Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Drugi bieg

Zupełnie inaczej niż w piątek, sobotnie rozgrywki obfitowały w szybkie wymiany ciosów i decydujące rozstrzygnięcia. Sprawdź, kto zwycięsko wyszedł z czwartej kolejki EU LCS!

ADC W 2018?

Pierwszym hitem soboty okazało się już inauguracyjne spotkanie tego dnia. Aktualni liderzy stawki podjęli okupujące środek tabeli Splyce. Na węże czekało tym razem zdecydowanie trudniejsze zadanie. Po przyjemnym spacerku, którym można by nazwać piątkowe starcie z H2k, przyszedł czas na morderczy sprint w trudnych warunkach pogodowych, a tym bez wątpienia był pojedynek z Vitality. Dominująca ekipa polskiego wspierającego coraz bardziej dorasta do swej roli. Nieśmiało wyrywane oponentom zwycięstwa zastępuje coraz częściej luz i wyrachowanie. Liderzy zaczynają bawić się grą i traktować ligową drabinkę jak swój plac zabaw. Co najważniejsze zyskuje dzięki temu widowisko.

Pokaz umiejętności Vitality rozpoczął się już na etapie wyboru postaci. Zawodnicy postawili na mniej popularne postacie, decydując się między innymi na Jaxa w dżungli, powracającego powoli do mety Thresha oraz… Ziggsa, który objął funkcję prowadzącego. Wykorzystanie Hextechowego Sapera na bocie nie jest co prawda innowacją na skalę światowej mety, bo widzieliśmy już tego typu kompozycje w przeszłości, ale od jakiegoś czasu nie gościł on tam przynajmniej w Europie. Będący jedną z wielkich, pozytywnych niespodzianek Minitroupax pozwolił sobie jednak na odrobinę szaleństwa po wczorajszym triumfie. Trudno powiedzieć, czy Ziggs jest nadal potężny, wybór wybuchowego yordla aż tak zaskoczył Splyce, a może to sam Mini jest po prostu rewelacyjnym graczem, który odnajdzie się na każdej postaci. Rywale Vitality szybko przekonali się o jego sile.

Minitroupax

Po udanym ganku Giliusa, Minitroupax przelał pierwszą krew, a jeszcze przed 7 minutą miał na swoim koncie również pierwszą wieżę wroga. Jednym z kluczowych atutów Ziggsa jest jego niebywała umiejętność do niszczenia wież, jednak skala destrukcji w tym spotkaniu przerosła wszelkie oczekiwania. Budowle Splyce padały jedna za drugą i chociaż aktualnym liderom stosunkowo często zdarzały się potknięcia i śmierci, żadna z ich wież nie upadła na przestrzeni tego meczu. Tablica wyników nie zdawała się na to wskazywać do samego końca, jednak spotkanie to było w pełni pod kontrolą Vitality. Ogromna przewaga w złocie, wszystkie struktury wroga, wszystkie smoki. Rift należał do Minitroupaxa i spółki, a zdobycie punktu przypieczętowali tą przepiękną eksplozją.

Powrót na właściwe tory

Przewidywania na początku tego sezonu stały przede wszystkim Fnatic i G2. Królowie Ligi z poprzednich lat stawiani byli w roli faworytów, dlatego tym bardziej dziwiła ich rozchwiana forma na początku splitu. Wszystko zdaje się jednak zmierzać ku oryginalnemu porządkowi, bo pomarańczowo-czarna maszyna mknie na szczyt tabeli, pozostawiając za sobą jedynie szczątki zniszczonych oponentów.

Pierwszy krok należał tego dnia do Fnatic, które spotkało na drodze Giants. Ci drudzy są w dobrej dyspozycji i po piątkowym zwycięstwie z Misfits okupowali miejsce tuż za Vitality. Na szali było całkiem sporo i nic nie wskazywało na to, jak bardzo jednostronne okaże się to starcie na korzyść ekipy Rekklesa. Rozpoczęło się od dość nieroztropnych śmierci na środku i górze mapy, bo zarówno sOAZ jak i Caps pozwolili sobie na drobne potknięcia i pojedyncze śmierci. Szczególnie upadki górnego Ornna mogły budzić niepokój, bo Francuz często wystawiał się oponentowi na topie jak na tacy. Cztery stosunkowo szybkie śmierci Fnatic były jednak również ostatnimi, które Giants mogło zapisać na swoje konto. Reszta meczu była bowiem pokazem zimnego wyrachowania Rekklesa i spółki.

Soaz

Pomarańczowi bezwzględnie dążyli do zwycięstwa, a w tym spotkaniu nie było już śladu po charakterystycznej niepewności i grze na czas. Pomimo wyboru znacznie lepszej w późnych fazach gry Tristany, prowadzący szybko zaangażował się w walki drużynowe, a cała jego ekipa współpracowała jak części jednego organizmu. To trzecie zwycięstwo Fnatic z rzędu i co szczególnie ucieszy fanów legendarnej drużyny — prawdopodobnie również najpewniejsze dotychczas.

Nieco mniej pewnie, choć równie skutecznie, zagrali tego dnia zawodnicy G2 Esports. Na ich drodzę stanęło Unicorns of Love, które, choć zajmuje obecnie ostatnie miejsce w Lidze, sprawia swoim rywalom naprawdę dużo kłopotów. Dla Jednorożców był to bowiem jeden z najtrudniejszych, a może nawet najtrudniejszy weekend, jaki przyjdzie im rozegrać podczas zasadniczej fazy splitu. Dzień po dniu wyszli oni bowiem na Rift, by mierzyć się kolejno z Fnatic i G2 właśnie. Oba spotkania zakończyły się porażką Różowych, ale ekipa Jankosa nie dostała swojego punktu za darmo. Ich oponenci sprawiali szczególnie duże problemy na gruncie walk drużynowych. UoL atakowało częściej i bardziej skutecznie, chociaż ich zabójstwa nie przekładały się jednoznacznie na faktyczną przewagę w grze. Cały mecz stał się pojedynkiem faworyzowania mikro i makro. UoL wyprowadzało pojedyncze mocne ciosy, a G2 metodycznie punktowało drobnymi trafieniami. Obyło się bez widowiskowego nokautu, ale zwycięstwo to zwycięstwo, racja?

Bohaterem G2 stał się Hjarnan, który w kluczowym momencie ukradł wrogom Barona dzięki rzuconej z daleka Celnej Salwie. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy traf ten był kluczowy dla zwycięstwa drużyny, ale akcja ta całkiem nieźle podsumowuje ostatnie poczynania G2 w Lidze. Z jednej strony to już ich 4. zwycięstwo z rzędu, co świadczy o dobrej i regularnej skuteczności. Z drugiej zaś wygrane zdają się im przychodzić znacznie trudniej niż na przykład Fnatic i nie brakuje w nich takich właśnie oznak szczęścia. G2 nadal mierzy się z wieloma problemami, które ciągną się z nimi od początku splitu. Po sobotnim zwycięstwie zajmują ex aequo drugie miejsce, ale wyglądają jednocześnie najmniej stabilnie ze wszystkich ekip na tej pozycji.

Do zera*

Piątkowe mecze były tak taktycznie perfekcyjne, że aż niekiedy nudne i usypiające. Meta wykreowana na Starym Kontynencie sprawia, że w grach pada stosunkowo mało zabójstw, a na rozstrzygnięcia trzeba niekiedy czekać godzinami. Tym bardziej cieszy zryw drużyn taki, jaki mieliśmy okazję oglądać w sobotę. Wspaniałą bezwględnością mogą się pochwalić gracze ROCCAT i Schalke 04, którzy podjęli odpowiednio Misfits i H2k.

Najbardziej zaskakuje oczywiście wynik starcia pierwszej z wymienionych wyżej par. Misfits stawiane było niemal na równi do G2 i Fnatic w roli faworyta. Wychwalany Hans Sama miał wziąć sprawy w swoje ręce i dzięki swym niesamowitym umiejętnościom pociągnąć swą ekipę do ostatecznego triumfu w Lidze. O ile jednak trzy pierwsze tygodnie były dla Wyrzutków naprawdę niezłe, o tyle czwarty chcieliby oni zapewne jak najszybciej wyrzucić z pamięci. Piątkowa porażka z Giants to już przeszłość, ale rana po perfekcyjnym meczu ROCCAT nadal musi boleć. Misfits nie tylko oddało w ten sposób dwa cenne punkty, ale poległo również w stylu, który poważnie zachwiał ich pewnością siebie. Cały mecz został ustawiony pod dyktando ich oponentów, a na ich konto nie wpadło nawet jedno zabójstwo.

Roccat

Podobnie wygląda zapewne sytuacja w szeregach H2k, które po zmianie środkowego i dżunglera wygląda jeszcze słabiej niż wcześniej. Transfer SELFIEGO odbił się szerokim echem w e-sportowych mediach, ale okrzyknięty szansą na nowy początek ekipy kończy jako rozczarowanie ekipy. Polak ma trudności z odnalezieniem się na Rifcie, a słaba dyspozycja jego towarzyszy nie pomaga mu w powrocie do LCS. Nadal najbardziej wątpliwą decyzją drużyny zdaje się odesłanie Santorina i zastąpienie go Caedrelem. Jego kiepska forma, którą prezentował przez ostatnie tygodnie na środku, odczuwalna jest również, gdy pojawia się na Rifcie w roli leśnika. Zdaje się brakować mu zmysłu charakterystycznego dla dedykowanych tej pozycji zawodników. Co za tym wszystkim idzie, H2k wygląda obecnie bezwzględnie najsłabiej z całej LCSowej stawki, a wyciągnięcie ich z tego dołka będzie wymagać naprawdę ogromnego wysiłku.

Schalke 04

Splyce 0:1 Vitality
Schalke 04 1:0 H2k
ROCCAT 1:0 Misfits
Fnatic 1:0 Giants
Unicorns of Love 0:1 G2 Esports

Wybuchowa sobota

Największym zaskoczeniem w kontekście mety okazał się w sobotę oczywiście wybór Minitroupaxa. Ziggs powracający do roli prowadzącego zasmuci wszystkich, którzy cenią sobie długą żywotność swoich struktur, ale w perspektywie widowiska cieszy wzrastająca różnorodność. Kolejne ekipy pokazują, że kurczowe trzymanie się mety nie zawsze popłaca, a Mini wskazuje w dodatku, że jest niebywale niebezpieczny na dokładnie każdej postaci, która wpadnie mu w ręce.

ziggs

W sobotnich spotkaniach widzieliśmy również całkiem sporo wpływu górnej alei, a tam w szczególności Camille. Wybrana kolejno przez Vizicsacsiego i Profita siała postrach w szeregach wrogów, a ślizgająca się po Rifcie powodowała okrzyki zachwytu widzów na LCSowej arenie. Dwa kolejne bardzo udane występu Stalowego Cienia zdają się sugerować, że za tydzień możemy nie zobaczyć Camille na Rifcie ani razu.

Vitality 7W - 1P

Fnatic 5W - 3P
G2 Esports 5W - 3P
Giants 5W - 3P

Schalke 04 4W - 4P
Misfits 4W - 4P
Splyce 4W - 4P
ROCCAT 4W - 4P
Unicorns of Love 1W - 7P
H2k 1W - 7P

Co sądzicie o aktualnej sytuacji w tabeli? Sądzicie, że Vitality ma szansę na Mistrzostwo? A może seria Fnatic i G2 będzie trwać już do końca splitu?