Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Krok bliżej Rotterdamu. Podsumowanie ćwierćfinałów LEC 2019!

Na ostatniej prostej przed finałami nie zabrakło ciekawych wyborów, kontrowersyjnych decyzji oraz rewelacyjnego pentakilla. Zobaczcie, jak wyglądały ćwierćfinały wiosennego splitu LEC 2019!

Bez cienia wątpliwości

Fani przecierali oczy ze zdumienia, gdy Fnatic zdecydowało się na grę przeciw Vitality już w ćwierćfinale. Gracze spod złoto-czarnych sztandarów zajmowali wysokie lokaty przez ponad połowę splitu, ale zadyszka pod koniec sprowokowała Fnatic na tyle, by wybrać ich i wybrać w dodatku w ciemno. Wybór padł jeszcze zanim wiadomo było, czy w play-offach zagra Schalke, czy SK Gaming. Najwidoczniej jednak Pomarańczowi wiedzieli, co robili, bo swój ćwierćfinał zamknęli małym pogromem.

Zaczęło się całkiem nieźle, szczególnie w kontekście draftu dla Vitality. Zasygnalizowany przez nich Lucian, szczególnie w zestawieniu z Braumem, skłonił rywali do wyboru postaci, które później stosunkowo łatwo można pokonać. Strzelec został wysłany na górną aleję, gdzie radził sobie naprawdę nieźle w pojedynku z Bwipo i jego Gangplankiem. Reszta kompozycji też wyglądała obiecująco i narysowany przez Yamato pomysł przebijał przez akcje jego zawodników. Im dłużej sam mecz trwał, tym ciężej było im jednak trzymać się początkowych założeń. Drobne błędy w mikro i makro skali coraz bardziej oddalały ich od upragnionego zwycięstwa. Ogromną odpowiedzialność zrzucono na barki Mowgliego, który powinien zająć się kontrowaniem Karthusa w rękach Broxaha. Kilka złych decyzji i niepotrzebnych ganków później, Żniwiarz osiągnął 6. poziom szybciej niż oponent. Od tamtego momentu zadanie Vitality stało się bardzo trudne, o ile w ogóle wykonalne. W okolicach 25. minuty Fnatic przeszło do ofensywy, której nie zatrzymało aż Nexus przeciwnika nie stanął w płomieniach.

W drugiej grze Vitality postawiło na nieco lepiej skalujący się zespół z Tristaną na czele, jednak ich plany znów pokrzyżowały te same błędy. Broxah po raz kolejny dostał w swe ręce Karthusa, który nie został w porę powstrzymany. Superumiejętność Żniwiarza spadała na głowy rywali, a ci pod wpływem presji popełniali coraz to więcej mechanicznych błędów. Taktyczne niezgranie pociągnęło za sobą cały szereg drobnych wpadek, a te złożyły się na przewagę w złocie, z której ciężko było się w jakikolwiek sposób wydostać. Fnatic tym razem zaatakowało szybciej i bardziej zdecydowanie. W okolicy 25. minuty obie ekipy dzieliła przepaść blisko 10 tysięcy złota, a niedługo później po raz drugi zniszczono Nexus Vitality.

vit

Trzecia mapa była już niestety tylko formalnością. Vitality wreszcie zdecydowało się zbanować Karthusa, ale niesieni kolejnymi triumfami zawodnicy Fnatic szybko znaleźli sobie godne zastępstwo. Tym razem swe skrzydła rozwinęła przede wszystkim Kayle, już po zmianach z patcha 9.6, w rękach Nemesisa. W grze bardzo szybko okazało się, że jej potencjał nie musi czekać na późną fazę gry. Z pomocą Rek’Sai stojący po drugiej stronie linii Jiizuke został wręcz wgnieciony w ziemię. Kayle skończyła mecz w wynikiem 13/1/7, 23 tysiącami obrażeń zadanych w zaledwie 22 minuty i przepięknym pentakillem na zwieńczenie ćwierćfinałowego pogromu.

Vitality 0:3 Fnatic
Gracz serii: Broxah

broxah

Na ostrzu noża nieskończoności

Druga para ćwierćfinałowa dostarczyła nam zdecydowanie więcej skrajnych emocji. Gry trwały dłużej, a przewaga wędrowała od jednej strony do drugiej wielokrotnie podczas ponad 40-minutowych batalii. Od samego początku w serię dobrze weszło Splyce. Ich kompozycje były wyważone, a nacisk rozłożony po równo pomiędzy rewelacyjnie radzących sobie Kobbego oraz resztę zespołu. Przewaga rosła przez blisko 30 minut i w krańcowym momencie sięgnęła aż 6,5 tysiąca złota przewagi, ale triumf i tak zdołał wyślizgnąć się z uścisku Żmij. Świetna dyspozycja Selfmade’a, solidne występy Crownshota i Pireana oraz zaskakujące rozegrania Werlyba, który zdecydował się na Hecarima. To wszystko złożyło się na powrót do rozgrywki i ostatecznie pierwszy punkt właśnie na koncie SK.

Druga gra odbyła się na bardzo podobnych zasadach, ale tym razem po stronie powracających do gry byli zawodnicy Splyce. SK niesione adrenaliną po pierwszym sensacyjnym triumfie postawiło na skalującą się kompozycję, która zebrała największe żniwo po 26. minucie gry. Nacisk położono przede wszystkim na obrażenia, które miałaby zadawać Ashe Crownshota. Wspierana przez Karmę i Tahm Kencha miała być również wystarczająco bezpieczna, ale to nie wystarczyło w opozycji do coraz śmielej postępującego Kobbego. Strzelec nie miał zbyt wielu głośnych momentów sukcesu podczas splitu, ale został ostatecznie uhonorowany miejscem w pierwszej drużynie All-Pro Team. Ta seria była dla niedowiarków potwierdzeniem, że znalazł się w niej całkowicie zasłużenie.

Porażka i wyrównanie wyniku z jednej strony podłamała ducha SK, z drugiej stała się wiatrem dmącym w żagle rozpędzonego Splyce. Węże poczuły się na tyle pewnie, że pozwoliły sobie na nieco eksperymentalną kompozycję. Znany ze standardowych strzelców Kobbe tym razem położył swe ręce na Vel’Kozie. Efekt zaskoczenia lub nieprzygotowania SK na taki obrót zdarzeń — cokolwiek by to nie było, wygrana Splyce w tym spotkaniu była pewna i czysta. Podczas 26 minut rozgrywki nie było choć najmniejszego momentu przełamania rosnącej w szybkim tempie przewagi. Splyce poszło za ciosem i zdecydowanie wzięło drugą wygraną w tej serii.

splyce

Punkt meczowy na koncie oponenta sprowokował zawodników SK do większego wysiłku. W mecz czwarty Selfmade i spółka weszli z nowym planem i świeżą głową, co przynajmniej na początkowym etapie gry zadziałało wyśmienicie. Po kwadransie przepychanek SK zaczęło wychodzić na prowadzenie, na którym utrzymało się przez kolejne 15 minut. Trzy zupełnie niezależne elementy krajobrazu tej rozgrywki położyły jednak kres ich przewadze. Pierwszym był świetny wręcz występ Vizicsacsiego. Powracający do mety Shen okazał się być doskonałym wyborem w zestawieniu z kruchą, acz morderczą Vayne Kobbego. Górny zakończył rozgrywkę z wynikiem 6/1/11, co perfekcyjnie odzwierciedla, jaki wpływ miał na sytuację na całym Rifcie. Drugim elementem był oczywiście sam Kobbe, który na postaciach takich jak Vayne, szczególnie gdy gra trwa ponad 35 minut, czuje się jak ryba w wodzie. W pewnym momencie rozgrywki coś się w nim przestawia, a z potulnego Duńczyka wychodzi prawdziwa, lategame’owa bestia, której nie da się powstrzymać. Trzecim i bodaj niemniej ważnym elementem układanki stał się bardzo kontrowersyjny wybór naszego rodaka. Selfmade, swoisty bohater tego splitu, zdecydował się na zakup Ostrza Nieskończoności na Rek’Sai, którą rozgrywał decydujące spotkanie. Przeciw 2 tankom oraz Vayne był to wybór co najmniej nieuzasadniony i odbił się szerokim echem w środowisku fanowskim i eksperckim. Z perspektywy czasu możemy powiedzieć jedynie, że był to wybór niewystarczająco dobry, by przechylić szalę zwycięstwa na stronę jego drużyny. SK poległo po raz trzeci i ostatecznie odpadło z rywalizacji w tym splicie.

SK Gaming 1:3 Splyce
Gracz serii: Kobbe

kobbe

Jak podobały wam się ćwierćfinały?
Spodziewaliście się takiego wyniku?
Co sądzicie o ostatnim zakupie Selfmade’a i wreszcie, czy myślicie, że Splyce jest w stanie pokonać Fnatic w kolejnej rundzie?

Dajcie znać w komentarzach!