Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Mistrzostwa Świata

Nie tym razem. Podsumowanie finału Mistrzostw 2019

Reprezentanci Chin oraz Europy ostatnimi pretendentami Mistrzostw. Czy najlepsza odsłona europejskiego powerhouse'u zdołała zatrzymać chińską potęgę?

Draft pierwszej gry rozpoczął się od wysokiego C. Po stronie FPX pojawił się piekielnie skuteczny dotychczas Nautilus na środkowej alei. Dzięki oddaniu Doinbowi inicjatywy, G2 mogło jednak pozwolić sobie na nieco więcej swobody w doborze komfortowych bohaterów na potrzeby swojej kompozycji. Dzięki temu Jankos dorwał się lubianej Elise, a Caps, ku uciesze widzów, potwierdził wybór widowiskowego Pyke’a.

Gra rozpoczęła się na gónej alei, bo tam Chińczycy kierowali większość swoich sił już od pierwszych chwil. Po zaledwie kilku minutach spotkania pod wieżą Europejczyków rozegrała się mała walka drużynowa. Teleportacja Capsa nie wystarczyła, by uratować sojusznika, więc to ta konto FPX powędrował bonus za przelanie pierwszej krwi. Oprawcy nie odpuścili podatnej na ganki linii i parę minut później na tablicy wyników Wundera widniały już 2 śmierci, a Chińczycy znaleźli się na prowadzeniu. Kolejne minuty upływały na wymianie, którą tak bardzo lubią Europejczycy. G2 nie miało problemów z oddawaniem pojedynczych zabójstw, bo upewniali się, że ich rywale zapłacą… złotem, wzmocnieniami stworów, wieżami lub życiem.

FPX wyglądało lepiej podczas walk, ale ich siła była pozorna, bo wszystkie straty były natychmiastowo odrabiane przez rewelacyjnie rozgrywające mapę G2. Sytuacja skomplikowała się dla naszych w okolicy 30 minuty. Walka o ognistego smoka zmusiła G2 do podziału swojej formacji, co od razu okrutnie wykorzystali rywale. Po wyeliminowaniu 3 Samurajów ich łupem padł również Baron, a ze wzmocnieniem FPX z łatwością otworzyło bramy fortecy wroga na środkowej alei. Końcówka nie szła po myśli G2. Zbyt wiele indywidualnych błędów kończyło się utratą któregoś z ważnych celów mapy. Chińczycy niedbale wyrywali naszym przewagę, ale konsekwencji wszystkich pierwszych razów FPX w pewnym momencie już nie dało się odkręcić. Pierwsza krew, pierwszy smok, pierwszy baron, pierwszy inhibitor, wreszcie również pierwszy Nexus i punkt. FPX 1, G2 0!


W drugim drafcie Samurajowie zdecydowali się wykluczyć przeciwnikom problematycznego Nautilusa. Oddali przez to pierwszeństwo w doborze dolnej alei, ale zrekompensowali to sobie widowiskowym duetem Gragas i Yasuo — tym samym, który okazał się kluczowy dla wyeliminowania legendarnego SKT z tegorocznych rozgrywek. Agresywną kompozycję G2 dopełniła jeszcze między innymi Akali, podczas gdy FPX zdecydowało się na dużo bardziej standardowy i bezpieczny zestaw herosów z Ryzem i Lee Sinem na czele, dopełniając go jednak Galio na pozycji wsparcia.

I w drugiej grze pierwszy ruch należał do FPX. Chińczycy dość długo zwlekali z podjęciem walki, ale gdy już to zrobili, wyszli na tym znacznie lepiej niż G2. Bitwa rozegrała się w okolicy leża ognistego smoka i choć Jankos zabezpieczył wzmocnienie, kosztowało to naszych aż 3 życia i rywale znów wyszli na prowadzenie. Samurajowie starali się odpowiadać agresją na agresję, ale każda walka coraz bardziej pogłębiała tylko przewagę ich oponentów.

Gdy na zegarze odmierzającym czas gry pojawiła się 20 na przedzie, Chińczycy z 5 tysiącami przewagi w złocie i świetnie przygotowaną wizją rozpoczynali już walkę z mitycznym Baronem. Samurajowie nie byli w stanie odpowiedzieć podczas walki o wzmocnienie i nie byli w stanie znaleźć zabójstwa wystarczająco szybko podczas rozegranej chwilę później bitwy 5 na 5. Lwx zaliczył potrójne zabójstwo, a gra w tym momencie straciła jakiekolwiek ramy. G2 szarpało, podejmując się kolejnych walk, ale wynikało z nich więcej złego, niż dobrego. Kilkanaście tysięcy złota i kilkanaście zabójstw przewagi. FPX w świetnym stylu zdobyło drugi punkt serii.


Przyparci do muru Europejczycy musieli zdecydować się na drastyczną zmianę strategii w trzecim drafcie. Tym razem Jankos zrezygnował z Elise na rzecz Jarvana, ale to wybór środkowego Samurajów najbardziej rozjuszył publiczność. Caps tym razem wyszedł na Rift jako Veigar. Czy drobny mag okaże się receptą na tak mocno wyczekiwany sukces G2?

Gra rozpoczęła się stosunkowo spokojnie, choć Chińczycy znów świetnie wykorzystali presję pierwszych minut gry na swoją korzyść. Ruchy Tiana wokół dolnej alei sprawiły na przykład, że podczas gdy Lwx miał już 15 stworów na koncie, Perkz nie zabił jeszcze ani jednego! Samurajowie radzili sobie całkiem nieźle na liniach poza dolną, ale tym razem to FPX całościowo lepiej rozgrywało Rift. Pierwsze dwa smoki oraz Herald padły ofiarą chińskich pretendentów, a na tablicy wyników malowała się dzięki temu coraz większa przewaga również w złocie. Pierwsza krew została przelana dopiero w 14 minucie. Szarpana walka wywiązała się w dość zaskakujący sposób tuż pod środkową wieżą naszych. Zabójstwo zabezpieczył Jankos, a G2 po raz pierwszy od kilku minut zanotowało na koncie wyraźny zysk.

FPX chciało powtórzyć szybki skok na Barona, ale tym razem znacznie lepiej dysponowani Samurajowie szybko pokrzyżowali im plany. FPX stale utrzymywało drobną przewagę w złocie, w walkach tym razem pokazując się jednak z nieco gorszej strony. Jęk zawodu paryskiej widowni wywołała niefortunna wymiana wzmocnień w okolicy 23 minuty. Podczas gdy Perkz zabezpieczał smoka, FPX szybko przeniosło się, by bez wahania podjąć się walki z Baronem. Co gorsza, nie ponieśli za to żadnych konsekwencji. Seria niefortunnych dla Europejczyków zdarzeń parę minut później objęła ostatni, krytyczny zwrot. G2 totalnie posypało się w zakamarkach swojej własnej dżungli, oddając inicjatywę na ostatniej prostej i ostatecznie kończąc z marzeniami całego regionu.

Obecna odsłona G2 była niesamowita. Ich śmiały rajd przez oba splity, zdobycie tytułu MSI, wszystkie emocje i odwaga, z jaką drużyna prezentowała światu swój pomysł na rozegranie Riftu. Legendarne SKT nie było wyzwaniem dla Samurajów, ale FPX nie miało sobie równych w całej mistrzowskiej stawce. Zasłużony puchar pozostaje w Chinach, gdy nowy władca rozpościera swoje skrzydła i rzuca cień na szanse i marzenia pozostałych pretendentów. Gratulacje dla FPX, nowych mistrzów świata!