Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Społeczność

"Młode wilki nie walczą o pozycję w komentowaniu" — wywiad z Fryderykiem „Veggie” Koziołem

Jakiś czas temu opublikowaliśmy na portalu artykuł opowiadający o znanych komentatorach zagranicznych — takich jak Deficio czy Froskurinn. To nam trochę przybliżyło tajniki tego zajęcia, jako czegoś wymagającego nie tylko dużej wiedzy, ale i… wytrzymałości fizycznej. Tym razem pytamy o to jednego z najpopularniejszych polskich komentatorów!

Izabela Smętek: Jakie są Twoje refleksje związane z komentowaniem jako zawodem?

Fryderyk "Veggie" Kozioł: Z Deficio mam śmiesznie, bo zawsze się mijaliśmy w korytarzach oraz dyskutowaliśmy po godzinach transmisji, więc wiem, jak długą drogę przeszedł, aby teraz być jednym z najbardziej szanowanych komentatorów ze stajni Riotu. Nie zawsze tak było — przecież ja doskonale pamiętam czasy, gdy był non-stop krytykowany (tak jak w ostatnio głośnej sprawie Pulse’a, który przeniósł się do LPL) za nieznośny sposób wypowiadania się, akcent oraz ton głosu.

U mnie było identycznie jak u niego. On był zawodnikiem — ja byłem zawodnikiem. On został analitykiem — ja byłem trenerem. On stał się komentatorem  i u mnie też tak wyszło. W związku z tym obaj mieliśmy ten sam problem na początku. Gdy komentowałem podczas początków Frenzy czy polskich transmisji IEM od ESL, to byłem non-stop krytykowany za tragiczne brzmienie mojego głosu. Sprawdźmy to:
 

 

Co prawda był to mecz o 3. nad ranem, ale nie da się zrozumieć, co mówię. Mamroczę coś pod nosem, to jest głos z bardzo niskim poziomem energii. Wtedy byłem bardziej zawodnikiem i tylko okazjonalnie komentowałem, ale kogo to obchodzi na widowni  na koniec dnia jest to próba wytłumaczenia się. Gdybym dziś tak skomentował mecz, to bym został zwyzywany i rzucono by we mnie pomidorami.

Gdy przestałem grać oraz trenować i pojawiła się opcja komentowania meczy na dłużej (Polsat Sport News), to zapisałem się na zajęcia indywidualne (co oczywiście nie jest tanie) u niejakiej Moniki Lady-Bieńkowskiej (aktorki, artystki i osoby pracującej z głosem). To ona stwierdziła, że mam głos nosowy ze względu na krzywą przegrodę nosową oraz ze względu na to, iż amerykański to mój język ojczysty (a jest to język z dużą ilością nosowych dźwięków, np. „yeah” „why”). Ona też zwróciła mi uwagę, ile zależy tak naprawdę od naszego ciała, jeżeli chodzi o wydobycie głosu. Pracowanie przeponą, mięśniami klatki piersiowej. Praktycznie całym ciałem można wpływać na wydobywający się głos. Deficio również chodził przez lata na zajęcia związane z wydobywaniem głosu i to tak jak w moim przypadku dało dodatkowe możliwości.

Co do komentowania jako zawodu: dla mnie jest to i była zawsze działalność dodatkowa. Pracuję na co dzień na pełnym etacie jako projektant układów FPGA. Oczywiście pamiętajmy, że w Riocie sprawa jest zupełnie inna i wszyscy komentatorzy zajmują się tym zawodowo. Ja osobiście wolałbym trenować, aniżeli komentować, jeśli miałbym pracować w e-sporcie na pełen etat; ale raz odzywałem się do Deficio, aby pokomentować w EU LCS, jednak koniec końców zrezygnowałem z tego pomysłu. Każdy ma swoje upodobania. Ja nie przepadam za komentarzem Froskurinn, ale za to uwielbiam PapaSmithy oraz większość komentatorów NA LCS. W Europie lubię Quickshota i Deficio.

veggie komentator

IS: Jesteś niezwykłe charyzmatyczną osobą na wizji — po nagraniach masz jeszcze na cokolwiek siłę, umiesz w ogóle jeszcze potem mówić?

Veggie: Nie mam odpowiedniego przygotowania w kwestii fizyczno-głosowej. Po korepetycjach z wydobywania głosu wiem, że należy praktycznie codziennie ćwiczyć głos, wydobywać dźwięki i przed transmisjami się rozgrzewać. Nie robię tego, bo jednak obecnie nie komentuję codziennie. W pierwszej połowie tego roku tak miałem i rzeczywiście bywały dni, gdzie mój głos już wysiadał, ale w ciągu jednego dnia już wszystko wracało do normy. Zazwyczaj po transmisjach wracam od razu do domu spać, bo następnego dnia trzeba wstać do pracy. A po pracy od razu transmisja.

IS: Jak przygotowujesz się do komentowania? Nie tylko w kwestii wiedzy, ale też fizycznie czy psychicznie?

Veggie: Ja się przygotowuję tylko z wiedzą, gdyż już nie chodzę na zajęcia. To się na pewno zmieni za rok/dwa, gdy pojawią się kolejni młodzi gniewni, którzy spróbują zająć moje miejsce. Wtedy stary dziad będzie musiał znowu wrócić do trenowania głosu, lepszego przygotowania oraz profesjonalizmu. Na razie stary dziad nie musi tego robić. Młode wilki z jakiegoś powodu nie walczą o pozycję w stadzie komentatorów.

Jeżeli chodzi o wiedzę, to to już przychodzi samo. Jeżeli śledzę codziennie, co się dzieje, oglądam wyniki meczy, czy je komentuję, to czy ja de facto potrafię powiedzieć, ile tak naprawdę się przygotowuję przed konkretnym spotkaniem? Załóżmy, że dziennie około 3-4 godzin przyswajam różnymi kanałami coś na temat LoLa. Wychodzi na to, że do 4 meczy best of three na tydzień przygotowuję się około 6 godzin na mecz.

IS: Czy „osobowość komentatorska” idzie w parze z tym, jaką się jest osobą prywatnie, a może „da się” być na co dzień cichą wodą, a w czasie meczów krzyczeć z emocji na antenie?

Veggie: Według mnie nie. Każdy na wizji przekazuje siebie albo nie jest szczery. Może nie mam jeszcze takich umiejętności, aby idealnie „oszukać” widownię, ale patrząc po swoich współkomentatorach, to są oni na żywo tacy, jacy są podczas transmisji. Nie znam żadnego komentatora, który jest naprawdę cichą wodą podczas gry, a potrafiłby rozedrzeć gardło na transmisji.

IS: Być może niektórzy z naszych czytelników podpatrują i marzą, że kiedyś też będą komentować mecze przed dużymi publicznościami. Czy masz dla nich jakąś radę, jak zacząć, o czym pamiętać, co robić, a czego nie?

Z komentowaniem jest jak z każdą inną umiejętnością. Trzeba to po prostu robić.

Veggie: Nie przygotowywać się przed pierwszą transmisją pół roku, aby niczego nie zepsuć. Jak zaczynasz coś robić, to zawsze na początku będziesz robił to źle (polecam wywiad Carmaca nagrany podczas pierwszego IEMu w Katowicach, gdzie dał celną i bardzo przejrzystą odpowiedź w tym duchu). Nie kopiuj nikogo bezmyślnie. Obserwuj, co robią inni, ale tylko bierz to, co naprawdę potrzebujesz i szanujesz  wykorzystuj ich. Pamiętaj, że aby być w czymś dobrym, musisz tę czynność mieć wpisaną do harmonogramu dnia. Dlatego musisz być osobą, która naprawdę pasjonuje się LoLem albo inaczej nie będzie ci się chciało. Oto moja prosta receptura: przygotuj jakieś krótkie komentarze próbne, nie muszą w żadnym stopniu być na dobrym poziomie, i zaspamuj skrzynki pocztowe wszystkich organizatorów turniejów LoL w Polsce. Po roku komentowania turniejów w Pcimiu Dolnym zobaczymy, gdzie będziesz, a nie od razu wielkie stadiony w głowie, młodzieńcze!

koment V.

IS: Czy jest ktoś wśród komentatorów – dowolnej gry – kto jest według Ciebie przykładem dobrego komentatora? Może ktoś, kogo wyjątkowo lubisz słuchać?

Veggie: Joe Miller — no po prostu geniusz barwy głosu. Jak mówi Joe, to słychać w nim głos małego dziecka, które dalej nie wierzy w to, że e-sport się tak rozwinął na tyle dyscyplin i że ono w tym bierze udział. Słowami potrafi zamaskować swoją niewiedzę na temat danej gry. Gdy Joe Miller komentuje mecz w LoLa pomiędzy szkołą podstawową nr 6 i nr 8, to czujesz, jakby to był finał Worlds. Geniusz!

PapaSmithy  uwielbiam jego ton i zrównoważenie. Różnica jest taka, że według mnie on naprawdę ma ogromną wiedzę o grze. Oglądałem go jeszcze za czasów LPL oraz z duo partnerem PartyTime (który nie jest tak dobry).

tv

IS: Zdarzało Ci się komentować nie tylko na streamie, ale także dla telewizji. Które z tych mediów wolisz? Są jakieś wyraźne różnice? Pewnie nie tylko ja odniosłam wrażenie, że w telewizji „mniej wypada” i trzeba się „pilnować”. Jakie są Twoje refleksje odnośnie zderzenia tych dwóch mediów — z perspektywy komentatora, ale i oglądającego esport w TV?

Veggie: Telewizja była dla mnie dziwna. Jak odszedłem całkowicie od e-sportu na pół roku i skupiłem się na pracy, to telewizja dała mi powód, aby do tego wrócić w innej roli. To był telefon od mojego eks-managera za czasów EloHell, o którym nie wiedziałem, że w ogóle dalej cokolwiek robi w tej branży. Nie dało się odmówić: mam 15 minut samochodem do studia Polsatu i to jeszcze po drodze z pracy do domu.

Pierwszy sezon w telewizji wspominam bardzo dobrze. Niczego mi tam nie brakowało, ale byłem tylko gościem studia. Nie komentowałem chyba ani jednego meczu. Mieliśmy dobrą oglądalność (80 000 widzów jednocześnie, proszę to porównać z twitch.tv!). Po pół roku się skończyło i zauważyłem dwie rzeczy: nie dało mi to żadnej popularności wśród sceny. Zaczął się Polsat — miałem 5 tysięcy like’ów. Skończył się Polsat — miałem 5,5 tysiąca. Naturalny wzrost. Inną sprawą było to, że ochroniarz budynku u mnie w pracy mnie skojarzył, bo tam telewizor był włączony 24/7. Druga sprawa to były początki transmisji na twitch.tv, gdzie nauczyłem się interakcji z czatem i to jest największa różnica pomiędzy TV a Internetem. To jest przyszłość. Jako inżynier telekomunikacji powiem też, że nawet technologicznie telewizja powinna być nadawana w sieci przyszłości  sieci all-IP. 

Podczas drugiego sezonu w telewizji czułem się bardzo źle. Nie było czatu. Straciłem część ciała – czat twitch.tv.

IS: Być może nie wszyscy czytelnicy wiedzą, ale wcześniej byłeś także trenerem. Co sprawiło, że postanowiłeś zmienić zajęcie?

Veggie: Trenerem, tak jak komentatorem, stałem się przypadkiem. Byłem graczem, który lata świetności miał już za sobą. Grałem około 6 godzin dziennie i kwestią czasu było, aż młody gniewny, Jankos, mnie przegoni umiejętnościami na polskiej scenie, gdyż grał po prostu więcej. Kiedyś z nim wygrywałem z łatwością. Potem było równo. Potem przegrałem. Po jednym z moich ostatnich turniejów (PGA 2013) moi byli koledzy z drużyny, Vander i Celaver, podeszli do mnie i zaproponowali trenowanie ich drużyny (wtedy H2K, potem KMT, potem GF Gaming, potem Astana Dragons, potem KMT, potem ROCCAT). Na początku odmówiłem. Uznawałem to za krok w tył w mojej karierze. Kiedyś dobry zawodnik na scenie europejskiej, a teraz jakiś trener? Wtedy nie było żadnych trenerów tak naprawdę.

Ale mieli rację — w drużynach zawsze byłem osobą decyzyjną i odpowiedzialną za grę na mapie. To było im potrzebne i praktycznie przy pierwszym wspólnym treningu na żywo (podczas pewnego IEMu KMT miało wynajęty pokój w studiu, więc zostałem po godzinach) już wiedziałem, co robią źle. Nie pilnują fali na linii. Nie wiedzą, że smok się pojawia. Jankos nie mówi nic o wrogim niebieskim buffie. Dla mnie proste rzeczy do poprawienia. Trenować przestałem z jednego powodu, o którym gracze już wiedzieli w połowie sezonu letniego 2014  miałem zbliżającą się obronę pracy magisterskiej.

trener

IS: Mieliśmy artykuł opisujący życie gracza – a jakie jest życie trenera z graczami? Jak to wygląda z perspektywy trenera, jak to jest trenować innych? Jak w ogóle „zostać” trenerem?

Veggie: Dla mnie niewiele się to różniło od życia gracza, jeżeli chodzi o harmonogram dnia. Wstawałem z wszystkimi. Przed treningami analizowałem, co robi Korea i co można od nich ukraść, przeglądałem naszych przeciwników z EU LCS i przypominałem sobie nasze błędy z treningów dnia wczorajszego. Potem pierwszy blok treningowy w godzinach 15-18. Godzinna przerwa na dyskusję z zawodnikami oraz obiad. Drugi blok treningowy od 19 do 22. Do 1 w nocy to samo, co przed treningami, i spać.

Cała różnica polegała na tym że gracze grali solo kolejkę, gdy nie trenowaliśmy jako drużyna, a ja siedziałem i oglądałem minimapę, i zapisywałem, w której sekundzie ktoś gdzieś zrobił wizję, gdzie zszedł z linii, jak gracz się poruszał po mapie. Dla mnie to prosta robota analityczna. Z przekazywaniem wiedzy nie wiem. Chyba po prostu to mam jako osoba. Z graczami rozmawiałem tak samo, jak z widzami podczas transmisji.

Tak samo jak w przypadku komentowania się zaczyna: zajmujesz się tym na co dzień przez kilka godzin. Zgłaszasz się do najlepszych ośmiu drużyn z poprzedniego sezonu ESL Mistrzostwa Polski i pro bono siedzisz z nimi na treningach. Bardzo proste, czemu jeszcze tego nie zrobiłeś?

gracz

IS: Chciałabym też zapytać o coś, o co pewnie pyta Cię sporo fanów, ale może podzielisz się tym też z nami: jakie są Twoje przewidywania na koniec splitu w Europie i Ameryce? Czego możemy spodziewać się w playoffach?

Veggie: Bardzo słabo mi poszły typowania sezonu przed jego rozpoczęciem. C9 odpadło, a bardzo w nich wierzyłem. CLG nieźle, a wieszałem na nich psy. G2 ledwo przeszło Splyce. Fnatic najlepsze w grupie. Ale stoję dalej przy moich typach: G2 wygra z H2K (sorry, Jankos!), a MSF wygra z Fnatikiem (przed sezonem stawiałem na to, że MSF będzie miało 2. miejsce w grupie, a FNC 3.). W Ameryce jak to w Ameryce, co do zwycięzcy się nie pomyliłem: TSM.

IS: Dużo komentujesz polską scenę. Czy któraś drużyna ma szansę na międzynarodowe sukcesy?

Veggie: Na LCS to średnio. Na CS jak najbardziej. JacTroll dziś się właśnie dostał do EU LCS, a jeszcze niedawno zajął 2. miejsce podczas poprzedniego sezonu ESL MP. Pompa musi dalej trenować stałym i stabilnym składem. DPD jest mi trochę szkoda, bo naprawdę mają chłopaki potencjał na polskiej scenie, ale mniejsza liczba treningów chyba nie wystarczy na CS. Team1 też ma potencjał, jeżeli gracze nie pouciekają do innych drużyn, ale uważam, że tak będzie. 

Polscy gracze są naprawdę nieźli, tylko nie potrafią się zorganizować.

IS: No i zdradź nam jeszcze na koniec: kogo najbardziej lubisz oglądać? Kogo komentować? I przede wszystkim: od kogo widz (i nasi czytelnicy) może najwięcej się nauczyć?

Veggie: Nie oglądam nikogo. Żadnej telewizji, żadnego streamera. Nie mam na to czasu i nie rozwija mnie to. Oglądam LCK i jednocześnie to od tych małych portretów na minimapie można się najwięcej nauczyć. SKT to drużyna, którą uwielbiam oglądać. Nie dlatego, że są najlepsi. Bywały turnieje, gdzie nie wygrywali. Ale zawsze grają w sposób zaplanowany i zdyscyplinowany. A komentować to będę komentować najlepsze polskie drużyny i turnieje. Bo nie mam czasu za granicą. I lubię te swojskie klimaty.

IS: Dziękuję za wywiad!

Veggie: Dzięki! Zapraszam na mój fanpage: https://www.facebook.com/VeggieLOL/ Tam możecie śledzić moje wszelkie poczynania w przygodzie e-sportowej!