Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Polish article cover photo
LCS

Jak zostać profesjonalistą

Najczęściej poznajemy jedynie najciekawsze historie graczy, którzy dzięki swojemu talentowi byli w stanie bez problemu dostać się do Challenger Series, z którego bez zatrzymania trafiali prosto do LCS. Jednak prawda często jest zupełnie inna, bo wielu graczy musi poczynić bardzo wiele małych kroków, żeby dostać się na scenę przykładowego EU LCS. Więc jak właściwie wygląda droga na szczyt?

Oglądanie meczów League of Legends dla wielu z nas stało się normalne w takim stopniu, że jest to już sposób na relaks, tak samo jak oglądanie meczu piłki nożnej czy skoków narciarskich. Można po prostu powiedzieć, że Liga zmienia się powoli w kolejny sport, którym można cieszyć oko w wolnym czasie. Tak jak w każdym sporcie muszą być więc i sportowcy, w naszym przypadku często nazywani e-sportowymi atletami albo po prostu profesjonalnymi graczami. Jednak ze względu na to, że nasz sport jest tak inny od reszty, pojawia się jedno bardzo ważne pytanie: jak zostać właśnie takim e-sportowym atletą?

Dzisiejsi bohaterowie

Jedną z osób, która jest znana dzisiaj wielu fanom, głównie dzięki swoim spektakularnym początkom kariery, jest jedyny i pierwszy Węgier w LCS – Tamás „Vizicsacsi” Kiss grający aktualnie na górnej alei w barwach Unicorns of Love. Jego historia jest o tyle ciekawa, że zaskakująco szybko, ale również ledwo, dostał się do EU LCS w 2014 roku, pokonując Millenium 3-2 w Promotion Tournament. Zanim jednak przyjrzymy się bliżej meczowi z Millenium, zobaczmy, jak dokładnie Vizicsacsi zaczął swoją karierę w e-sporcie.

Vizicscacsi after win over Fnatic 2015

Jak wielu innych graczy rozpoczął on od gry w bardzo małych drużynach, które przeważnie brały udział w lokalnych turniejach. Takie doświadczenie jest ważne dla każdego gracza, bo właśnie wtedy zapoznaje się on z podstawowymi zasadami gry w skoordynowanej drużynie i ma także pierwszą okazję na współpracę z trenerem. Ważnym jest jednak, że już wtedy Vizicsacsi skupiał się na graniu solo i wspinaniu się po szczeblach drabiny rankingowej. Aktualny Trener Schalke 04 — Veteran_EU często mawia, że aby dostać się do Challenger Series albo LCS, trzeba być w top 40 znaczącego serwera. Właśnie na tych graczy zwracają uwagę zarządy i gracze profesjonalnych drużyn szukający możliwego zamiennika. W przypadku Kissa reguła w pewnym stopniu potwierdziła się, ponieważ gdy został on przeze mnie zapytany o to, jak powstała jego drużyna, odpowiedział: „Przez chwilę grałem jako zamiennik za dżunglera w drużynie, w której grał MasterofSheepy [aktualnie Sheepy – Trener UoL]. Jakiś czas później założył on nową drużynę, do której mnie zaprosił jako gracza górnej alei. Resztę drużyny wybrał także on.”

Trafienie do obiecującej drużyny nie oznacza jednak wcale, że od razu podbije się Europę. Vizicsacsi wraz z drużyną musiał najpierw dostać się do top 16 serwera, żeby móc stanąć do walki o możliwość awansu do EU LCS. Drużyna za pierwszym razem przegrała grając z Ninjas in Pyjamas, a dopiero za drugim podejściem udało im się zakwalifikować do Spring Promotion Tournament. W rozgrywkach spotkali drużynę walczącą o pozostanie w LCS — Millenium, które mimo przewagi 2-0 zostało ostatecznie pokonane, dzięki niespodziewanemu wykorzystaniu Poppy, jako counterpick na dominującego w tamtym czasie Maokaia. Warto podkreślić też, że Poppy w tamtym okresie nie przeszła jeszcze reworku nawet w planach i powszechnie uważana była za tzw. troll pick.

Początki historii Vizicsacisiego pokazują jedynie, ile pracy, wytrwałości, odwagi i może nawet szczęścia potrzeba do tego, żeby zostać profesjonalnym graczem. Spokojnie, są jeszcze inne, trochę wolniejsze, ale mniej chaotyczne drogi do LCS.

Małymi kroczkami

Czasy trochę się zmieniły od 2014 roku i dzisiaj, ze względu na rozwinięcie infrastruktury wspierającej graczy, coraz trudniejsze jest dostanie się na profesjonalną scenę, tym bardziej w sposób, w jaki zrobił to Vizicsacsi. Talentem, który najpewniej coraz częściej będzie pojawiał się na scenie, będą gracze budujący swoją karierę na małych osiągnięciach. Przykładem tego jest Max „Satorius” Günther, który gra aktualnie na górnej alei dla Origen w EU LCS. Wartym uwagi jest to, że jest on najprawdopodobniej jednym z pierwszych graczy, który przybywa wraz z falą rozwinięcia mniejszych regionów i lig. Satorius w swojej wczesnej karierze był mocno powiązany z nieoficjalną ligą niemiecką i francuską, gdzie nie tylko miał okazję grać przeciw rozpoznawalnym drużynom jak Millenium czy Euronics Gaming, ale doświadczył także współpracy z profesjonalną kadrą. Występy w znaczących spotkaniach szybko uodporniły go na stres. Trzeba pamiętać przecież o tym, że nie samą teorią człowiek żyje, co oznacza, że praktyka często okazuje się niezastąpiona. Właśnie dzięki pomieszaniu teorii i praktyki, które nabył on w początkach swojej kariery, Satorius był w stanie stać się częścią Challenger Series, grając dla takich drużyn jak Epsilon eSports czy Inspire eSports. Pojawia się jednak pytanie: co sprawiło, że to właśnie Satorius, a nie inny top laner z Challenger Series, został wybrany przez drużynę z LCS? Na jego wyjątkowość na pewno wpłynęło połączenie dwóch czynników — umiejętność utrzymania się w czołówce solowej kolejki oraz rozpoznawalność na francuskiej scenie. Pamiętajmy, że oprócz Satoriusa aż 3 członków Origen: strzelec, wspierający oraz trener, było mocno powiązanych właśnie z tą ligą i mieli dobre pojęcie o tym, czego mogli się spodziewać po tym graczu.

Ktoś może jednak słusznie zauważyć, że Satorius, jak i całe Origen, nie spisywali się najlepiej w LCS. Jest to oczywiście prawdą, ale tym, co jest najbardziej warte uwagi w jego historii, jest fakt, że prawdopodobnie właśnie on nakreśla początek nowego sposobu na zostawanie pro na wysoce rozwiniętej scenie. Stawianie małych kroków pozwala na stabilny rozwój gracza, który niczym w grze RPG jest wciąż stawiany przed nowymi wyzwaniami i dopiero po ich pokonaniu jest w stanie iść dalej ze swoją e-sportową karierą. Jeżeli nie będzie on w stanie przezwyciężyć stawianego przed nim przeciwnika, oznaczać to będzie, że w danym momencie brakuje mu umiejętności, aby dostać się do LCS. Wiadomo oczywiście, że sytuacje podobne do tej Maxa miały miejsce już w przeszłości. Przykładem tego są Adrian „Adrian” Ma – wywodzący się z ligi uniwersyteckiej, czy Barney „Alphari” Morris, mający swoje korzenie w lidze brytyjskiej. Można zauważyć, że drużyny coraz częściej sięgają po graczy właśnie z doświadczeniem w mniejszych ligach, bo najczęściej wykazują się oni stabilnością, a co być może ważniejsze: determinacją i chęcią do pracy.

 

Satorius

Od zera do bohatera

Jest jednak jeszcze jedna możliwość na dostanie się do LCS i jest nią po prostu zostanie zauważonym w kolejce rankingowej. Trzeba tylko pamiętać, że jest to opcja najmniej prawdopodobna, ponieważ solo kolejka jest uważana raczej za potwierdzenie indywidualnych zdolności, a nie odzwierciedlenie umiejętności, które gracz będzie w stanie zaprezentować na scenie. Zdarzają się jednak sytuacje, w których drużyny decydują się na odejście od tradycji i przekazanie złotego biletu w ręce wybranego szczęśliwca. Dokładnie to stało się w przypadku Johana „Klaj” Olssona, który miał prawie zerowe doświadczenie na scenie profesjonalnej i został przyjęty na pozycję wspomagającego do Fnatic. Stało się to jedynie ze względu na to, że drużyna rozstała się ze swoim poprzednim supportem, a jej strzelec miał dobre mniemanie o Klaju właśnie dzięki rozegranym wspólnie grom rankingowym. Najciekawszym jest to, że pomimo podjęcia tak ryzykownej decyzji Fnatic, podchodząc do IEM 2016, zajęło drugie miejsce, wygrywając z chińskim gigantem Royal Never Give Up i przegrywając jedynie z SK Telecom T1, które w tym samym roku wygrało Mistrzostwa Świata.

Najczęściej jednak historia wygląda trochę inaczej, bo zostanie zauważonym w grach kolejki rankingowej nie oznacza bezpośrednio zaproszenia do gry w profesjonalnej drużynie. Dokładnie tego doświadczył Steven „Hans sama” Liv, który mimo zaskakującego poziomu indywidualnego, przez długi czas nie dostał zaproszenia od żadnej drużyny, mimo wspólnych gier rankingowych z prawie legendarnym supportem Fnatic — Borą „Yellowstar” Kimem. Najciekawszym w tym wszystkim jest to, że dzisiaj Steven jest uważany za jednego z najlepszych strzelców w Europie. Żeby dojść do tego poziomu, musiał jednak najpierw nabrać doświadczenia w mniejszych drużynach i, jak Satorius, postawił na rozpoczęcie kariery w mniejszej lidze francuskiej. Przed dostaniem się do EU LCS grał dla E-Corp Gaming, a później Millenium — w obu składach nabrał potrzebnego obycia z profesjonalnym otoczeniem, które pozwoliło mu na szybki rozwój i osiągnięcie sukcesu, którego nie byłby w stanie osiągnąć skupiając się jedynie na grze solo.

Czyli jak zostać profesjonalistą?

Opowiedziałem już o tych wszystkich osobach, które dostały się do EU LCS i zostały profesjonalistami najwyższego kalibru, ale nadal nie powiedziałem jak samemu dołączyć do ich grona. Odpowiedź jest jednak prosta: po prostu zrób to, co oni. Wszyscy ci gracze, o których opowiadałem, mają ze sobą wiele wspólnego. Wszyscy z nich wyróżniali się w grach rankingowych, szukali możliwości dostania się na profesjonalną scenę, a co najważniejsze, chcieli przeć do przodu i podejmowali kolejne wyzwania. W ostatecznym rozrachunku metod jest przecież wiele: można stać się częścią zaskakująco dobrej drużyny jak Vizicsacsi, można też poczynić wiele małych kroków, które ostatecznie pozwolą na dołączenie do LCS, tak jak w przypadku Satoriusa, a można też po prostu mieć szczęście i znaleźć odpowiednią osobę o odpowiedniej porze w kolejce solowej jak zrobił to Klaj. Najważniejsze, aby chcieć i robić. Na co więc jeszcze czekasz? Idź i wygrywaj, a może i ty zostaniesz natchnieniem dla przyszłych profesjonalistów.