Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Ligowy przewrót. Podsumowanie czwartej kolejki

Przerwa, po której powróciło LEC, dała szansę drużynom i zawodnikom na przeorganizowanie swoich planów na ostatniej prostej do Mistrzostw. Sprawdźcie, kto najlepiej skorzystał z tej szansy!

Nic nowego

Rift Rivals pomiędzy zespołami ze Stanów Zjednoczonych i Europy znacząco wpłynęło na terminarz naszych rozgrywek. Trzy najlepsze zespoły poprzedniego splitu udały się za ocean, by przez weekend udowadniać swoją wyższość nad odwiecznym rywalem. LEC pauzowało także tydzień później, by dać uczestnikom RR szansę na oddech. W całym tym okresie pozostała część ligowej stawki mogła w spokoju potrenować przed ostatnią prostą. Wziąć pod uwagę układ po pierwszych kolejkach i ewentualnie skorygować niekorzystny kurs.

Przerwa rozpieściła fanów i ekspertów, sugerując, że po powrocie zobaczymy inne, usprawnione strategie, imponujące kompozycje i nowe szanse również nie dla faworytów. Gdy tylko ekipy z LEC wróciły wreszcie na Rift, okazało się, że… niewiele się zmieniło. Pierwszy dzień kolejki rozpoczął się od jej najbardziej wyczekiwanego spotkania pomiędzy Splyce i SK Gaming. Ci ostatni, z Selfmade'em na czele, by zaskoczyć faworyzowanego rywala pocili się i uciekali do popularnych niegdyś kompozycji z Corkim na środku i Lee Sinem w dżungli.

Polakowi udało się nawet zagrać kilka widowiskowych InSeców LeeSinem, ale Splyce pozostało niewzruszone. Żmije pokazały po raz kolejny, że ich wysoka, trzecia lokata to nie przypadek. Zawodnicy bardzo konsekwentnie doprowadzili triumf nad SK do końca w blisko 37 minut i umocnili się na ostatnim stopniu podium. Pozostałe spotkania tego dnia również zakończyły się bez niespodzianek. Fani polskich zawodników mogli rozpaczać nad odesłaniem Woolite'a na ławkę, tym bardziej że powrót HeaQ niewiele zmienił.

heaq

Schalke okazało się silniejsze nawet od odmienionego Rogue. Chwilę później Fnatic zwyciężyło z wciąż chybotliwym Vitality, a G2 znów totalnie rozbiło swojego oponenta - tym razem Misfits, w zaledwie 26 minut. Stęsknieni krwi i niespodzianek fani LEC musieli obejść się smakiem, bo pierwszy dzień czwartej kolejki okazał się być marszem faworytów.

Jednak nieprzewidywalne

Ci sami fani nie musieli jednak czekać szczególnie długo, by i ich marzenie się ziściło. Drugi dzień przyniósł Europie dokładnie to, czego wszyscy spodziewali się po pierwszym - przełamania złych i dobrych pass oraz zupełnie nieprzewidywalne rezultaty na przestrzeni całej tabeli. Pierwszy ruch należał do Vitality. Drużynowe demony, z którymi borykają się zawodnicy tej formacji, wydają się być zaledwie chochlikami przy skali problemów Misfits. O ile bowiem zdecydowanej przegranej Królików z G2 można się było spodziewać, o tyle niewiele wskazywało na to, że ta sama formacja dostanie tak gorzką lekcję Ligi od VIT. Przepełniony gwiazdami roster Misfits wciąż nie działa, organizacja nie zdołała odmienić swojego losu podczas przerwy, a do końca sezonu pozostaje coraz mniej czasu. Sądzicie, że Hans Sama i spółka zdołają wygrzebać się z kryzysu?

msf

Spotkanie później zawrzało na dole tabeli. SK Gaming wyszło na Rift jako zdecydowany faworyt. Biorąc pod uwagę brak jakiegokolwiek dotychczasowego zwycięstwa na koncie Excel, trudno się temu dziwić. Brytyjska organizacja wreszcie jednak zaskoczyła. Pierwsze skrzypce zagrali Mickey na środku jako Corki oraz, co powinno was ucieszyć, Mystiques jako Tahm Kench. Polak coraz lepiej radzi sobie w środowisku LEC i zdaje się wyrastać na kolejnego przedstawiciela grupy solidnych wspierających z naszego kraju. Jego wkład w pierwszy ligowy punkt Excel był nieoceniony, chociaż to Mickey w szalonej, solowej akcji pociągnął za spust.

LEC postanowiło nie zwalniać tempa ani na sekundę i na kolejne zaskoczenia trafiliśmy również w kolejnych spotkaniach. Najpierw swoje przełamanie przeciw wyraźnemu faworytowi wreszcie odnalazło Rogue. Origen nadal stawia się w gronie ligowych faworytów, ale być może oczekiwania te trzeba skorygować, bo po dyspozycji formacji z pierwszej części sezonu nadal nie ma śladu. Zdobywcy trzeciego miejsca wiosny nie zdołali wypracować żadnej strategii na Rogue i stopniowo, z każdą minutą meczu, coraz bardziej pogrążali się w porażce.

rge

Ostatnie zaskoczenie należało się liderom. Spotkanie na szczycie pomiędzy Splyce i Fnatic rozpoczęło się po myśli faworyta, ale skończyło w najgorszy dla niego sposób. W grze wreszcie zobaczyliśmy dodaną niedawno do gry Qiyanę i od razu okazało się, że będą z nią kłopoty. W rękach Humanoida ze Splyce stała się prawdziwą maszynką do zabijania. Szybko poruszała się po mapie i siała zniszczenie we wszystkich zakamarkach Riftu. Fnatic bardzo długo broniło się przed potęgą nowej postaci, ale w okolicach 30 minuty stało się jasne, że punkt nie powędruje na ich konto. Czeski środkowy ze Splyce skończył mecz z niesamowitym 12/3/7 na koncie i pozbawił Fnatic szansy na idealny split.

Co z tą metą?

Czwarta kolejka była powrotem Ligi do Europy oraz powrotem wielu znanych z przeszłości strategii na sam Rift. Popularność odzyskują między innymi niegdyś bardzo często wybierany Azir na środkowej alei oraz Corki. Do mety nieśmiało powracają także bohaterowie tacy jak Viktor i Lee Sin, ale wszystkim tym postaciom bliżej do wyborów sezonowej mody, aniżeli prawdziwym tworom mety. Jednym z najbardziej popularnych i skutecznych bohaterów niezależnie od aktualizacji wciąż pozostaje Sylas. Jest w lidze piąty pod kątem prezencji, ale zdecydowanie bardziej skuteczny niż grupa bardziej popularnych wyborów. Banowany niemal zawsze, jakimś cudem zdołał zostać wybrany przez Jankosa, a to musiało zakończyć się ciekawie:

1.

G2

7-1

 

Fnatic

7-1

3.

Splyce

6-2

4.

Schalke 04

4-4

 

Origen

4-4

6.

Rogue

3-5

 

SK Gaming

3-5

 

Vitality

3-5

9.

Misfits

2-6

10.

Excel

1-7

Co sądzicie o aktualnym ustawieniu tabeli?
Uważacie, że decyzja Rogue o powrocie HeaQ to dobry pomysł?
Co jeszcze może zrobić Excel, by wyjść z dołka?

Dajcie znać w komentarzu poniżej!