Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
MSI

Nowi mistrzowie Mid-Season Invitational

Wybuchowy finał wyłonił najlepszą drużynę MSI!

Gra pierwsza

W fazie banów Kingzone wcześnie zaklepało dla siebie Irelie, jednak do końca nie było wiadomo, na którą aleję zostanie wystawiona. W momencie, w którym stało się jasne, że RNG na środku będzie chciało zagrać Sionem, Khan dostał w swoje ręce Fiorę i BDD po raz kolejny otrzymał szansę na pokazanie, czy potrafi Tańczyć z Ostrzami. Wobec potrójnego koreańskiego zagrożenia, chińska drużyna postawiła wszystko na Ezreala Uziego, który miał być wspierany Janną i masą tanków.

Z dotychczasowej historii turnieju wynika, że jeśli RNG ma przewagę w złocie w 15. minucie i co więcej, zbije pierwszą wieżę, to wygrywa każdy mecz. Tak było i teraz. Peanut na początku wykazał się chciwością, która doprowadziła go do oddania Pierwszej Krwi. BDD robił na środku robił co mógł, zabijając solo Xiaohu i pomagając w gankach na górze, ale na dolnej alei Uzi nieubłaganie zdobywał przewagę nad Caitlyn Praya. Było jasne, że w środkowej fazie gry jego postać jest mocniejsza, a jako że Kingzone postawiło w całości na obrażenia fizyczne, tanki ze strony RNG miały ułatwione zadanie, jeśli chodzi o wybór przedmiotów.

W 23. minucie różnica w złocie nie była jeszcze dramatyczna, ale Pray i Gorilla dali się osaczyć przy baronie. RNG rzuciło się na nich bez zastanowienia, goniąc ich aż do wieży. Pięciu pokonanych zawodników Kingzone później jedyne, co nie pozwoliło Chińczykom na przejęcie Barona, to niski stan ich zdrowia, który nie pozwalał na czekanie, aż Ezreal wreszcie się rozprawi ze stworem.

To jednak przypieczętowało przewagę RNG. 1:0 dla drużyny z Chin!

Gra druga

RNG ponownie postawiło na Ezreala, Skarnera i Orna, ale w drugiej turze banów KZ nie pozwoliło im na dopełnienie kompozycji Sionem i Janną. Zamiast tego musieli się więc zadowolić Galio i Morganą, ponownie stawiając wszystko na jedną kartę z napisem „Uzi”. Kingzone tym razem wybrało duet Varus i Tahm Kench, uzupełniając Irelią i Sejuani. Khan dostał w swoje ręce Cho'gatha, którym siał takie zniszczenie w półfinałach.

Kingzone otworzyło mecz od zasadzki na Ezreala jeszcze przed pojawieniem się pierwszej fali stworów. Dzięki pomocy Khana Pray zdobył dla siebie pierwszą krew. Trzeba było za nią zapłacić trzema spalonymi Błyskami. Dzięki temu późniejszy gank Karsy na górze był właściwie formalnością – Cho'gath nie miał dokąd uciec. Po tym jak KZ zdobyło także pierwszą wieżę, przez 20 minut działo się stosunkowo niewiele. Gdy pierwszy raz Varus i Tahm dali się zaskoczyć, kosztowało to ich drużynę dwie wieże na środkowej alei. Za drugim razem RNG zniszczyło inhibitor.

Wydawało się, że chińska drużyna ma sytuację pod kontrolą, gdy okazało się, że samotny Ezreal nie jest w stanie przebić się przez gigantyczną górę punktów zdrowia jaką stał się Cho'Gath i Sejuani. Po wybuchowej walce w północnej dżungli KZ stało się jasne, że koreańska drużyna ma inicjatywę w tym meczu. RNG tracąc barona oddało przeciwnikom palec, a ci wyrwali go z całą ręką.

Z kilkutysięczną przewagą złota mistrzowie LCK wymusili zdecydowaną walkę przy środkowym inhibitorze RNG i po prostu przetoczyli się po ich bazie wyrównując na 1:1!

Gra trzecia

Trzeci mecz był historią o środkowym, który wreszcie dostał w swoje ręcę maga z prawdziwego zdarzenia i nie musiał wspierać swojego strzelca. Vladimir Xiahou budził postrach od pierwszych chwil, kiedy udało mu się przeżyć gank Peanuta i zdobyć pierwszą krew. KZ ponownie skoncentrowali się na próbach powstrzymania Uziego, ale Krwiożerczy Żniwiarz był ich zgubą.

RNG pewnie przejmowało kolejne cele na mapie z rąk wyraźnie zdetonowanych Koreańczyków. Khan i Peanut dawali się łapać w pojedynkę, oddając coraz więcej złota. Xiahou i spółka szybko domknęli grę, zdobywając drugi punkt dzisiaj.

Gra czwarta

W meczu o przetrwanie, KZ nie dość, że sięgnęło ponownie po Illaoli dla Khana, to jeszcze na środku, przeciwko Malzaharowi, wystawiło... Vel'koza! Uzi nie dostał Ezreala, ale oznaczało to, że może zagrać Kai'są, którą już wcześniej wystawił przeciwko koreańskiej drużynie. Jednakże Pray i Gorilla wybrali dzięki temu Xayę i Rakana. Zapowiadała się wybuchowa, być może ostatnia, gra dnia.

Royal Never Give Up podeszło do początkowej fazy gry z dwutorowym planem. Z jednej strony gank za gankiem na górnej alei spowalniał Khana, z drugiej, ciągła obecność Skarnera na dole, nie pozwalała KZ na agresywniejsze zagrania. Illaoli w roli dziewczyny do bicia dała chińskiej drużynie dużo złota, ale Koreańczycy w zamian za jej ofiarę przejmowali kolejne smoki.

W pewnym momencie musiało jednak dojść do sytuacji, w której Khan będzie razem ze swoją drużyną. Nadeszła w 28. minucie, kiedy Kingzone udało się wymusić walkę przy baronie. Połączona moc obszarowych czarów zdmuchnęła RNG z powierzchni mapy.

Napędzani baronem KZ zdemolowali dwie aleje aż do inhibitorów i wydawało się, że uda im się wymusić piątą grę. Zanim jednak można było puścić „Silver Scrapes” w przerwie, Koreańczycy musieli wygrać przynajmniej jeszcze jedną walkę. I zrobili to, ale nie do końca, każdej drużynie zostało dwóch zawodników i Illaoli z Vel'kozem nie byli w stanie zniszczyć wież przy Nexusie.

Gdy wydawało się, że wystarczy, aby KZ się przegrupowało, Pray dał się zaskoczyć przez inicjację Malzahara i Orna. Illaoli nie było w pobliżu, nie było więc szans na odpalenie kombo i łupem RNG padł także powolni Vel'koz. I tak, jak za dotknięciem magicznej różdżki, odwróciły się losy meczu. Bez głównych rozgrywających koreańska drużyna nie była w stanie obronić swojej bazy i Royal Never Give Up szybko zgarnęli należne im zwycięstwo.

Historyczna chwila

Po raz pierwszy od 1106 dni koreańskiej drużynie nie udało się wygrać międzynarodowej imprezy. Jest to też piąty raz w historii, kiedy zespół z Korei został pokonany w grze best-of-5 przez team zagraniczny. Uzi czekał sześć lat, dwukrotnie zajmując drugie miejsce na Mistrzostwach Świata, aby wreszcie podnieść zwycięskie trofeum. Tym samym Royal Never Give Up jest trzecią drużyną w historii, obok SKT T1 i Edward Gaming, której udało się wygrać Mid-Season International.

Europejscy fani na pewno czują niedosyt. Czy gdyby Fnatic w pierwszej fazie grał tak jak w półfinałe z Royal Never Give Up, to czy miałby szansę na wybranie słabszego przeciwnika? Choć ich spotkanie z RNG zakończyło się porażką 0:3, to zaprezentowany przez nich agresywny styl gry pozwala dać nadzieję na porządny rewanż podczas Mistrzostw Świata.

Czy to początek chińskiej dominacji na imprezach tej klasy? Dowiemy się już w lipcu, kiedy to podczas Rift Rivals drużyny z chińskiej ligi staną naprzeciw zespołom z LCK i Tajwanu.