Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Worlds

IG vs FPX. Kto wygrał pierwszy półfinał?

Za nami chiński pojedynek na szczycie. Zwycięzca mógł być tylko jeden.

Draft w pierwszej grze rozpoczął się dość zachowawczo. Półfinaliści zaprezentowali nam w swoich kompozycjach przede wszystkim sprawdzonych bohaterów, lecz linie górna i środkowa zdawały się wskazywać na drobną przewagę broniących tytułu Invictus Gaming. Mistrzowie dorwali się do Quinn w opozycji do Reneketona oraz Syndry, która jest jedną z ulubionych bohaterek Rookiego. Hiperaktywna wczesna faza gry, tak klasyczna dla zespołów z LPL, totalnie odwróciła jednak przewidywane losy spotkania.

FPX rozpoczęło mecz od śmiałej inwazji w dżungli rywala, lecz ta nie przyniosła upragnionego rezultatu. Ning pozbawiony niebieskiego wzmocnienia świetnie rotował w stronę przeciwnej dżungli, a po kilku minutach wędrówki po lesie miał na swoim koncie drobną przewagę. Wynik otworzył się jednak dopiero przy okazji drugiej tego typu inwazji. Feniksy pokusiły się o kradzież drugiego niebieskiego wzmocnienia, ale tym razem obrońcy tytułu byli na to przygotowani. Kombinacja umiejętności Syndry i Varusa pozbawiła życia zawodnika FPX, a chwilę później rozpoczęło się prawdziwe piekło.

Rozluźnieni zawodnicy rozpoczęli walki na całej mapie, ścierając się o duże cele takie jak smoki, ale i te najmniejsze, przepychając się i inwestując w starcia choćby o wędrującego po rzece kraba. W chaosie najlepiej odnajdowali się JackeyLove po stronie IG oraz Doinb z FPX i to ten ostatni zawodnik wpłynął najbardziej na ostateczny rezultat meczu. Wyrównywacz jego Rumbla trafiał zawsze tam, gdzie mógł najbardziej skrzywdzić rywali — często wszystkich graczy tego składu jednocześnie. Po jednej z takich walk, gdy Feniksom udało się wysłać do grobu prawie wszystkich zawodników IG, dla mistrzów nie było już odwrotu. Doinb zdobył potrójne zabójstwo, a reszta spotkania z łatwością przebiegła zgodnie z jego wolą. FPX 1, IG 0!


Draft drugiego spotkania pokazał nam zupełnie inne twarze chińskich potęg. Invictus Gaming postawiło tym razem na rewelacyjnie skalującą kompozycję z dwoma strzelcami oraz Vladimirem, podczas gdy FPX wybrało bohaterów ciężkich i wytrzymałych, wybierając na przykład Nautilusa na środek. Wybory wskazywały problemy Feniksów we wczesnej fazie gry oraz duże kłopoty, gdyby miało dojść do późnej.

Zawodnicy IG mieli przewagę zasięgu na środkowej oraz górnej alei, ale podczas meczu nie widać było inicjatywy, by wykorzystać ją w pełni. Rookie i TheShy grali bardzo zachowawczo, skupiając się przede wszystkim na pozyskiwaniu stworów, a nie nękaniu rywala, a pasywność szybko odbyła im się czkawką. Świetna rotacja Crispa z dolnej alei zakończyła się przelaniem pierwszej krwi na środku, a FPX wyszło na prowadzenie. Kolejne kilka minut odbywało się pod dyktando letnich mistrzów LPL. Ogromna ilość efektów kontroli tłumu Nautilusa i Blitzcranka pozwoliła na wyłapywanie kolejnych wrogów. Gdy tylko IG próbowało bronić pojedynczego celu, często ofiarą łapki lub haka padał kolejny, a drużyna traciła więcej, niż mogła sobie pozwolić.

W grze Feniksów w tym spotkaniu nie było widać ogromnego kunsztu taktycznego. Zawodnicy wspólnie poruszali się po Rifcie, opierając swoją przewagę o pojedyncze, mechanicznie wygrane pojedynki. Losy spotkania totalnie zmieniła jednak walka na rzece przy Baronie. IG śmiało rozpoczęło walkę z dużym stworem, zmuszając rywala do szybkiej interwencji i popełnienia w efekcie krytycznych błędów. Trzy zabójstwa wpadły na konto JackeyLove’a, a jego drużyna kilka minut później uderzała do bram Nexusa. Gra mogła się już skończyć, ale natarcie zostało odparte i FPX ponownie stanęło na nogi. Chaos z pierwszej mapy nijak miał się do absolutnego szaleństwa, które nastąpiło w środkowej fazie drugiej gry serii. Walki trwały nawet po kilka minut, a zawodnicy ginęli i wracali do nich teleportując się nawet po kilka razy. Ostatecznie nieco mniej błędów popełnili jednak gracze Invictus Gaming. Rozgrywka trwała długo, była psychicznie wyczerpująca, ale IG dostało to, czego chciało — wyrównanie serii!


Draft w trzeciej mapie wyglądał jak efekt świadomych wniosków wyciągniętych po poprzednich starciach. Zawodnicy obu drużyn postawili na sprawdzone koncepcje, a nawet tych samych bohaterów, którzy wcześniej dobrze zadziałali. Po stronie FPX znów zobaczyliśmy zestaw holowniczy w postaci Nautilusa i Thresha, po stronie IG Luciana, lecz tym razem w rękach utalentowanego TheShy’a.

Mecz rozpoczął się tym razem bardzo powoli i zachowawczo. Oba zespoły ospale przemieszczały się po mapie, przez dłuższy czas nie znajdując żadnych ofiar swoich rotacji. Gra na liniach wyglądała lepiej po stronie FPX z wyjątkiem górnej alei, bo tam Gangplank był wręcz miażdżony przez Luciana. Olbrzymia przewaga w złocie wśród górnych utrzymywała różnicę pomiędzy drużynami na bardzo niskim poziomie, przez co wydawało się, że gra jest bardzo, bardzo wyrównana. Pierwsza walka drużynowa ujawniła jednak luki w gardzie IG. Drużyna postawiła na kruchych zawodników, którzy byli podrzucani, ogłuszani, przesuwani i wreszcie — eliminowani z łatwością przez czołgi FPX. Z każdą kolejną walką drużynową Feniksy zdawały się pewniej czuć w obrębie Riftu. TheShy i Rookie starali się, jak mogli, ale byli bezsilni w obliczu świetnej synergii oraz wręcz rewelacyjnej gry Tiana. FPX po bardzo szybkim i dominującym starciu znalazło się zaledwie o krok od finału!


W czwartym spotkaniu lekarstwem na FPX miała stać się zmiana taktyki w drafcie IG. W zespole pojawił się Olaf, który przynajmniej na papierze wyglądał jako idealne rozwiązanie problemu całej masy kontroli tłumu. Oprócz tego obrońcy tytułu postawili na synergie istniejące pomiędzy niektórymi z bohaterów. Kai’Sa mogłaby świetnie dostarczać obrażenia z umiejętności ostatecznej Kayle. Rakan i Galio doskonale wchodzić natomiast w walki drużynowe.

Dobrze rozegrany draft, który jasno wskazywał na IG, nie miał jednak przełożenia na wczesną fazę gry. Ning już na pierwszym poziomie zapędził się w głąb dżungli rywala i przypłacił to życiem. Parę minut później w sensacyjny sposób upadł także TheShy na górnej alei, a przyszłość FPX zaczęła malować się w coraz jaśniejszych barwach. IG wielokrotnie próbowało później wrócić do gry, ale podejmowane ryzyko jeszcze bardziej ich pogrążało. JackeyLove tym razem był praktycznie nieobecny dla wyniku. Ning jako Olaf stawał na głowie, by odwrócić losy spotkania, ale również bezskutecznie. Synergie pomiędzy bohaterami wybranymi przez IG wypadały blado w porównaniu z synergią zawodników FPX. Ci poruszali się po mapie razem i zyskiwali kolejne cele, zazwyczaj neutralizując zapędy rywali. Dzięki pozyskanej w pewnym momencie quadrze TheShy przeciągnął rozgrywkę przez kolejny kwadrans, ale w kluczowych momentach zdecydowanie lepiej wypadali wciąż Doinb i spółka. Jedno jest pewne. Invictus Gaming nie zdoła obronić tytułu, bo w serii 1:3 oddaje finał swojemu ligowemu rywalowi.

fpx

Jak oceniacie chiński pojedynek na szczycie?
Czy według was FPX zostanie nowym mistrzem świata?

Dajcie znać w komentarzu!