Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
Wydarzenia

Podsumowanie Rift Rivals

Czyli jak wypadła nowa forma międzynarodowego wydarzenia?

Rift Rivals

W tym tygodniu dla fanów LoLa została przygotowana nie lada gratka: całkowicie nowy międzynarodowy turniej. Rift Rivals to wydarzenie, które jest odpowiedzią na zarzuty o braku luźniejszych spotkań międzynarodowych. W końcu jak inaczej można było udowodnić, że Europa jest lepsza od Ameryki Północnej? Pierwszy rozdział wszystkich pięciu kolorowych edycji Rift Rivals już za nami, gdyż całość zmieściła się w jednym tygodniu. Dlatego czas podsumować, jak wypadli nasi przedstawiciele w starciu z reprezentacją Ameryki Północnej i jak wyglądały pozostałe edycje Rift Rivals.

 

Klęska Europy

TSM kontra UOL
TSM z pucharem Rift Rivals

Niebieska odsłona Rift Rivals miała rozstrzygnąć odwieczny spór pomiędzy najstarszymi regionami i odpowiedzieć na pytanie: „Kto jest lepszy? Gracze z Ameryki Północnej czy z Europy?” Niestety ten pojedynek przedstawiciele NA LCS wygrali w przekonującym stylu, całkowicie dominując swoich przeciwników. Faza grupowa skończyła się wynikiem 12 do 6 na korzyść Amerykanów, co w świecie e-sportu kwalifikuje się do rangi pogromu. W finale zmierzyły się najlepsze drużyny obu regionów, czyli Unicorns of Love i Team SoloMid. Jednak to spotkanie również było jednostronne, gdyż reprezentacja Ameryki Północnej zmiotła Różowe Jednorożce wynikiem 3 do 0.

 

Dzień po dniu

Rekkles

Reprezentanci ligi EU LCS (G2 Esports, Fnatic i Unicorns of Love) już pierwszego dnia znacząco ulegali przedstawicielom NA LCS (Team SoloMid, Cloud9 i Phoenix1). Europejczycy wygrali zaledwie dwa mecze, a na dodatek ciężko nazwać je przekonującymi zwycięstwami. Natomiast niektóre triumfy Amerykanów przypominały bardziej masakrę, niż wyrównane starcie z odwiecznym rywalem. Unicorns of Love nie udało się nawet wygrać żadnego z dwóch spotkań, natomiast pozytywnie wyróżnili się zarówno nasi strzelcy: Jesper „Zven” Svenningsen i Martin „Rekkles” Larsson, jak i cały zespół Fnatic, który w pięknym stylu rozpracował Phoenix1.

Unicorns of Love po zwycięstwie z TSM

Analitycy spodziewali się zdecydowanie bardziej zaciętej gry niż ta, która miała miejsce pierwszego dnia. Wynik dwóch zwycięstw i czterech porażek nie zadowolił europejskich fanów. Drugi dzień niebieskiej edycji Rift Rivals miał być dla Europy dniem zemsty. Kontratak w niewielkiej mierze się udał, gdyż reprezentantom EU LCS udało się doprowadzić do remisu z Amerykanami. Tego dnia drużyna Unicorns of Love dała też radę obalić dotychczas niepokonany zespół Team SoloMid, co całkiem nieźle rokowało przed ostatnim dniem rozgrywek. Drugi dzień skończył się łącznym wynikiem siedmiu zwycięstw i pięciu porażek dla reprezentacji NA LCS.

TSM po fazie grupowej

Nadzieja nie opuściła europejskich widzów aż do trzeciego dnia, ponieważ aż sześć spotkań mogło zmienić ostateczny wynik na korzyść przedstawicieli EU LCS. Niestety ostatniego dnia miała miejsce prawdziwa katastrofa dla europejskich widzów. Amerykańscy dżunglerzy rozgromili oponentów, czyniąc trzeci dzień niebieski Rift Rivals podsumowaniem swojej dominacji nad Europą. Dennis „Svenskeren” Johnsen zmiótł Fnatic Kha’zixem kończąc mecz z porażającymi statystykami 11/0/2. Z kolei debiutant z NA LCS, Michael „MikeYeung” Yeung, pokazał jednorożcom, jak się gra Nidalee w dżungli, osiągając wynik 8/2/5.

 

Ostatnia nadzieja

Narada TSM
Doublelift

Ostatnią szansą Europy na rehabilitację po fatalnej fazie grupowej był finał, w którym starły się najlepsze zespoły obu stron rywalizacji niebieskiej edycji Rift RivalsUnicorns of Love i Team SoloMid. Zapowiadał się naprawdę wyrównany pojedynek, gdyż w fazie grupowej Jednorożce zremisowały z naczelnym zespołem NA LCS. Obie strony pokazały fantastyczne zagrania, więc przed rozpoczęciem finału można było spodziewać się wszystkiego. Unicorns of Love w przeszłości wygrywało z Team SoloMid, ale Amerykanie na Rift Rivals wypadli rewelacyjnie. Idealnie oddaje to zajawka tego spotkania wypuszczona przed samym finałem.

Smutna maskotka Unicorns of Love

Ostatecznie finałowe mecze okazały się zupełnie inne, niż je sobie wyobrażano. Team SoloMid wygrało trzy do zera z Unicorns of Love. Momentami gra wydawała się być wyrównana, lecz wtedy gracze reprezentacji Europy popełniali niepotrzebne błędy, jak na przykład otrzymanie przypadkowych ciosów od wieży przez Samuela „Samux” Fernández Forta. Nie pomogło również angażowanie się w nierówne walki, jak na przykład Rakan i Ivern po stronie Jednorożców kontra Braum i LeBlanc po stronie Amerykanów, co kończyło się tylko i wyłącznie zbędnymi śmierciami. Team SoloMid okazało się lepsze.

Bjergsen i Svenskeren

Amerykańscy zawodnicy zaprezentowali wyjątkowo dobrą kondycję. Dennis „Svenskeren” Johnsen dosłownie zdewastował Unicorns of Love grając Kha’zixem i Lee Sinem, za co otrzymał nagrodę najbardziej wartościowego gracza finału niebieskiej edycji Rift Rivals. Søren „Bjergsen” Bjerg jak zwykle stanowił nieskazitelny trzon całej drużyny. Natomiast widownię pozytywnie zaskoczył Yiliang "Doublelift" Peng grający Ashe, gdyż jego Zaczarowane Kryształowe Strzały wielokrotnie trafiały wrogów w perfekcyjnych momentach. To dzięki takiemu postrzałowi Fabian „Exileh” Schubert umarł na środku, pomimo wcześniejszego pierwszej krwi.

 

A co z Fnatic i G2 Esports?

Rekkles po porażce

Mało kto się spodziewał, że to właśnie Unicorns of Love będą reprezentować ligę EU LCS. Jednak zarówno Fnatic jak i G2 Esports nie popisały się. Drużyna Martina „Rekkles” Larssona miała swoje dobre chwile, w szczególności gdy ten miał okazję położyć swoje ręce na Kennenie. Ciężko zarzucić im wyjątkowo złą formę. Porażkę raczej należy tłumaczyć brakiem w przygotowaniu taktycznym lub komunikacyjnym. Warto również zauważyć, że ani Martin „Rekkles” Larsson ani Mads „Broxah” Brock-Pedersen nie zawiedli w żadnej z rozegranych gier. Problemem natomiast bywali pozostali zawodnicy Fnatic.

Zven po porażce

Tymczasem organizacja G2 Esports zawiodła na pełnej linii. Jej fani liczyli co najmniej na powtórkę formy z MSI 2017, a w głębi serca pewnie na triumf. Niestety G2 Esports przegrało wszystkie swoje spotkania z wyjątkiem jednego. Jesper „Zven” Svenningsen był jedynym zawodnikiem europejskiej drużyny, który reprezentował stale wysoki poziom gry. Natomiast reszta, a w szczególności Luka „PerkZ” Perković i Kim „Trick” Gang-Yun, pokazali się od gorszej strony. Wielokrotnie byli łapani przez przeciwników, przez co ich statystyki przypominały raczej wyniki z nieudanego meczu w kolejce solo/duo. 

 

Wnioski po walce o Niebieski Rift

Zven i Rekkles

Niebieska edycja Rift Rivals była ważnym sprawdzianem dla obecnej reprezentacji ligi EU LCS. W pierwszej odsłonie Europa dostała przeciwnika, który przeważnie oscylował na jej poziomie. Tymczasem na Mistrzostwach Świata 2017 z pewnością trafią się lepsi oponenci niż przedstawiciele Ameryki Północnej. Najprostszym wnioskiem jaki można wyciągnąć z tego turnieju, jest stwierdzenie: jeśli tak ma wyglądać reprezentacja Europy na nadchodzące Mistrzostwa Świata, to nie wyjdzie z fazy grupowej. Organizacje G2 Esports, Unicorns of Love i Fnatic z pewnością są tego świadome. Do końca letniego sezonu EU LCS jest jeszcze czas, więc może zaskoczą widzów.

 

5 edycji Rift Rivals

FW Karsa

W pozostałych edycjach Rift Rivals również nie brakowało emocji i niespodzianek. Najwięcej uwagi przyciągnął czerwony Rift ze względu na obecność przedstawicieli koreańskiej ligi LCK, w tym obecnych mistrzów świata. W tym turnieju zmierzyły się z nimi najlepsze drużyny chińskiej ligi LPL i tajwańskiej LMS. Wielu analityków pokładało nadzieje w tak zwanych „pogromcach Koreańczyków”, czyli zespołowi Flash Wolves. Tajwańczycy nie zawiedli, ponieważ pokazali grę naprawdę na wysokim poziomie, a drużyna ahq e-Sports Club nawet rozpracowała koreańską organizację KT Rolster. Jednak prawdziwym zaskoczeniem okazała się reprezentacja Chin.

Royal Never Give Up

Przedstawiciele ligi LPL skończyli fazę grupową z najsłabszym wynikiem, mowa o zaledwie dwóch zwycięstwach i aż sześciu porażkach. Nikt się nie spodziewał porażki Tajwanu w starciu z Chinami w półfinałach, tymczasem wynik trzy do dwóch na rzecz Państwa Środka był jednoznaczny. Jednak to nic w porównaniu z wyczynem, którego Chińczycy dokonali w finale. Reprezentacja ligi LPL pokonała „wszechmocnych” przedstawicieli ligi LCK z wynikiem trzy do jednego. Zwycięskie drużyny: EDward Gaming, Team World Elite i Royal Never Give Up pokazały światowy poziom gry, pokonując Koreańczyków, w tym obecnych mistrzów świata.

Paweł "delord" Szabla

Mniej popularnym edycjom Rift Rivals ciężko było dorównać takiej niespodziance. Purpurowy Rift został w przekonujący sposób rozniesiony przez Japończyków, czyli przedstawicieli ligi LJL. Konkurując w edycji Żółtego Riftu nie poszczęściło się Karolowi „t4nky” Słomce, który wraz z drużyną Just Toys Havoks przegrał wszystkie swoje mecze. Tam wygrała reprezentacja Brazylii, aczkolwiek pozostałe regiony Ameryki Południowej były bliskie zwycięstwa. Na końcu rozstrzygnęło się starcie na Zielonym Riftcie, gdzie Turcja dosłownie zmiotła Rosję. Paweł „delord” Szabla miał przyjemność reprezentować rosyjską ligę LCL w finale, lecz niestety uległ Turkom.

 

Przyszłość Rift Rivals

Bjergsen i Wielki Jednorożec

Przede wszystkim — wynik niebieskiej edycji Rift Rivals to bardzo ważny sygnał dla europejskich organizacji e-sportowych, mówiący, że być może czas się wziąć do roboty. Zespoły z ligi NA LCS nigdy nie były poważnym wyzwaniem, tymczasem rezultat przyszłej potyczki przestał być taki oczywisty. Zatem oprócz rozrywki dla widzów turniej Rift Rivals wypełnił również funkcję ostrzegawczą dla profesjonalnych organizacji e-sportowych, którym marzy się udział w Mistrzostwach Świata 2017. To ostatni dzwonek, żeby wziąć się do roboty!

Pomimo niezadowolenia z wyniku europejskiej reprezentacji, widzowie bardzo entuzjastycznie przyjęli nową formę międzynarodowych turniejów. Wydarzenie Rift Rivals z pewnością było powiewem świeżego powietrza na scenie e-sportowej LoLa, gdyż w innych warunkach do takich spotkań by z pewnością nie doszło. Zadowolenie fanów jest najlepszym wyznacznikiem powodzenia turnieju, więc pewnie można się spodziewać powtórki tego formatu w przyszłości. Zresztą nie można zostawić niedokończonych porachunków z Ameryką Północną, a już na pewno nie z takim wynikiem. Chociaż osobiście najpierw wolałbym zobaczyć starcie Europy z Koreą lub Tajwanem.

Podobał ci się turniej Rift Rivals?

Który region typujesz na następnego przeciwnika Europy?

Koreę i resztę Azji? Turcję? A może Rosję?