Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
MSI

Ostatnia prosta i trzy Nexusy — nadchodzą półfinały MSI 2019!

Konkurencja została przesiana, rozgrywki MSI przenoszą się do Tajwanu, a wraz z nimi 4 najlepsze zespoły tej edycji turnieju. Kto zdoła przejść do wielkiego finału?

Invictus Gaming vs Team Liquid

Walkę o finały otwiera starcie Dawida z Goliatem. Gdyby tylko przyjąć, że w tej wersji znanej historii Dawid nie ma w rękach nawet procy. I że musi bardzo mocno nagimnastykować się, by choć drasnąć niemal przesadnie napakowanego rywala. Eksperci nie mają wątpliwości. Invictus Gaming to zdecydowany faworyt tej pary i stoi za tym co najmniej kilka bardzo solidnych argumentów. W skład IG wchodzą absolutni wirtuozi swoich pozycji. Niektórzy z nich mogli nie dostarczać spodziewanej wartości w stu procentach, ale nawet chybotliwy TheShy to faworyt swojej alei. Impact był kiedyś wielki, ale po jego świetności zostały nam już niemal wyłącznie wpisy na e-sportowych wiki. Górny IG w swojej najlepszej formie powinien rozbić go w drobny mak. Te najlepsze chwile widzieliśmy w wiosennym splicie, a także okazjonalnie podczas trwającego turnieju — na przykład wtedy, gdy jako Akali szybował przez połowę dżungli i nad głowami zdezorientowanych zawodników G2.

ig

Widywaliśmy najlepsze-najlepsze zagrania graczy IG, ale i ich powracające potknięcia. Ich roster to bez wątpienia jeden z najjaśniejszych punktów tych rozgrywek, ale wciąż zdarza im się potykać w karygodny wręcz sposób. Dla Rookiego miał być to turniej ostatecznego przełamania. Ostatni z wielkich pucharów spocząłby w jego gablocie, a on sam mógłby wreszcie również pod kątem trofeów równać się z Fakerem. Dotychczasowe spotkania z wielkim środkowym nie przebiegły jednak po jego myśli. Stary wyjadacz okazywał się bardziej skuteczny i choć zabrzmi to dość absurdalnie — nawet przegrywając w 16 minut, robił to z należytą gracją. Tego wyuczonego spokoju wciąż brakuje środkowemu IG i w takich lukach, swoje szanse na sukces może wietrzyć konik zza oceanu.

dl

Reprezentanci LCS, bardzo ogólnie mówiąc, nie zagrali najlepszych grup. Ich jedyne zwycięstwa to 2 triumfy nad PVB i zaledwie po jednym z FW i G2. Jeżeli przyjąć, że zgodnie z opiniami społeczności Bawoły i Wilki to reprezentanci regionów słabszych, to mistrzom amerykańskiej ligi czołówce udało się urwać dotąd zaledwie jeden punkt. Pamiętna porażka G2 była ponadto kuriozalnie jednostronna i nieprzewidywalna. W portfolio Teamu Liquid znajduje się zatem jedynie kilka osiągnięć, które bledną w ogromnym cieniu rzucanym nań przez Invictus Gaming. Czy oznacza to, że losy tego meczu są przesądzone? Absolutnie nie. TL ma wciąż na pokładzie Doublelifta i CoreJJa. Pierwszy z nich to raz artysta, a raz rzemieślnik. Olbrzymie doświadczenie legendarnego prowadzącego wciąż daje o sobie znać, ale nie można uciec wrażeniu, że jego duet nie klika jeszcze tak dobrze, jak zdarzało się mu wcześniej w swojej lidze. Jeżeli jednak wspierający odblokuje się na większej scenie, to kompozycja oparta o skalującego się strzelca powinna być dla TL szansą... procą, która nawet w wątłych rękach może narobić krzywdy gigantowi.

Jak oceniacie szanse Teamu Liquid w tym półfinale?

Koniecznie dajcie znać w komentarzu, a następnie sprawdźcie, jak im poszło!

Invictus Gaming vs Team Liquid już w piątek, 17 maja o 12:00!


SK Telecom T1 vs G2 Esports

Druga para wygląda na zdecydowanie bardziej wyrównaną. Żaden z tych zespołów nie dostał szansy, tak jak Invictus Gaming za zwycięstwo w grupach, na dobór swojego rywala, więc już teraz zobaczymy pojedynek dwóch z trzech najlepszych ekip tego turnieju. Fani koreańskiego powerhouse'u mogą mieć nudności i spore pretensje do swoich ulubieńców. SKT zabrało ich na przejażdżkę naprawdę brutalną kolejką górską. Drużyna wygrała wszystkie mecze z ekipami z dolnej części tabeli, ale dwie porażki z G2 i blamaż na IG zdawał się wskazywać, że koreańskim mistrzom bliżej w tym roku do brązu, aniżeli złota. SKT okazało się ostatecznie lepszym maratończykiem, a kondycja w perspektywie rozciągniętej w czasie fazy grupowej zadziałała na ich korzyść. G2 miało lepsze zrywy i pokonało ekipę Fakera dwukrotnie, ale jednocześnie totalnie rozłożyło się w spotkaniach, które powinno z łatwością wygrać. Koreańczycy przegrali i wygrali jednocześnie. Nawet jeżeli przyjąć, że mają obecnie słabszy osobowo skład albo gorszą świadomość mety — nieważne. Ich długodystansowy wysiłek stawia ich o oczko wyżej w drabince i wyrównuje szanse na gruncie eksperckich spekulacji.

faker

SKT to przecież wciąż SKT. Trudno stawiać przeciw mistrzowi jednego z najlepszych regionów, na którego czele stoi wciąż największy z największych — arcymistrz, legenda, bóg. Jakkolwiek wiele na Rifcie nie zrobiłby w tych grach Clid, Khan czy Teddy, zasadniczą przewagą w każdym meczu, w którym się pojawia, jest Faker. Mówiło się, że nieco przespał początek tego turnieju, ale bolesna porażka z IG zadziałała na jego ambicję lepiej niż byłby w stanie obudzić go kubeł lodowatej wody. W oczach środkowego widać teraz znacznie więcej determinacji, żądzy zemsty, może po prostu złości… Po samej fazie wyboru postaci widać też, że Koreańczycy nie chcą już eksperymentować, a już na pewno nie przesadzić. Ich oczy zwrócone są w stronę pucharu i widać, że wierzą, że Faker, na przykład jako Ryze, może pomóc im po niego sięgnąć.

g2

W całym tym zamęcie pojawia się jednak szansa dla zawadiackich Samurajów. G2 to bardzo kompletny reprezentant regionu, który wciąż boryka się z problemem swoistej niedojrzałości. Roster naszego mistrza to plejada gwiazd, a potencjał zawodników kolektywnie sięga najwyższych szczytów. Mimo tego wszystkiego w fazie grupowej G2 było drużyną jedynie połowicznie skuteczną. Trudno opisać zadowolenie, jakie musiało towarzyszyć fanom Jankosa podczas oglądania jego kolejnych triumfów na SKT. Tak samo trudno wyobrazić sobie jednak zapewne zawód, gdy ci sami ulubieńcy byli na Rifcie rozszarpywani przez co najwyżej średniawe PVB. G2 Esports to na papierze kandydat do tytułu — pomyślcie tylko o umiejętnościach Capsa, doświadczeniu Perkza, agresywności Jankosa oraz profesjonalizmie Wundera i Miky’ego. Dawno nie mieliśmy tak świetnego składu z Europy. Jeżeli Samurajowie zdołają rozwiązać problem braku konsekwencji, to w oczekiwaniu na sobotnie starcie możemy spać zupełnie spokojnie. Innej opcji zresztą nie ma. Na drodze do finału stoją przed nimi 3 wymagające zniszczenia Nexusy. Przedrzeć się przez fortyfikacje i Fakera nie będzie łatwo, ale… Wunder, Jankos, Caps, Perkz i Miky — jak nie wy, to kto?

Uważacie, że G2 zwycięży z SKT i awansuje do finału?

Podzielcie się swoim typem w komentarzu i koniecznie kibicujcie naszemu rodakowi podczas transmisji na żywo!

SK Telecom T1 vs G2 Esports w sobotę, 18 maja o 09:00!

cup