Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Najlepsza czwórka wyłoniona! Podsumowanie ćwierćfinałów Mistrzostw

Sprawdźcie, kto podołał wyzwaniom fazy pucharowej tegorocznych MŚ i jak w tym wszystkim odnaleźli się nasi ulubieńcy z LEC!

Invictus Gaming vs Griffin

Draft pierwszego spotkania przebiegł w bardzo nietypowy sposób. Griffin zdecydowało się nie wybierać żadnego klasycznego prowadzącego, za to biorąc na przykład Poppy na środkową aleję. Wyniszczające, długie i wyrównane spotkanie było takie między innymi dlatego, że po stronie Koreańczyków brakowało działa, z którego można byłoby przeprowadzić udany ostrzał. Griffin było zmuszone do reagowania na agresję obecnych mistrzów świata, a ci, choć popełniali błędy, byli ostatecznie wystarczająco skuteczni. W centrum wydarzeń znalazł się JackeyLove jako Kog’Maw, ale wspierany przez Lulu BaoLana mógł sobie pozwolić na kilka bezpiecznych potknięć. Invictus Gaming przeciągnęło tę mapę do momentu, w którym Griffin skończyły się opcje na odwrócenie jej losów. 1:0 dla IG!

W drugim meczu serii obie ekipy postawiły na znacznie bardziej klasyczne kompozycje. W drużynach pojawili się klasyczni strzelcy, środkowi i dżunglerzy, a w takim rozstawieniu znacznej bardziej skuteczni okazali się gracze Invictus Gaming. Tym razem gwiazdą spotkania stał się Rookie, który jako LeBlanc skakał po głowach rywali, odhaczając kolejne zabójstwa na swoim koncie i rozbudowując tym samym przewagę tak ważną podczas punktu zwrotnego. Ten nadszedł, gdy Griffin zlekceważyło rywala, podejmując się walki o Barona, gdy wszyscy zawodnicy IG byli jeszcze przy życiu. Chińczycy wykorzystali zyskaną wtedy przewagę, by pozostałą część spotkania przeprowadzić pod swoje dyktando. Mistrzowie Świata z 2 punktami na koncie stanęli u bram półfinałów.

Koreańczycy zostali przyparci do ściany, dlatego konieczne okazało się wyciągnięcie ciężkich dział. Na środkowej alei w rękach Chovy’ego pojawił się nieśmiertelny Sion, który stał się żywą tarczą dla szans Griffin, ale nie sposób nie wspomnieć tu również o rewelacyjnych występach Tarzana i Vipera. Koreańczycy poruszali się w tym meczu jak jeden organizm. Świetnie uzupełniali się taktycznie i niemal nie popełniali mechanicznych błędów. W zdecydowany sposób i po raz pierwszy w jednostronnym starciu sięgnęli po kontaktowy punkt serii.

Choć Griffin pokazało się jednak z doskonałej strony, po ich wielkości nie było śladu w, jak się okazało, ostatnim spotkaniu tego ćwierćfinału. Koreańczycy spróbowali podobnej kompozycji. Pozbawieni jednak wpływu Elise na grę, bardzo szybko stracili kontrolę nad jej przebiegiem. Sprawy w swoje ręce wziął wtedy przede wszystkim TheShy, potwierdzając, że nie bez przyczyny nazywany jest jednym z najlepszych graczy na świecie. Jego rywal Sword dostał gorzką lekcję Ligi, a dzięki przewadze zyskanej na górnej alei, całe Invictus Gaming z łatwością sięgnęło po awans do półfinału.

Invictus Gaming 3:1 Griffin

ig

FunPlus Phoenix vs Fnatic

Pomarańczowi rozpoczęli od znanej nam kompozycji z Twisted Fate'em oraz Garenem i Yuumi, ale indywidualne zagrania nie pozwoliły naszym na przebicie się przez twardy mur postawiony przez chińskie FunPlus Phoenix. Poza Bwipo, który zdołał zdobyć kilka ważnych zabójstw, Fnatic nie było w stanie wygrać żadnej innej linii. Europejczycy musieli przez to oddać również inicjatywę w dżungli, dzięki czemu ich rywale z łatwością odhaczali kolejne cele mapy. Łącznie w zaledwie 26-minutowym spotkaniu na konto FunPlus Phoenix wpadły cztery smoki, Herald oraz Baron Nashor. To podsumowanie idealnie obrazuje przewagę, jaką Chińczycy zyskali nad Fnatic. Nasi nawet na moment nie weszli w posiadanie kontroli. Po szybkim triumfie jedynka na tablicy wyników zabłysło pod logotypem Feniksów.

Pełni nadziei fani europejskiej sceny wypatrywali odkupienia w drugim meczu. Fnatic szybko zabrało się do działania, przelewając pierwszą krew, ale odwet Feniksów był nieubłagany. Bardzo niefortunnie dla Pomarańczowych zakończona została akcja na dolnej alei. Dzięki przewadze na koncie Lwxa, czyli strzelca Feniksów, podejmowanie celów mapy, na przykład Barona w zaledwie 22. minucie, okazało się bajecznie proste. Fnatic zostało ponownie przygniecionie ciężarem swoich indywidualnych błędów, czego Lwx i jego 11/0/6 było świetnym przykładem. Chińczycy nie potrzebowali bowiem nawet 25 minut, by stanąć do walki o punkt meczowy po raz pierwszy

Udany odwet ze strony naszych nadszedł dopiero w trzecim meczu serii. Dość zaskakujący wybór Veigara przez Nemesisa okazał się strzałem w dziesiątkę, bo po raz pierwszy w tym ćwierćfinale zobaczyliśmy ze strony Pomarańczowych wystarczająco dobrą kontrę na Ryze’a Doinba. Po raz pierwszy zobaczyliśmy w tym spotkaniu również Rekklesa robiącego różnicę w pasującej mu kompozycji. Dzięki drobnemu wsparciu ze strony Broxaha, dolna aleja Fnatic szybko stała się piekielnie niebezpieczna i na bazie jej siły drużyna wybudowała broń, która otworzyła im bramy bazy rywala jeszcze przed upływem 20 minuty. Na ostateczny cios musieliśmy jeszcze chwilę poczekać, ale na odwrócenie losów spotkania było już dla FPX za późno. Pomarańczowi zdobyli w ten sposób swój pierwszy punkt w serii.

Czwarty mecz był zdecydowanie najbardziej wyrównany i najdłuższy. Niestety był też tylko przedłużeniem agonii europejskich pretendentów. Rozgrywka wydawała się względnie wyrównana do 16. minuty, jednak wtedy dynamikę spotkania drastyczne podbiło FPX, zdobywając jednym zmasowanym atakiem niemal całą dolną aleję. Fnatic doznało jeszcze przebłysku nadziei, gdy 10 minut później walka drużynowa zakończyła się ich triumfem, ale było to tylko odroczenie wiszącego nad ich głowami wyroku. Dwóch wzmocnień Barona i ponad 35 minut walki potrzebowali Chińczycy, by ostatecznie wyeliminować Fnatic z dalszej walki o puchar.

FunPlus Phoenix 3:1 Fnatic

fpx

SK Telecom T1 vs Splyce

Przewidywania dotyczące tego meczu ćwierćfinałowego były bezlitosne dla Europejczyków. Trzykrotni mistrzowie świata powrócili na tegoroczny turniej w świetnej formie i już w grupach dali się poznać jako solidny pretendent do zgarnięcia kolejnego tytułu. W drugim narożniku znalazła się zaledwie trzecia siła Europy, która niejako cudem przeszła przez ostatni etap. Nic więc dziwnego, że eksperci byli jednomyślni.

Koreańczycy rozpoczęli od bardzo agresywnego draftu już na pierwszej mapie serii. Na Rifcie po stronie SKT pojawili się między innymi Draven oraz Lucian, a kompozycja skonstruowana w ten sposób sugerowała, że faworyci szykują się na szybką przeprawę do półfinałów. Europejczycy postawili jednak sporo oporu już we wczesnej fazie spotkania. Dzięki chaosowi walki na dolnej alei na prowadzenie dość szybko wyszedł Kobbe. Po kilku walkach stał się najbogatszym graczem na Rifcie, a po kilkunastu kolejnych minutach meczu można było sądzić, że przeciągnięcie gry do późnej fazy gry da naszym szansę na awans. Splyce totalnie pogubiło się jednak w środkowym etapie gry. Walki, które próbował inicjować Norskeren, kończyły się wręcz tragicznie, a kolejne próby tylko pogłębiały stratę do lidera. Splyce postawiło większy opór, niż obserwatorzy mogliby przewidywać, ale Rift i tak należał w tym meczu do SKT.

W drugiej grze obie ekipy postawiły na zupełnie inne kompozycje. Koreańczycy wybrali nieco bardziej zbalansowany zestaw bohaterów, ale ewentualne braki postanowili zrekompensować sobie ultraagresywnym rozegraniem wczesnej fazy gry. Akcją, która przesądziła o losach tej fazy, była wymuszona na dolnej alei walka pod wieżą Europejczyków. Obie ekipy wyciągnęły z niej zabójstwa, ale dwa, które wpadły na konto Teddy’ego rzuciły cień na dalsze szanse naszych. Strzelec jako Kai’Sa podejmował świetne decyzje i mechanicznie ogrywał rywali akcja po akcji. W bardzo zdecydowany sposób SKT sięgnęło po drugie zwycięstwo w serii.

Pomimo, a może właśnie z powodu sporej przewagi, SKT postanowiło dać szansę swojemu rezerwowemu wspierającemu w trzecim meczu. Legendarny Mata został przesunięty na ławkę wcześniej w tym roku, ale fani koreańskiej sceny docenili możliwość obejrzenia zawodnika znów na wielkiej scenie Mistrzostw. I w tym meczu Splyce zaczęło jednak całkiem nieźle. Vizicsacsi jako Ornn świetnie radził sobie z Renektonem rywala, dlatego tam Splyce skierowało większość swoich sił. Również dwa piekielne smoki zyskane przez naszych jeszcze przed upływem kwadransu stały się doskonałym zwiastunem ewentualnego odkupienia. Niestety podczas walki o trzecie wzmocnienie Koreańczycy znów wykazali się doświadczeniem oraz niezwykłym kunsztem mechanicznym. Splyce zostało totalnie rozbite, straciło przewagę oraz smoka tylko po to, by... ponownie obrócić losy spotkania podczas potyczki o Barona. Splyce oddało inicjatywę kilka razy podczas tego meczu, ale SKT popełniło ostatecznie znacznie więcej błędów i w pewnym momencie powrót do walki o 3:0 stał się niemożliwy. Splyce naprzeciw wszelkim przewidywaniom zdobyło punkt w serii na legendarne SKT.

Europejczycy zrodzili nadzieję na sensacyjny finał tej ćwierćfinałowej serii, ale Koreańczycy postanowili nie grać zgodnie z naszymi fantazjami. W czwartym spotkaniu postawili na bardzo sprawdzone i solidne wybory, dopełniając kompozycję Quinn w kontrze dla Renektona na górnej alei. I choć wszyscy pozostali członkowie Splyce dzielnie opierali się atakom rywali, to właśnie górna aleja okazała się luką, przez którą Koreańczycy dostali się do ich serca. SKT zgodnie z oczekiwaniami, choć nie bez problemów, dostało się do półfinałów tegorocznych Mistrzostw.

SK Telecom T1 3:1 Splyce

skt

G2 Esports vs Damwon Gaming

Europejscy mistrzowie rozpoczęli tę serię nie do końca w swoim stylu. Draft zakończyli pozyskaniem bardzo standardowej kompozycji, co miało zwiastować miarowe i bezpieczne podejście do rozegrania Riftu. Tak też się stało. Europejczycy postanowili spokojnie zyskiwać kolejne cele, nie pchając się zbytnio w kierunku niepotrzebnego ryzyka. Przez długi czas na tablicy wyników nie widzieliśmy wzrastającej liczby zabójstw, ale na mapie i tak działo się sporo. Wszystko za sprawą rewelacyjnie rozegranego przez G2 macro. Samurajowie świetnie poruszali się po mapie, kontrolując jednocześnie napływające w stronę bazy rywala stwory. Nasi faworyci zyskiwali przewagę nie dzięki widowiskowym zagraniom, a właśnie dzięki dobrej egzekucji przemyślanej strategii. Kluczowym elementem meczu okazał skoordynowany atak, który G2 przeprowadziło na Barona oraz dolną aleję. Rywale, nie mogąc zdecydować, którego celu bronić, stracili ostatecznie arcyważny Inhibitor, a przez to również kontrolę nad przebiegiem spotkania. 1:0 dla naszych!

Eksperci trwożnie spojrzeli w stronę draftu G2 w drugim meczu, bo w kompozycji Samurajów zabrakło dedykowanego strzelca. Tym razem Europejczycy postawili na na wybór Orianny na dolną aleję, Renektona na środkową, a Jayce’a na górną. Znacznie bardziej klasyczne podejście do rozgrywki po stronie rywala z miejsca wymusiło na naszych znaczącą presję. Z każdą minutą G2 coraz bardziej oddalało się od upragnionego punktu, bo w ich szeregach brakowało dedykowanego prowadzącego. Pojedyncze błędy mechaniczne były w przypadku tego meczu krytyczne dla powodzenia całej drużyny, a ich również pojawiło się sporo. Świetne walki drużynowe pogłębiały przewagę Damwon i choć Koreańczycy bardzo długo męczyli się z zakończeniem tego spotkania, punkt ostatecznie trafił na ich konto.

W trzecim meczu serii Samurajowie powrócili do korzeni, które dały im pierwszy punkt. Zabrakło miejsca na eksperymenty i całe szczęście, bo dzięki temu Europejczycy mogli skupić się na tym, co robią najlepiej - miarowym i bardzo przemyślanym ogrywaniu swojego oponenta. Agresja rozpoczęła się bardzo szybko i przewaga tym razem spowodowana była świetnymi zagraniami mechanicznymi. Skutecznymi gankami ogromną przewagę dla dolnej alei zyskał Jankos, a dzięki temu kolejne minuty szły po myśli naszych. Perkz doskonale wykorzystał pozyskane wtedy złoto i był kluczowy dla zdobywania następnych celów. Wyjątkowo długo trwał taniec w okolicy leży Barona, emocje sięgały zenitu również przez błędy, które zdarzały się Capsowi, ale na tak przygotowane G2 nie było mocnych w późnej fazie gry. Bez szaleństwa, ale ważne, że skutecznie — Samurajowie znaleźli się o krok od półfinałów tegorocznych Mistrzostw.

Z dłońmi zaciskającymi się na szyi oponenta G2 postanowiło przyspieszyć tempo w czwartej rozgrywce. Na Rifcie pojawił się między innymi Yasuo w rękach Capsa, a utalentowany Duńczyk już od pierwszych minut wziął sprawy w swoje ręce. Wykorzystując mały potencjał kontroli linii u Kayle ShowMakera, Caps razem z Jankosem poświęcili pierwsze 10 minut, by nękać górnego oraz dżunglera ekipy Damwon. Zaowocowało to aż 6 zabójstwami na koncie Jankosa oraz naprawdę dużą przewagą całej drużyny. Samurajowie przełożyli to na kolejne cele, niszcząc wieże i kontrolując smoki, ale przez drobne błędy mechaniczne gra znacznie zwolniła w okolicy 20 minuty. Żołądki podeszły nam do gardeł, gdy przewaga stopniała do zaledwie 3 tysięcy sztuk złota, ale Samurajowie nie zamierzali pozostawiać honoru Europy na parkiecie. G2 domknęło swój awans jeszcze przed 30 minutą, pozostając tym samym czwartym zespołem, który zagra w półfinałach MŚ!

G2 Esports 3:1 Damwon Gaming

g2