Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Gorzki finał słodkiej podróży i… co dalej?

Emocje po druzgocącym finale ustępują, a ich miejsce zajmują myśli o przyszłości faworyzowanego G2. Co dalej z Samurajami?

Przegrali. Podczas kilkugodzinnego spektaklu przepełnionego skrajnymi emocjami, miarowo zbliżaliśmy się i znów oddalaliśmy od marzeń o sukcesie naszych ulubieńców. Gdy przyjezdni po raz trzeci uderzyli w kruchą skorupę odsłoniętego Nexusa, miliony zjednoczonych w dopingu serc wróciły do swoich źródeł. Myśli największych zwolenników, na krótko uwolnione od obezwładniającego strachu przed siłą wschodnich drużyn, powróciły na doskonale znane, doskonale wyżłobione przez lata tory. Tory, które prowadziły europejskie formacje wzdłuż drogi wątpliwości. Zawsze niepewny, przykryty mgłą kompleksu wschodniej sceny cel podróży był przecież poza zasięgiem.

Samurajowie z walecznym Jankosem na czele powtórzyli sukces Fnatic sprzed roku, ale ciężko postrzegać występ G2 w tej kategorii, prawda? Zeszłoroczny finał otworzył nam oczy na nowe możliwości. Pokazał je, wystawiając główny kąsek na widok spragnionych międzynarodowych sukcesów milionów. Zbliżył je na tyle blisko, byśmy mogli poczuć zapach zwycięstwa, ale pozostawił poza zasięgiem naszych dłoni tak i w zeszłym roku, jak i przed tygodniem. Ze sceny poprzednich Mistrzostw Fnatic schodziło z podkulonymi ogonami. Pomimo znacznie mniejszej wiary ekspertów w sukces Pomarańczowych, zawodnicy formacji zdawali się schodzić ze sceny pozbawieni życia. Jak zatem interpretować uśmiechy, które pojawiały się na twarzach niektórych z graczy G2, gdy to oni upadali od destrukcyjnych ciosów FPX?

g2

Osobowości drużynowe Fnatic i G2 sprawiają wrażenie wykutych na przeciwległych biegunach. Filary Pomarańczowych stoją dumnie i poważnie w obliczu gromkich owacji publiczności, podczas gdy gwiazdy Samurajów szczerzą się, pozwalając sobie na psychologiczne gierki z przeciwnikiem albo kultywując memy. Szaleństwo tych drugich objawia się również notorycznie w coraz szerzej zakrojonych draftach. W zabawie w wybór postaci, które publiczność w studio pokaże na przyniesionych plakatach. Albo w odwadze w wypychaniu mety w rejony niebezpiecznej niepewności. Druga strona medalu to podręcznikowy przykład kompozycyjnej ortodoksji. Fnatic przez blisko rok mierzyło się z niewygodnym, acz tak skutecznym zestawem pozbawionym dedykowanego strzelca, gubiąc się po drodze i cudując z metą na najróżniejsze sposoby. W obliczu cech, które towarzyszą tym składom na co dzień w LEC, nieco łatwiej być może jest zrozumieć skrajne i pozornie niestosowne reakcje pokonanych Samurajów. Bynajmniej nie ma bowiem przesłanek, aby przepiękna droga tej generacji G2 miała się skończyć w tak gorzki sposób.

g2

Drugie miejsce na Mistrzostwach było zwieńczeniem najlepszego sezonu europejskiej drużyny, jakie pamiętają nowożytne czasy. Podwójne mistrzostwo na lokalnej scenie, złoty medal MSI, wreszcie również świetna walka aż do końca podczas najważniejszego turnieju roku. Powalenie na kolana koreańskich bogów z LCK, ponowna interpretacja swojej tożsamości w mediach społecznościowych. Świetny kontakt z rosnącą bazą fanów, świetne inicjatywy marketingowe, wreszcie również najbardziej szalony eksperyment składowy, czyli wyrwanie Capsa z ciepłego, komfortowego gniazdka swojego największego, ligowego, nomen omen, nemesis. Zawodnicy w rozmowach z mediami zapewniają, że ich plan na najbliższą przyszłość się nie zmienia. Aspiracje sięgające szczytu międzynarodowych rywalizacji to wciąż najważniejszy cel.

g2

Mikyx mówi, że „byłoby dziwnie, gdybyśmy w przyszłym roku nie odnotowywali podobnych wyników. Nasi gracze są naprawdę świetni i nie mamy wielu problemów w porównaniu z innymi drużynami. W przyszłym roku powinniśmy wciąż wygrywać wszystko w Europie, a potem zobaczymy, jak poradzimy sobie na scenie międzynarodowej”. O trwałości G2 mówi wspierający formacji, a wtóruje mu publiczna baza kontraktów. Trzon drużyny, czyli Srebrna Piątka Europy, a także trener GrabbZ, są związani z organizacją aż do listopada 2021 roku. Warto przypomnieć, że tak udany sezon był dopiero pierwszym dla tak skonstruowanego G2 i dopiero kolejne lata, rywalizacje i emocje mogą sprawić, że jeszcze niewystarczająco dobry mistrz Europy stanie się wystarczająco dobrym mistrzem świata w przyszłości. Przyglądanie się Samurajom w tym roku było czystą przyjemnością. Rozwój drużyny, ich satysfakcja oraz radość, która wylewała się z Riftu, zarażała całe rzesze zgromadzonych przed ekranami fanów. Jankos dał nam również mnóstwo powodów do narodowej dumy i jedności i nie możemy nie życzyć sobie oraz zawodnikom G2 kolejnych takich lat. Być może tylko odrobinę z każdym rokiem lepszych. Teraz zabrakło przecież tak niewiele.

g2 wunder