Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Mistrzowie z innej planety! Podsumowanie finału LEC 2019

Split został oficjalnie zamknięty w Rotterdamie. Finałowe starcie pokazało, że jedna z drużyn jest totalnie poza zasięgiem konkurencji.

Walka o finał: FNC vs OG

Weekend rozpoczął się od starcia dwóch zespołów, które do zdobycia pucharu potrzebowałyby co najmniej 2 pomyślnie zakończonych serii. Z jednej strony Origen, które świetnie zakończyło regularną fazę splitu, ale w ogień tego pojedynku zostało zepchnięte przez triumfujące przed tygodniem G2. Z drugiej zaś Fnatic, które choć nie miało najlepszych początków, było obecnie na fali jednego z największych powrotów, jakie widziała Europa.

Pomarańczowi wchodzili na Rift jako faworyci, ale analizy ekspertów nie pokryły się z grą, którą zainteresowani uraczyli holenderską publiczność. To Origen dość niespodziewanie przejęło inicjatywę, od pierwszych minut wymuszając na rywalu swoje tempo. W zaledwie 6. minucie na tablicy wyników widniała już przewaga w wysokości 2 tysięcy sztuk złota, a Origen nie zamierzało odpuszczać powalonemu na kolana przeciwnikowi. Świetną robotę wykonał w tamtym meczu przede wszystkim Patrik jako Varus, którego strzały raz za razem przeszywały ciała zawodników Fnatic. Ci z kolei zdecydowali się na popularny ostatnio duet Sona+Taric na bocie, ale niezła dyspozycja ich dolnych nie wystarczyła, by wyciągnąć resztę zespołu z tarapatów. Nie licząc drobnego załamania w okolicach 30. minuty, Origen kontrolowało pierwszą mapę od początku do końca i otworzyło wynik serii na swoją korzyść.

Początek drugiego meczu nie był dla Origen aż tak łaskawy. Tym razem zdecydowanie silniej zaatakowało Fnatic i przewaga w złocie przez większą część gry widniała właśnie po ich stronie. Rekkles zdecydował się na bardziej konwencjonalną postać, ale padł ofiarą swojej własnej strategii. Sonę i Tarica wybrali Patrik i Mithy, a siłę tego duetu w pełnej krasie zobaczyliśmy dopiero pod koniec rozgrywki. Pociski Rekklesa nie były w stanie zadać wystarczająco dużo obrażeń, by zrobić różnicę we wciąż leczonej kompozycji Origen. Poza tym wręcz rewelacyjną robotę wykonał w tej grze Nukeduck. Jego Ryze z wynikiem 12/1/4 był dosłownie wszędzie i karał rywali za każde, choćby najmniejsze potknięcie. 2 na koncie Origen!

Pomarańczowi musieli zostać przyciśnięci do muru, by się obudzić. Trzecia gra była zupełnym przeciwieństwem pierwszego meczu, bo tym razem od pierwszych minut rywali przycisnęło Fnatic. Świetna synergia na linii top-dżungla-środek bardzo szybko zaowocowała gigantyczną przewagą w złocie, a niesieni kolejnymi, drobnymi zwycięstwami zawodnicy sięgali po kolejne cele mapy i zabójstwa. Zaledwie 25 minut i 10 tysięcy sztuk złota przewagi później Fnatic wróciło do gry i zdobyło swój pierwszy punkt w serii. 2:1!

Czwartą grę oglądało się dość niekomfortowo, bo zaproponowana przez Fnatic kompozycja prawie się nie zmieniła, podczas gdy Origen znacząco na nią zareagowało. To, co zadziałało w poprzednim meczu, tym razem zadziałać po prostu nie mogło. Rywale Pomarańczowych zrobili użytek z innych postaci, na przykład Sylasa, który prezentował się znów świetnie w rękach Nukeducka. Hylissang, zazwyczaj rewelacyjnie radzący sobie na Pyku, tym razem, przeciwko Tahm Kenchowi, był praktycznie bezsilny. Fnatic nie mogło znaleźć odpowiedniej taktyki, by przeciwdziałać sile Origen, decydując się ostatecznie dwa razy na to dokładnie to samo, a droga na skróty nie może prowadzić do finału LEC.

Fnatic 1:3 Origen
Zawodnik serii: Mithy

origen

Finał: Origen vs G2

Nabuzowani po poprzedniej serii oraz nakręceni chęcią zemsty za zeszłotygodniowy pogrom, Origen znów weszli w mecz naprawdę mocno. Pierwsze skrzypce po raz kolejny zagrał Nukeduck i jego Ryze. Przez zdecydowaną większość meczu świetnie kontrolował przebieg rozgrywki, a przewaga zyskiwana na środku promieniowała w stronę obu odległych końców Riftu. W okolicy 15. minuty inicjatywę przejęło Origen, ale ich kompozycja nie pozwoliła im ostatecznie rozwinąć skrzydeł. G2 przez 25 minut trzymało rękę na pulsie, dając swoim postaciom czas na wejście na odpowiednie poziomy doświadczenia. Miało to znaczenie szczególnie w kontekście ich bota, bo znów mieliśmy okazję obejrzeć nietypowy duet Sona i Taric. Z rozgrywki G2 przebijała olbrzymia pewność względem strategii, którą obrali. Lepiej niż ktokolwiek w całej Europie, Perkz i Mikyx zrozumieli, jak powinno się rozegrać tak skonstruowaną dolną aleję. W pewnym momencie, gdy ich ekwipunek wypełniły kluczowe przedmioty, Samurajowie przeszli do ofensywy. Poruszali się mapie jako jedność, punkt po punkcie odbierając swym rywalom szansę na powrót do rozgrywki. W lekko ponad 30 minut G2 przypieczętowało zdobycie pierwszego punktu finałowej serii.

Pierwsza mapa była względnie przewidywalna. Mogliśmy bowiem spodziewać się szybkiej ofensywy Origen. Mogliśmy też przewidywać, że G2 nie pozostanie dłużne i doświadczeniem oraz świetnym zmysłem strategicznym wróci jakoś do rozgrywki. Pierwsze zwycięstwo odblokowało w ich głowach obszary, których istnienia chyba nie byliśmy świadomi. Widzieliśmy naprawdę różne taktyki i kompozycje w rękach Samurajów, ale mało kto mógł spodziewać się powrotu niesławnego funnelu jako odpowiedzi na duet Sona-Taric. Jankos, ku uciesze fanów, wrócił na swoją najbardziej komfortową rolę, czyli wsparcie, tym razem wykonane z pomocą Morgany. Żarty żartami, ale Caps w tym samym spotkaniu zagrał Pykiem, a Perkz Xayah z… Porażeniem. Origen zdecydowanie nie było gotowe na taki obrót wydarzeń. 25 minut bardzo jednostronnej gry później i G2 miało na swym koncie już dwa punkty.

Jeżeli mielibyście jednak obejrzeć po fakcie choć jedną grę z tych finałów, to zdecydujcie się właśnie na ostatnią. Raz dlatego, że to naoczny przykład potęgi rosteru G2 — zarówno w kontekście ich indywidualnych zdolności mechanicznych, jak i wszechstronności. Dwa dlatego, że to kolejna już kompozycja (szczególnie na bocie), która jest dość jest nietypowa, a może działać. Dajcie znać, czy sprawdza się w Waszej solokolejce! Wreszcie trzy dlatego, że jest po prostu bardzo krótka. Samurajowie absolutnie przejechali się po swoich rywalach, pieczętując mistrzostwo w genialnym stylu. Dojście do wież Nexusa zajęło im w tamtym spotkaniu zaledwie 17 minut, a wygranie meczu 18 i pół. To najszybsze zwycięstwo, jakie widziała Europa, a sumarycznie również najkrótszy finał. To manifest ogromnej siły oraz różnicy, jaka wyklarowała się w tym sezonie pomiędzy G2 i resztą stawki. Jankos wreszcie sięgnął po europejski puchar, mistrz naszego kontynentu wygląda silniej niż kiedykolwiek wcześniej, a my nie możemy się już doczekać MSI i starcia tych bestii z najlepszymi zespołami świata.

g2

G2 3:0 Origen
Zawodnik serii: Wunder

Co sądzicie o szansach G2 na MSI?
I jak podobały wam się pierwsze finały LEC w Rotterdamie?