Jump to Main ContentJump to Primary Navigation
LCS

Stan oblężenia

Wściekłe fioletowe stwory u bram. Jak sobie z nimi poradzić?

Zwycięska seria

Mimo wszystkich zmian w patchu 8.4, patrząc na składy czempionów wybrane przez oba zespoły, można by sądzić, że niewiele się zmieniło. Zarówno Unicorns of Love, jak i Schalke 04 postawiły na kombinacje mocne w walkach w środkowej fazie gry, z przewagą dla Jednorożców, którym udało się zgarnąć Tristanę prosto spod nosa Upseta. Na górnej alei Vizicsacsi już drugi raz w tym sezonie mógł zagrać Trundle'em; poprzednio wygrał nim w meczu przeciwko Misfits. Pozostawało pytanie, jak Veigar Exileha pomoże w oblężeniu wzmocnionych Baronem stworów?

WhiteKnight

Otwierającym etapem planu Unicorns było obleganie górnej alei. Pierwszy gank pozbawił Vizicsacsiego Błysku, drugi zapewnił różowej drużynie bonusowe złoto za pierwszą krew. Schalke odpowiedziało przejęciem ognistego smoka. Drużyna Vandera skutecznie wyprowadzała kontruderzenia i mecz sprawiał wrażenie wyrównanego. Przynajmniej do 18 minuty.

Unicorns odpowiedziało na próbę ganku na dolnej alei dwoma teleportami, biorąc trójkę z Niebieskich w kleszcze. Ni stąd ni zowąd wywiązała się pełna walka pięciu na pięciu, z której skład Exileha wyszedł zwycięsko. Widok Veigara, goniącego samotnie trzech zawodników Schalke, musiał tak podkopać morale drużyny, że już szybko z kolejnej złej decyzji wynikł dla UoL Baron i mecz przerodził się w rzeź.

I tak, jak można było się domyślić, klatka Veigara bardzo dobrze broni dostępu do wzmocnionego Baronem i Sztandarem Dowódcy oblężniczego stwora. Jednakże Schalke nie było bezczynne. Chomikowane od początku meczu Dematerializatory Stworów skutecznie i szybko rozprawiały się z machinami oblężniczymi Jednorożców. Nie miało to jednak większego wpływu na los meczu. Przewaga UoL była zbyt duża i spokojnie wrócili do szatni z zasłużonym, piątym już z rzędu zwycięstwem.

W kratkę

Bez względu na to, jak średnio idzie w lidze H2K, ich przeciwnicy nie chcą ryzykować i pozwalać Sheriffowi na grę Xayą. Musiał się w tym meczu zadowolić wybraniem Caitlyn, którą przegrał już trzy gry w tym sezonie, sygnalizując, że drużyna będzie chciała skoncentrować się na wczesnym przejmowaniu wież. Misfits skontrowali wybraniem Anivii, która w piątek tak dobre sprawdziła się w meczu przeciwko Fnatic. Promisq po raz trzeci wybrał dla siebie Alistara, mimo że jeszcze nie udało mu wiosną wygrać tą postacią meczu. Na papierze obie drużyny były zainteresowane walkami na pełną skalę.

Selfie

HansSama jest obok Rekklesa jednym z najskuteczniejszych strzelców ligi. Jego występ w tym meczu można uznać za co najmniej dwuznaczny. Na początku prawie-że-zabił Alistara, jeszcze na pierwszym poziomie, a w środkowej fazie gry popełniał nietypowe dla siebie błędy, dając się łapać w pojedynkę. Wyłączanie Samy z gry pozwoliło H2K na przetrwanie momentu, kiedy Ezreal jest najmocniejszy i kupiło czas na zgromadzenie potrzebnych Caitlyn przedmiotów.

Choć Misfits zabezpieczyło dla siebie aż cztery smoki, H2K nic sobie z tego nie robiło – ich celem było wygranie walki o Barona. Trzy potężne góry mięsa, Sejuani, Cho'gath i Alistar broniły dostępu do Ryze'a i Caitlyn. Walka po walce okazywało się, że ten mecz należy do H2K. Dodatkowo Misfits zbyt szybko zużyło ładunki na Dematerializatorze Stworów noszonym przez Miky'egox, przez co gdy drużyna Selfiego podtaczała swoje wzmocnione oblężnicze działa, Króliki nie były w stanie nic zrobić.

Tym samym obie drużyny zakończyły kolejny weekend z wynikiem 1:1. Można się drapać po głowie zastanawiając, czy to oznacza, że jednak H2K jest lepsze od Fnatic, najlepszej drużyny w lidze, ale jedno jest pewne: Sheriff i Promisq wreszcie wygrali mecz grając Caitlyn i Alistarem!

Książę Złodziei

Team Vitality nie zdecydowało się wybrać Ashe, która w piątek tak walnie przyczyniła się do wygranej nad Schalke, stawiając na Caitlyn. Jednakże Fnatic w pierwszej kolejności wyrwał dla Rekklesa Tristanę, więc Jiizuke pewnie wybrał Azira. Po raz drugi w sezonie na górnej alei wystąpił Maokai, tym razem w wykonaniu Soaza, a Jacktroll postawił na Thresha, który już dwa razy wcześniej zapewnił Vitality zwycięstwo.

Broxah i Rekkles

Fnatic postanowił narzucić szybkie tempo gry już od samego początku, urządzając zasadzkę w której pierwszą krew, jeszcze przed końcem pierwszej minuty, oddał Minitroupax. Jednakże Vitality odrobiło pracę domową. Przegrywali mecze dlatego, że przeciwnikom udawało się wyłączyć Jiizuke na środkowej alei? To oni w takim razie wyłączą Capsa zanim Fnatic spróbuje wprowadzić plan w życie. I udało się. Początkowe ganki Giliusa utuczyły Azira niczym kurczaka na fermie drobiu. Imperator Pustyni rządził i dzielił, siejąc zniszczenie na wszystkich alejach aż... okazało się, że to za mało, aby pokonać Fnatic.

Drużyna Rekklesa mądrze zachowała na późną fazę gry aż dziewięć ładunków Dematerializatora, przez co wzmocnione Baronem fale stworów Vitality nie były aż tak mocne. Gra przeciągała się, ale o utrzymywaniu się na powierzchni przez Fnatic zadecydował Broxah, celnie kradnąc spod nosa Giliusa zarówno Barona, jak i nieco później, Starszego Smoka.

Otrzymaliśmy więc ostatecznie trzymający w napięciu dreszczowiec, jeden z najlepszych meczów kolejki, gdzie do końca nie było wiadomo, kto wygra. Fnatic w swoim stylu próbował desantów teleportem na plecy wroga, rozciągając Vitality po całej mapie. Drużyna Jiizuke opóźniała ich powrót do bazy, ci z kolei opóźniali powrót ich. Ostatecznie jednak wspomniana kradzież Starszego Smoka sprawiła, że wzmocnieni i baronem, i smokiem towarzysze Broxah byli w stanie wygrać finałowe walki czterech na czterech.

Tym samym Fnatic umocnił swoją pozycję na pierwszym miejscu, ale Vitality jednocześnie udowodniło, że nie można ich całkowicie lekceważyć.

Kawaleryjski Ragnarok

G2 Esports w swoim drafcie wybrało sprawdzone postacie, jak Tristana Hjarnana czy Skarner Jankosa. Z kolei Giants postanowiło w jednym meczu nie dość, że zadebiutować w tym sezonie ligi zarówno Kledem na górnej alei, jak i Olafem dla Djoko w dżungli. Biorąc pod uwagę, że był to też pierwszy występ Perkza za sterami Viktora, zapowiadał się ekscytujący mecz. Obie drużyny były głodne zwycięstwa po przegranych piątkowych grach, a na dodatek dla G2 była to szansa odegrania się na Gigantach za porażkę z początku sezonu.

Pomimo interesujących początkowych potyczek, w tym pierwszej krwi dla Wundera i Jankosa, na realizację wybuchowego potencjału Giants musieliśmy czekać aż do 26 minuty. Pędząca kula złożona z Olafa i Kleda, z doskakującym do nich Galio sprawiała, że G2 musiało oddawać kolejne części mapy. Nie tracili jednak krwi, bo wiedzieli, że czas jest po ich stronie. Im bardziej przeciągną mecz, tym większa szansa, że Viktor i Tristana poniosą ich do zwycięstwa.

Tak też się stało. Inicjacje Giants były coraz mniej skuteczne, pomimo odsłonięcia dwóch inhibitorów Samurajów. W końcu żelazna dyscyplina Jankosa z drużyną zapewniła im dotrwanie do momentu, kiedy mogli szybko poradzić sobie z Olafem lub Kledem, jeśli tylko ci spróbowaliby do nich podbiec. Gigantom zabrakło szczęścia i koordynacji, ale czasem tak jest, gdy chce się zaskoczyć przeciwnika nową kombinacją postaci.

Fnatic 10 W - 4P

G2 Esports 9W - 5P

Team Vitality 8W - 6P
Splyce 8W - 6P

Misfits 7W - 7P

Roccat 6W - 8P
Unicorns of Love 6W - 8P

Giants 6W - 8P

FC Schalke 04 5W - 9P
H2K 5W - 9P

 

Która z akcji tego dnia podobała wam się najbardziej i komu będziecie kibicować w przyszłym tygodniu? Czekamy na wasze komentarze!