Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Oto nasi reprezentanci na MŚ! Podsumowanie regionalnych kwalifikacji

To był ostatni etap na tym szczeblu europejskich rozgrywek w tym sezonie. Sprawdźcie, kto rozpoczął wakacje, a kto może już rozpocząć przygotowania do Mistrzostw!

Spośród wszystkich uczestników kwalifikacji musieli czekać najdłużej, by ponownie zobaczyć Origen na Rifcie. Drużyna jako jedyna ze stawki nie zdołała nawet dostać się do letniej fazy play-off, choć świetny rajd wiosną zupełnie tak wielkich problemów nie zwiastował. Długa przerwa od zakończenia fazy zasadniczej aż do teraz wiązała się również z najdłuższym okresem przygotowawczym. Podopieczni Guilhoto przez całe tygodnie mogli preparować rozmyślne strategie i kompozycje, by, gdy wreszcie ponownie staną do walki, mogli skutecznie zaskoczyć rywala. Przynajmniej w pierwszej grze przeciwko Splyce udało się to w stu procentach.

Nukeduck zdecydował się wybrać na środek Nautilusa, który choć radził sobie na linii przeciętnie, był kluczowym elementem kompozycji w późniejszej fazie gry. Origen od samego początku zaznaczało swoją wyższość na dolnej alei, co dało im również łatwy dostęp do smoków, a to w efekcie do przewagi ciągnącej całą drużynę w stronę wygranej. Nukeduck i spółka odsłonili jedną kartą, ale kartą tą okazał się as. Egzotyczny wybór środkowego popłacił, a OG otworzyło serię zasłużonym punktem.

W drugiej grze również pojawił się Nautilus, również po stronie Origen, ale tym razym na dolnej alei w rękach Mithy’ego. Między innymi dlatego drugie spotkanie miało zupełnie inną dynamikę niż pierwsze. Obie drużyny bardzo długo stroniły od agresji i podejmowania ryzyka. Pojedyncze zabójstwa wpadały na konta ekip, ale przewaga zyskiwana była przede wszystkim poprzez mądre rotacje, kontrolę wież oraz linii. Grze brakowało dużych momentów, zwrotów akcji i wybuchów. Była demonstracją świetnego, taktycznego zmysłu zespołowego Splyce. Wieża po wieży, Węże w swoim stylu rozpracowały rywala i wyrównały wynik w serii.

Trzecia gra była pokazem różnic ideologii stojących za strategiami obu drużyn. Origen grało krótkodystansowo i szybko. Agresywnie szarpiąc za sznurki, wysyłało swoich żołnierzy do walki o drobne cele, to tu, to tam zyskując dzięki temu miejscową przewagę. Wszędzie jednak gdzie nie było akurat oddziału Origen, Splyce grało w swoją rozwleczoną w czasie grę. Podczas gdy OG pracowało nad pozyskaniem kolejnych smoków, SPY zbierało złoto ze stworów i wież. Gdy pierwsi szukali szansy do walk, drudzy atakowali pracując nad swoją obroną. Obie strategie działały, ale tylko do czasu. W okolicy 25 minuty przewaga na koncie Żmij stała się zbyt duża, by rywale mogli ją zignorować. Splyce klasycznie przeciągnęło swojego oponenta do późnej fazy gry i w niej pokonało go swoim doświadczeniem. Po blisko 45 minutach na 3 mapie, Splyce znalazło się na prowadzeniu.

spy

Origen znalazło się pod ścianą, dlatego konieczne były bardziej szalone rozwiązania. Drużyna postawiła na Kennena na górnej alei oraz Yasuo na środku. Obie postacie okazały się kluczowe dla pomyślnego rozwoju gry po ich stronie. Nukeduck we wczesnym etapie gry skupił się przede wszystkim na nękaniu struktur rywala, a to przełożyło się na naprawdę solidną przewagę w złocie dla całej drużyny. Tym razem to Origen stroniło od walki tak długo, aż przydarzyła się idealna okazja. W okolicy 20 minuty rewelacyjne wejście Alphariego i potrójne zabójstwo na jego koncie zaznaczyło grubą linią początek końca Splyce. Wężom nie udało się odbić po takim ciosie, a 10 minut później było po wszystkim. 2:2 i Silver Scrapes już na początku regionalnych eliminacji do MŚ!

Origen zaliczyło właśnie świetny występ i poszło dalej za ciosem. Wybrało Zeda dla Nukeducka oraz naprawdę niezłą kompozycję, by wesprzeć swojego utalentowanego środkowego. Norweg już w piątej minucie zupełnie sam odesłał swojego rywala w zaświaty, ale w perspektywie całej gry nie był tak skuteczny jak w poprzednim spotkaniu. Drużyna znów wpadła w pułapkę krótkowzroczności, skacząc po Rifcie w poszukiwaniu zabójstw, podczas gdy Splyce rozgryzało jej szansę na wygraną cel po celu. Węże są doskonale znane ze swojej umiejętności do akumulowania złota poprzez ruchy na mapie, a w ostatnim meczu serii miały do tego dowolnie dużo miejsca.

Origen 2:3 Splyce


W kolejnym etapie regionalnych kwalifikacji na Splyce czekało już żądne krwi Schalke. Biało-niebiescy mogli czuć się zawiedzeni swoim występem w play-offach, co teraz zamierzali sobie odbić awansem do wielkich Mistrzostw Świata. Splyce nie zamierzało jednak zatrzymywać się po wysiłku, który wymusiło na nich Origen. Węże weszły w nową serię z nowymi pomysłami, tym razem korzystając nie z Gragasa i Corkiego, a na przykład kombinacji Akali z Nocturnem. Wiedząc, jak wielki wpływ na sukces Schalke ma zazwyczaj Trick, gracze OG skupili się na neutralizowaniu Koreańczyka. Po 30 minutach gry na tablicy wyników widzieliśmy po 7 śmierci na koncie Tricka i Abbedagge. Splyce otworzyło serce Schalke i przez powstały otwór wpełznęło do środka, by od wewnątrz zadać ostateczny cios. 1:0 dla SPY!

Drugi mecz odbył się w podobnym duchu, choć od pierwszego był znacznie, znacznie szybszy. Schalke znów chciało skupić się na powolnym rozwoju swojej kompozycji, podczas gdy ich rywale tylko kilka razy musieli uderzyć tam, gdzie najbardziej bolało. Znów totalnie pozbawiony wpływu na rozgrywkę został Trick, a bez generała wydającego słuszne rozkazy z dżungli, Schalke czuło się jak okręt bez kompetentnego kapitana. Sam Upset nie wystarczył, po niespełna 24 minutach Splyce miało w swoim zasięgu punkt meczowy.

spy

Po dwóch porażkach ekipa z Gelsenkirchen wyciągnęła odpowiednie wnioski i zaadaptowała się do niezmiennej strategii oponenta. Tym razem Trick dostał w swoje ręce Olafa, który świetnie się pojedynkuje, więc podejście Schalke w ten sposób przestało mieć sens. Trick i spółka po raz pierwszy w tej serii mogli odetchnąć i spróbować rozegrać Rift według własnego pomysłu. Przez jakiś czas nawet im się to udawało. Na ich koncie zobaczyliśmy o parę tysięcy złota więcej, ale przez kilka nieuważnych rotacji przewaga szybko stopniała. Schalke nieopatrznie doprowadziło do późnej fazy gry, w której Splyce radzi sobie przecież tak dobrze. Parę niefortunnych walk drużynowych wystarczyło, by wytracić prędkość i znów totalnie poddać się woli przeciwnika. Świetne występy Xerxego i Kobbego totalnie przyćmiły wpływ rywali na rozgrywkę. Nie pomógł Trick, Upset, ani nawet rozkręcający się ostatnio Abbedagge. Schalke pożegnało się z szansami na Mistrzostwa, a Splyce właśnie wtedy zapewniło sobie udział.

Splyce 3:0 FC Schalke 04


Splyce pozostał ostatni pojedynek. Najtrudniejszy, bo z Fnatic, choć również z odrobinę mniejszą stawką. Tym razem na szali nie było już udziału w Mistrzostwach, a jedynie ustawienie na starcie turnieju. Pomimo tego żaden z uczestników nie zamierzał odpuszczać. Napompowane zwycięstwami Splyce podeszło do serii z wielką ambicją i determinacją. Korzystając ze sprawdzonej kompozycji Węże zaczęły rozpychać się na Rifcie, punktując Fnatic w naprawdę wielu miejscach podczas meczu. Ostatecznie kluczem do zwycięstwa Pomarańczowych okazał się jednak rewelacyjny Nemesis jako Cassiopeia na środkowej alei. Postać, choć pod względem mety dość egzotyczna, działała rewelacyjnie jako kolczasta tarcza przed kolejnymi atakami rywala. Splyce atakowało efektywnie, ale jednocześnie traciło coś przy okazji każdej próby ofensywy. W perspektywie całej gry Fnatic okazało się nie tyle dominujące, co po prostu stabilne. A to wystarczyło, by objąć przewagę.

fnc

Druga gra była krótsza, a błąd Splyce bardziej widoczny. G2 podczas swojej pierwszej serii na Fnatic również go popełniło. Samurajowie zostawili wtedy Pomarańczowym cały arsenał postaci o globalnym wpływie na rozgrywkę. Tym razem w kompozycji Fnatic zobaczyliśmy Gangplanka i Nocturna, a ponadto Rekkles i Hylissang zdecydowali się na nieco przegięty duet Garen-Yuumi. Z tak wieloma potężnymi jednostkami zyskiwanie przewagi przyszło wicemistrzom Europy z łatwością. Już w okolicy 26. minuty Nexus Splyce był poważnie zagrożony, by tylko parę chwil później dostać kilka ostatecznych ciosów i zasygnalizować zdobycie drugiego punktu przez Fnatic.

Trzecie spotkanie serii rozpoczęło się od naprawdę ciekawego draftu. Po stronie Pomarańczowych zobaczyliśmy Vladimira na górnej alei, Leonę ponownie na bocie oraz Iverna w dżungli. Egzotyczne wybory były symbolem eksperymentu lidera, ale i jego niezaprzeczalnego komfortu psychicznego. Po dwóch coraz szybciej zdobywanych punktach, Fnatic mogło zagrać emocjami oponenta bez obawy o natychmiastową utratę swojej pozycji. Splyce nie mogło sobie na taki komfort pozwolić. Było przyparte do muru i zestresowane, a to odbijało się na pojedynczych błędach formacji na Rifcie. Tym razem Fnatic było całościowo jeszcze bardziej konkretne. Zaledwie 24 minuty zajęło Pomarańczowym zadanie swoim rywalom ostatecznego ciosu.

Fnatic 3:0 Splyce


Choć Splyce przegrało w tej serii, w konkteście całego sezonu zawodnicy tej formacji mogą czuć się zwycięzcami. W końcu obok Fnatic i G2 są reprezentantami Europy na nadchodzących wielkimi krokami Mistrzostwach Świata. Wszystkie trzy drużyny pokazały nam podczas ostatnich miesięcy naprawdę wiele wspaniałych zagrań. Pokazały świetne pomysły i wolę walki do samego końca.

Jak oceniacie szanse tych drużyn na MŚ?
Kto zajdzie najdalej?

Dajcie znać w komentarzu poniżej!