Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Jakie wnioski regiony powinny wyciągnąć po Worldsach?

Jaką nauczkę najlepsze regiony powinny wyciągnąć z Mistrzostw Świata? Co mogą zrobić drużyny z LCK, LEC i LCS, by dogonić LPL?

Emocje po zakończonych Mistrzostwach Świata opadają, sezon transferowy już w pełni, więc warto przyjrzeć się, jakie nauczki powinny wyciągnąć poszczególne regiony przed rozpoczęciem przyszłego sezonu.

LCS

liquid

Amerykańskie drużyny od kilku sezonów mocno odstawały od pozostałych głównych regionów. Zaledwie dwa występy w półfinałach Mistrzostw Świata w całej historii rozgrywek. Problemy z regularnym wychodzeniem z grupy. Nadzieją NA było Cloud9, które od 2016 roku było jedyna amerykańską formacją, która dawała radę przejść do fazy pucharowej.

Niedawno zakończone Mistrzostwa miały być jednak inne – w końcu na poprzednich Worldsach C9 w dobrym stylu doszło do półfinałów Mistrzostw, a na ostatnim MSI Team Liquid doszło do finału, pokonując po drodze obrońców tytułu Mistrza Świata, czyli Invictus Gaming. Wszyscy jednak wiemy, jak dla LCS skończyły się Mistrzostwa. Formacje z Ameryki wydają się wciąż być zamknięte w starej mecie i boją się zmian. Zarówno Cloud9, jak i Team Liquid nie potrafiły grać aktywnie i wykorzystywać zdobytych przewag. Obie formacje nie przygotowały żadnych zaskakujących strategii, które opierają się na silnych stronach drużyny. Grały po prostu to, co znały ze swojej ligi.

clutch

Jedyną nadzieją Ameryki było Clutch Gaming. Drużyna co prawda nie wygrała żadnego spotkania, ale jej gry oglądało się najlepiej ze wszystkich drużyn z LCS na Mistrzostwach. Clutch grało pod swoje silne strony. Sięgało po ryzykowne postaci dla swojego najlepszego zawodnika, który już nieraz pokazał, że sam potrafi wygrać gry. Reszta natomiast miała za zadanie po prostu przeżyć i dać szansę Huniemu na wygranie gry – przez co na przykład mogliśmy oglądać Heimerdingera na dolnej alei. To właśnie jest sposób, by aktualnie wygrywać. Drużyny powinny znajdować swoje najsilniejsze strony i grać wokół nich, a nie temperować zawodników, by grali w “jedyny odpowiedni sposób”. Clutch ostatecznie zawiodło, ale pokazało, że w NA są zawodnicy i formację, które zaczynają rozumieć nowy styl League of Legends i w przyszłości mogą zamieszać w amerykańskim układzie sił.

LEC

fnatic

Europa poznała już sposób na dobry występ na Mistrzostwach Świata. G2 przez cały rok pokazywało, co jest przepisem idealnym na grę dla europejskiego zespołu. Oczywiście jest to niezwykle trudne skopiowania dla innych zespołów – nie każda formacja może zbudować skład z samych gwiazd. Próbować można jednak odtworzyć podejście, jakie aktualni mistrzowie MSI mają do gry. Porzucenie twardego przywiązania do mety, brak strachu przed eksperymentowaniem i zabawa z gry, tak aby nie wypalić się za bardzo w ciągu roku. Dodatkowo granie pod najlepiej aktualnie działającą teraz agresję.

Już w letnim splicie widzieliśmy, że niektóre zespoły zaczęły kopiować to podejście. Był to powolny proces, jednak jego objawy były wyraźnie widoczne. Wzrost siły Rogue, które nagle stało się silnym kandydatem nawet do miejsca na Mistrzostwach Świata, jest tego najlepszym przykładem. Formacja przygotowała na play-offy między innymi Kog’mawa, który był praktycznie niewidoczny przez cały sezon i zagrała wokół niego idealnie. Rogue było jedną z niewielu w LEC drużyn, które zaczęły grać w sposób odpowiadającym zawodnikom formacji, w którym czuli się najlepiej, uwzględniający słabe i silne strony poszczególnych graczy.

Widzieliśmy także świetne przykłady drużyn, które do tego się nie przystosowały. Origen i Misfits, które były całkiem silne podczas wiosennego splitu, z czasem stały się formacjami bez szans na walkę o play-offy. Chciały wciąż grać po staremu. W ich sposobie gry nie było nic odkrywczego, nic nowego. Powodowało to, że bardzo łatwo było “rozczytać” te drużyny. Ich przeciwnicy mogli się spodziewać tego, co zrobią.

g2

Dlatego w przyszłym sezonie europejskie formacje powinny zmienić swoje podejście do gry. LEC potrzebuje takiego nowego podejścia. Bo mimo że możemy szczycić się aż trzema drużynami w fazie pucharowej Mistrzostw Świata, to wszystkie poza G2 zaprezentowały styl, który mocno odstawał od reszty świata.

LCK

skt

Koreańskie formacje mają twardy orzech do zgryzienia przed nadchodzącym sezonem. Wszystkie drużyny z LCK zajęły pierwsze miejsce w swoich grupach. Z drugiej jednak strony Damwon, Griffin, a nawet SKT, które doszło do półfinału, wyglądały słabo. Z oczywistych względów to właśnie faza pucharowa jest ważniejsza, więc słaby występ w nich jest zawodem dla koreańskich fanów. Szczególnie że przecież jeszcze nie tak dawno standardem była obecność trzech drużyn z LCK w półfinałach i dwóch w finałach Worldsów.

Widać jednak, że LCK powoli podnosi się z kryzysu, jaki spowodowała zmiana “mety” w 2018 roku. Wtedy tylko dwie drużyny wyszły z grupy, a do tego obie odpadły w ćwierćfinałach. W tym sezonie było już lepiej, jednak wciąż dużo gorzej niż jeszcze trzy lata temu, kiedy to Korea dominowała całkowicie Mistrzostwa Świata. Nowy, agresywny styl gry wciąż nie do końca może zadomowić się w LCK.

Z jednej strony mamy formacje jak SKT, które wciąż mają silne podstawy i grę makro wypracowaną przez lata doświadczenia. Do tego drużyna nauczyła się silnej i agresywnej grze we wczesnej fazie gry. Wciąż brakuje jej jednak odwagi i szaleństwa w środkowej i późnej fazie spotkania. SK Telecom T1 wciąż chce wtedy grać po staremu – zachowawczo i bez podejmowania ryzyka. Problem z takim stylem gry świetnie pokazał półfinał z G2, kiedy SKT nie potrafiło wykorzystywać wczesnych przewag i Baronów.

griffin

Z drugiej strony są formacje jak Griffin i Damwon Gaming. Składy agresywne, sięgające po niestandardowe postaci i lubiące ciągłą walkę. Im jednak brakuje dobrego rozeznania sytuacji i zrozumienia mapy. Czasem walczą zbyt często, dając się niepotrzebnie prowokować. Brakuje im doświadczenia z gry przeciw różnorodnym stylom, jakie przygotowują przeciwnicy, bo praktycznie żaden zawodnik z obu tych formacji nie miał na Worldsach żadnego doświadczenia. Brakuje im też umiejętności dobrego dostosowywania się, głównie w seriach Bo5. Kiedy ich pomysł na grę zawodzi, nie potrafią wyciągnąć nic nowego i skontrować przeciwnika. Prawdopodobnie jednak to właśnie takie składy są przyszłością LCK – drużyny szalone jak Griffin i agresywne jak Damwon. Wystarczy jednak, że zdobędą jeszcze trochę doświadczenia i Korea może ponownie wrócić na szczyt.

LPL

FPX

Po dwóch zwycięstwach chińskich drużyn można już mówić o stałej zmianie warty. LPL jest dominatorem profesjonalnej sceny League of Legends. Tak jak kiedyś byliśmy pewni świetnego występu LCK na Mistrzostwach, tak teraz powinniśmy oczekiwać dobrej formy drużyn z Chin. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że w chińskiej lidze nie ma jednej formacji, która dominuje całą scenę (póki co). Prawdopodobnie nie zobaczymy nowej dynastii jak ta, którą kilka lat temu uosabiało kroczące od zwycięstwa do zwycięstwa SKT. Możemy się jednak spodziewać, że LPL będzie od teraz faworytem turniejów międzynarodowych.

IG

Czemu jednak tak się dzieje? Ponieważ tak jak kiedyś to koreańskie drużyny wyznaczały metę i sposób gry, tak teraz to formacje z LPL pokazują, jak powinno się grać. Pokazują też, że liczy się przystosowanie stylu gry i strategii pod potrzeby poszczególnych zawodników, a nie pod ogólnie przyjęty sposób dobrej gry. Najlepszym przykładem tego jest Nautilus na środkowej alei, którego używał DoinB. Był jedynym graczem Mistrzostw, który skutecznie i często po niego sięgał i uczynił z tego niestandardowego picku bardzo duże zagrożenie dla przeciwnych drużyn.