Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Historie, które stworzą finał

Cztery spojrzenia na najważniejszy pojedynek roku. Fnatic czy Invictus Gaming — jakie historie kryją się za tym starciem?

Dwóch na dwóch

bwipo

Górna aleja zapłonie w tę sobotę ogniem rywalizacji na najwyższym możliwym poziomie. Po stronie chińskiego pretendenta stoi kolos, który ma na swoich rękach krew między innymi Smeba i Wundera. Podczas gdy większość uwagi rywali skupia na sobie Rookie, TheShy w spokoju rozwija skrzydła na swojej alei, często budując tym samym fundament, na którym opiera się później taktyka całego Invictus. Fani trzymający kciuki za swoje ulubione G2 musieli przełknąć ostatnio bardzo gorzką pigułkę, gdy górny drużyny, grający wtedy Jaycem, rozprawiał się z Perkzem i z Wunderem jak z dziećmi. Koreańczyk zadał w tej grze aż 37% obrażeń swojej drużyny i pokazał nam się świetnie ze strony kolejnej postaci. Łącznie zagrał dotychczas 7 różnymi bohaterami i porażki zaliczył jedynie Fiorą, dlatego wykluczenie go z rywalizacji w fazie banów w zasadzie nie wchodzi w grę. Alternatywnie na topie w Invictus może się pojawić również Duke, ale weteran nie radził sobie dotychczas najlepiej, a drużyna zdecydowanie więcej zdaje się inwestować w młodziutkiego TheShy’a.

theshy

Po stronie Fnatic widzimy natomiast bardzo podobne rozstawienie. W cieniu tegorocznego debiutanta Fnatic postawiono sOAZA, który choć na rywalizacji w Lidze zjadł już zęby, musi teraz robić miejsce dla młodej krwi. Ostoją Fnatic na górnej stronie mapy jest bowiem Bwipo. Zaledwie dziewiętnastoletni Belg zdaje się praktycznie nie czuć presji i powagi niemal historycznej sytuacji. I dobrze, bo on i całe Fnatic wychodzą na tym doskonale. Pomarańczowi używają swojej górnej alei w nieco inny sposób niż IG, ale robią to bodaj nawet skuteczniej niż Chińczycy. Ich top jest zazwyczaj obstawiany magami takimi jak Swain czy Viktor, a szczególnie ten ostatni jest w mecie Mistrzostw prawdziwym katem.

Obaj górni to wielkie talenty w swoim fachu. Młodzi reprezentanci swoich drużyn prawdopodobnie zabiorą w tym finale miejsca nieporównywalnie bardziej doświadczonym kompanom. Jedno jest jednak pewne — zobaczymy na topie zagrania, które odbiją się echem na pozostałych liniach i być może zadecydują o tym, komu będzie dane unieść mistrzowski Puchar.

Śladami gigantów

Caps był porównywany do Fakera odkąd tylko stanął do rywalizacji na najwyższym profesjonalnym szczeblu. Drobny Duńczyk dzieli z legendarnym trzykrotnym mistrzem część talentu, determinacji oraz niebywałego sprytu, który skutkuje wręcz magicznymi zagraniami na Rifcie. Caps gra obecnie już o własną markę i nazwisko, ale wciąż ciągnie się za nim widmo porównań. Szczególnie w jednym aspekcie jest to nadal aż nad wyraz widoczne. Tak jak niegdyś Faker grał tak, jak gdyby zawsze miał na posterunku dżunglera, tak i Caps pozwala sobie w tym turnieju na niemal nierozsądną agresję.

caps

To, co robi Duńczyk, nadal perfekcyjnie się sprawdza, bo zdezorientowani rywale nie chcą podjąć ryzyka. Bezpośrednia wymiana ognia prawdopodobnie skończyłaby się dla nich tragicznie, dlatego często długo czekają na wsparcie z lasu, by podjąć jakiekolwiek kroki. Nawet wtedy jednak Caps nie traci zimnej krwi, pozostając przy swoim. Znajdując się często wręcz pod strukturami wroga, dominuje i dyktuj tempo rozgrywki na środkowej alei. Przeprawa przez Rookiego nie będzie łatwa, bo to rywal z absolutnie najwyższej, światowej półki. Znany obecnie również z bardzo dynamicznych i agresywnych wyborów, takich jak LeBlanc, będzie starał się ostudzić zapały młodziutkiego Duńczyka. Caps stoi jednak na ramionach olbrzymów. Słusznie zaadaptował najlepsze rozwiązania samych mistrzów świata, a teraz stoi przed szansą, by samemu założyć koronę. Caps zlał Rookiego już dwa razy w tym turnieju. Trzymajmy kciuki, by zwiększył tę liczbę.

Szybcy jak ⚡

Poszczególne jednostki Fnatic błyszczą niezwykle mocnym światłem, ale dopiero zebrani w jedną całość tworzą zespół tak niesamowicie dominujący. Pomarańczowi nie znaleźli się w finale przez przypadek. Ich dotychczasowy sukces oraz bardzo możliwe mistrzostwo to również efekt pracy setek trybików tej wysoce taktycznej machiny. Jednym z trzonów najbardziej udanych kompozycji Fnatic jest jednak jak dotąd mobilność. Europejski mistrz pokazał nam jak dotąd cały przekrój możliwych rozegrań, z których również w swoich solokolejkach możecie czerpać garściami. Najwięcej dobrego wyniesiecie natomiast z gier, w których Pomarańczowi stawiają na mobilność swoich graczy. Jednym z najczęściej blokowanych bohaterów przeciw nim jest Akali i choć mieliśmy ją okazję zobaczyć tylko raz w rękach Capsa, asortyment szybkich czempionów dopiero się na tym zaczyna.

fnc

Faworytem Rekklesa jest w tym roku Sivir. Poza defensywnymi walorami Pani Wojny, Szwed używa tej postaci również po to, by wrzucić drugi bieg w sytuacjach kryzysowych i nadać prędkości ruchu towarzyszom zarówno podczas ofensywy, jak i niekiedy koniecznej ucieczki. Skaczący po całym polu walki Rakan w rękach Hylissanga dopełnia obrazu mobilności na dole mapy, ale i tak najwięcej oczu zwróconych jest w kierunku Capsa i Broxaha. Ten pierwszy pokazał nam już morderczych Akali, Azira czy nawet Yasuo, ale największe triumfy wciąż święci Irelią oraz LeBlanc. Szczególnie ta ostatnia będzie niezłym kąskiem, bo lubi nią grać zarówno Duńczyk, jak i Rookie po stronie IG.

Na osobny akapit zasługuje natomiast Broxah, bo jego Lee Sin jest esencją zachodniej dżungli. Europejczyk rozgrywa niesamowity turniej, ma nawet spore szanse, by zdobyć MVP, a jego asem w rękawie jest ślepy zabijaka. W czterech grach — ponadto wszystkich wygranych, warto zaznaczyć, zdobył jak dotąd KDA na poziomie 19,3! To wręcz niedorzecznie dobry wynik, biorąc pod uwagę, na jakim turnieju oraz jakiej klasy przeciwników musi pokonywać gracz Fnatic, by wyrabiać aż takie rezultaty.

Błyskawice z tweeta Fnatic mają tu zatem podwójne znaczenie. Wpisujcie je w komentarzach, by pokazać wsparcie ostatnim reprezentantom EU LCS! ⚡⚡⚡​

Zachód jest z wami

Jeżeli chodzi o wsparcie, to w tle finału rozbrzmiewa jeszcze jeden fantastyczny utwór. To wojenna pieśń, którą w rytm kroków Fnatic wygrywa teraz cały zachodni świat Ligi. Najważniejsze rozgrywki były zdominowane przez Koreę oraz Chiny tak długo, że teraz każdy z nas solidarnie poszukuje równowagi. Gdy Vitality odpadało z turnieju, emocjonalna przemowa Yamato o europejskim e-sporcie dała naszym pozostałym reprezentantom siłę, by wznieść się ponad gęste obłoki niekorzystnych predykcji ekspertów i wątpliwości niedowiarków.

Gdy G2 schodziło ze sceny po przegranym półfinale, ich głowy były uniesione wysoko. Wypełnili swój plan w stu procentach, bo z zaledwie trzeciego seeda doszli dalej niż mistrzowie wiodących regionów. Przy okazji dali nam oraz Fnatic jeden prezent na odchodne — w niespodziewanej, acz przepięknej batalii wyeliminowali z turnieju chińskie RNG oraz Uziego.

g2

 

Koniec końców nawet odwieczni rywale zza oceanu przesłali Pomarańczowym swoje słowa uznania oraz wsparcia.

Ten drobny gest jest świadectwem tego, jak bardzo Zachód potrzebuje mistrza. Za Fnatic istotnie stoi obecnie cała znana nam scena i swoje pozdrowienia przesyłają zarówno zwolennicy drużyny, jak i rywale, którzy chcą wierzyć w to, że Fnatic jest w stanie przełamać dominację Wschodu.

Wielki finał już w sobotę 3 listopada. Start o 8:30 i nie może was z nami zabraknąć! ⚡