Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Magowie na bocie wyszli nam na dobre

Czyli krótka historia tegorocznej mety i jak to się stało, że dzięki niej Europa jest aż tak dobra

Tytułowi magowie na bocie, czyli zmierzch strzelców z początku letniego splitu, to tylko kropla w morzu zmian. Meta jak nigdy wcześniej ewoluowała w tym roku na przeróżne sposoby, ale dotarła ostatecznie do satysfakcjonującego miejsca, z którego fani europejskich i amerykańskich zespołów mogą być szczególnie zadowoleni. Jesteśmy świadkami precedensu, który być może na stałe odmieni wygląd corocznych Mistrzostw. Przed nami półfinały, w których wezmą udział aż dwa zespoły z EU LCS, co z perspektywy historii jest absolutnym szaleństwem. Zerknijcie poniżej, jak duży wpływ na ten sukces miała zmieniająca się w grze meta!

Kartka z kalendarza

Pamiętacie Mistrzostwa z zeszłym roku? Nowicjuszom, ale i wyjadaczom z gorszą pamięcią śpieszę wyjaśnić, że rozgrywka dość szybko ukształtowała się w sposób, który utrzymał się w grze aż do końca turnieju. Górę dominowały przede wszystkim tanki. Ciężkie, wytrzymałe wybory stały się osią taktyk jednej grupy drużyn. Te ekipy bowiem, które miały silniejszych graczy w górnej części mapy, stawiały na niemal niezniszczalne kolosy i stosunkowo mało agresywne rozegrania. Dżungla? Niewiele inaczej. Prym wiodły postacie takie jak Sejuani czy Gragas, a drugi najbardziej popularny bohater tej pozycji, Jarvan IV, był wtedy również budowany pod wytrzymałość. Cała górna część Riftu osiadła pod ciężarem tego typu herosów, a widzowie pozostawali często z niedosytem zagrań widowiskowych czy ryzykownych.

shen

Meta góry była jednak przemyślaną przeciwwagą dla tego, co odbywało się na dolnej części mapy. Znaczenie środka znacznie zmarginalizowano. Gracze tej pozycji dwoili się i troili, by dostarczyć wartość swoim ekipom, ale ostatecznie rozstrzygnięcia i tak nie należały do nich. Między innymi z tego powodu uważany za najlepszego gracza na świecie Faker musiał uznać wyższość zawodników Samsung Galaxy w finale. Koreańczyk nie popełniał błędów częściej, niż ma to w zwyczaju, a mimo tego jego wpływ na rozgrywkę był w zasadzie znikomy w całej złożonej z 3 map serii.

faker

Wszystko bowiem przez to, że centralnym punktem mety przez dość długi okres była wtedy dolna aleja. Zasoby zsyłano na dół Riftu, bo wspierani piekielnie potężnymi przedmiotami (o ich nerfach będzie niżej) strzelcy w pewnym momencie gry stawali się maszynkami do zabijania, których niemal nie dało się powstrzymać. I na nic były tu starania Fakera czy innych poległych w tamtym turnieju legend. W finale Samsung Galaxy zagrało lepiej wokół swojej dolnej alei i dlatego to właśnie oni zdobyli wtedy puchar. Ruler, strzelec tej drużyny, skończył serię z KDA na poziomie 15.5, ponad 10 stworami zabijanymi na minutę średnio oraz 717 punktami obrażeń w tej samej skali. Mistrz zdeklasował Banga z SKT, a nagrodą za to osiągnięcie okazało się mistrzostwo świata. Słodko, prawda?

ruler

W tej chwili warto też wspomnieć o samych wspierających, bo i oni odegrali wtedy kolosalną rolę w mecie. Na szczęście niemal całość tamtych zdarzeń można by zamknąć w słowie Ardent lub, jeżeli bardziej znajome są wam polskie nazwy, dwuczłonowo: Ognisty Trybularz. Podczas samego turnieju przedmiot ten i tak był już nieźle osłabiony, ale w porównaniu z resztą dostępnej stawki, pozostawał bezkonkurencyjnie najlepszą alternatywą. W niemal każdej grze widzieliśmy wtedy Lulu, Jannę lub obie jednocześnie, a meta supportów rezonowała nawet w kierunku mida. W jednej grze finału sam Faker zdecydował się przecież na Karmę!

Czas korekty

No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim obecna meta? I gdzie zyskujące na znaczeniu ekipy z Zachodu, takie jak Fnatic czy G2? Opisywany wyżej stan rozgrywki miał stety-niestety bardzo różne przyjęcie w środowisku graczy oraz fanów profesjonalnych rozgrywek. Ciężar górnej alei sprawiał, że agresja w tej części mapy niemal nie istniała. A nawet jeśli graczom zdarzyło się wymieniać ciosy, to ich znaczenie malało z każdą kolejną minutą meczu. To samo tyczyło się w zasadzie dżungli i mida, bo starania wszystkich jednostek górnej części mapy deaktualizowały się wraz z wybiciem dwudziestej lub trzydziestej minuty. Magiczny termin był ściśle skorelowany z momentem zakupu danego zestawu przedmiotów przez któregoś ze strzelców. Pojedyncze sztuki różniły się nieznacznie w zależności od bohatera, ale cała kolekcja odblokowywała w prowadzących siłę, której nie mogli już zatrzymać ani magowie, ani asasyni, ani nawet budowane w bólach tanki.

hylissang

Konsekwencją tej taktyki były stosunkowo długie spotkania. Średnia czasu w grach Mistrzostw zeszłego roku to niemal 36 minut, podczas których padało zaledwie 19 zabójstw na grę. Gra przestawała być zabawna do oglądania, a architekci zmian Riotu rozpoczęli operację przywrócenia rozgrywce dawnej świetności oraz świeżości. Pierwszą kulę dostali wspierający. Nowe i zmienione przedmioty, a także znaczne osłabienie znaczenia tarcz i leczeń. Nagle najpopularniejsi stali się Braum, Tahm Kench, Rakan i Taric. Był to pierwszy, choć jeszcze nie tak drastyczny krok w kierunku lepszego zbalansowania dolnej alei. Strzelcy jeszcze wiosną mieli się nieźle, ale kawałek tortu nagle przypadł w udziale również środkowej oraz górnej alei.

Bohaterowie mida byli wtedy niemal wyłącznie magami. Triumfy święcił Ryze i Azir, a coraz śmielej do kompozycji wplatano chociażby Zoe. Góra powoli “chudła”, ale wciąż często opierano ją o kolosy takie jak Sion — tak jak Bwipo w wiosennym finale EU LCS. Ciężar pozycji został tym samym zdjęty z bota i rozproszony pomiędzy pozostałe linie. Nadal nie doświadczyliśmy rewolucji i nadal gry trwały zbyt długo. Wtedy właśnie nadeszła meta tytułowych magów z bota.

bwipo

Kiedy europejskie drużyny wróciły na letni split, na Rifcie zapanowało prawdziwe szaleństwo. Potężne zmiany w przedmiotach strzelców zaburzyły znany nam porządek pozycji, a strzelcy — nazywani zwyczajowo ADC, przestali być “AD”. Profesjonaliści kolektywnie uznali, że najpopularniejsze dotychczas wybory takie jak Tristana czy Caitlyn są już niemal do niczego i na gwałt potrzebują alternatyw. Przez kilka tygodni byliśmy świadkami radosnych eksperymentów, połączeń na bocie tak egzotycznych jak Vladimir i Fiddle, a także całej masy… krytyki. Napisany wtedy przeze mnie poradnik do gry na dolnej alei wzbudził wiele kontrowersji tak i w polskiej, jak i angielskiej wersji, ale jak to mówią... nie ma tego złego, prawda?

Pozytywne konsekwencje

Po paru tygodniach i łatkach wszystko wróciło do zastanej przed laty normy. Strzelcy odzyskali część dawnej świetności, więc znów osiedli na bocie. Wspierający częściej przypominali Brauma i Tahm Kencha, a rzadziej Fiddlesticksa czy Trundla. W międzyczasie ukrócono również zapędy zwolenników strategii funnel, podczas której Jankos stał się najlepszym wspierającym Europy, a G2 było pierwsze w tabeli i lecące do przodu jak burza. I chociaż po zaledwie kilku tygodniach tak dużych zmian w mecie wróciliśmy do punktu wyjścia, we wszystkich — w tym graczach, ale i widzach, pozostała na zmianę pewna mentalna zmiana.

jankos

Drobiazg dotyczył mentalności oraz pewności siebie ekip, które święciły prym w letnim sezonie, a teraz są w Mistrzostwach dalej, niż mogłyby sobie wyobrażać. Meta magów na dolnej alei, funnel-strat, zmierzch i odrodzenie roli “prawdziwego” ADC — to wszystko przestawiło w głowach profesjonalistów mentalną blokadę. Nagle okazało się, że działa więcej niż jedna strategia. Że eksperymenty popłacają, a zaskoczenie rywala nową taktyką jest niekiedy bardziej wartościowe niż osiągnięcie biegłości w tej, którą sam wymyślił. Że adaptacja przydaje się na każdym etapie, ale bardziej w kontekście dopasowywania stylu gry do swoich możliwości, niż do oczekiwań doświadczonego przeciwnika.

Między innymi dzięki temu… Vitality pojechało na Mistrzostwa i zapewniło nam pełen emocji spektakl i sporo powodów do dumy. Ich gracze nie są najbardziej utalentowani mechanicznie nawet na europejskiej scenie, ale ich siłą jest umiejętność narzucania swojego stylu gry rywalowi. Attila okazał się Dawidem, a Uzi Goliatem, gdy ten pierwszy zdecydował się na swojego pocket-picka, Dravena. Niedawni debiutanci europejskiej ligi pojechali na Mistrzostwa i pokonali największych faworytów turnieju, bo ewoluująca meta nauczyła ich grać przede wszystkim po swojemu.

vitality


Między innymi dzięki temu… G2 jest tak wszechstronne i jest w półfinale. Od dawna nie mieliśmy tak solidnie rozproszonej odpowiedzialności na Rifcie. Będący niegdyś każdym najważniejszym elementem zespołu jednocześnie Perkz nie musi być już jedyną osią sukcesu. Wunder ma pełen luz, wybiera na zmianę postacie twarde i miękkie, asasynów, magów i wojowników, i nagle okazuje się, że faktycznie jest jednym z najlepszych górnych zachodu, a jego drużyna jest dzięki temu o krok od Mistrzostwa. Po drugiej stronie mapy Hjarnan odblokował się też w kontekście swojego ulubionego Heimerdingera. G2 nagle może grać w ustawieniu 1-3-1, w którym czuje się niezwykle pewnie i z łatwością zdobywać punkty przeciw Afreeca Freecs czy Flash Wolves na Mistrzostwach Świata!

hjarnan


Między innymi dzięki temu również…  Fnatic zostanie mistrzem świata. Nadal podtrzymuję swą tezę, bo Pomarańczowi tworzą obecnie bodaj najbardziej uniwersalną mieszankę w całym ligowym światku. Wszystkie zawirowania mety mieli oni okazję oglądać z pierwszego rzędu i zdaje się, że z każdej, nawet najdrobniejszej zmiany wyciągnęli wszystko, co było do wyciągnięcia. Posadzili Rekklesa na ławkę na pół splitu, ale nauczyli swoich górnych, jak wygrywać grę, a nie topa. Sprawdzili Capsa na magach, asasynach, wojownikach i tankach i nauczyli go grać wszystkim, i przeciw każdemu. Na przestrzeni obu wygranych splitów nauczyli się również razem, że najlepsze rezultaty przynosi granie po swojemu. Nie pchali się w funnel-strat, bo nie czuli się w nim najlepiej. Teraz jednak bez wahania wysyłają Broxaha na Lee Sina, bo wiedzą, jak potężną bestią Duńczyk staje się, kontrolując tego bohatera.

fnatic

Jako region potrzebowaliśmy lat, by dojrzeć do przekonania, że jedynym sposobem na pokonanie Koreańczyków na ich ziemi jest granie z nimi według naszych, europejskich zasad. Pomimo wzlotów i upadków, nieoceniony wkład ma w to wszystko meta, której obecny kształt być może już niedługo ukoronuje właśnie europejski zespół w najważniejszym turnieju roku.

Jak podoba wam się obecna meta Mistrzostw?
Które trendy z przeszłości wspominacie najlepiej, a które najgorzej?