Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Mecz tygodnia w LEC: Fnatic vs Origen

Nowy rok, sezon, ambicje i oczekiwania. Wiosenny split otwieramy pojedynkiem prawdziwych gigantów!

Więźniowie ambicji

Pomarańczowi w każdy okres rozgrywek wchodzą w zasadzie z tymi samymi założeniami. Chcą albo zdominować, zwyciężyć wszystkich konkurentów i wzbogacić się o kolejne trofeum, broniąc tytułu, lub o odzyskanie tego tytułu walczyć. Ostatni rok był pod kontrolą G2, czyli Jankosa i spółki, więc Fnatic wciąż i coraz śmielej eksperymentuje ze sposobami na zrzucenie Samurajów z piedestału. Dwa główne wątki, z którymi Fnatic wchodzi w rok 2020 to odkupienie Rekklesa oraz debiut Selfmade’a.

rekkles

Szwedzka legenda jest na ustach fanów odkąd zaczęła grać na najwyższym profesjonalnym poziomie. Bardzo ambitny i emocjonalny gracz jest tytanem pracy i perfekcjonistą swojej roli. Między nimi dzięki temu Rekkles jest tak bardzo poważany i na Rifcie, i poza nim. Zawodnik stale mierzy się jednak nie tylko ze swoimi ligowymi rywalami, ale także, a może przede wszystkim z samym sobą. Często po czasie fanów Pomarańczowych docierały w przeszłości informacje o niezdrowej atmosferze wewnątrz drużyny, o niespełnionych ambicjach czy braku zrozumienia i akceptacji na przykład dla decyzji o posadzeniu Szweda na ławce w przedostatnim sezonie. Rekkles nie był w stanie dostosować się do szalonej mety faworyzującej magów na dole, ale równie trudno przychodziło mu zaakceptowanie konsekwencji swoich braków. Pasja, która tak wiele razy zaprowadziła Fnatic na sam szczyt, tym razem okazała się przekleństwem. Po tamtych rozterkach Rekklesa nie było ostatnio śladu, ale równolegle odrobinę przygasł również ogień i forma. Gracz wciąż świetnie radził sobie podczas gry na linii, ale gorzej odnajdywał się w późnych fazach gry - tak kluczowych dla sukcesów na przykład na Mistrzostwach Świata. Drużyna z tak bogatą historią i zawodnik z tak wielkimi ambicjami nie może zadowolić się ani drugim, ani tym bardziej dalszym miejscem. Dla legendy Pomarańczowych liczy się tylko tron, a Szwed zapowiada już, że 2020 rok może być jego najlepszym. Jeżeli tak będzie, to liczni fani Fnatic mogą już spać spokojnie. Rekkles ma wiele do udowodnienia swoim rywalom, a przede wszystkim sobie. I biada tym, którzy będą się musieli o tym przekonać na własnej skórze.

selfmade

Oprócz sytuacji Rekklesa, wiele dociekliwych głosów przyciąga także ruch transferowy, który może odmienić oblicze całej dżungli w Europie. Broxah, będący jednym z najlepszych leśników Zachodu, zdecydował się na kontynuowanie kariery poza granicami kontynentu. Perspektywiczny młodzik i nasz rodak Selfmade ma teraz za zadanie wypełnić buty Duńczyka, a najlepiej przeskoczyć i tak już niezwykle wysoko zawieszoną przez niego poprzeczkę. Zeszłoroczny debiutant ma na papierze wszelkie predyspozycje do zdominowania tej pozycji w lidze, chociaż dynamika jego gry zapewne zmieni się w nowym zespole. Jeszcze w SK dżungler był i sterem, i okrętem. Kreował sytuacje, z których całymi garściami czerpali wszyscy sojusznicy i w ten sposób, przynajmniej w pierwszej części sezonu, wypracował sobie mnóstwo ligowych punktów oraz tytułów MVP. Latem było z tym nieco gorzej, ale Polak był niezmiennie jednym z jaśniejszych punktów niedomagającej drużyny. W Fnatic wśród kompanów będzie miał natomiast dostępną absolutną europejską czołówkę, a także gracza, z którym bezpośrednio lubił oraz potrafił grać. Selfmade i Nemesis znają się jeszcze z czasów wspólnych początków w lidze hiszpańskiej. Rewelacyjna synergia przed laty zapewniła obu rozgłos na szeroką skalę. Czy ten sam, zakurzony już nieco duet sprosta wyzwaniom wielkiego LEC?

Niesuper superskład

upset

Naprawdę ciężko bardzo jednoznacznie zdefiniować nową odsłonę Origen. Z jednej strony krótkie spojrzenie na listę nazwisk nie powoduje samoistnego opadu szczęki czy jęków zachwytu. To solidny skład wypełniony graczami, których z jakichś powodów możecie kojarzyć z przeszłości. Mogliście trafić na nich w innych, ulubionych zespołach. Mogliście też śledzić wątki rozkręcane wokół swego czasu gorących ksywek Upseta czy Nukeducka. W zespole Origen brakuje jednak wciąż bardzo oczywistych gwiazd. Norweski środkowy jest co prawda świetnym i poważanym graczem, ale w jego gablocie nadal brakuje trofeów. To samo tyczy się wciąż bardzo młodego Upseta, którego przygniecione ciężarem całego Schalke plecy dopiero w tym sezonie być może będą mogły odpocząć. O niemieckim strzelcu mówiło się dużo w kontekście jego przyszłości czy aspiracji, ale marzenia fanów, by zobaczyć swojego ulubieńca na tronie, są nadal dalekie od materializacji.

nukeduck

W przekroju całego nowego Origen widać wiele tego typu twarzy. Zawodników, którzy w pewnym momencie swojej kariery zostali uznani za świetnych, ale z pewnych przyczyn nie najlepszych. Alphari poza ostatnim splitem prezentuje stabilny progres zarówno w grze zespołowej, jak i indywidualnej. Nie raz pokazywał już widzom, że jest w stanie walczyć z najlepszymi pomimo stosunkowo niedużego doświadczenia i wciąż dość gorącej głowy. Renoma Xerxego ciągnie się za nim, a wieści o jakości jego gry wyprzedzają go o całe tygodnie. Mimo tego rumuński leśnik wciąż poszukuje sposobu na wdrapanie się na tron i Origen może być taką szansą również dla niego. Upset i Nukeduck to jednostki orbitujące zdecydowanie najbliżej gwiazd. Obaj byli swego czasu dobrze zapowiadającymi się debiutantami, wspólnikami, a później generałami swoich niezależnych ekip. To głównie na ich barkach spoczywała odpowiedzialność za powodzenie spotkań Schalke oraz Origen w ostatnim roku. Być może połączenie ich doświadczeń pod wspólnym sztandarem OG pozwoli wydobyć z tych graczy ich maksimum potencjału.

Największą niewiadomą pozostaje wspierający, który do Europy został sprowadzony aż z dalekiej Australii. 22-latek to były gracz MAMMOTH, które możecie kojarzyć z występów na przykład na ostatnich Mistrzostwach Świata. Drużynie z regionu Oceanii nie udało się zwojować globu, ale Destiny swój czas antenowy wykorzystał do maksimum. W pojedynczych wygranych spotkaniach był zawsze na pierwszym planie, w przewidywalnych porażkach pozostawał natomiast z tyłu, nie narażając siebie ani drużyny na pogłębienie strat. Angaż akurat tego gracza w Origen był zaskoczeniem, ale Upset raczej wie, co robi. Przy boku niemieckiego prowadzącego grali dotychczas IgNar, Vander czy Norskeren i wszyscy trzej, jakby dobrani na miarę, uwydatniali najlepsze cechy strzelca.

Origen z lotu ptaka wygląda dość potulnie i niejednoznacznie, ale z bliska widać jednak, że cała ta piątka to gracze w którymś etapie swojej kariery niedocenieni, głodni pierwszego trofeum, uznania i chwały. Origen w tym dość niepozornym układzie ma szansę na zdominowanie europejskiej sceny, chociaż wiele zależy od tego, jak wystartują.

Fnatic czy Origen?
Która z ekip według was zgarnie pierwsze zwycięstwo?

Dajcie znać w sekcji komentarzy poniżej!