Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LEC

Pętla sukcesu Fnatic

Pomarańczowi prawie sięgnęli po puchar, a miesiące później sięgnęli dna. Teraz znów siedzą na tronie europejskiej tabeli. Jak tego dokonują?

Fnatic kończyło zeszły sezon siedząc na szczycie świata. Po rewelacyjnym, dominującym splicie na lokalnej ziemi, zawodnicy udali się na Daleki Wschód, by i tam przekonać kilku niedowiarków o sile europejskiego e-sportu. Niewiele brakowało, by udało im się wygrać absolutnie wszystko. Pomarańczowi wzbili się w powietrze i dotknęli słońca, ale niebywale potężne wtedy Invictus przetrąciło im skrzydła. Chińczycy zakończyli długi i solidny rajd naszych mistrzów, ale rozpoczęli jednocześnie równie gwałtowny upadek. Gdy Caps delegowany do udziału w All-Star pokazywał się w koszulce największego wroga, fanom Fnatic musiało pękać serce. Tak samo boleśnie przeżyli to zawodnicy formacji. Duńczyk stał się integralną częścią jej sukcesu. Od debiutu coraz bardziej rozpychał się w jej szeregach, aż wreszcie nauczył grać resztę pod swoje dyktando i dowództwo. Młody talent dał radę tchnąć w starą organizację świeżość, której cała Europa nie czuła od lat. Nauczył Fnatic oddychać, jak przystało na mistrzów, a potem odwrócił się na pięcie i dołączył do rywala. Pozbawił Pomarańczowych świetnego zmysłu taktycznego i silnej ręki lidera. Pozbawił ich oddechu.

fnc

W miejscu Capsa pojawił się Nemesis. Wieloletnich fanów organizacji uderzyło déjà vu. Znów do zastanej formuły wprowadzony został młodzik. Nieopierzony środkowy z potencjałem. Ktoś, za kogo podobno warto trzymać kciuki i ktoś, kto być może przy okazji następnych Mistrzostw doprowadzi sprawę do samego końca. Na barkach słoweńskiego zawodnika spoczęła gigantyczna presja, której… z początku nie udźwignął. Wrzucony w ogromne buty jednego z najlepszych środkowych, jakich widział Zachód, miał za zadanie utrzymać Fnatic na szczycie. Jak mógł tego dokonać, skoro sam dopiero uczył się chodzić?

fnc

Drugi strzał w zwartą formację “niemal-mistrzowskiego” Fnatic został skierowany na górną aleję. Pomarańczowi przez sezon nauczyli się żonglować swoimi możliwościami. Bwipo stał się naprawdę solidnym i wszechstronnym zmiennikiem, ale dość szybko okazało się, że jego talent jest za ciężki na ławkę rezerwowych. Stojąc przed wyborem pomiędzy weteranem — sOAZem, który jest z Ligą od sezonu pierwszego, a zaledwie dobrze zapowiadającym się uzupełnieniem składu, nie kierowali się sentymentem. Padło na charyzmatycznego Belga. Pomarańczowi zatrudnili jego entuzjazm i pomysłowość na pełen etat, a doświadczeniu francuskiego weterana wydali kwitek z wypowiedzeniem. Fnatic na przestrzeni zaledwie kilku miesięcy straciło dwa bardzo solidne filary, na których opierała się myśl strategiczna formacji. Drużyna jesienią szybowała wśród najwyższych szczytów i tronu mistrza świata, a zimą, razem ze swoim nowym środkowym, stawiała znów pierwsze, koślawe kroki na dnie europejskiej tabeli.

Czas leczy rany. Niewielu ekspertów spodziewało się tak trudnego "debiutu" Fnatic w LEC, ale za problemami stało naprawdę wiele przesłanek. Solidne przebudowanie trzonu drużyny czy powrót do ligowej struktury po międzysezonowej przerwie to tylko nieliczne przykłady. Pomarańczowi podjęli całkiem spore ryzyko i zapłacili za nie ogromną cenę w pierwszej części wiosennego splitu. Cztery porażki z rzędu na start i trzy kolejne, do czasu, gdy dobili do półmetka. Fnatic poległo na G2 w zaledwie 20 minut, a ich szanse na udział w play-offach wydawał się realnie zagrożony, a jednak coś się zmieniło.

fnc

O Broxahu nie mówi i nie pisze się tak wiele. Charyzmatyczna postawa Rekklesa, humor Capsa czy nawet entuzjazm Bwipo skupiają na sobie więcej obiektywów. Europa drży w podnieceniu, gdy mowa o poczynaniach szwedzkiego strzelca. Legendarny zawodnik budzi zachwyt, gdy sięga po kolejne pentakille i prowokuje do dyskusji, gdy zostaje odesłany na ławkę. Jego pierwszy plan jest tłoczny i głośny, ale w tle cały czas rozgrywa się kilka innych wojen — być może poważniejszych i ważniejszych. Duński leśnik w wywiadzie dla ginx.tv otworzył się w kwestii poprzedniego splitu oraz tego, z jakimi problemami przyszło mu się mierzyć jako indywidualnemu zawodnikowi, ale i jako członkowi osłabionego na początku roku składu. Na Rifcie Broxah krwawił razem z kolegami z zespołu, ale gdy sam zdołał podnieść się z kolan, Fnatic ogromnie na tym zyskało. Początek wiosennego splitu był nieco szalony. Do nurtu mety przebijał się między innymi Karthus i Jarvan, ale jego wyborami nadal pozostawały postacie takie jak Xin Zhao i Kha’Zix. Niepasujące do jego stylu gry i osobowości powstrzymywały zapędy Duńczyka przez blisko połowę splitu.

Trudno jednoznacznie ocenić, jak wielki udział ma Broxah w sukcesie Fnatic, ale można tylko spekulować, że jest gigantyczny. Gdy Pomarańczowi odbudowywali swoje ligowe szanse, ich gracze z solo-linii nadal byli rozchwiani. Bwipo często grał w kratkę, dając na zmianę występy świetne i potwornie złe, a Nemesis nie zawsze zdołał pozytywnie zaskoczyć. Z wynikami drużyny zawsze współgrał jednak rezultat dżunglera. Duńczyk potrafił świetnie grać wokół silnych elementów kompozycji w poprzednim sezonie i na nowo nabył tę umiejętność z czasem podczas tej wiosny. Znajdował się w odpowiednim miejscu i czasie, grał postaciami z mety, a nawet pozwolił sobie rozszerzyć swój standardowy zasób bohaterów. Pamiętacie, gdy Jankos pokonał Broxaha jako Karthus w zaledwie 20 minut? Trudno o słodszą zemstę, bo leśnik Żniwiarzem zgładził Polaka i jego G2 pod koniec tego samego splitu.

fnc

Innym ważnym elementem stojącym za powrotem Fnatic do formy jest forma dolnej alei. Skoro bot Pomarańczowych, to i Rekkles, a skoro Rekkles, to i olbrzymi talent, który czasami… po prostu się marnuje. Jeden z najlepszych strzelców Starego Kontynentu siedział na ławce rezerwowych przez sporą część sezonu ósmego i choć wtedy miało to uzasadnienie — drużyna lepiej radziła sobie w szalonej mecie, wysyłając na przykład Bwipo na bota jako maga, o tyle roszady miały swoje konsekwencje. Szwed bez ruchu nieco zardzewiał oraz stracił funkcję lidera, którą tak usilnie mu przypisywano przez lata. Gdy rolę dowódcy obejmował Caps, wszystko szło po myśli organizacji, ale nie można było oczekiwać tego samego od i tak debiutującego dopiero Nemesisa. Gdy pierwszy kroki Słoweniec miał już za sobą, jego prezencja na środku zaczęła przyjmować inne barwy. Szczególnie w tym splicie widać, jak znacząco samodzielność środkowego odbija się na rezultatach Szweda. Nemesis radzi sobie częściej i lepiej samodzielnie, a Rekkles może znów rozwinąć skrzydła. 11,6 — tak wygląda obecnie jego współczynnik śmierci i zabójstw po 6 spotkaniach.

fnc

Wreszcie również, Fnatic bierze się na poważnie. Kompozycje proponowane przez Pomarańczowych nie trafiają może na szczyty lolowego Reddita, ale są wyważone, rozsądne i przede wszystkim działają. G2 dało nam się poznać jako maszynka do generowania nietypowych, szalonych pomysłów, a Fnatic kroczy obecnie po prostu po utartych już szlakach. W ich grze widać wielką motywację i powagę. Widać to było szczególnie w ostatnim turnieju o mniejszą stawkę, czyli RR. Podczas gdy G2 grało wszystkim i niczym, Fnatic testowało solidne kompozycje. Podczas gdy Fnatic zgubiło zaledwie jedną mapę w całej rywalizacji, G2 nie mogło ani razu pokonać Teamu Liquid.

I to teoretycznie tylko Rift Rivals.
Praktycznie tylko jeden punkt przewagi w ligowej tabeli LEC.

Wszystko to składa się jednak kolektywnie na następny cykl. Historia zatacza koło, a Pomarańczowi po raz kolejny w historii wyglądają jak potencjalny mistrz Europy. Co by nie mówić o ich historii, to z pewnością wdzięczny materiał na ukochaną drużynę. Niezależnie od aktualnego rosteru, worka dramatów i stosu trupów schowanych w szafie, Fnatic zawsze znajduje drogę z powrotem na szczyt.

Uważacie, że Pomarańczowi zostaną na górze tabeli do końca tego sezonu?
Kto zwycięży w rewanżu na G2?

Dajcie znać w komentarzu!