Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Nasi wciąż w grze! Podsumowanie fazy grupowej

Nasi uzyskali awans, ale mamy parę powodów do obaw. Korea znów wygląda najsilniej, a Ameryka najsłabiej. Sprawdźcie przebieg drugiej części fazy grupowej.

Grupa A

Grupa A z miejsca stała się jedną z najczęściej oglądaną w naszym kraju. To oczywiście sprawka uwielbienia dla G2 oraz znajdującego się w zespole Jankosa. Charyzmatyczny dżungler rozpoczął drugą połowę fazy grupowej w przepięknym stylu. Hong Kong Attitude zostało rozbite na strzępy, a Polak zaliczył bardzo solidne 8/0/4 grając Olafem. Pokonanie Azjatów zajęło europejskim mistrzom trochę czasu, ale na żadnym etapie spotkania triumf naszych nie stał pod znakiem zapytania.

Odpowiednio trudniejsze, choć wciąż spodziewane, było także zwycięstwo z Cloud9. Amerykanie zostali totalnie rozgromieni w pierwszym meczu, lecz również oni przez ostatnie parę dni wyciągnęli wnioski. Nowa kompozycja, nowe nadzieje i nowe siły - wszystko nowe, ale na cóż starania zawodników Cloud9 w starciu z bezwzględną świetnością Samurajów. G2 Esports było znów dobrze przygotowane, Caps zagrał jak gwiazda największego formatu. Jedyne co niepokoiło, to fakt, że naszym mistrzom coraz dłużej zajmowało wygrywanie potencjalnie łatwych meczów.

Miarka przebrała się w 6 i… niestety nie ostatnim meczu fazy grupowej. G2 znów starło się z Griffin, ale tym razem wicemistrzowie Korei zeszli z Riftu z tarczą. Koreańczycy totalnie rozbili Jankosa, zostawiając jego Lee Sina z godnym pożałowania 1/5/1 na koncie, a bez wsparcia Polaka reszta drużyny nie była w stanie zneutralizować potęgi nacierającego wroga. Przez cały mecz Samurajowie zdołali zdobyć tylko 2 zabójstwa, a pierwsza przegrana pociągnęła za sobą kolejną. Utrata punktu zmusiła G2 do rozegrania dogrywki o pierwsze miejsce - ponownie z Griffin, które właśnie totalnie ich upokorzyło. Koreańczycy nie postanowili jednak zatrzymywać się nawet na chwilę. Zastosowali nieco inną taktykę i kompozycję w drugim meczu, ale rezultat i skutki były równie opłakane dla G2. Mistrzowie Europy dostali dwa szybkie ciosy i wylądowali na deskach. Drugie miejsce w grupach to oczywiście nadal awans i pewien sukces, ale nie da się ukryć, że akurat po tej drużynie Europejczycy spodziewali się więcej.

Awans z grupy A: Griffin, G2 Esports


Grupa B

Rozgrywki w drugiej części fazy grupowej rozpoczęły się pod znakiem niepewnego odkupienia. Splyce było reprezentującym nas czempionem w grupie A. Wężom podczas pierwszych trzech starć udało się uzyskać tylko 1 punkt, dlatego z tak dużą trwogą fani europejskiej trzeciej siły spoglądali na szanse swoich ulubieńców w kolejnym etapie. Zupełnie bezzasadnie, jak się okazało, bo Splyce w drugiej części grup stało się groźną, niepowstrzymaną bestią.

Zaczęło się od udanego rewanżu na J Team - drużynę, która bezpośrednio konkurowała ze Splyce o wyjście z grupy. Świetna kooperacja na linii Humanoid-Xerxe rozpędziła rydwan Europejczyków, a ten z łatwością staranował zasieki wroga. Splyce, niby nie w swoim stylu, szybko rozpoczęło budowanie przewagi i również szybko pociągnęło za spust na końcu drogi. Triumf nad J Teamem, choć bardzo ucieszył, przygasł w porównaniu z rezultatem kolejnego spotkania. Splyce w świetnym stylu rozłożyło na łopatki lidera grupy oraz jednego z faworytów tegorocznych Mistrzostw - chińskie FunPlus Phoenix. Tym razem niezwykłym kunsztem popisał się Vizicsacsi. Jego Cho’Gath nie miał sobie równych, a zyskana na górnej alei przewaga procentowała. Po paru kwadransach Nexus Feniksów znalazł się w ruinie, a Splyce, już całkiem oficjalnie, weszło do walki nie tyle o awans z grupy, co o jej wygranie.

Ostatni oponenci z GAM Esports byli dla naszych znacznie bardziej wymagający, niż chcielibyśmy przyznać, ale ostateczny rezultat na szczęście nie zaskoczył. Splyce wygrało trzy ostatnie mecze fazy grupowej, kumulując łącznie 4 triumfy i zostając tym samym jednym z dwóch zespołów na pierwszym miejscu grupy A. Drugim było FunPlus Phoenix i to właśnie z chińskimi Feniksami przyszło się mierzyć naszym w dogrywce. Europejczycy walczyli długo i zawzięcie, ale tym razem faworyci odrobili lekcje. Spustoszenie na Rifcie z powodzeniem siał Doinb grający Renektonem i pomimo wszelkich prób Splyce, pierwsze miejsce powędrowało do chińskiego mistrza.

Awans z grupy B: FunPlus Phoenix, Splyce


Grupa C

Czyli tegoroczna grupa śmierci, w której spotkali się Rekkles, Uzi i Faker. Fnatic kontynuowało zmagania z podobnego miejsca, co Splyce. Z zaledwie jednym punktem na koncie potrzebowali serii wygranych - swoistego cudu, który umożliwiłby im przebicie się przez światową czołówkę i wyeliminowanie któregoś z wielkich graczy już teraz. Podczas gdy Fnatic marzyło o SKT i RNG, niepostrzeżenie niespodziewanie trudnym przeciwnikiem okazało się amerykańskie Clutch Gaming. Drużyna Huniego i Cody Suna zbudowała bardzo szczelną formację, która kurczowo trzymała się idei zdobycia punktu przez ponad 40 minutach. Dopiero po blisko trzech kwadransach Pomarańczowi zaczęli odzyskiwać kontrolę nad Riftem. Amerykanie przegapili swoją szansę i choć dali naszym popalić, skończyli ponownie pozbawieni tak cennego punktu.

Świetnie rozgrzane Fnatic weszło na ring z SKT i… znów zaskoczyło. Pomarańczowi zostawili serce na Rifcie, niemal przegrywając z niepozornym Clutch Gaming, by chwilę później totalnie rozgromić największego faworyta tegorocznych Mistrzostw. Faker i spółka dostali ciosy tak szybko, że nawet nie zdążyli zareagować. Świetne przygotowanie Europejczyków sprawiło, że ich szanse na awans ponownie wzrosły, a przejście grupy śmierci stało się nie marzeniem, a celem.

Ostatnim z wielkich rywali pozostawał jednak wciąż Uzi i jego RNG. Chiński gwiazdor, zdeterminowany by dać swojej drużynie awans, wyszedł na Rift z bojowym nastawieniem, ale jego postać oraz kompozycja drużyny nie sprawdziły się w boju. Na dolnej alei błyszczał przede wszystkim Rekkles i to między innymi dzięki świetnemu występowi Szweda Fnatic wywalczyło dla siebie bezpośredni awans do kolejnego etapu turnieju.

Awans z grupy C: SK Telecom T1, Fnatic


Grupa D

Losy tych drużyn już od początku były nam najbardziej obce. Brak europejskiego reprezentanta, powoli powracające do łask Invictus Gaming oraz poszukujące swojego miejsca w głównej stawce Mistrzostw Team Liquid. Grupę D uzupełnił trzeci skład Korei, który dość niedawno wypełzł dopiero z odmętów wstępnej fazy play-in. Drużyna DamWon, pomimo nieuprzywilejowanego startu, słusznie stała się jednak jednym z faworytów do awansu. Koreańczycy główny etap turnieju otworzyli co prawda przegraną, ale w drugiej połowie rozgrywek nie mogło być mowy o takich potknięciach.

Wszystkie grzeszki DWG zostały odpuszczone, gdy drużyna eliminowała kolejnych rywali jeden po drugim. Invictus Gaming czy rewanż na Team Liquid - nieistotne. Koreańczycy wrócili na Rift po to, by go przejąć, zdominować i wbić w ćwierćfinały trzecią flagę swojego narodu. Na przestrzeni następujących po sobie gier nienagannie wypadali ShowMaker oraz Nuclear. Obaj zawodnicy wykazują się świetnym potencjałem i są jednymi z zawodników, na których zdecydowanie warto zwrócić uwagę w dalszym etapie turnieju.

Sukces Koreańczyków musiał jednak oznaczać tragedię innego regionu. W pozostałych spotkaniach mimo wszystko lepiej wypadali Chińczycy z Invictus Gaming, a co za tym idzie - mistrzowie dostaną jeszcze szansę, by obronić swój tytuł. Rookie i spółka zdobyli wystarczająco dużo punktów, by nie musieć martwić się dogrywkami. W ostatnim meczu fazy grupowej wyeliminowali rozbite na strzępy Team Liquid, które do tego momentu było ostatnią nadzieją regionu zza oceanu.

Awans z grupy D: Damwon Gaming, Invictus Gaming


Zaskoczeni rezultatem fazy grupowej?
Co sądzicie o występach Koreańczyków i Europejczyków?
Czy Chiny są wciąż faworytem?

Dajcie znać w komentarzu poniżej!