Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
MSI

Nadchodzi MSI. Oto najgroźniejsi rywale G2

Ekipa Perkza, Jankosa i Capsa to absolutny dominator europejskiej sceny. Czy i kogo zawodnicy G2 powinni się obawiać na arenie MSI?

Jak wiecie, G2 będzie naszym reprezentantem na nadchodzącym wielkimi krokami MSI. Będzie naszym czempionem na dobre i na złe, choć po tym, co zobaczyliśmy podczas ostatniego splitu, stawiamy raczej zdecydowanie na dobre. Obecny skład Samurajów z Capsem, Perkzem i Jankosem na pokładzie to jeden z najbardziej dominujących rosterów, jakie kiedykolwiek stworzył Stary Kontynent. Gracze zadeklarowali już, że na wspomniany turniej jadą wyłącznie po to, by go wygrać i już nie możemy doczekać się pierwszego starcia oraz rezultatu ich przygotowań. W międzyczasie przyjrzyjmy się, kto może zagrozić G2 w drodze po puchar na MSI!


Invictus Gaming

LPL (Chiny)

Najgorętszy towar eksportowy Chin to nadal potęga. Na Mistrzostwach nie było na nich mocnych. Próbowali Koreańczycy z KT Rolster, a w kolejnych etapach turnieju również G2 i Fnatic. Nikomu nie udało się powstrzymać ich wtedy na międzynarodowej scenie, więc roster pozostał w niemal niezmienionej formie na kolejny split. Trzonem zespołu są wciąż niesamowici Rookie i TheShy. Ten ostatni był kluczowym elementem wygranych w play-offach, podczas gdy Rookie oraz Ning (czyli dżungler tej formacji) błyszczeli podczas gier w grupach. W obu rywalizacjach Invictus Gaming otrzymywało ciosy i krwawiło, ale w ogólnym rozrachunku ranom tym bliżej było do zadrapań. Chińczycy zajęli “zaledwie” drugie miejsce w regularnej części splitu. Przed walką o puchar odrobili jednak lekcje i bez większych problemów pokonali rywali w półfinale oraz finale LPL.

To zresztą dobra charakterystyka podsumowująca poczynania IG. Obecny Mistrz Świata to przede wszystkim długodystansowiec. Ich rywale, przede wszystkim G2, powinni cały czas mieć się na baczności, bo IG może się potykać w BO1. Regularnie tracą punkty również w grupach, ale w fazie eliminacji stają się wyrachowanymi bestiami. Jeżeli Samurajowie nie zdradzą zbyt wiele na wcześniejszym etapie, to seria dobrze wykonanych, precyzyjnych i nieco zaskakujących strategii powinna wystarczyć. Dodatkową motywacją dla G2 powinna być również chęć zemsty. Ostatnim razem, gdy obie ekipy spotkały się na Rifcie, oglądaliśmy półfinały Mistrzostw Świata — wynik i oni, i my doskonale pamiętamy.


SK Telecom T1

LCK (Korea Płd.)

Gdy zawodnicy tego zespołu wychodzą na scenę, prawdziwi fani Ligi na chwilę zamierają. Poprzedzająca szaleństwo i wiwaty cisza nosi w sobie znamiona wielkiego podziwu, ale i sentymentu. Historia uwielbia SKT, a SKT uwielbia historię, bo jej ścieżki zasypane są trofeami tego koreańskiego powerhousu. Rok 2018 nie był dla nich jednak zbyt przyjemny. Porażka w finale wcześniejszych Mistrzostw wymusiła kilka zmian, a te pociągnęły za sobą bardzo wątpliwe decyzje i fale niestabilności. Włodarze organizacji oraz ławka trenerska żonglowali zawodnikami niczym wprawny artysta w cyrku, ale zarówno tam, jak i w kolejnych turniejach SKT rezultat był raczej komiczny. Faker kursował w tę i nazad pomiędzy środkiem i ławką rezerwowych, swój epizod w dżungli przeżył legendarny wspierający Wolf, a najwięcej zawodników przewinęło się na górnej alei formacji. Szaleństwo trwało przez okrągły sezon, ale przez ten okres SKT miało czas, by rozpaść się na kawałki i znów pozbierać do kupy.

2019 przywitał ich zdecydowanie lepiej — od drugiego miejsca w regularnej części splitu oraz, rzecz jasna, pierwszego w fazie play-off. kkOma przy wsparciu nowych trenerów-asystentów skonstruował wszechstronny roster, który wciąż korzysta z umiejętności legendarnego Fakera, ale skupia się przy tym również na dywersyfikacji źródeł zagrożeń. Na szczególną uwagę zasługuje Teddy, którego pseudonimu mogliście nie słyszeć wcześniej, ale to ostatni dzwonek, by stać się jego fanem, nim zachwyci się nim świat. Strzelec nie jest debiutantem, bo przez długi czas grywał w Jin Air Green Wings, ale MSI będzie jego pierwszą wielką sceną. To furtka dla Perkza, który może być oczko niżej w powerrankingu prowadzących, ale ma szanse nadrobić obyciem na największych turniejach, wielkim doświadczeniem oraz wszechstronnością na linii.


Team Liquid

LCS (Ameryka Płn.)

Patrzycie czasami na rzeczy i zastanawiacie się, jak się tam znalazły?

hihi

Usunięcie członu “NA” z “NA LCS” nie sprawi nagle, że nierówność EU > NA przestanie być prawdziwa, racja? Żarty na bok. Ameryka ma nową identyfikację graficzną oraz nową iterację Teamu Liquid, a ten ma co najmniej parę powodów, dla których warto zerknąć w stronę fazy play-in. Doublelift to gracz-instytucja, który wciąż radzi sobie świetnie i nadal ogląda się go bardzo dobrze. Jest królem tamtejszej dolnej alei i co najmniej księciem Ligi w regionie. Teraz również za sprawą rewelacyjnego CoreJJ u boku. To swoją drogą drugi powód, dla którego warto dać NA szansę. Trzeci to Jensen, który nie tak dawno temu pokierował przecież Cloud9 aż do półfinału Mistrzostw Świata. LCS ma swoje momenty, a przede wszystkim gwiazdy i choć ciężko wyrokować już, czy akurat ten gwiazdozbiór podoła zadaniu, jak zawsze z niecierpliwością czekamy, by się przekonać.


Flash Wolves

LMS (Tajwan)

Czym byłoby MSI bez tego stałego bywalca? Szczególnie teraz, gdy turniej zabierze nas wszystkich w podróż do Wietnamu i Tajwanu. Wilki to niezmiennie dominująca siła w tamtym regionie, a więc i naturalnie reprezentant kolejnego już z kolei MSI. Co ciekawe, FW byli na tym turnieju tyle samo razy co SKT! Z mniejszymi sukcesami, to prawda, ale takie osiągnięcie to bardzo dosadna wizualizacja poziomu, na którym od lat grają Wilki. Ostatnia duża porażka na MŚ wymusiła sporo zmian w rosterze tej formacji, ale organizacji szczęśliwie udało się nie wytracić tempa. Z drużyną po latach pożegnał się SwordArt oraz Maple, ale w ich miejsca powołani zostali kolejni, niezwykle utalentowani gracze, którzy mają potencjał międzynarodowy. Gwiazdą o potencjalnie największym formacie wydaje się Hanabi, czyli górny Flash Wolves. Zaledwie osiemnastoletni gracz został przechrzczony na polach walki ostatnich MŚ, ale te były dla niego zbyt głęboką wodą. Nauczony na nowo pływać w ostatnim splicie, żądny zemsty zawodnik chętnie wróci, by raz jeszcze zawalczyć na oczach wszystkich. Niezwykle interesujące może być zatem starcie G2 oraz FW na linii ich górnych. Obaj z całą pewnością mogą się jeszcze czegoś od siebie nauczyć.

Który z powyższych rywali będzie najtrudniejszy dla G2?
A może myślicie, że Samurajowie powinni obawiać się kogoś ze słabszych regionów?

Przedstawcie swoje wybory w komentarzu!