Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
MSI

Mamy to! Podsumowanie finału MSI 2019

Wysiłek ostatnich tygodni prowadził do tej pojedynczej serii gier. Sprawdźcie, jak przebiegł finał tegorocznego MSI!

Zacięta rywalizacja pomiędzy dużymi regionami zachodu sięga czasów sezonu pierwszego. Przebieg Mistrzostw Świata dobrze pamiętać może wciąż przede wszystkim Doublelift. Obecny prowadzący Team Liquid był wtedy częścią reprezentującego Amerykę Epik Gamer i grał na pozycji wsparcia. W tamtym turnieju, jak i przez długi czas od wtedy, Europa znajdowała znacznie więcej powodów do dumy na arenie międzynarodowej. Tym bardziej niespodziewany i sensacyjny okazał się awans obecnego TL aż do finału MSI. Półfinały były symbolem walki Wschodu z Zachodem i po raz pierwszy od pierwszego sezonu naszym się udało. Team Liquid i G2 Esports weszli w buty wielkich, krocząc teraz ścieżką przetartą przed laty przez Fnatic. Puchar MSI na pewno powędruje w tym roku na Zachód — sprawdźcie, w gablocie po której stronie Atlantyku ostatecznie spocznie.


Pierwszą grę G2 od razu rozpoczęło z wysokiego C. Europejczycy weszli na Rift zdeterminowani i agresywni i dali temu ujście jeszcze zanim na mapie pojawiły się neutralne stwory. TL dostało parę ciosów na granicy własnej dżungli, ale najbardziej w całym tym chaosie stracił CoreJJ. Nieuzasadnione ryzyko zmusiło go do wykorzystania Błysku w pierwszych minutach gry, a G2 postanowiło wykorzystać ten błąd i wycisnąć z niego wszystko, co się dało. Celem Jankosa i spółki od razu stała się dolna aleja, a koreański wspierający szybko pożałował wczesnego potknięcia. Po zaledwie 11 minutach szary ekran widział już trzykrotnie, a G2 wyrobiło sobie jego kosztem poważną przewagę.

Dalsze minuty były popisem Jankosa i Mikyxa, którzy wspólnie przemieszczali się po mapie, odhaczając kolejne cele. Stali się architektami bardzo precyzyjnie wykonanej strategii, ale katem okazał się Wunder. Z początku odłączony od chaosu walki, jako Swain wszedł w nią wreszcie jako praktycznie nieśmiertelny oprawca. Zawodnicy G2 świetnie wyłapywali kolejnych rywali za pomocą kontroli tłumu, a Wunder wtapiał się w linię defensywy wroga i niszczył ją od środka. Po 20 minutach baza Teamu Liquid stała już otwarta i cała rozgrywka bardzo wyraźnie zmierzała w kierunku triumfu Europejczyków. Mecz zaczął się jednostronnie i tak też się zakończył. Z wynikiem 22-3 w zabójstwach i potężną przewagą w złocie, G2 1, Team Liquid 0.


Druga gra rozpoczęła się znacznie spokojniej, choć ciekawiej wyglądała faza wyboru postaci. Pyke po raz kolejny trafił do rąk Wundera, a widzowie zawrzali w nadziei, że świetny górny powtórzy sukcesy swoich poprzednich występów na tej postaci. Wynik w meczu otworzył Jankos świetnie przemyślanym gankiem na dolnej alei, ale od tego momentu rozgrywka przybrała znacznie wolniejsze tempo. Zawodnicy nie chcieli podejmować zbyt dużego ryzyka, a miarowe skalowanie w czasie sprzyjało wynikowi Teamu Liquid. Gdy Europejczycy wreszcie pokusili się o agresję na dole, sytuację bardzo rozsądnie uratował dla rywali Impact. Jego Kennen był naprawdę morderczy i trudny do zatrzymania jednocześnie. Przez długi czas stanowił linię defensywy, której nie były w stanie spenetrować żadne ataki G2. Dopiero w 22. minucie obie drużyny opuściły swoje gardy i zaczęły otwarcie okładać się w okolicy środkowej alei. 

Wunder nie trafił z egzekucją, a chwilę później G2 wyglądało na totalnie rozbite. Przy życiu pozostali jedynie Caps, Wunder i Jankos, ale we trójkę całkowicie obrócili losy tego starcia oraz całego spotkania. Bardzo sprawnie rozprawili się ze wszystkimi rywalami i zyskali sporą przewagę, by łatwiej sięgać po kolejne cele mapy. Kilka minut później Europejczycy mieli już na koncie wzmocnienie Barona i oblegali bazę wroga na dwóch frontach. Po raz drugi w tej serii bardzo jasne stało się, że G2 jest drużyną bardziej spójną i opanowaną. 2:0 dla reprezentacji Starego Kontynentu!


Trzeci mecz rozpoczął się niemal tak samo jak pierwszy. Po raz kolejny w rękach Jankosa spoczął Jarvan, a kompozycję G2 na dole uzupełniła para Xayah-Rakan. Podobnie rozpoczęła się również bardzo wczesna faza gry. Europejczycy wkroczyli do dżungli rywala w poszukiwaniu przewagi, ale zdołali jedynie wymienić się Błyskami z wrogim leśnikiem. Agresja znów skupiła się na dolnej alei i jeszcze przed upływem 5 minut Jankos przewodził odważnemu atakowi pomiędzy wieżami. Doublelift upadł, a G2 przelało tym samym pierwszą krew na trzech mapach z rzędu. Kilka kolejnych minut musieliśmy czekać, nim Europejczycy na dobre się rozkręcili, ale było warto. Środkowy Samurajów wziął ciężar spotkania na swoje barki.

Caps takimi zagraniami, na takim poziomie rozgrywek (!), pokazuje, że jest najlepszym środkowym Zachodu i jednym z najlepszych graczy, jakich możemy obecnie obserwować w Lidze. Jest niedorzecznie dobry, a plan Ocelota zdaje się działać. Szalony pomysł o umieszczeniu dwóch światowej klasy środkowych w jednym składzie przynosi upragnione rezultaty, a o niszczycielskiej formie G2 na własnej skórze przekonali się zawodnicy Teamu Liquid. Po 17 minutach bardzo jednostronnej gry Samurajowie otwierali amerykańską bazę i wszystko stało się jasne.

Europejczycy po raz pierwszy od 2011 sięgnęli po duże trofeum w międzynarodowym turnieju. Wraz z jednym z najbardziej dominujących składów w historii lokalnej sceny pojechali, by pokazać całemu światu, że LEC liczy się na e-sportowej scenie równie mocno, jak LCK czy LPL. Team Liquid i G2 kolektywnie rozbili wschodnie potęgi i wielkie brawa należą się obu tym ekipom za dojście tak daleko, ale mistrz może być tylko jeden.

Jankos wreszcie sięgnął po trofeum swojego regionu, a parę miesięcy później wzniósł nad głową puchar MSI. Zrobili to wszyscy: Wunder, Caps, Perkz, Mikyx i Promisq razem z nim. Europa była to sobie winna, G2 oficjalnie wielkim zwycięzcą MSI 2019!