Zresztą koniecznie sprawdźcie te zagrania sami!

Ze znacznie gorszej strony pokazał się jednak skład prowadzony przez Kikisa. Rogue miało być drużyną, w której polski leśnik zabłyśnie i zdoła zagrać swoje, a ostatecznie stanie się gwiazdą na miarę swoich możliwości. Sądząc jednak po obecnej dyspozycji jego ekipy, trudno będzie mówić o jakimkolwiek blasku. Z drużyny przebijają problemy, które dotyczą zarówno drobnych potknięć — jak na początku niefortunnej mapy na Misfits, ale również poważnych braków taktycznych. Zawodnicy prowadzeni przez Kikisa wydawali się pogubieni i pozbawieniu wyraźnego pomysłu na siebie. Tak jak w przypadku Fnatic, nic jeszcze nie jest przesądzone i mamy nadzieję na znacznie lepsze występy rodaka, ale tak i Pomarańczowi, jak i Rogue, zaczęli ten sezon od dwóch dużych liter L.

kikis

Wyciąg z mety

Przy okazji nadchodzącego wielkimi krokami startu sezonu rankingowego słów kilka warto również powiedzieć o mecie, która powoli kształtuje się nam na Rifcie. Jak bowiem wiadomo, wybory profesjonalistów będą rzutować na sytuację w Waszych rankedach, dlatego być może warto będzie wam podpatrzeć nadchodzące zawirowania mety i stanąć o krok przed oponentami.

Karthus - dżungla

Użyty dwukrotnie przez Jankosa Karthus to jeden z ciekawszych picków, który bardzo szybko zaabsorbowała solokolejkowa brać. Mag, choć pozornie zbyt kruchy, by chadzać po dżungli, naprawdę nieźle radzi sobie z czyszczeniem obozów, dzięki ścianie całkiem dobrze gankuje, ale ostatecznie i tak najwięcej rozbija się o jego superumiejętność. Niezależnie od aktualnej pozycji, Karthus jest w stanie wpłynąć na sytuację na całej mapie, wspomagając sojuszników potężnym Rekwiem. Wynik potencjalnie wyrównanych pojedynków na dolnej alei szybko się odwraca, gdy, znajdujący się choćby i w bazie Karthus rzuca swoją “erkę”. Trik ten zadziała równie dobrze na scenie LEC, jak i w Waszych meczach o cenny ranking.

Gotowe, świetnie współgrające ze sobą kompozycje możecie podpatrzeć w pierwszych meczach G2. Pierwsze spotkanie zaskoczyło nas przede wszystkim nietypowym wyborem Perkza. Widzowie oczekujący klasycznego strzelca w rękach Chorwata musieli choć na chwilę obejść się smakiem. Samurajowie zdecydowali się na zespół oparty o mechanikę nękania przeciwnika, budując swoją główną oś wokół Jayce’a i Zoe, wybranych odpowiednio przez Capsa i Perkza. Wrogowie zasypywani pociskami tej dwójki mieli wszelkie chęci, by odpowiedzieć agresją, ale wtedy kluczowy okazywał się wpływ Karthusa. Osłabione poke’iem Origen nie mogło pozwolić sobie na wejście all-in, gdy Rekwiem z niebywałą łatwością dziesiątkowało ich szeregi.

Druga kompozycja G2 była dużo bardziej klasyczna, ale i w niej Karthus Jankosa odnalazł się znakomicie. Posępny mag przemierzający dżunglę był w stanie wyrabiać sobie przewagę zarówno na liniach, które gankował, jak i na tych, których nawet nie musiał odwiedzać. Zebrane w ten sposób zabójstwa i asysty posłużyły zbudowaniu przewagi, której Schalke w pewnym momencie powstrzymać nie mogło. Upset, którego blisko 40% zdrowia ucieka przez pojedynczy Rekwiem, nie może zbyt wiele zrobić dla swojej drużyny.

Warto również spróbować innych udanych wyborów 1. kolejki:

Kennen - góra
Sejuani - dżungla
Galio - środek
Lucian - dół 
Rakan - wsparcie


Tydzień Hansa Samy

Wspomniane wyżej G2 ma wręcz absurdalnie mocny skład. Liczba indywidualnych zdolności wylewa się z rostera, co zresztą przekłada się na ich dyspozycję na Rifcie. G2 naturalnie wygrało oba swoje mecze w pierwszej kolejce, ale Caps i spółka nie byli najbardziej dominującą ekipą tego tygodnia. Na pierwszym planie dumnie pręży się bowiem królik z loga Misfits. Prowadzący wszedł w ten sezon jak do siebie, a jego drużyna zaliczyła najbardziej zdecydowane zwycięstwa, jakie mogliśmy oglądać podczas tej kolejki. Oba mecze rozpoczęły się od dużych błędów przeciwników albo małego geniuszu samego Misfits — zdecydujcie sami. Po pierwszych kilku minutach rozgrywki w obu grach Hans miał już na swoim koncie parę zabójstw lub asyst, a zdobyte w ten sposób złoto wykorzystywał do końca w najlepszy możliwy sposób. Cała jego drużyna radziła sobie świetnie — tu warto zaznaczyć również niezły debiut legendarnego Gorilli, ale to strzelec Królików był motorem dla zdobywania kolejnych celów mapy, a ostatecznie również bazy przeciwnika. Misfits wystarczyły 24 minuty, by rozprawić się z Rogue i niecałe 23, by rozłożyć na łopatki SK Gaming. W tym krótkim czasie Hans zapisał na swoim koncie łącznie 15 zabójstw i 8 asyst. Nie zginął ani razu i zasłużenie zdobył dwa indywidualne wyróżnienia MVP, zaliczając tym samym najlepszy start w LEC spośród wszystkich uczestników Ligi.

hans sama

Sytuacja w tabeli po pierwszej kolejce:

1.

G2 Esports

2-0

Misfits

2-0

3.

ExceL Esports

1-1

FC Schalke 04

1-1

Origen

1-1

SK Gaming

1-1

Splyce

1-1

Team Vitality

1-1

9.

Fnatic

0-2

Rogue

0-2

Który mecz pierwszej kolejki LEC 2019 podobał wam się najbardziej?